0:000:00

0:00

Wystąpienie dr hab. Magdaleny Gawin, wiceministry w Ministerstwie Kultury, podczas kongresu „Polska Wielki Projekt” (10 października) historycy i socjologowie przesyłali sobie

">w mediach społecznościowych - z komentarzami, które zacytujemy na końcu.

Dlaczego jest ważne? Ponieważ „Polska wielki projekt” to sztandarowa konferencja programowa PiS i rządzącej Polską prawicy, oraz - ponieważ wiceministra Gawin mówiła parokrotnie o planach „reformy humanistyki”, co oznacza kolejne zmiany w zarządzaniu polską nauką oraz ocenianiu naukowców.

Dr hab. Gawin mówiła też różne niebywałe rzeczy o polskiej humanistyce, zwłaszcza historiografii, co jest mniej ważne, ale ciekawe, ponieważ może pokazywać poglądy rządzących.

Wiceministra porównała także obecność gender studies na uniwersytetach do teorii eugenicznych i rasistowskich, które były tam wykładane przed stuleciem.

Jak zawsze OKO.press rekomenduje obejrzenie oryginalnego materiału samodzielnie - tutaj (naszą zasadą jest odsyłanie do oryginalnych źródeł, o ile to możliwe).

Będzie „unarodowienie”

Dla tych, którzy nie mają czasu, ochoty ani nerwów na oglądanie całości kilkunastominutowego wystąpienia, przygotowaliśmy omówienie z obszernymi cytatami - poniżej.

Co z niego wynika?

  • Rząd myśli nad „reformą humanistyki”, co oznacza zmianę w ocenianiu dorobku humanistyki i nauk społecznych;
  • władza uważa humanistykę za dziedzinę kluczową politycznie - zwłaszcza historiografię i literaturoznawstwo;
  • nowe zasady oceniania historyków i literaturoznawców mają odchodzić od „punktozy”, czyli wyceniania dorobku w punktach za publikacje; premiowane będą obszary badawcze wskazane przez władzę;
  • rządzący narzekają na „cenzurę” w humanistyce, co ma oznaczać, że Zachód nie interesuje się ważnymi dla Polaków tematami, oraz że niektóre tematy zostały „zmonopolizowane” przez bliżej nieokreślone grupy wrogich polskim interesom naukowców;
  • reforma ma odbywać się pod hasłami przywracania rzekomo zagrożonej wolności badań i krytyki naukowej.

Kim jest wiceministra Magdalena Gawin? To historyczka, autorka m.in. książki o historii polskiego ruchu eugenicznego („Rasa i nowoczesność. Historia polskiego ruchu eugenicznego 1880-1952”, Neriton, IH PAN, Warszawa 2003).

Jako jedna z niewielu osób w ekipie PiS posiada autentycznie ceniony i cytowany dorobek naukowy. Napisała rozprawę habilitacyjną o sporze o równouprawnienie kobiet na przełomie XIX i XX w. Habilitację otrzymała w 2016 roku w Instytucie Historii PAN, a więc w jednym z najlepszych ośrodków w Polsce (a nie np. na KUL). Od 2015 roku jest także generalnym konserwatorem zabytków.

Dwie choroby polskiego uniwersytetu: Zachód i komunizm

Co mówiła wiceministra? Po pierwsze - że polskie uczelnie mają problemy o bliżej niesprecyzowanej naturze: część z nich płynie z Zachodu, a część to „dziedzictwo kilkudziesięciu lat trwania systemu komunistycznego”.

Według wiceministry ktoś - nie wiadomo kto - próbuje „instrumentalizować uniwersytety”.

„(...) Są instrumentalizowane nie wprost, jakimiś bardziej subtelnymi metodami (...) uniwersytety są bardzo wrażliwym obszarem. Bo jeśli chcemy przypuścić jakąś bardzo brutalną inżynierię społeczną, bardzo często zaczynamy od uniwersytetu, dlatego że uniwersytety dają autorytet nauki”.

Przełóżmy to na polski: są jakieś mroczne nienazwane siły, które próbują mieszać w głowie Polakom poprzez uniwersytety.

Dr hab. Gawin przypomniała potem, że różne szkodliwe i zbrodnicze ideologie były kiedyś wykładane na uniwersytetach i miały status nauki:

„(...) Kwestia segregacji rasowej, eugeniki, zanim stała się polityką państwa, została przepuszczona przez uniwersytety, które dały jej sankcję nauki i obiektywizmu. Tam mieliśmy całe grube tomiszcza (...)”

Kilka minut później wróciła do tej sprawy - mówiąc o „politycznych ośrodkach w centrum”.

„To one nam narzucają temat kolonializmu, postkolonializmu, wszystkich dyskursów mniejszościowych, w tym też gender”.

W ten sposób - chociaż, przyznajmy to, nie wprost, ale nieco subtelniej - dzisiejsze gender studies zostały przyrównane do wykładania eugeniki na uczelniach przed stuleciem.

Co zagraża polskiej humanistyce?

W jaki sposób rząd PiS chce przeciwdziałać? Dr hab. Gawin zaczęła od skrytykowania reform nauki (w tym zmian wprowadzanych przez byłego już ministra Gowina):

„(...) Po pierwsze, humanistyce w Polsce zagraża umiędzynarodowienie i rozumienie w technokratyczno-urzędniczy sposób (...) największe dzieła w historiografii albo w krytyce literackiej powstawały nie po to, żeby zachwycić Paryż czy Londyn, tylko były całkowicie skoncentrowane na kompletnie niezależnej sferze twórczości. Nie możemy do humanistyki stosować zasady punktacji, ona po prostu zniszczy polską humanistykę i to w kilku obszarach”.

Według wiceministry „najbardziej narażone” są historia i literaturoznawstwo, mniej filozofia i socjologia. Podała też przykład:

„Jeśli w Instytucie Badań Literackich cały zespół, który miał na nowo odczytać Kochanowskiego z rękopisów, przestał działać ponieważ system punktacji nie promuje tego typu działalności, to mamy do czynienia z czymś skandalicznym (...) nikt nie będzie zainteresowany pielęgnowaniem i rozwijaniem badań nad kulturą narodową, jeśli nie będzie tym zainteresowana Polska”.

Tutaj, dodajmy, wiceministra powtarza zarzuty wobec reformy Gowina wysuwane nie tylko przez naukowców związanych (formalnie lub ideowo) z PiS. Gowin (a wcześniej poprzednie ministry nauki z PO, prof. Barbara Kudrycka i prof. Lena Kolarska-Bobińska) rozwijały system oceniania naukowców, w którym najwięcej punktów dostaje się za publikacje w zagranicznych czasopismach naukowych.

Od początku bardzo różni naukowcy podkreślali, że nie wszystkie tematy badawcze są równie „chodliwe” za granicą. Ministra doskonale o tym wie - mówi, że w tej sprawie ministerstwo znajdzie wielu sojuszników, „nie tylko po naszej stronie” (i tu zapewne ma rację).

Punktacja - jak mówiła - to: „promowanie rzeczy wtórnych, mało wartościowych, które wpisują się w politykę centrów silniejszych”. I w tym poglądzie dr hab. Gawin nie jest odosobniona.

Dziwne opinie o historykach

Później wiceministra zaczęła krytykować dorobek polskich historyków. Jej zarzuty są dziwne. Mówiła, że „historycy dwudziestowieczni nie chodzą do archiwów” oraz że w badaniach nad historią istnieją białe plamy.

Zacytujmy:

„Problemem humanistyki, a zwłaszcza historii (…), na gruncie polskim, przez 30 lat funkcjonowania wolnej Polski, stworzyły się prawdziwe puste plamy. (...) Nie wszystkie elementy historii Polski, a zwłaszcza okupacji niemieckiej, są pożądane przez czołowe periodyki (...) w Polsce mamy autentycznie do czynienia z zaniechaniem, zaniechaniem badań (...) wolności badań na uniwersytetach jest mniej (...) mamy do czynienia z prawdziwą próbą cenzury za pomocą nacisku, żeby nie zajmować się pewnymi obszarami badań.

Polska jest 37-milionowym krajem a dziś sytuacja wygląda tak, że mamy podejmowane próby, z sukcesem, zmonopolizowania pewnych obszarów badań do pewnych konkretnych środowisk. Tylko one mogą zajmować głos i tylko one mogą się postawić poza krytyką”.

Do tych zarzutów wiceministry nie sposób się odnieść, bowiem nie wiadomo, o kogo jej chodzi. Wzmianki o okupacji niemieckiej oraz „konkretnych środowiskach” mogą sugerować, że miała na myśli Centrum Badań nad Zagładą Żydów. CBNZZ prowadzi jednak niemal wyłącznie badania archiwalne - to są historycy, którzy głównie spędzają czas w archiwach.

Co zamierza zrobić władza?

Wiceministra parokrotnie mówiła o tym, że jesteśmy „w przededniu reformy humanistyki”.

To wróży kolejne zmiany w ocenianiu polskich naukowców (przypomnijmy, że zmiany trwają już nieprzerwanie od reform prof. Kudryckiej z 2010 roku do dziś - nauka polska jest już od dekady w stanie nieustającej reformy).

Władza nie ma jeszcze, jak się wydaje, konkretnych planów, ale z wypowiedzi wiceministry można się domyślać, w jakich kierunkach będzie zmierzać.

  • władza będzie promować własne tematy badawcze: „odpowiedzią [na złe dla władzy badania] nie może być negacja”, tylko „książki, które pokazują całą rzeczywistość w ich odcieniach”;
  • „wybierając odpowiednie narzędzia, dotyczy to właśnie punktowania, przecież możemy położyć nacisk na prace wytworzone na podstawie źródeł pierwotnych, dokumentacji archiwalnej wytworzonej w czasie wojny, po wojnie”;
  • „jeżeli położymy nacisk na to, że musimy premiować pewne badania, bez względu na to, czy są dobrze przyjęte w Waszyngtonie, Nowym Jorku, Londynie czy Paryżu, również osiągniemy wiele”.

Na zakończenie wiceministra podkreśliła, że reforma będzie odbywać się pod hasłem poszanowania „wolności słowa i wolności badań”.

„Reforma w sposób mądry, gwarantująca wolność słowa i wolność badań, która rozbije te zmonopolizowane, wąskie środowiska, które bronią się zaciekle”.

Warto zwrócić uwagę na to, jak odwrócone zostało tu znaczenie tych pojęć - wiceministra zakłada, że dziś wolności słowa i badań nie ma, a reforma humanistyki projektowana przez rząd PiS ma ją dopiero przywrócić. To retoryka uderzająco podobna do tej, której rządzący używali np. w czasie ataku na sądy. Tam również rzekomo chodziło im o „prawdziwą” sprawiedliwość.

Co na to naukowcy? Zacytujmy wpis na Facebooku prof. Piotra Osęki, historyka, dyrektora ds. naukowych Instytutu Studiów Politycznych PAN w Warszawie.

;

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze