Polskie Towarzystwo Psychodeliczne tworzą prawnicy, naukowcy, lekarze, psychologowie. Terapie z użyciem MDMA i psylocybiny mogą pomagać na depresję, lęki, uzależnienie od alkoholu i nikotyny. Ale oficjalna polityka narkotykowa tylko straszy

Polskie Towarzystwo Psychodeliczne brzmi dla polskiego ucha jak szalona, może nawet przerażająca inicjatywa grupy ryzykantów żyjących na granicy prawa. Okazuje się jednak, że członkami PTP są prawnicy, psychologowie, lekarze, m.in. dr Marek Balicki – kierownik Biura Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, dyrektor szpitali  i minister zdrowia 2003-2005.

Jak to rozumieć?

Proponujemy tak: substancje psychodeliczne wychodzą z cienia wieloletniej nieprzemyślanej polityki antynarkotykowej, przestają być tanim straszakiem i tematem rozmów między wtajemniczonymi. Coraz śmielej wchodzą w świat nauki, a dyskusja wokół nich jest poważna – mogą okazać się lekiem na wiele schorzeń psychicznych.

Sytuacja jest krytyczna: samobójstwo popełnia na świecie 800 tys. osób rocznie. Według szacunków WHO zaburzenie psychiczne lub neurologiczne w jakimś momencie życia dotyczy jednego na czterech mieszkańców globu.

Czym są psychodeliki, jakie niosą nadzieje i zagrożenia oraz dlaczego nasza polityka antynarkotykowa nie ma sensu. O tym wszystkim OKO.press rozmawia z Agnieszką Sieniawską – prawniczką i przewodniczącą Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej i Damianem Sobczykiem – aktywistą i influencerem znanym jako Mestosław.

Marta K. Nowak, OKO.press: Skąd pomysł na Polskie Towarzystwo Psychodeliczne?

Agnieszka Sieniawska: Od 2008 działamy w ramach Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej na rzecz zmiany restrykcyjnego prawa antynarkotykowego, poszerzania oferty leczniczej o medyczną marihuanę, leczenie substytucyjne… W tym natłoku spraw psychodeliki nie były nigdy na pierwszym miejscu.

Uznaliśmy, że najwyższy czas to zmienić, bo mówimy o niesamowitych substancjach o ogromnym potencjale leczniczym, do których przylgnęło wiele mitów i stereotypów.

Damian Sobczyk: Powszechnie uważa się, że skoro psychodeliki są nielegalne to na pewno są szkodliwymi, uzależniającymi narkotykami. Badania pokazują wyraźnie: psychodeliki nie uzależniają.

Są oczywiście przypadki wykształcenia się u niektórych osób w pewnych specyficznych warunkach uzależnienia psychicznego – podobnie człowiek może uzależnić się od gier komputerowych czy zakupów.

W przypadku psychodelików nie ma jednak możliwości uzależnienia fizycznego, charakterystycznego dla opioidów czy alkoholu lub papierosów. Maja też wyjątkowo niską toksyczność w porównaniu do innych substancji psychoaktywnych, w tym leków.

A.S.: Profesor David Nutt zbadał szkody społeczne, szkody zdrowotne i potencjał uzależniający najczęściej używanych substancji psychoaktywnych (badania ukazały się w 2010 roku w prestiżowym naukowym czasopiśmie medycznym The Lancet).

Okazało się, że w podsumowaniu szkodliwości na pierwszym miejscu był alkohol, na drugim heroina, na 8. miejscu marihuana, a za najmniej szkodliwe uznano MDMA, LSD, grzyby psylocybinowe.

[Na wykresie poniżej podsumowano szkodliwość substancji psychoaktywnych dla użytkowników (niebieski) i dla otoczenia (czerwony)]

David Nutt: „Drug harms in the UK: a multicriteria decision analysis”, The Lancet 2010.

D.S.: W maju 2019 roku opublikowano wyniki prac zespołu 25 australijskich ekspertów, którzy badali 22 substancje psychoaktywne i mierzyli szkody, jakie mogą one wyrządzać jednostce, rodzinom i całemu społeczeństwu.

Za najbardziej szkodliwy uznano alkohol (zdobył 73 na 100 punktów), potem była metamfetamina (66 punkty) i heroina (58). Marihuana znalazła się dopiero na 13. miejscu (17 punktów), Ketamina i MDMA na 17-18. (7 punktów), grzyby psylocybinowe i LSD – na 20. (tylko 5 punktów).

Substancje, które są w polu zainteresowań Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego zostały sklasyfikowane jako jedne z najbezpieczniejszych.

W corocznym Global Drug Survey w edycji z 2019 roku, w której wzięło udział ponad 123 tys. osób z całego świata, badano, jak często potrzebowało one pomocy medycznej po korzystaniu z substancji. Najbardziej niebezpieczne okazały się heroina, tzw. dopalacze oraz metamfetamina. LSD, ketamina, marihuana i grzyby psylocybinowe zamykały listę.

A.S.: A polskie prawo wrzuca to wszystko do jednego worka z dopalaczami i ciężko uzależniającymi substancjami, jak opioidy. Wszystkie przynależą prawnie do tej samej grupy substancji całkowicie nielegalnych o „braku zastosowań medycznych i wysokim potencjale nadużywania”.

  • Substancje psychoaktywne w polskim prawie

    Niektóre substancje psychoaktywne są uznawane za niegroźne i dostępne bez ograniczeń, np. kawa czy czekolada. Użycie pozostałych jest regulowane przez ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii. Mówi sie w niej o środkach odurzających i psychotropowych, chociaż nie określono dokładnie na czym polega różnica.

    Środki psychoaktywne dzieli się na grupy w zależności od stopnia ryzyka uzależnienia. Środki odurzające grup I-N i II-N oraz substancje psychotropowe grup II-P, III-P i IV-P mogą być używane wyłącznie w celach medycznych, przemysłowych lub prowadzenia badań.
    Substancje psychotropowe grupy I-P i IV-N uznaje się za nieposiadające zastosowań medycznym, ale za to mające wysoki potencja nadużywania. Mogą być używane wyłącznie w celu prowadzenia badań.

    W wykazie środków odurzających i substancji psychotropowych klasyczne psychodeliki znajdują się dziś w grupie I-P (substancje o braku zastosowań medycznych i wysokim potencjale nadużywania). Zdaniem PTP, powinny jak najszybciej trafić do grupy IV-P (substancje o istotnych zastosowaniach medycznych i małym potencjale nadużywania, które mogą być stosowane w celach medycznych, naukowych i przemysłowych).

To kompletnie sprzeczne z wiedzą naukową! Jednym z naszych najważniejszych postulatów jest umożliwienie badań nad właściwościami leczniczymi psychodelików.

Może uporządkujmy obraz substancji psychoaktywnych,  czyli tych, które mają bezpośredni wpływ na działanie mózgu. 

A.S.: Substancje psychoaktywne dzielimy w uproszczeniu na:

  • stymulanty, czyli „pobudzacze”, np. amfetamina, kokaina, dopalacze czy kofeina;
  • depresanty, czyli „spowalniacze”, jak heroina, morfina czy alkohol;
  • kannabinoidy – marihuana i haszysz;
  • psychodeliki – najbardziej klasyczne to LSD, psylocybina (obecna w grzybach psylocybinowych), DMT (substancja czynna ayahuaski), meskalina (obecna w kaktusach takich jak pejotl czy san pedro).

Czym są psychodeliki i co powoduje, że są tak wyjątkowe?

D.S.: Są to substancje, które wywołują zmiany percepcji, sposobu myślenia oraz sposobu odczuwania emocji. Doświadczenia przez nie wywoływane są często porównywane do marzeń sennych, hipnozy, medytacji. Nazywa się je czasem „halucynogenami”, ale to moim zdaniem błędne i stygmatyzujące określenie, bo

psychodeliki nie powodują takich halucynacji, jakie kojarzymy np. z chorobami psychicznymi – że się coś widzi, słyszy i myli to z rzeczywistością.

Zmiany w postrzeganiu mogą powodować, że coś jest zdeformowane lub ma inny kolor, ale z reguły nie mamy problemu z odróżnieniem, czy to co widzimy jest prawdą czy przekłamaniem.

Nazwałbym to stanem zmienionej, niektórzy mówią: rozszerzonej świadomości. Wyjątkiem może być szałwia wieszcza czy DMT, gdzie mówi się o poczuciu bycia w innej rzeczywistości, ale to wciąż nie są halucynacje.

Najważniejsze, że w przeciwieństwie do innych środków psychoaktywnych, psychodeliki poza chwilową zmianą perspektywy, wywołują także trwałe zmiany świadomości. Pozwalają przepracować traumy, mogą wpłynąć na naszą wizję świata, myślenie o innych ludziach.

Podczas badań na John Hopkins School of Medicine 58 proc. uczestników, którym podano psylocybinę, stwierdziło, że było to jedno z pięciu najbardziej znaczących doświadczeń ich życia. Doświadczenie pozwoliło im lepiej zrozumieć siebie oraz rozbudziło w nich więcej współczucia i cierpliwości wobec innych. Późniejsze badanie potwierdziło, że nawet pojedyncze przyjęcie psylocybiny może prowadzić do trwałych, pozytywnych zmian w osobowości, skutkując większą otwartością.

MDMA, które ma właściwości psychodeliczne, jest też tzw. empatogenem wywołując otwartość emocjonalną, uczucie empatii i miłości. Okazało się, że może to być cudowny środek dla osób, które potrzebują terapii, ale nie są w stanie się w pełni otworzyć. Dzięki małym dawkom przyjmowanym przy terapeucie odblokowują się, mogą przepracować traumę.

Mówimy chyba o jakimś podziemiu psychiatrii.

D.S.: To nie jest wiedza tajemna.

W 2017 r. amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) przyznała terapii MDMA status terapii przełomowej (ang. breakthrough therapy) w leczeniu zespołu stresu pourazowego. Trybu rejestracji leków, który trwa kilkanaście lat został przyśpieszony do 4 – 5 lat.

FDA uznało, że nie ma obecnie lepszej terapii i trzeba jak najszybciej zapewnić dostęp pacjentom, bo każdy rok opóźnienia szkodzi społeczeństwu. Obecnie trwają badania ostatniej fazy i szacuje się, że terapia wspierana MDMA zostanie przez FDA zatwierdzona w 2021 r.

Stres pourazowy (PTSD) to dolegliwość weteranów wojennych, o czym opowiadał OKO.press Michael Cooley, bohater filmu „Wyzwolenie”. 

A.S.: Ale FDA przyznała psylocybinie status terapii przełomowej także w leczeniu depresji.

Uporządkujmy. Są powody, by myśleć, że psychodeliki pomagają cierpiącym na:

  • zespół stresu pourazowego,
  • depresję lekooporną, a także też
  • zaburzenia obsesyjno-kompulsywne i
  • lęki – w tym związane ze stanami terminalnymi.

Uważa się, że psylocybina może pomóc pogodzić się z widmem nadchodzącej śmierci, co jest ważne i humanitarne.

I jest poza obszarem działania klasycznej medycyny.

A.S.: Badania na John Hopkins University pokazały, że terapia psychodeliczna u 80 proc. pacjentów w stanie termalnym przyniosła spadek niepokoju i przygnębienia, a także poprawę nastroju.

D.S.: W przypadku Polski, gdzie na chorobę alkoholową cierpi wciąż około miliona osób, a codziennie papierosy pali 24 proc. społeczeństwa szczególnie istotne może okazać się to, że psychodeliki mogą być stosowane

w leczeniu uzależnień od alkoholu i nikotyny.

A.S.: Nie zapominajmy, że około półtora miliona Polaków cierpi na depresję, z tego ok. 5- 10 proc. na tę lekooporną.

D.S.: Według WHO depresja do 2030 r. będzie najczęstszą chorobą na świecie.

Niestety współczesna medycyna nie potrafi leczyć depresji, poza podawaniem uzależniających leków o relatywnie niskiej efektywności. Psylocybina, która pomaga tym, którym nic innego nie pomogło, budzi wielkie nadzieje.

A.S.: Po psychodeliki nie sięgają wyłącznie osoby szukające pomocy, ale też takie, które chcą poszerzyć świadomość czy zadbać o duchowość.

Nic, tylko brać?

D.S. Niekoniecznie, oczywiście psychodeliki mogą mieć pozytywny wpływ na dobrostan psychiczny człowieka, ale

przyjmowane w niekontrolowanych warunkach mogą prowadzić do negatywnych skutków psychicznych i ryzykownych zachowań.

Doświadczenia psychiczne wywołane przez nie mogą być bardzo intensywne, dlatego tak ważne jest, żeby osoby sięgające po psychodeliki miały pełne informacje na temat zasad bezpieczeństwa i sposobów ograniczenia możliwych szkód.

U osób chorych psychicznie np. na schizofrenię albo tych z historią takich chorób w rodzinie psychodeliki mogą być niebezpieczne – pogorszyć stan albo aktywować ukrytą chorobę.

Przeciwwskazaniem jest też trudny okres w życiu. Wiem, że to paradoksalne, bo to właśnie takie osoby próbują sobie za wszelką cenę pomóc, ale potrzebują one szczególnej uwagi, a bez specjalistycznych ośrodków i pomocy terapeuty, podejmują duże ryzyko.

Przeżycie może być zbyt silne, mogą nie umieć sobie z nim poradzić. Takie osoby trafiają czasem do psychologów zajmujących się integracją.

Integracją?

D.S.: Integracją psychodelicznego doświadczenia. Niektórzy muszą sobie to wszystko poukładać. Psychologowie, którzy z nami współpracują mówią o dwóch kategoriach pacjentów po psychodelikach: takich, którzy traktują to przeżycie jako część terapii i takich, którzy przychodzą, bo potrzebują pomocy – przeżyli coś tak intensywnego, że nie wiedzą jak to uporządkować. To bardzo ważne, żeby takie negatywne doświadczenie móc przepracować.

Dzisiaj status prawny substancji psychodelicznych w Polsce powoduje, że nie można ich legalnie zażywać pod kontrolą lekarza. Nie ma ośrodków, badań, wytycznych. O zagrożeniach związanych z przyjmowaniem psychodelików na własną rękę, bez przygotowania mówił m.in. psycholog Norbert Jamróz podczas dyskusji na festiwalu Watch Docs 2019 po filmie „Wyzwolenie”. Intensywność przeżyć w połączeniu z brakiem wsparcia mogą być traumatyzujące, wywoływać lęk.

A.S.: To nie są substancje na imprezę ani takie, które można przyjmować w ciemno. Wymagają dużej samoświadomości i odpowiedniego przygotowania, a także fachowej opieki.

D.S.: Jednym z rozwiązań jest przyjmowanie ceremonialne, bo zakłada jakieś wytyczne, kogoś, kto nad wszystkim czuwa. To, że dzisiaj terapie i ceremonie psychodeliczne zepchnięte są do podziemia powoduje, że mamy ograniczoną kontrolę oraz brak wypracowanych standardów. Polska jest tu bardzo zacofana. Zakazujemy i udajemy, że nic się nie dzieje.

Niektóre kraje podchodzą do tego inaczej. Rząd Katalonii wydał ostatnio poradnik dla prowadzących ceremonie oraz uczestników – w myśl filozofii redukcji szkód założyli, że skoro mimo zakazów i tak ludzie to robią, to trzeba ich ostrzec – np. jak uniknąć molestowania, jak się przygotować, na co uważać.

A.S. To również jedno z zadań, które sobie stawiamy – redukcja szkód. Wiemy, że podziemie psychodeliczne istnieje. Restrykcyjne prawo nic tu nie wskóra, trzeba informować jak zminimalizować niebezpieczeństwa.

Kryminalizacja nie ma sensu – prowadzi jedynie do większego niebezpieczeństwa trafienia na zanieczyszczone substancje a nawet do zgonów.

Badania pokazują, że czynnikiem, który powstrzymuje ludzie przed sięganiem po substancje  psychoaktywne nie są wcale zakazy prawa, ale troska o własne zdrowie. Nie zrezygnują tylko ze względu na prawo. A podejście kryminalizacji generuje ogromne koszty, także społeczne – napędza podziemie narkotykowe.

Podejście Polski wciąż opiera się na szkodliwej i nieskutecznej strategii restrykcyjnego prawa. Efektem jest między innymi wzrost zainteresowania dopalaczami i popyt na nowe substancje psychoaktywne, często bardziej niebezpieczne niż „klasyczne” narkotyki.

Dzisiaj to Polska i Estonia, w której prawo też jest restrykcyjne, mają największy problem z powszechnym używaniem dopalaczy, zwłaszcza przez młodzież. Takiego problemu nie ma np. Portugalia, która 20 lat temu wprowadziła dekryminalizację

[O przypadku Portugalii i jej strategii walki z uzależnieniami i przedawkowaniami narkotyków więcej przeczytasz tutaj].

Zatem redukujmy szkody. Skoro wiemy, że ludzie biorą, to na co powinni zwrócić uwagę?

A.S.: Ważna jest zasada „set and setting” – czyli nasze nastawienie oraz otoczenie, w jakim przyjmujemy psychodelik.

D. S. : Musimy o danej substancji wiedzieć wszystko, nie ma mowy o braniu w ciemno czy pod wpływem chwili, bez przygotowania. Trzeba się zastanowić, czy czas jest dobry, czy nie przeżywamy akurat kryzysu. Koniecznie musimy zadbać o to, by miejsce było bezpieczne i ciche oraz mieć kogoś, kto się nami zaopiekuje, będzie towarzyszył, do kogo mamy zaufanie. Ostatni element to integracja, czyli wprowadzenie w życie tego, co przeżyliśmy, przemyślenie tego.

Na razie redukcja szkód, działania na rzecz odblokowania możliwości badań, a kiedyś dekryminalizacja. Jak chcecie to zrobić w kraju, który nie poradził sobie nawet z przyjęciem medycznej marihuany?

A.S.: Musimy działać dwutorowo – szukać poparcia w Sejmie oraz informować i zmieniać opinię społeczną, obalać mity.

Medyczna marihuana wyznaczyła drogę. Niczego nie wskóramy bez pokazania ludzkich historii, wyjścia z cienia.

Z marihuaną było łatwiej, bo historie leczenia były legalne – była możliwość tzw. importu docelowego marihuany do celów medycznych już zanim została w Polsce zalegalizowana. Psychodeliki są całkowicie w podziemiu.

Sami wiemy o niesamowitych historiach. Znam dziewczynę, która wyszła ze strasznego uzależniania od mefedronu (nawet 9 gramów dziennie od 6 lat). Raz wzięła LSD, straciła ochotę na mefedron, ale uznała, że się „pożegna” i wzięła ostatni raz. Mówiła, że był obrzydliwy – nigdy więcej.

D.S.: Mamy na stronie psychodeliki.org formularz kontaktowy. Nagle się okazało, że mamy w Polsce wielu naukowców zainteresowanych badaniami psychodelików, którzy dotychczas o sobie nie wiedzieli. Część z nich realizuje już pierwsze badania.

Zgłosiło się wielu psychologów, jest też coraz więcej osób, które opisują swoje przeżycia: jak psychodeliki pomogły im w traumach, uzależnieniach czy w trudnych momentach życia. Kilka znanych postaci mówi dziś otwarcie o doświadczeniach z psychodelikami: Kasia Kowalska czy Tomasz Karolak, wiemy o innych, które na razie oficjalnie się do tego nie przyznały. Planujemy zrobić film o polskich doświadczeniach psychodelicznych, na którego realizację prowadzimy właśnie zbiórkę.

Może zaczną się psychodeliczne coming outy?

Zostań w domu. Myj ręce. Dbaj o innych.
OKO.press pilnuje zdrowia Polek i Polaków.

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Komentarze

Masz cynk?