Europoseł PiS Ryszard Czarnecki porównał Różę Thun z PO do szmalcowników - Polaków, którzy szantażem wymuszali w czasie okupacji pieniądze od ukrywających się Żydów. Z mediów PiS wylała się fala agresji i obelg wobec europosłanki - za to, że wystąpiła w krytycznym wobec rządu filmie. Przypominają także nieustannie jej arystokratyczne niemieckie nazwisko

Agresja popłynęła ze strony polityków PiS i sprzyjających im mediów po reportażu nakręconym przez francusko-niemiecką telewizję publiczną Arte, w którym europosłanka PO Róża Thun mówi o swojej trosce o stan demokracji w Polsce.

Film można zobaczyć tutaj – w serwisie Wyborcza.pl. Naszym zdaniem nie ma tutaj nic, czego nie można przeczytać w prasie – w tym w OKO.press – ale zapraszamy czytelników do wyrobienia sobie na ten temat zdania.

„Nasi manipulatorzy spod znaku tefałenów i innych wyborczych gadzinówek muszą się jeszcze dużo, dużo uczyć. Takiej koncentracji perfidii i tendencyjności w pokazywaniu Polski chyba jeszcze nie było”

– to tylko jeden z łagodniejszych cytatów z prorządowych mediów (z portalu wPolityce.pl).

Swoje dołożył także Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący parlamentu europejskiego, europoseł PiS, w portalu Niezalezna.pl:

„Pani von Thun und Hohenstein wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj (…) Podczas II Wojny Światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein i niestety wpisuje się ona w pewną tradycję. Miejmy nadzieję, że wyborcy to zapamiętają i przy okazji wyborów wystawią jej rachunek”.

Europoseł Czarnecki ma w OKO.press bogatą kartotekę (tutaj). Dotąd jednak ograniczał się przede wszystkim do straszenia islamem, opowiadał bzdury o rzekomym zalewie dzieci o imieniu „Muhamed” w Europie i przeszacowywał stukrotnie (!) liczbę uchodźców w Polsce.

O zdolność do tak agresywnego i prostackiego ataku na polityczkę partii opozycyjnej europosła jednak nie podejrzewaliśmy, chociaż w OKO.press czytaliśmy i słyszeliśmy już niejedno.

Chcąc obrazić Różę Thun, trafił też jak kulą w płot.

„Szmalcownictwo” to szantażowanie ukrywających się w czasie wojny Żydów – akt podły, ponieważ zdekonspirowanym Żydom groziła śmierć

(groziła im też wówczas, kiedy szmalcownik zabrał im wszystkie pieniądze i już nie mieli się za co ukrywać). Przypomnijmy pokrótce, co to znaczyło i jak było postrzegane wówczas przez patriotycznie nastawionych Polaków.

Według historyczki Agnieszki Haskiej w prasie podziemnej szmalcownictwo było uznawane za zdradę – należąc do tej samej kategorii, co inny wątpliwy moralnie zarobek (np. paskarstwo). W styczniu 1943 roku jedno z najważniejszych czasopism podziemnych nazywało ich „hienami ludzkimi, żerującymi na nieszczęściu”.

Nawiasem mówiąc samego słowa „szmalcownik” (od niem. „Schmaltz”, czyli smalec, skojarzenie ze „smarowaniem” rąk tłuszczem, czyli dawaniem łapówki) wówczas w zasadzie nie używano. W prasie pisano głównie o „szantażystach”. W innym artykule z marca 1943 anonimowy autor zestawiał „szantaże na tle żydowskim” z łapownictwem oraz szantażowaniem Polaków z powodów politycznych. Zrównywano sprawców z „mętami”, którzy obrabowywali trupy Żydów, według artykułu wyrzucane z pociągów do obozu zagłady w Treblince.

Termin pojawił się w artykule „O zgniliźnie moralnej Warszawy”, opublikowanym w piśmie „Dziś i jutro” z 25 czerwca 1943 roku. Przytoczmy ten cytat za Agnieszką Haską – daje on wyobrażenie o tym, jak wówczas postrzegała szmalcowników patriotyczna opinia publiczna:

„W niedzielne popołudnia, kiedy na ulicach spotyka się tłumy spacerowiczów, zauważyć można towarzystwo «obiecujących młodzieńców» jak przechadzają się tam i powrotem. To w Alejach, to znowu wiaduktem ks. Józefa, to ni z tego ni z owego wolnym kroczkiem maszerują sobie gęsiego ulicą Żelazną. To po prostu tzw. «kapusie» albo inaczej «szmolcowniki» (…) Tacy jegomoście rzeczywiście przeogromnie zasmakowali w tym nader łatwym i nader popłatnym zawodzie. Chodzą po ulicy, wyszukują z tłumu semickie typy i dopiero wtedy zaczyna się właściwe fachowe zajęcie (…) I nie do pomyślenia jest, jak wielka liczba młodych i starych zajmuje się tego rodzaju fachem – celują w tym szczególnie młodzi. W takim polowaniu bierze udział większa liczba, dzieląca się na przednie i tylne straże. Przednie straże, to najczęściej gromady dzieci ulicznych (…) Często gęsto dla zabicia czasu i zarobienia grubszej forsy angażują się tzw. «szmolcownicy» na usługi gestapo. Automatycznie przypieczętowują już tak na amen swoją przynależność do szeregów pachołków szwabskich. Polskie «knechty», którym nie przemówiła do ambicji ani hańbiąca nazwa pachołków, którzy nie wiadomo dlaczego ani dla jakich pobudek zlizują nieomalże proch z butów, które ich kopią”.

Według szacunków Gunnara Paulssona, autora nagrodzonej Nagrodą im. Kazimierza Moczarskiego książki o Żydach ukrywających się „po aryjskiej stronie”, ukrywało się ich 28 tys., a pomagało im 60-70 tys. Polaków. W Warszawie działało także 3-4 tys. szmalcowników.

W wywiadzie dla „Wyborczej” z 2009 roku Paulsson mówił:

„Antysemityzm ośmielał szmalcowników. Mogli myśleć, że działają dla dobra narodu polskiego – oprócz tego, że zarabiają. Było wtedy takie powiedzenie: „Kiedy po wojnie wybudują pomnik Hitlera, Niemcy będą na niego pluć, bo zniszczył im naród, a Polacy po rękach całować, bo zniszczył Żydów”. Jeśli uważamy, że Żyd jest wrogiem narodu – co przed wojną wmawiała Polakom prawica i Kościół – łatwo dojść do wniosku, że czas wojny to dobry moment, aby się z nimi porachować”.

Wróćmy do Ryszarda Czarneckiego i Róży Thun: Czarneckiemu szmalcownictwo kojarzy się z aktem podłości i zdrady — ale jakkolwiek krytycznie oceniać wypowiedzi europosłanki PO, to ani nikogo ona nie zdradza, ani nikogo nie szantażuje, a już z pewnością wszystko razem nie ma związku z Żydami.

Na początku OKO.press przyznawaliśmy nagrody specjalne – „matołka” – autorom i autorkom wypowiedzi szczególnie agresywnych, głupich i podłych. Ryszard Czarnecki zasłużył na nią – z wyróżnieniem.

Szczególną podłością jest także ustawiczne przypominanie Róży Thun jej niemieckiego arystokratycznego nazwiska („Pani von Thun und Hohenstein”), którego sama nie używa. Intencja jest tu oczywista – chodzi o podkreślenie narodowej obcości polityczki opozycji.

O komentarz poprosiliśmy samą Różę Thun.

„Czy to są na mnie ataki, czy na kogoś innego, to nie jest najważniejsze. Niezwykle niepokojący jest ten niezwykle gwałtownie rozwijający się faszyzm. Nie ma żadnej merytorycznej debaty.

Na film, który wyraża troskę o to, co się dzieje z demokracją w Polsce, pokazuje Europejczykom, że PiS to nie cała Polska, pokazuje, że nie wszystko jest stracone, że są środowiska, którym zależy na demokracji. Ci ludzie nie obejrzeli tego filmu i nie chcą podjąć żadnej dyskusji. Reakcją jest bluzg. To jest niepokojące”

– powiedziała nam europosłanka.

Historyk i socjolog, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. Szkalował Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym