„Proszę mi nie pierdolić, że Warszawa to miasto elit. Hitler i Stalin wybili inteligencję, a miastem trzęsie komunistyczny proletariat będący produktem komunistycznej inżynierii społecznej. W żadnym inteligenckim środowisku taka wywłoka jak Trzaskowski nie miałaby szans"

Właśnie ten tweet  z 13 października twitterowicza o nicku @wiktorkoss był hitem na grupach Facebookowych popierających PiS w czasie pierwszej doby po ogłoszeniu nieoficjalnych wyników wyborów. Cytuję go w całości, ponieważ świetnie oddaje nastroje panujące obecnie wśród wielu zwolenników PiS. Widząc przegraną partii rządzącej w dużych miastach, jej elektorat… się obraził. Na suwerena. Natychmiast bowiem znalazł winnych niekorzystnego wyniku – i nie okazali się nimi wcale politycy PiS czy kandydaci. Winnymi stali się mieszkańcy dużych miast, a zwłaszcza warszawiacy.

Z lektury wpisów użytkowników Facebooka, którzy zrzeszają się w grupach popierających Prawo i Sprawiedliwość i inne ugrupowania prawicowe, widać wyraźnie, że elektorat tej partii nie spodziewał się przegranej w dużych miastach. Miało być inaczej. I chociaż niektórzy próbowali pójść za narracją prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który już w niedzielny wieczór po wyborach ogłosił, że PiS wygrał wybory samorządowe – większość zwolenników odczuła jednak gorycz porażki.

„Warszawa stolicą ciemnogrodu”

Porażkę trzeba jakoś wyjaśnić. Jej przyczyną stały się nie błędy popełniane przez PiS, lecz nielojalny wobec partii rządzącej suweren – głupi, bezmyślny i łatwowierny. Właśnie dlatego tweet z 13 października (przedwyborczy) Wiktora Kossa doskonale pasował do nastrojów zawiedzionego elektoratu – bo tłumaczył, jak mogło dojść do tak fatalnej, bo już w pierwszej turze, przegranej Patryka Jakiego. Otóż według zrozpaczonych zwolenników PiS w Warszawie po prostu nie ma prawdziwej inteligencji (prawdziwej w rozumieniu „polskiej z dziada pradziada”). Kto w takim razie głosował w stolicy Polski? Określeń w postach i tweetach pojawiło się wiele, poczynając od cytowanego „komunistycznego proletariatu”, przez „stary brudny układ warszawski”, aż po jednoznaczne „54 proc. idiotów” czy „debili, co po układzie inteligentami zostali”.

„Ludzie są strasznie łatwowierni i łykają jak pelikany” – napisał jeden z facebookowiczów. Kolejny: „Warszawa stolicą ciemnogrodu, obłudy, mafii, głupoty”. Następny: „Polskie społeczeństwo nie ma mózgu”. Trzy lata temu to samo społeczeństwo mózg oczywiście miało, bo wybrało PiS, ale nie warto się tu doszukiwać logiki. Nie logika rządzi reakcjami powyborczymi, lecz silne emocje. Z nich wynikał zapewne równie popularny nurt historyczny we wpisach. Można się było dowiedzieć choćby, że „prawdziwi warszawiacy zginęli w powstaniu, a ich dzieci to elektorat Jakiego” oraz że „stolica nadal jest okupowana”. Można było nawet zobaczyć zdjęcie aktora Emila Karewicza w roli niemieckiego SS-mana Hermanna Brunnera z serialu „Stawka większa niż życie”, który melduje przez telefon (hitlerowcom oczywiście), że „w Warszawie bez zmian”.

Trzaskowski, czyli Soros rządzi w Warszawie

Ci, którzy wolą bardziej współczesne odniesienia, pisali np. „Wygrał stary brudny układ warszawski, mafia reprywatyzacyjna może się cieszyć. A ludzie zaczną tracić mieszkania i będą mieszkać pod mostem”. Sporą popularnością cieszył się tekst portalu wrealu24.pl o tym, że po wygranej Trzaskowskiego „w Warszawie będzie rządził Soros”. Dały o sobie znać także rozmaite lęki, zwłaszcza związane z uchodźcami i środowiskiem LGBT.  Podawany był np. link do wypowiedzi Trzaskowskiego, zamieszczony na TVN24 pod tytułem „Pierwsi uchodźcy trafią do Polski w przyszłym roku”.

Robił wrażenie jednej z pierwszych wypowiedzi powyborczych nowego prezydenta Warszawy, tymczasem są to słowa z 2015 roku, gdy Trzaskowski był wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie Ewy Kopacz.

Niestety, autorzy postów z tym linkiem nie informowali, iż jest to artykuł archiwalny, rozpętali więc burzę komentarzy o tym, co za chwilę czeka Warszawę w związku z uchodźczą nawałnicą.

Inna wizja prezydentury Trzaskowskiego ma związek z jego otwartością wobec środowisk LGBT. Część internautów całkiem poważnie przekonywała, że nowy „tęczowy” prezydent za chwilę udzieli ślubu Pawłowi Rabiejowi z Nowoczesnej. Ma on być wiceprezydentem Warszawy, a otwarcie mówi o swojej homoseksualności. Taki ślub ma być dowodem na totalny upadek moralno-kulturowy Warszawy i schyłek chrześcijaństwa w stolicy Polski. Fakt, iż w Polsce nadal nie ma prawnych możliwości udzielenia ślubu osobom tej samej płci, był przez komentujących zwyczajnie pomijany. Chodziło bowiem przede wszystkim o symbol upadku, nie o rzeczywiste uwarunkowania.

„W Warszawie PO utrzymała bastion szczawiu i mirabelek”

Reakcje użytkowników Facebooka nie powinny jednak dziwić – w podobnym tonie wypowiadają się bowiem zarówno politycy PiS, jak i prawicowi publicyści. Słynny stał się powyborczy tweet redaktor naczelnej wPolityce.pl, Marzeny Nykiel:

„Warszawa, Poznań, Łódź czy Legionowo utrwaliły dziś najgorszy stereotyp Polaka – cwaniaka, złodzieja i kombinatora. Na szczęście Polska to nie tylko największe miasta! Wręcz przeciwnie!”

Wyjaśniała później, że w ten sposób wyraziła gorzki fakt: „jeżeli zdecydowana większość głosuje na ludzi z wyrokiem, kombinatorów i odpowiedzialnych za ludzką krzywdę, to znak, że właśnie taki cechy im imponują”.

Ten obraźliwy dla większości głosujących wpis nie był niestety jedyny. Szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski we wtorek rano w Polskim Radiu 24 stwierdził, że „w Warszawie Platforma Obywatelska utrzymała bastion szczawiu i mirabelek, już podobno zgłaszają się chętni po kolejne kamienice”. Bartłomiej Graczak, reporter „Wiadomości”, napisał na Twitterze, że „najwyraźniej w Warszawie lemingoza ma się świetnie” (przypomnę, że lemingoza to w środowiskach prawicowych określenie bezkrytycznego myślenia i wiary w przekaz mainstreamowych mediów, który ma charakteryzować tzw. lemingi, czy wyborców liberalnych).  A były opozycjonista Krzysztof Wyszkowski napisał na TT: „Gdy Warszawiacy zrozumieją, że prezydenta wybrali im Niemcy, sytuacja szybko się zmieni.” A Aleksander Majewski na portalu wpolityce.pl pisał o „betonowej świadomości ludzi gotowych przymknąć oko na największe patologie, byle tylko zagłosować przeciw PiS-owi”.

W ten rodzaj komentarzy wpisała się również posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, tweetując: „Szkoda Warszawy, miasta moich Przodków W końcu 19 wieku, gdy rodzili się moi Dziadkowie w Warszawie byli Rosjanie. Dziś, obcy jej patriotycznej tradycji, niestety, w Warszawie umocnili się… Szkoda mojej Warszawy, szkoda Warszawy moich przodków…” (pisownia oryginalna)

Dobry czy zły, czyli: czy mieszkasz w wielkim mieście?

Czyli: jeśli w Warszawie wygrał Trzaskowski, to zagłosowali na niego Niemcy, ewentualnie jacyś obcy patriotycznej Polsce ludzie, postkomunistyczny proletariat, bezmózgi ciemnogród, mafia lub układ. Tyle mogli się dowiedzieć o sobie warszawiacy, czytający komentarze w social media. O ile obrażające elektorat przeciwników politycznych  komentarze pojawiają się (niestety) po obu stronach polskiej sceny politycznej – słynna była choćby niedawna wypowiedź przewodniczącego PO Grzegorza Schetyny o pisowskiej szarańczy, która należy strząsnąć „ze zdrowego drzewa naszego państwa” – o tyle w reakcjach dotyczących wyników wyborów trzeba zauważyć nowy, ważny element.

Tworzona jest kolejna linia podziału między Polakami: na złych, którzy mieszkają w wielkich miastach, oraz na dobrych i szlachetnych, którzy mieszkają poza dużymi miastami. O tym, jaki kto jest, ma świadczyć wybór jednej z partii w wyborach – ale też miejsce zamieszkania! W komentarzach środowiska prawicowego widzimy nie tylko podział światopoglądowy, ale też lokalizacyjny, geograficzny. Do tej pory dzielono Polskę tylko na część zachodnią i wschodnią. Teraz mamy też miasta i „nie-miasta”. To groźne o tyle, że nastawia negatywnie do siebie obywateli żyjących w jednym państwie, funkcjonujących na co dzień blisko siebie.


Wybieramy prezydenta na ciężkie czasy.
Wesprzyj OKO, by mogło dalej kontrolować władzę.

Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Kilka lat temu była dyrektorką biura białostockiego posła PO Roberta Tyszkiewicza. Dla OKO.press pisze jako autorka zewnętrzna.


Masz cynk?