W kluczowym przemówieniu na bliskowschodnim szczycie w Warszawie wiceprezydent USA Mike Pence jasno pokazał, że była to konferencja przeciwko Iranowi. Odmalował czarno-biały obraz złego Iranu i dobrych USA, ani razu nie wspomniał o Arabii Saudyjskiej. A Polacy dali się bezwolnie wciągnąć w dyplomatyczną grę

Podczas konferencji bliskowschodniej w Warszawie (13-14 lutego 2019) ważne przemówienie wygłosił wiceprezydent Stanów Zjednoczonych. I postawił nas w trudnej sytuacji.

Polskie złudzenia

Jak zapewniał polski minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, konferencja bliskowschodnia w Warszawie nie miała być wymierzona w żadne państwo – rozmowy miały skupić się na kwestii finansowania terroryzmu czy bezpieczeństwie energetycznym.

Drugiego dnia konferencji przekonaliśmy się, że te deklaracje nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością. Irańczycy, najludniejszy po Egipcie i największy kraj regionu nie zostali zaproszeni. Obecny w Warszawie premier Izraela Benjamin Netanjahu od początku mówił, że przyjeżdża do Warszawy, aby zająć się problemem Iranu.

14 lutego, drugiego dnia konferencji spotkali się premier Izraela i sekretarz stanu USA Mike Pompeo. Na briefingu prasowym po spotkaniu Pompeo powiedział, że „nie można osiągnąć pokoju i stabilizacji na Bliskim Wschodzie bez skonfrontowania Iranu”.

Jeszcze dalej poszedł wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Mike Pence podczas swojego dwudziestoczterominutowego przemówienia.

Pence kontra Iran

„Jestem dziś tutaj w imieniu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Stoję przed bezprecedensowym zgromadzeniem liderów ponad 50 narodów aby powiedzieć, że USA są gotowe aby pracować z wszystkimi tutaj obecnymi, aby odpowiedzieć na to wielkie wyzwanie, aby sięgnąć po nasze wspólne przeznaczenie – pokój” – powiedział na początku. Te banalne z pozoru słowa pod nieobecność Irańczyków wybrzmiały jednak konfrontacyjnie.

Wynika z nich bowiem, że USA nie są gotowe z Iranem współpracować. Dalej padły słowa o tym, że USA są na bliskim wschodzie „siłą dobra” (to stwierdzenie padło dwa razy). Według Pence’a największym zagrożeniem dla pokoju jest islamski terroryzm i „autorytarne reżimy, które eksportują go w regionie i poza nim. Radykalny islamski terroryzm nie zna granic. Za cel obiera sobie Stany Zjednoczone, Izrael i narody Bliskiego Wschodu i całego świata”.

Ani słowa o Saudyjczykach

Znów, są to słowa właściwie słuszne, gdyby nie to, że Pence nie ma na myśli wszystkich autorytarnych reżimów. W obecności przedstawicieli Arabii Saudyjskiej wspomniał o morderstwie Saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego, ani słowem nie wspomniał jednak o winnych jego śmierci. Chaszukdżi został zamordowany w październiku 2018 roku na terenie saudyjskiego konsulatu w Stambule. Jak w listopadzie donosił „Washington Post”, CIA za winnego śmierci uznała saudyjskiego księcia Mohammeda bin Salmana.

Pence powiedział o Chaszukdżim, a zaraz potem przeszedł do krytyki Iranu. Nazwa „Arabia Saudyjska” nie padła podczas przemówienia ani razu.

Wspominając początek konferencji, powiedział:

„Wczorajszy wieczór był niezwykły. Na początku tej historycznej konferencji liderzy z całego regionu zgodzili się, że największym zagrożeniem dla pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie jest Islamska Republika Iranu. 40 lat temu duchowni przejęli kontrolę nad tym krajem. Od tego czasu wspierali terrorystyczne bojówki, Hezbollah, Hamas, eksportowali broń, napędzali konflikty w Syrii, Jemenie i innych miejscach. Irański reżim jest największym sponsorem terroryzmu na świecie. Zbombardowali amerykańskie ambasady, zabili setki amerykańskich żołnierzy”.

Nic nowego

Związki Iranu z Hezbollahem czy polityczno-militarnym ruchem Huti, który uczestniczy w wojnie w Jemenie, nie są nową wiadomością dla nikogo, kto śledzi polityczne wydarzenia na świecie. Pence połączył Iran z 5,7 miliona uchodźców syryjskich z Iranem, wspomniał też o umierającym co 10 minut dziecku w Jemenie w wyniku kryzysu humanitarnego, wywołanego przez tamtejszą wojnę domową. I tak jak Iran jest politycznie obecny zarówno w Syrii, jak i w Jemenie, to sprowadzanie wszystkich tych konfliktów do destrukcyjnej roli Iranu jest skrajnie nieuczciwe i nieodpowiedzialne.

W jemeńskiej wojnie domowej Saudyjczycy są aktywną stroną, która stara się przywrócić do władzy jemeńskiego prezydenta Hadiego m.in. przy pomocy nalotów na Huti. I Iran i Saudyjczycy przyczyniają się do dramatycznego kryzysu humanitarnego w Jemenie.

Tymczasem w przemówieniu amerykańskiego prezydenta polityka Bliskiego Wschodu sprowadza się do bardzo prostych obrazów – zły i agresywny Iran kontra miłujące pokój narody. Kilkukrotnie wspominał o tym, że polityka USA wobec Iranu ma na celu powstrzymanie Iranu przed zdobyciem broni masowego rażenia. Stany Zjednoczone wycofały się z umowy nuklearnej pomiędzy Iranem a Chinami, Francją, Niemcami, Rosją, Unią Europejską, USA i Wielką Brytanią, ponieważ administracja Trumpa uważa, że sankcje są skuteczniejsze.

Irak a Iran

Niestety, retoryka Pence’a i całej dyplomacji amerykańskiej niebezpiecznie przypomina to, co przed inwazją na Irak w 2003 roku mówili amerykańscy politycy. Również wtedy zgadzał się z nimi w pełni Benjamin Netanjahu. W 2002 roku w Kongresie Stanów Zjednoczonych z charakterystyczną dla siebie pewnością mówił, że:

„Jeżeli pozbyć się Saddama, to gwarantuję, że będzie to miało niesamowicie pozytywne konsekwencje dla regionu”.

Dziś wiemy, że się pomylił.

Iran z przemówienia Pence’a:

  • rozkrada majątek swoich obywateli,
  • ogranicza wolność słowa i zgromadzeń,
  • represjonuje mniejszości religijne, kobiety,
  • mniejszości seksualne skazuje na karę śmierci.

Tymczasem wszystko to można powiedzieć również o Arabii Saudyjskiej. Pence jednak nie poruszył tego tematu, ponieważ USA uznają Saudyjczyków za swoich sojuszników, a Iran za zagrożenie dla swoich interesów. Nie wspomniał też o tym, jak w latach 80., podczas prezydentury Ronalda Reagana z tej samej partii, którą reprezentują Trump i Pence, USA sprzedawały potajemnie broń Iranowi w zamian za pomoc w uwolnieniu amerykańskich zakładników ujętych przez Hezbollah w Libanie.

Wykorzystali Polskę

Irańskie władze mają oczywiście wiele ciemnych kart jeśli chodzi o prawa człowieka czy wspieranie terroryzmu na świecie. Pence w swoim przemówieniu pokazuje jednak wyjątkowo jednostronną diagnozę sytuacji. I wciąga Polskę w swoją antyirańską politykę, chociaż Unia Europejska ma w tej sprawie zupełnie inne stanowisko.

Cała inicjatywa konferencji w Warszawie nie była z Unią konsultowana. Stanowisko wspólnoty jest jasne: lepszą od sankcji i konfrontacji drogą do stabilności na Bliskim Wschodzie jest dialog i porozumienie. Takie podejście przyświecało porozumieniu nuklearnemu, które zostało podpisane w 2015 roku. I z którego Stany Zjednoczone po wyborze Trumpa się wycofały. Pisaliśmy o tym więcej w tekście „Z kim trzyma rząd PiS? Wice-Trump poucza Europę na szczycie w Warszawie”

Jeżeli do kogoś nie przemawia argument, że przez samą organizację szczytu daliśmy się wciągnąć w amerykańsko-izraelską grę, to Pence w swoim przemówieniu powiedział też, że wszyscy na konferencji zgadzają się, że po podpisaniu umowy Iran stał się bardziej agresywny. Wątpliwe, że uzgadniał to zdanie ze stroną polską. Po wiceprezydencie USA przemawiał premier Mateusz Morawiecki. Nie odniósł się do antyirańskiej retoryki Pence’a, mówił przede wszystkim o polskiej pomocy humanitarnej na Bliskim Wschodzie.

Bajki o pokoju

Zastępca Trumpa zakończył swoje przemówienie idylliczną opowieścią, pełną religijnych odniesień:

„Wystarczy spojrzeć na stare miasto w Jerozolimie, aby zobaczyć przykład dla całego regionu. Widzimy tam wyznawców trzech wielkich religii w nieustannym kontakcie ze sobą. […] Na Wzgórzu Świątynnym widzimy młodych muzułmanów, którzy biją pokłony w modlitwie. W Bazylice Grobu Świętego widzimy dziecko, które otrzymuje chrzest. Przy Ścianie Płaczu widzimy młodego chłopca podczas bar micwy. To co tam widzimy, można osiągnąć w całym regionie”.

Modlitwy przedstawicieli trzech różnych religii są częścią rzeczywistości starego miasta w Jerozolimie. Równie jednak widoczną rzeczywistością tego miejsca jest konflikt na tle religijnym, głównie między Arabami i Żydami, który od czasu do czasu kończy się przemocą. Być może jednak bogobojna bajeczka uśpiła czujność polskich władz, które przez to zaakceptowały całą resztę treści przemówienia. I dały się przez to postawić w trudnej, międzynarodowej pozycji.

OKO pilnuje,
żeby Polska nie wyszła z Europy.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Masz cynk?