W przejętych sejmikach PiS wymieni kadry w instytucjach kultury, szpitalach, urzędach pracy i spółkach. Będzie mógł też blokować fundusze unijne miastom rządzonym przez opozycję - ostrzega dr Adam Gendźwiłł, ekspert w dziedzinie polityki lokalnej, w rozmowie z OKO.press

„Można spodziewać się zmiany zarządów województw, a za nią ruszy kadrowa lawina w administracji województwa.

Można spodziewać się zmian w kierownictwie urzędów marszałkowskich i instytucjach podległym marszałkom.

(…) Na przykład w instytucjach kultury, szpitalach, wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego, wojewódzkich urzędach pracy, spółkach z udziałem samorządu województwa…” – odpowiedział OKO.press dr Adam Gendźwiłł, ekspert w dziedzinie polityki lokalnej, systemów wyborczych i partii politycznych, na pytanie o konsekwencje przejęcia władzy przez PiS w części sejmików wojewódzkich.

Co jeszcze się zmieni? Jak urzędy marszałkowskie mogą zaszkodzić miastom rządzonym przez opozycję? Czy centralizacja władzy będzie postępować? Czy z wyników wyborów do sejmików można wywróżyć wyniki wyborów do Sejmu? Odpowiedzi na te pytania znajdą Państwo poniżej.


Dr Adam Gendźwiłł –  adiunkt w Zakładzie Rozwoju i Polityki Lokalnej Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych UW, ekspert w dziedzinie polityki lokalnej, systemów wyborczych i partii politycznych


Daniel Flis: Wybory samorządowe traktowane są jako sondaż przed wyborami parlamentarnymi. Czy słusznie?

Dr Adam Gendźwiłł: – Przestrzegałbym przed prostym przenoszeniem wyników wyborów do sejmików wojewódzkich na wyniki przyszłych wyborów parlamentarnych. Z różnych względów.

Po pierwsze, nieco inny elektorat bierze udział w wyborach samorządowych i parlamentarnych, choć wygląda na to, że akurat w ostatnich wyborach – w porównaniu z 2014 rokiem – był nieco bardziej podobny do wyborów sejmowych.

Mam na myśli mobilizację wielkomiejskiego elektoratu, który zazwyczaj słabiej uczestniczył w wyborach samorządowych niż sejmowych. Nie potrafimy jednak przewidzieć, jak będzie wyglądała mobilizacja w przyszłym roku w wyborach parlamentarnych.

Po drugie, dla wielu wyborców w wyborach samorządowych kluczowe są wybory władz gminy, oparte na postrzeganiu gminy jako najważniejszego szczebla samorządu. Z perspektywy wsi, małych i średnich miast liczy się przede wszystkim to, kto będzie wójtem oraz radnym i głosowanie do rad wyższych szczebli może być dużo bardziej przypadkowe, impulsowe, rytualne.

Wybory sejmikowe, do których odwołują się politycy i publicyści, są dla wyborców mniej ważne, co znajduje od lat potwierdzenie w sondażach opinii. Poza tym kampania wyborcza kandydatów do sejmików nie dociera bezpośrednio do obywateli.

Po trzecie, wiele jeszcze może się zmienić na scenie politycznej. Pouczające są przykłady Ruchu Palikota. W 2010 nikt nie spodziewał się jego dobrego wyniku w wyborach parlamentarnych w 2011 roku, podobnie jak w 2014 nikt nie spodziewał się pojawienia się za rok Nowoczesnej i ruchu Kukiza – ugrupowań które weszły do Sejmu w 2015 roku.

Czy wyborcy słusznie uważają wybory do sejmików za mało ważne?

To są samorządy dość odległe od mieszkańców. I spory polityczne i osoby polityków szczebla wojewódzkiego są słabo rozpoznawalne. W województwie mazowieckim więcej mieszkańców przypada na radnego sejmiku niż na posła. To pewien paradoks, że we władzy samorządowej jest tak duża odległość obywateli od ich reprezentantów.

Trzeba też wziąć pod uwagę, że szczebel wojewódzki jest słabo zakorzeniony w świadomości obywatelskiej. Gminy mają dużo większą tradycję. To gmina jest podstawową wspólnotą lokalną. Nawet w PRL-u, choć nie było prawdziwego samorządu, to wokół gminy kręciła się lokalna polityka.

Szczebel regionalny ma jednak duże znaczenie w wydawaniu środków unijnych. Na tle Europy w Polsce mamy pod tym względem dużą decentralizację. To jest bardzo ważna kompetencja, która podniosła rangę samorządu wojewódzkiego.

Ze środków unijnych współfinansowany jest na przykład transport regionalny, drogi. Samorząd wojewódzki ma wpływ na funkcjonowanie szpitali wojewódzkich, większych teatrów i innych placówek kultury – to ważne zadania z perspektywy obywatela, a niedoceniane.

Politycy głównych partii w Polsce od lat nie mają dobrego pomysłu na szczebel wojewódzki samorządu.

To może być ostatnia kadencja, w której władza w regionach rzeczywiście coś znaczy (wyłączając znaczenie symboliczne jako trofeum partyjnego). Lada moment, gdy okaże się, że funduszy będzie mniej w kolejnej perspektywie finansowej Unii Europejskiej na lata 2021-2027, i jeśli ich wydawanie będzie bardziej scentralizowane, sejmiki i urzędy marszałkowskie stracą swoją ważną rolę.

Politycy obozu rządzącego nie chcą chyba silniejszych regionów, kandydaci na radnych sejmików mają poczucie, że nie mają niczego konkretnego do zaoferowania w terenie, a więc ludzie mają poczucie, że to najmniej istotny szczebel władzy. Koło się zamyka. Gdyby sejmiki miały więcej kompetencji np. w służbie zdrowia, kampanie byłyby bardziej mobilizujące.

Spodziewa się pan dalszej centralizacji władzy?

Nie mam żadnej wiedzy na ten temat, ale dotychczasowe działania władzy zalecają ostrożność w prognozowaniu zmian ustrojowych. A centralizacja władzy byłaby zmianą ustrojową. Na szczęście nie ma poparcia społecznego dla takich zmian.

Samorządy są dużo bardziej zakorzenione, widoczne, bezpośrednio wpływające na życie Polaków niż np. sądy. Gdyby komuś marzył się zamach na samorządność terytorialną, to byłoby to przedsięwzięcie bardzo trudne.

Wydaje się, że po tych wyborach – w których PiS wzmocnił swoją pozycję – osłabnie nieco chęć do ograniczania kompetencji samorządu.

Poza tym, do każdego projektu centralizacyjnego potrzeba dobrych specjalistów, znających specyfikę samorządu. Mam wrażenie, że w PiS brakuje takich specjalistów czy liderów mogących opracować strategię samorządową tej partii.

Co z perspektywy obywateli zmieni się w województwach, w których PiS przejmie władzę w sejmikach?

Można tam spodziewać się zmiany zarządów województw, a za nią ruszy kadrowa lawina w administracji województwa. Można spodziewać się zmian w kierownictwie urzędów marszałkowskich i instytucjach podległych marszałkom.

Na przykład jakich?

W instytucjach kultury, szpitalach, wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego, wojewódzkich urzędach pracy, spółkach z udziałem samorządu województwa… Administracja samorządowa to zasób, który partia będzie starać się wykorzystać.

To proces, który odbywa się przy każdej zmianie władzy. W sytuacji, w której służba cywilna w samorządach jest praktycznie nieobecna, rotacje po zmianie władzy są naturalnym procesem.

Pytanie brzmi: jakie to będzie miało długofalowe konsekwencje dla polityki rozwoju województw. Trzeba tę sytuację śledzić. W wielu województwach będziemy mieli do czynienia z konfliktem politycznym między władzami głównych miast a władzami województw, w których leżą.

To rodzi poważne ryzyko dla dużych, ważnych projektów finansowanych ze środków unijnych. Można mieć obawy co do tego, na ile proces dystrybuowania dotacji będzie dodatkowo uwzględniać komponent polityczny.

Jakiego rodzaju inwestycje mogą być zagrożone?

Mogą to być na przykład niektóre przedsięwzięcia infrastrukturalne, drogi, rozbudowy siedzib instytucji kultury czy zakupy taboru miejskiego: autobusów, tramwajów. Część środków jest już jednak zakontraktowana.

W jakim stopniu rozdzielanie funduszy unijnych przez urzędy marszałkowskie może być uzależnione od względów politycznych lub ideologicznych?

Są procedury, które mówią o tym, jak przyznaje się środki. Powołuje się tzw. komitety sterujące, w których zasiadają eksperci oceniający wnioski. Ale wszyscy doskonale wiedzą, że jest tu pewna doza władzy po stronie władz województwa.

Istnieją listy projektów kluczowych, które mogą zostać dofinansowane pozakonkursowo. I zawsze można powiedzieć, że pewne projekty są kluczowe dla województwa. Znam badania, które pokazują, że alokacja funduszy w ramach województwa zależała również od tego, z jakich gmin pochodzili członkowie komitetów sterujących. To znany mechanizm.

Czy istnieje ryzyko, że rząd będzie teraz przeznaczał więcej środków województwom rządzonym przez PiS?

W ramach funduszy unijnych alokacja pomiędzy województwa jest już ustalona w ramach porozumienia z Unią Europejską. Myślę, że pole manewru jest tu niewielkie. Natomiast istnieją też programy rządowe, które z większą swobodą mogą kierować środki publiczne do wybranych samorządów, przede wszystkim gminnych.

Z tego źródła są finansowane są np. budowy dróg lokalnych, placów zabaw czy boisk. Oczywiście, nikt rozsądny nie powie, że jakieś środki są „zarezerwowane dla gmin rządzonych przez PiS”, ale można odpowiednio ustalić kryteria tak, aby wspierać określoną kategorię samorządów. W tym ustalaniu kryteriów klucz polityczny też może odgrywać rolę.

Czy włodarze miast mają jakieś możliwości odgryzania się marszałkom, psucia szyków urzędom marszałkowskim?

Małe, mogą wyrządzać co najwyżej szkody wizerunkowe. W sytuacji konfliktu włodarze miast mają możliwość przedstawiania władz województwa w złym świetle. Formalnie gminy nie są podległe powiatom czy województwom. Niemniej praktyczna zależność szczebla gminnego od wojewódzkiego jest oparta na dystrybucji środków unijnych.

Urzędy marszałkowskie muszą jednak zdawać sobie sprawę, że pogrywanie z dużymi beneficjentami środków unijnych jest niebezpieczne – niewydawanie środków może grozić ich przepadnięciem. Poza tym, nawet władze wojewódzkie związane z PiS będą musiały starać się o głosy mieszkańców dużych miast, by przezwyciężyć albo chociaż złagodzić wzorzec “antypisowskich mieszczan”, który pokazał się wyraźnie w tych wyborach.


Dziennikarz, filozof. Od 2016 roku związany z OKO.press. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Za jeden z reportaży był nominowany do kilku nagród dziennikarskich. W OKO.press pisze o prawie.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym