Uczestnicy Marszu Niepodległości bili, deptali i lżyli grupę kobiet, które protestowały przeciw faszyzmowi. Postępowanie umorzono, bo "zamiarem atakujących nie było pobicie, lecz okazanie niezadowolenia". Dziś sąd przyjął zażalenie poszkodowanych na bulwersującą - jego zdaniem - decyzję. Sprawa wraca do prokuratury

13 lutego 2019 Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieście przyjął zażalenie na decyzję prokuratury – we wrześniu 2018 roku umorzyła ona postępowanie wobec uczestników Marszu Niepodległości, którzy bili, deptali i opluwali kobiety demonstrujące przeciw faszyzmowi.

„Jestem bardzo wzruszona. Sędzia otwarcie mówiła, że decyzja prokurator Kołodziej jest bulwersująca, zwłaszcza stwierdzenie, że nie zachodzi interes społeczny w kontynuowaniu śledztwa.

Uznała też, że nasze obrażenia zostały potraktowane pogardliwie, bo biegły medyk nawet nie sprawdził, jak czujemy się teraz” – mówiła wychodząc z sali Ewa Błaszczyk, jedna z poszkodowanych.

Posiedzenie toczyło się za zamkniętymi drzwiami. Wesprzeć pobite kobiety przybyło kilkadziesiąt osób, które czekały pod drzwiami sali. „Wolne sądy!” – skandowali po ogłoszeniu decyzji.

Bite, kopane i znieważane podczas marszu nacjonalistów

Grupa 14 Obywatelek RP i członkiń Warszawskiego Strajku Kobiet w Święto Niepodległości 2017 roku stanęła na trasie na trasie przemarszu z transparentem „Stop faszyzmowi”.

„Parokrotnie dostałam kopniaka w plecy, po nerkach, bo bohaterowie lubili zachodzić od tyłu. Zostałam też czymś oblana po twarzy”

mówiła Elżbieta Podleśna „Dużemu Formatowi” świeżo po wydarzeniach. „Jak zaczęli na serio atakować, to usiadłyśmy. Wrzeszczeli, doskakiwali do nas. Pozrywali nam biało-czerwone opaski! »Raz sierpem, raz młotem« i znowu »wypierdalaj stąd«” – w OKO.Press opowiadała Kinga Kamińska, również uczestniczka akcji.

Kobiety zostały wyniesione z trasy pochodu przez jego uczestników – jedną z nich upuszczono, rozbijając jej głowę. Interweniowało pogotowie.

U protestujących stwierdzono: naderwanie kręgosłupa, uraz głowy, przekrwienia.

Całe wystąpienie kobiet było filmowane. Nagranie obejrzało 289 tys. osób. 

10 września 2018 z warszawskiej prokuratury otrzymały pisma, informujące o umorzeniu śledztwa przeciwko organizatorom demonstracji, czyli Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości, związanemu z Ruchem Narodowym, Młodzieżą Wszechpolską i ONR.

Prokuratura: bicie kobiet nie jest drastycznym bezprawiem

Dlaczego sprawę umorzono? Bo:

  • „Zachowania atakujących nie były objęte umyślnością”,
  • „Zamiarem atakujących nie było pobicie, lecz okazanie niezadowolenia”,
  • „Przemoc ze strony napastników była nakierowana na mniej newralgiczne części ciała”,
  • „Brak jest podstaw do przyjęcia, że interes społeczny uzasadnia ściganie przestępstw z urzędu”.

W końcówce uzasadnienia prokurator Magdalena Kołodziej przywołuje okoliczności, jakie powinny skłaniać prokuraturę do objęcia sprawy ściganiem z urzędu. Wymienia m.in. „szczególną złośliwość” sprawców oraz „konieczność kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa i poczucia, że organy państwowe stanowczo reagują na drastyczne przypadki bezprawia”.

Po czym stwierdza bez zbędnej argumentacji, że te okoliczności nie zachodzą.

Prokuratura co prawda uznała obelgi za znieważenie, ale nie dopatrzyła się naruszenia interesu społecznego. Jak ujawniało RMF FM,

prokuratura określiła motywy napastników, choć nie zdecydowała się ich zidentyfikować czy przesłuchać.

„Prokurator dała sygnał naziolom, czy ktokolwiek będzie na ich miejscu, może zachowywać się w ten sposób” – komentowała przed ogłoszeniem postanowienia sądu Elżbieta Podleśna. 

Pobite dostały grzywnę, bijący na razie bezkarni

27 września 2018 roku sąd wydał wyrok nakazowy w sprawie dziewięciu z 14 kobiet. Kobiety zostały ukarane grzywną w wysokości 200 zł .

Sąd uznał, że siadając na trasie przemarszu i utrudniając przemieszczenie się uczestnikom zgromadzenia, kobiety usiłowały „przeszkodzić w przebiegu niezakazanego zgromadzenia publicznego Marsz Niepodległości 2017, co jest wykroczeniem z art. 52 ust. 2 pkt. 1 kodeksu wykroczeń”.

Sąd podkreślił wtedy, że „okoliczności czynów i wina obwinionych nie budzą wątpliwości”.

W obronie 14 odważnych kobiet wystąpiło stowarzyszenie Amnesty International Polska. Petycję można podpisać tutaj.


Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o relacjach między kulturą a sprawami społecznymi, radykalizmie politycznym czy dyskryminacji w dostępie do usług publicznych. Debiutował w „Machinie”, publikował m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku” i „VICE”. Prowadzi wolontariat „Kotexpol”, który pomaga w opiece nad kotami, promując adopcję ze schronisk.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym