Posłanka Leszczyna z PO słusznie przestrzega przed popadnięciem w unijne tarapaty. Ale nawet gdyby do tego doszło, nie musi to oznaczać narodowej katastrofy. A walka z deficytem za wszelką cenę wcale nie musi służyć gospodarce

Izabela Leszczyna komentuje założenia ustawy budżetowej na 2017 rok, które przedstawił minister finansów Paweł Szałamacha. Ustawa zakłada dalszy wzrost gospodarki i trzy budżetowe rekordy:

  • największe dochody budżetu państwa: 324,1 mld zł, ale także
  • największe wydatki : 383,4 mld zł oraz
  • największy (w liczbach bezwzględnych) deficyt budżetowy: 59,3 mld zł.

Ten rekordowy deficyt w porównaniu do PKB wynosi 2,9 proc., czyli niebezpiecznie blisko progu 3 proc., który obowiązuje w Unii Europejskiej. Po jego przekroczeniu kraj zostaje objęty procedurą nadzoru, a jeśli nie wypełni wskazań UE, grożą mu poważne sankcje.


Deficyt oscyluje wokół 3 proc. PKB. Wystarczy jakieś niepowodzenie, zachwianie koniunktury, czy przyczyna zewnętrzna, przekraczamy 3 proc. PKB i wchodzimy w procedurę nadmiernego deficytu. (...) To nie tylko brawura, to ogromna nieodpowiedzialność

Izabela Leszczyna, Dziennik.pl - 23/08/2016

Dziennik.pl

Fot. Wikipedia


półprawda. Półprawda. Jest ryzyko sankcji UE, ale to nie znaczy, że grozi katastrofa


Posłanka PO Izabela Leszczyna mówiąc o deficycie na 2017 r. użyła metafory marynistycznej. „To tak, jakby minister finansów płynął sobie łódką, chciał płynąć jeszcze szybciej, wyrzuca cały zbędny balast i w amoku, razem z balastem wyrzuca koła ratunkowe i kamizelki ratunkowe”.

Ta wypowiedź dopełnia obraz katastrofy finansowej, jaką szykuje Polsce PiS.  Czy posłanka ma rację?

Procedura nadmiernego deficytu

Procedura została wprowadzona w tzw. pakcie na rzecz stabilności i rozwoju, który obowiązuje w Unii Europejskiej od 1999 r. Pakt “jest zbiorem przepisów, które mają zagwarantować, że państwa członkowskie UE będą utrzymywać finanse publiczne w stanie równowagi i koordynować swoją politykę fiskalną. Niektóre przepisy paktu mają zapobiegać sytuacji, w której polityka fiskalna mogłaby iść w niebezpiecznym kierunku. Inne służą korygowaniu nadmiernego deficytu budżetowego lub nadmiernego długu publicznego.“.

Podobne podejście do gospodarki przyjął fundamentalny dla UE Traktat w Maastricht z 1992 r., m.in. określajac tzw. kryteria konwergencji.

Chodzi o wyznaczenia restrykcyjnych zasad, którymi kierować mają się parlamenty i rządy krajów członkowskich. Dotyczą one nakazu walki z inflacją, stabilnej polityki stóp procentowych, a także sposobu prowadzenia budżetu państwa.

Według tych zasad roczne wydatki publiczne nie powinny przekraczać o więcej niż 3 proc. dochodów, a dług publiczny nie być większy niż 60 proc. produktu krajowego brutto.

Polska była już objęta początkową fazą procedury nadmiernego deficytu przez sześć lat – od 2009 roku aż do czerwca 2015 r.

Polityka gospodarcza PiS wskazuje, że limity faktycznie mogą być przekroczone, zwłaszcza, że partia Kaczyńskiego przyjęła ustawę, które poluzowała reguły budżetowe w polskim prawie.

Czym to grozi w teorii?

W ramach procedury nadmiernego deficytu Rada UE może narzucić państwu wykonania jej poleceń w zakresie polityki finansowej, np. zmusić do ograniczenia wydatków, wymusić  prywatyzację. Jesli to nie poskutkuje może nałożyć karę finansową w wysokości 0,5 proc. PKB.

Najgroźniejsze jednak jest wstrzymanie pożyczek z Europejskiego Banku Centralnego. Przykład kryzysu w Grecji pokazuje, że w UE może w ten sposób wywierać ogromną presję na kraju członkowskim.

UE przewiduje tak srogie środki deklarując, że polityka oszczędności, której się domaga ma wywołać zbawienne efekty “zwiększenia potencjału trwałego wzrostu gospodarczego.”

Procedura nadmiernego deficytu – raz tak, a raz inaczej

Unia Europejska często używa tej procedury, ale w praktyce nie jest aż tak sroga.

W maju 2016 r. Komisja Europejska zaleciła Radzie, aby zamknąć procedurę nadmiernego deficytu wobec Irlandii, Cypru i Słowenii.

Wobec Włoch, Belgii i Finlandii KE zaproponowała taryfę ulgową: “mimo że państwa te wydają się przekraczać wartość referencyjną długu i nie utrzymywać odpowiedniego tempa jego redukcji, po przeanalizowaniu odpowiednich czynników Komisja doszła do wniosku, że warunki paktu stabilności i wzrostu należy obecnie uznać za spełnione.”.

W przypadku Portugalii i Hiszpanii KE zaleciła Radzie UE dalsze egzekwowanie dyscypliny budżetowej. W lipcu Rada nakazała Portugalii ograniczenie wydatków o kolejne 0,25 proc. PKB, ale Hiszpanii po raz kolejny przedłużyła termin obniżenia deficytu.

Procedura stosowana jest obecnie także wobec Chorwacji, Francji, Grecji, i Wielkiej Brytanii.

Za wyjątkiem Grecji w żadnym z wyżej wymienionych przypadków nie zastosowała dotkliwych sankcji prawnych, czy finansowych.

Czy deficyt jest zawsze zły?

Ekonomia jako nauka społeczna nie ma tu jednolitego poglądu. Teoretycy i eksperci toczą zaciekły spór w tej kwestii.

  • podejście neoliberalne: zbijać deficyt za wszelką cenę

    Według teorii neoklasycznej deficyt finansów publicznych to ogromne zmartwienie. “Oko” poprosiło tu o komentarz Forum Obywatelskiego Rozwoju, wolnorynkowy think tank ekonomiczny, którego liderem jest Leszek Balcerowicz.

    Wiceprezes FOR, Marek Tatała zwrócił uwagę, że “deficyt sektora finansów publicznych w Polsce jest niebezpiecznie wysoki. Szczególny niepokój budzi deficyt strukturalny, który wskazuje, jaka byłaby różnica między dochodami i wydatkami państwa pomijając wpływ koniunktury. Deficyt strukturalny powinien być bliski zera – w okresach dobrej koniunktury państwo ma nadwyżki, z których może finansować deficyt w okresach spowolnienia gospodarczego.”.

    Posłanka Leszczyna odwołuje się do tego sposobu myślenia. Deficyt strukturalny w Polsce należy, faktycznie, do najwyższych w Unii Europejskiej – według szacunków KE w 2016 roku większy miały tylko Wielka Brytania i Hiszpania. “Co więcej, podczas gdy inne kraje o wysokim deficycie podejmują działania na rzecz jego ograniczenia, to rząd Polski, zwiększając wydatki publiczne, pogarsza już i tak niekorzystną sytuację finansów publicznych” – głosi FOR.

  • krytycy neoliberalizmu: zbijanie deficytu może zatrzymać rozwój

    Według ekonomistów inspirujących się  teorią Keyenes’a walka z rosnącym deficytem ma sens, jeśli nie odbywa się kosztem zatrudnienia, prywatnej konsumpcji, czy inwestycji. Polityka oszczędności za wszelką cenę podkopuje podstawy wzrostu gospodarczego oraz powoduje gigantyczne koszty społeczne, bezrobocie, wzrost nierówności itp.

    Według Stiglitza, czy Keena neoliberalna polityka gospodarcza UE nie tylko nie uzdrawia gospodarek, ale prowadzi do kryzysów, a w konsekwencji radykalizacji politycznej w całej Europie. Thomas Piketty, autor bestsellerowego “Kaptiału w XXI w.” wieszczy, że projekt europejski upadnie, o ile UE nie odejdzie od zgubnej polityki oszczędności, prywatyzacji i rezygnacji z powszechnych usług publicznych.

    Jeden z punktów krytyki dotyczy tego, że UE traktuje inwestycje publiczne jako wydatek. Krytycy argumentują, że inwestycje publiczne nie tylko wywołują krótko- i średniookresowy efekt popytowy (większą konsumpcję), ale także opłacają się społeczeństwu i gospodarce w dłuższej perspektywie.

    KE temat ucina: “nie istnieje tzw. złota reguła wyłączająca inwestycje z obliczania deficytu i zadłużenia. Pakt nie przewiduje takiej reguły.”.

    Noblista (2001) Joseph Stiglitz ostro skrytykował ostatnio unijną politykę niskich deficytów budżetowych i ograniczania inflacji za wszelką cenę. Działania UE podczas negocjacji z Grecją w 2010 nazwał wręcz kryminalnymi – niszczą podstawy wzrostu gospodarczego.

Posłanka Leszczyna: racja, ale nie koniecznie słuszność

Doraźnie zatem, posłanka Leszczyna ma rację: Polska może wpaść w prawne tarapaty. Co więcej, restrykcje UE mogłyby odbić się niekorzystnie na wzroście gospodarki i wywołać kryzys wewnętrzny; przykład Grecji może być przestrogą.

Z drugiej strony, współczesna ekonomia stawia poważne zarzuty fiskalnej doktrynie Unii Europejskiej. Nie jest zatem oczywiste, że rygorystyczne przestrzeganie dyscypliny finansów służy gospodarce, a polityka większych wydatków publicznych ogranicza rozwój. Sama UE zresztą, nadzorując finanse wielu krajów, postępuje elastycznie.

Współzałożyciel, członek zarządu i analityk Fundacji Kaleckiego. Prawnik i Kulturoznawca, absolwent MISH UW. Współpracownik i doradca ds. międzynarodowych Instytutu Myśli Demokratycznej powołanego przez Roberta Biedronia. Publikował też m.in. w Gazecie Wyborczej, Krytyce Politycznej, Przekroju, Newsweeku, Kulturze Liberalnej, Res Publice Nowej.


Masz cynk?