"Represje", "siła" - w mocnym wystąpieniu na Westerplatte prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz skarżyła się na uchwaloną 4 lipca przez Sejm specustawę, zgodnie z którą rząd przejmuje teren dawnej polskiej placówki wojskowej. Ma tam stanąć muzeum, ale najpierw PiS bez pytania o zdanie będzie mógł tam zorganizować rocznicę wybuchu II wojny światowej

„Za waszymi plecami napis »Nigdy więcej wojny«. Nie wiemy, czy on tu zostanie, czy nie. Za moimi plecami pomnik. Nie wiemy, czy on zostanie, czy nie. Wiemy jedno – że metodami siłowymi, bo za takie należy uznać specustawę – państwo, które mieni się państwem polskim, ale jest de facto państwem jednej siły politycznej, która chce wykorzystywać pamięć historyczną do bardzo konkretnego interesu politycznego. To boli. To bardzo smutne”

mówiła prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz na konferencji prasowej na Westerplatte rano 5 lipca 2019.

Podkreślała, że nikt nie rozmawiał ze środowiskami kombatantów, których przedstawiciel występował również na konferencji. Nikt nie wie, jak będzie wyglądało muzeum, które na Westerplatte zamierza zbudować rząd PiS – to był wątek, który przewijał się w jej wystąpieniu wielokrotnie.

Środki prawne zastosowane przez PiS nazwała „represyjnymi”. Skarżyła się na obrażanie „Gdańszczanek i Gdańszczan” i zapowiedziała wezwanie do sprostowania, a potem pozwanie do sądu tygodnika – którego nazwy nie wymieniła – a który opublikował materiał o rzekomych proniemieckich sympatiach w Gdańsku (chodzi o „Sieci” braci Karnowskich – red.).

Mimo podjętych rozmów, apelów i propozycji kompromisu, Sejm przyjął specustawę o odebraniu Miasto Gdańsk Westerplatte. Zapraszam do oglądania 🎞👇

Posted by Aleksandra Dulkiewicz on Friday, 5 July 2019

Materiał w tygodniku Karnowskich „podważa nasze przywiązanie do polskości” – mówiła Dulkiewicz. Zarzucała PiS, że „dzieli polską wspólnotę”.

PiS uchwalił specustawę o Westerplatte

To wystąpienie było konsekwencją głosowania w Sejmie. Późnym wieczorem 4 lipca parlament głosami PiS przyjął tzw. „specustawę” w sprawie Westerplatte, zgodnie z którą należące do miasta grunty na terenie dawnej polskiej strażnicy wojskowej na terenie Wolnego Miasta Gdańska przechodzą na własność Skarbu Państwa. 

Przeciwko ustawie protestowała opozycja i samorządowe władze miasta Gdańska. OKO.press pisało o tej sprawie wielokrotnie.

PiS procedował ustawę w ekspresowym tempie – najprawdopodobniej dlatego, jak mówiła w Sejmie opozycja, żeby mieć kontrolę nad całym terenem w momencie kluczowych z propagandowego punktu widzenia obchodów 80. rocznicy rozpoczęcia II wojny światowej 1 września.

„Wszyscy wiemy, że chcecie zagarnąć ten teren na swoje obchody 80-lecia”, mówiła w Sejmie posłanka z Gdańska Małgorzata Chmiel (PO). 

Na opór opozycji i samorządu  PiS odpowiedział propagandową kanonadą. Zarzucał politykom PO „sięganie po tradycję” Wolnego Miasta Gdańska, czyli — w przekładzie — uleganie separatystycznym i proniemieckim nastrojom.

W programie „Kwadrans Polityczny” w TVP Info mówił to prof. Waldemar Paruch, politolog, szef rządowego Centrum Analiz Strategicznych i członek władz PiS. 

„Władze miasta Gdańsk uważają, że można sięgać po tradycję wolnego miasta Gdańska nawet z lat 30. Dziwnym trafem nie sięga się do tradycji Gdańska z I RP”

insynuował prof. Paruch.

Przypomnijmy, że Wolne Miasto Gdańsk było organizmem państwowym utworzonym po I Wojnie Światowej (1914-1918) przez zachodnich Aliantów po to, aby pogodzić niemieckie i polskie interesy w Gdańsku, który przed wybudowaniem Gdyni był jedynym dużym portem w niepodległej Polsce. Przez Gdańsk szła duża część polskiego handlu. Z drugiej strony, ludność Gdańska w większości stanowili Niemcy.

Oprócz domniemanej proniemieckości władze zarzucały także samorządowi Gdańska zaniedbywanie miejsca pamięci — o które godnie zadbają dopiero rządzący politycy PiS. Prasa prorządowa i telewizja pisały i mówiły, że Westerplatte jest zaśmiecone, a samorząd interesuje się nim raz do roku — na rocznicę wojny.

Przeciwko propagandzie protestowali m.in. profesorowie Uniwersytetu Gdańskiego, Politechniki Gdańskiej oraz ISP PAN.

W liście napisali, że „od długiego czasu Gdańsk – zarówno jego mieszkańcy, jak i władze samorządowe oraz osoby publiczne, wywodzące się z miasta, są nieustannie dyskredytowane z tytułu rzekomej fascynacji niemieckością, uległości wobec Niemiec, reprezentowania niemieckich interesów, chęci odbudowy Wolnego Miasta itd.

Z tymi zarzutami nieustannie spotykał się śp. prezydent Paweł Adamowicz, ale nic się po jego śmierci nie zmieniło”.

PiS odrzuca propozycję Dulkiewicz

Przed głosowaniem w Sejmie rząd — a ściśle wiceminister kultury Jacek Sellin — odrzucił oficjalnie propozycję wspólnej pracy nad muzeum, którą prezydent Dulkiewicz złożyła mu 25 czerwca. 

„Złożyłam dzisiaj ofertę tego, że tereny miasta Gdańska mogą być wniesione do nowo powstającej placówki, by służyć godnemu upamiętnieniu Westerplatte. Wiem, że pan minister tę ofertę rozważa. Moja propozycja jest taka, że współtworzymy tę instytucję, czyli bierzemy wspólnie za nią odpowiedzialność. Wspólnie bierzemy odpowiedzialność za kształt upamiętnienia, za kształt wystawy, ale także współprowadzimy tę instytucję” – mówiła prezydent Gdańska.

Ta propozycja w praktyce została już z miejsca odrzucona, chociaż Sellin oficjalnie odmówił dopiero 3 lipca.

 Odpowiadał: „Proponujemy, jako organizator Muzeum II Wojny Światowej i jego filii Muzeum Westerplatte i Wojny Obronnej 1939, żeby przedstawiciele miasta Gdańska weszli do komitetu honorowego budowy Muzeum Westerplatte, żeby też mieli wpływ, bo w tym komitecie będzie się dopracowywało koncepcję tego muzeum plenerowego, żeby mieli wpływ na to, jak to upamiętnienie ma wyglądać”.

Odpowiedź strony rządowej była więc prosta:

Wydelegujcie przedstawiciela do komitetu honorowego, w którym być może będzie miał coś do powiedzenia, ale z ustawy nie zrezygnujemy.

Sellin przypomniał również, że miasto nie oddelegowało do rady Muzeum II Wojny Światowej swoich przedstawicieli (po przejęciu go przez PiS – tego nie dodał). 

Sellin wielokrotnie i przy różnych okazjach wspominał również, że nie mógł się doprosić o spotkanie z prezydent Gdańska – do którego doszło dopiero wówczas, kiedy PiS przystawił samorządowcom legislacyjny pistolet do głowy, czyli przygotował ustawę o nacjonalizacji gruntów pod muzeum.

Co może teraz zrobić opozycja? Ustawa trafi do Senatu, a potem na biurko prezydenta Dudy. Prawie na pewno rządzący postawią na swoim.

O co chodzi PiS?

8 maja 2019 wpłynął do Sejmu poselski projekt ustawy “o inwestycjach w zakresie budowy Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 – Oddziału Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku” (tekst ustawy znajdziecie tutaj). 15 maja skierowano go do czytania w komisjach. Jest to specjalna ustawa – w istocie odbierająca kontrolę nad terenem miastu w celu zbudowania Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 roku, obiecywanego od kilku lat przez wiceministra kultury i dziedzictwa narodowego Jarosława Sellina z PiS.

“Nieruchomości znajdujące się na obszarze objętym liniami rozgraniczającymi teren inwestycji (…) stają się z mocy prawa, za odszkodowaniem, własnością Skarbu Państwa”, czytamy w art. 18 projektu ustawy. Inwestorem ma być Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku – przypomnijmy, kontrolowane przez PiS.

Westerplatte było już przedmiotem politycznego konfliktu. W 2017 roku powodem było odczytanie Apelu Pamięci 1 września przez żołnierza, a nie – jak było zaplanowane przez miasto – przez harcmistrza Artura Lemańskiego, zatrzymanego przez MON i żandarmerię wojskową. W 2018 roku prezydent Gdańska Paweł Adamowicz – zamordowany w styczniu 2019 roku – ogłosił, że uroczystości mają charakter cywilny. W tle był konflikt o tzw. apel smoleński, który miał zostać odczytany przez żołnierzy. Adamowicz podkreślał, że II wojna nie ma ze Smoleńskiem nic wspólnego. Za decyzję spotkał Adamowicza atak ze strony mediów i władz PiS. „Propagandowa furia w odpowiedzi na samorządowe nieposłuszeństwo” – pisaliśmy wówczas w OKO.press.

Ostatecznie po długich i burzliwych negocjacjach wojsko na Westerplatte było, ale Apel Pamięci miał zostać “dostosowany do charakteru wydarzenia i zapewnić odpowiednią podniosłość obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej”. Nie było więc apelu smoleńskiego. PiS konflikt z Adamowiczem doskonale zapamiętał – podobnie jak to, że go przegrał. Specustawa ma zabezpieczyć go przed powtórką.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press