Od kwietnia 2016 roku 2,7 mln rodzin odbiera miesięcznie po 500 zł dla blisko 4 mln dzieci. Nie załapało się 1,6 mln rodzin z jednym dzieckiem, bo mają za duże dochody

 

PiS wprowadził w obiecanym terminie swój sztandarowy projekt, ale w wersji okrojonej w stosunku do wyborczych haseł. Jeszcze we wrześniu 2015 roku w spotach wyborczych Beata Szydło informowała, że „przygotowała ustawę, która pozwoli, by polskie rodziny dostawały 500 złotych na dziecko”. W tym samym czasie w partyjnym programie i w oficjalnych wystąpieniach PiS precyzował, że chodzi o 500 zł na każde drugie i kolejne dziecko, a na pierwsze – tylko w najbiedniejszych rodzinach. Podobnie mówiła w expose premier Szydło 18 listopada 2015 roku: „w pierwszych stu dniach rządów (…) planuję zrealizować politykę prorodzinną 500 zł na drugie i kolejne dziecko. W mniej zamożnych rodzinach od pierwszego”.

Ustawa weszła w życie 1 kwietnia 2016. W pierwszym roku ma ona kosztować budżet państwa ok. 17 mld zł (od kwietnia do grudnia). W 2017 roku – 23 mld zł.

500 zł miesięcznie przysługuje rodzicom i opiekunom dziecka do ukończenia przez nie 18. roku życia. Pieniądze otrzyma każda rodzina na drugie i każde kolejne dziecko. Na pierwsze dziecko dostaną tylko rodziny o najniższych dochodach – poniżej 800 zł miesięcznie na osobę lub poniżej 1200 zł, gdy dziecko jest niepełnosprawne.

Eksperci się spierają, czy program doprowadzi do zwiększenia dzietności, co było jednym z jego celów i czy nie można było skuteczniej wydać tak ogromnych pieniędzy. Nie jest też jasne, czy i jak budżet udźwignie program.

  • Rozwiń

    Co właściwie obiecywał PiS? W wyborczym spocie PiS  z 5 września 2015 roku Beata Szydło mówiła: „Przygotowałam ustawę, która pozwoli, by polskie rodziny dostawały 500 złotych na dziecko”. Równolegle ze spotami w oficjalnych propozycjach programowych i w oficjalnych wystąpieniach PiS prezentował założenia projektu – i wtedy zaznaczał, że chodzi o 500 zł na każde drugie i kolejne dziecko, a na pierwsze tylko w uboższych rodzinach.

    Dla OKO.press nie jest jasne, na ile ta niespójność przekazu była wykalkulowana. Liczba odbiorców spotu emitowanego w największych stacjach telewizyjnych jest z pewnością wyższa niż czytelników programu partyjnego czy odbiorców telewizji informacyjnych. Część wyborców mogła być przekonana, że głosując na PiS, popiera przyznanie świadczenia na każde dziecko.

    Co uchwalili? Ustawa z 11 lutego 2016 roku, o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci, to największy program polityki rodzinnej po 1989 roku. Od kwietnia 2016 roku 500 zł miesięcznie przysługuje rodzicom i opiekunom dziecka do ukończenia 18 lat. Pieniądze otrzyma każda rodzina na dziecko drugie, trzecie itd. Na pierwsze dziecko 500 zł dostaną tylko rodziny o najniższych dochodach – poniżej 800 zł miesięcznie na osobę w rodzinie lub 1200 zł miesięcznie – gdy dziecko jest niepełnosprawne.

    Po wahaniach rząd zdecydował, że pieniądze będą wypłacane także opiekunom dzieci w ramach pieczy zastępczej. Nie będą też liczone jako dochód i tym samym pozostaną bez wpływu na wypłatę pozostałych zasiłków i świadczeń opartych o kryterium dochodowe (zasiłki, stypendia itd.). W rodzinach rolników ich udział w programie będzie zależał od posiadanego areału gruntów i dochodu z hektara.

    Po uchwaleniu ustawy prezydent Duda skierował (22 kwietnia 2016) do Sejmu projekt nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, która zakłada, że świadczenie nie będzie miało wpływu na obowiązki alimentacyjne. Była to reakcja na wyrok rzeszowskiego sądu rejonowego, który uznał, że wysokość alimentów ojca można obniżyć ze względu na otrzymywane przez matkę 500 zł.

    W maju 2016 roku media informowały o przypadku zadłużonej rodziny z szóstką dzieci, której komornik zajął całe 3000 zł z programu 500 plus. Przedstawiciele rządu twierdzili, że było to sprzeczne z prawem i pieniądze zostały kobiecie zwrócone.

    OKO.press sprawdziło ustawę. Rzeczywiście, nowelizuje ona m.in. kodeks postępowania cywilnego, wyłączając spod egzekucji komorniczej: „świadczenia alimentacyjne, świadczenia pieniężne wypłacane w przypadku bezskuteczności egzekucji alimentów, świadczenia rodzinne, dodatki rodzinne, pielęgnacyjne, porodowe, dla sierot zupełnych, zasiłki dla opiekunów, świadczenia z pomocy społecznej, świadczenia integracyjne oraz świadczenie wychowawcze”. W podobny sposób znowelizowane zostały zasady egzekucji administracyjnej obejmującej podatki, grzywny i inne zaległości wobec państwa i samorządu.

    Kto dostał, a kto nie. Według danych rządowych liczba rodzin uprawnionych do świadczenia wynosi 2,7 mln. Według think-tanku CenEA ze wsparcia może skorzystać 2,6-2,7 mln rodzin, w tym: 0,8 mln rodzin z jednym dzieckiem, 1,4 mln rodzin z dwójką dzieci i 0,4 mln rodzin z trójką lub więcej dzieci do 18 lat. 1,6 mln rodzin z jednym dzieckiem nie otrzyma świadczenia, bo nie spełnia kryteriów dochodowych. Oznacza to, że z 500 plus skorzysta 62 proc. rodzin z dziećmi do 18 lat (a 38 proc. nie skorzysta). Proporcja wśród dzieci jest oczywiście wyższa – ok. 68 proc.

    Krytyka i kontrpropozycje. Część opozycji zarzucała programowi wysokie koszty i rozdawniczy charakter”. Inni ‒ przeciwnie ‒ podkreślali, że nie obejmie wszystkich dzieci.

    Przedstawiciel .Nowoczesnej uznał za bezsensowne, że z programu wsparcia korzystają także osoby zamożne.

    Klub PSL zwrócił uwagę na zbyt sztywne kryterium dochodowe (800 zł miesięcznie) świadczenia na pierwsze dziecko. Ludowcy proponowali, aby w przypadku ubogich rodzin, które przekraczają ten poziom, zastosować model złotówka za złotówkę”: świadczenie przysługiwałoby także na pierwsze dziecko, ale zostałoby zmniejszone o tyle, o ile dochód przekracza 800 zł. Poprawka PSL została odrzucona.

    W Sejmie pojawiały się też kontrpropozycje programów zwiększających dzietność (np. ulgi podatkowe).

    Eksperci zwracali także uwagę na nieprzejrzysty tryb prac nad ustawą, ekspresowe tempo jej uchwalenia, brak rzeczywistych konsultacji społecznych (formalnie nie były konieczne, bo ustawa została zgłoszona jako projekt poselski) i brak wiarygodnych analiz uzasadniających wprowadzenie projektu. Fundacja Kaleckiego oceniła, że „projekt nie spełnia wymogów polityki opartej na dowodach (evidence-based policy) oraz nie zawiera celów oraz mechanizmów, które pozwalałyby na ewaluację skuteczności. Program powinien być poprzedzony szerokimi analizami przyczyn niskiej dzietności. Następnie powinien, w oparciu doświadczenia innych krajów rozwiniętych, proponować rozwiązania zmierzające do rozwiązania tych problemów”.

    Konsekwencje. Maciej Sobociński w publikacji Biura Analiz Sejmowych wykazał, że dotychczasowa polska polityka rodzinna była niespójna i nadmiernie „oszczędna”. Szczególnie w latach 90. pozostawała niedofinansowana i nieadekwatna do potrzeb społeczeństwa. 500 plus to zmienia.

    Ożywienie gospodarki? Liberalni ekonomiści krytykują projekt za przeznaczenie zbyt dużych środków publicznych na potrzeby konsumpcyjne, co ograniczy środki na inwestycje i rozwój.

    Komisja Europejska nie jest tak pesymistyczna. W prognozie z lutego 2016 roku stwierdza, że program 500 plus wywoła pozytywny efekt popytowy, tj. będzie pobudzał konsumpcję i nakręcał koniunkturę gospodarczą. Beneficjenci programu kupią więcej dóbr, czym zwiększą dochód przedsiębiorców, a ci z kolei będą mogli zwiększyć zatrudnienie i inwestować w rozwój firm.

    Podobnie brzmią oceny światowych banków inwestycyjnych oraz Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową: szczególnie wspomożenie mniej zamożnych rodzin powinno przynieść pozytywne skutki. Gospodarstwa domowe o niższych dochodach wydają co miesiąc większą część dochodów niż zamożniejsze, co sprawi, że przytłaczająca większość pieniędzy z programu 500 plus od razu wróci do obiegu gospodarczego. Wpłynie to pozytywnie na zatrudnienie w części przedsiębiorstw, które skorzystają z zastrzyku gotówki.

    Zmniejszenie nierówności? Rodziny wielodzietne są jedną z najbardziej zagrożonych ubóstwem grup społecznych w Polsce. Niewykluczone, że 500 plus zmniejszy wysoki w Polsce poziom nierówności dochodowych (współczynnik Giniego dla nierówności dochodowych w badaniach NBP z 2015 roku wyniósł 38,4 proc; wg badań Eurostatu jest niższy).

    Bank Światowy szacuje, że w wyniku wprowadzenia programu „skrajne ubóstwo powinno się skurczyć o 2,9 punktu procentowego, co się przekłada na 38-proc. spadek absolutnego ubóstwa” (cyt. za prof. Ryszardem Szarfenbergiem). Jest tak dlatego, że 71 proc. środków z 500 plus  trafia do 40 proc. mniej zamożnych Polaków.

    Program może też poprawić sytuację najbiedniejszych dzieci: „Odsetek zagrożonych ubóstwem osób do 18 lat powinien się obniżyć z poziomu 28 do 10 proc. Odsetek dzieci w skrajnym ubóstwie praktycznie zniknie”. Bank światowy obliczył też potencjalny wpływ programu na współczynnik Giniego, czyli miarę rozwarstwienia: „Po uwzględnieniu świadczeń z programu «Rodzina 500 plus» indeks Giniego powinien się dodatkowo zmniejszyć do wartości 0,318”.

    Eksperci think-tanku CenEA zwrócili jednak uwagę, że środki z programu, które otrzymają najuboższe rodziny mogą zachęcać rodziców do rezygnacji z pracy zarobkowej. Oznaczałoby to negatywne skutki zarówno dla PKB, jak i np. obniżenie emerytur. Do tego finansowanie programu będzie rosło, jeśli ten odniesie sukces, tj. faktycznie zwiększy poziom dzietności.

    Czy wystarczy pieniędzy? Już od 2017 roku rząd może mieć problemy z finansowaniem programu 500 plus, zwłaszcza jeśli wzrost gospodarczy okaże się niższy niż szacuje Ministerstwo Finansów. Trudno będzie uniknąć naruszenia konstytucyjnej reguły budżetowej (dług publiczny nie może być wyższy niż 60 proc. PKB ) i zasad finansowych z Traktatu UE: deficyt budżetowy nie powinien być wyższy niż 3 proc. PKB. Na te zagrożenia uwagę zwrócił wolnorynkowy think-tank FOR, pokazując niebezpieczną dynamikę wzrostu zadłużenia publicznego.

    Czy to się uda? Zależeć to będzie zarówno od koniunktury gospodarczej, jak i skuteczności Ministerstwa Finansów w pozyskiwaniu dochodów. W kwietniu 2016 roku resort założył, że „deficyt sektora finansów publicznych w 2017 roku wyniesie 2,86 proc. PKB. Tempo wzrostu gospodarczego przyśpieszy w kolejnych latach do 4,0 proc. w 2018 i 4,1 proc. w 2019 roku”. Te prognozy są wyższe niż Komisji Europejskiej czy Banku Światowego. W czerwcu 2016 roku ten ostatni obniżył globalne perspektywy wzrostu (utrzymując 3.7 proc. perspektywę dla Polski), co może niekorzystnie wpłynąć na naszą gospodarkę. Jeśli PKB urośnie zbyt wolno, wpływy podatkowe mogą okazać się za małe, co spowoduje wzrost deficytu budżetowego.

    17 maja 2015 roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy ogłosił, że m.in. program 500 plus przez pobudzenie konsumpcji przyczyni się do wzrostu gospodarczego, a więc także wpływów podatkowych. Jednocześnie jednak ostrzegł, że procykliczna polityka fiskalna (tj. zwiększająca deficyt budżetowy i dług publiczny w okresie koniunktury) w przypadku ewentualnego kryzysu może spowodować poważne skutki gospodarcze.

    Rząd ma najwyraźniej świadomość problemów z finansowaniem programu. Na początku czerwca 2016 niespodziewanie zdecydował, że środki z 500 plus można będzie odbierać także w formie obligacji skarbu państwa. Taki wybór będzie z pewnością częstszy w bogatszych rodzinach, które potraktują to, jak wysoko oprocentowane lokaty bankowe. Oznaczać to będzie jednak zwiększenie długu publicznego, tyle że w najbezpieczniejszej formie – zaciągniętego u własnych obywateli i liczonego w złotówkach.

    Więcej dzieci? Janusz Witkowski, prezes GUS w latach 2011-2016, szacuje, że dzięki wyższym urodzeniom liczba ludności w 2050 roku może wynieść 35,7 mln osób, a więc o ponad 1,7 mln więcej niż wg prognozy GUS z 2014 roku.

    Nie brak jednak głosów sceptycznych. Przykłady rozwiniętych krajów Zachodu wskazują, że skuteczniejszą metodą zachęcenia obywatelek/li do posiadania dzieci jest wspieranie rodziny przez system usług publicznych i rozwiązania prawne. Najbardziej wydajne są polityki społeczne, które wspierają rodziców (a zwłaszcza matki) w łączeniu aktywności zawodowej i opiekuńczej m.in. poprzez: bezpłatnie żłobki i przedszkola, sprawną służbę zdrowia, w tym opiekę nad dziećmi, urlopy wychowawcze, elastyczny czas i formy pracy.

    Według prof. Ireny Kotowskiej Polki i Polacy mają mniej dzieci niż by chcieli. Większość nie decyduje się na kolejne dzieci, gdyż boją się pogorszenia sytuacji materialnej, trudności w pogodzeniu pracy z obowiązkami rodzicielskimi. Do tego dochodzi zła i pogarszająca się sytuacja mieszkaniowa ‒ już 43,5 proc. Polaków w wieku 25-34 lata mieszka z rodzicami. Wsparcie finansowe może mieć jedynie pośredni wpływ na te obawy.

    Przykład reform systemu polityki rodzinnej w Czechach sugeruje, że 500 plus może zwiększyć liczbę dzieci, ale tylko na krótką metę. Nagłe wsparcie finansowe może zachęcić do podjęcia decyzji o posiadaniu dziecka osoby, które już wcześniej to planowały. Dodatkowe pieniądze mogą jednak nie przekonać tych rodzin, w których kobieta po urodzeniu dziecka chce pozostać aktywna zawodowo. Ekspertyza Biura Analiz Sejmowych rozróżnia dwa modele polityki rodzinnej: konserwatywne i progresywne. W takim podziale 500 plus to program konserwatywny, który będzie sprzyjał utrwalaniu tradycyjnych ról kobiet i mężczyzn. Efektem 500 plus może okazać się zmniejszenie aktywności zawodowej kobiet i zwiększenie nierówności płci na rynku pracy, a w konsekwencji ‒ także przyszłych emerytur. Według ekonomisty Ignacego Morawskiego, mniejsza aktywność zawodowa kobiet może wręcz przełożyć się na mniejszą dzietność.

    Z drugiej strony pojawiły się opinie ekspertów, że wsparcie finansowe wzmocni rolę kobiet w patologicznych sytuacjach związkowych ‒ zyskają realną możliwość odejścia od partnerów wraz z dziećmi. Media i politycy regularnie donoszą też o kolejnych rzekomych „skutkach” programu 500 plus (wzrost lub spadek przemocy domowej, częstsze interwencje policji, większe wydatki na konkretne produkty itp.).

    To zwykle pochopne wnioski oparte na niepotwierdzonych pogłoskach. Pogłębionych publikacji naukowych i eksperckich na razie brak. 500 plus jest ogromnym przedsięwzięciem finansowym i politycznym i jako taki musi wywołać znaczące efekty społeczne. Także takie, których autorzy programu nie przewidywali.

Współzałożyciel, członek zarządu i analityk Fundacji Kaleckiego. Prawnik i Kulturoznawca, absolwent MISH UW. Współpracownik i doradca ds. międzynarodowych Instytutu Myśli Demokratycznej powołanego przez Roberta Biedronia. Publikował też m.in. w Gazecie Wyborczej, Krytyce Politycznej, Przekroju, Newsweeku, Kulturze Liberalnej, Res Publice Nowej.


Komentarze

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press