PiS desperacko próbuje rozpuszczać efekty trzech lat wojny z Unią Europejską. Nieobecny od dawna w mediach Adam Lipiński w rozmowie z „Wyborczą” opowiedział się za rezygnacją przez PiS z ostrej polityki i za marszem w stronę centrum

Samo pojawienie się Adama Lipińskiego w przestrzeni publicznej jest sygnałem, że przed drugą turą wyborów samorządowych rządząca partia zrobi wszystko, by zmyć konsekwencje prowadzenia polityki starcia z Unią Europejską.

Jednak to, że Lipiński wypowiedział się publicznie nie oznacza wcale, że jego wypowiedzi są prawdziwe.

Dwie wpadki przed I turą

Nogę Prawu i Sprawiedliwości tuż przed wyborami samorządowymi dwukrotnie podstawili ludzie pracujący dla PiS.

Po pierwsze, był to wyemitowany na kilka dni przed I turą wyborów kłamliwy, agresywnie antyuchodźczy i antysamorządowy spot, a m.in. rolę straszliwego muzułmańskiego uchodźcy, który pod wpływem alkoholu i narkotyków kopnięciem zrzucił kobietę ze schodów prowadzących na peron metra w Berlinie, „zagrał” w nim 27-letni obywatel Bułgarii.

Po wyborach spot skrytykował, m.in. Jarosław Gowin. „To był zły spot. Wstydziłem się” – mówił wicepremier i minister szkolnictwa wyższego w rządzie Mateusza Morawieckiego.

Z motyką na Trybunał Sprawiedliwości UE

Dużo większym echem odbiło się jednak to, co zmalował minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. W sierpniu postanowił skierować do skolonizowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego wniosek o sprawdzenie, czy zgodny z Konstytucją RP jest art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który pozwala sądom krajowym zadawać Trybunałowi Sprawiedliwości UE pytania prejudycjalne.

Ale na początku października – czyli krótko przed I turą wyborów samorządowych – rozszerzył wniosek, zadając TK pytanie, czy TSUE w ogóle wolno orzekać „w sprawach dotyczących ustroju, kształtu i organizacji władzy sądowniczej oraz postępowania przed organami władzy sądowniczej państwa członkowskiego UE”.

Podjęcie przez Trybunał Konstytucyjny wyroku zgodnego z oczekiwaniami Ziobry oznaczałoby de facto wycofanie się Polski z Unii Europejskiej, ponieważ bez Trybunału Sprawiedliwości UE nie ma mowy o jednolitej przestrzeni prawnej, która jest jednym z fundamentów Unii Europejskiej.

Tym krokiem Ziobro podał rękę opozycyjnej Koalicji Obywatelskiej, która dużo energii poświęcała na pokazanie konsekwencji wrogiej Unii Europejskiej polityki PiS. Już w połowie września Grzegorz Schetyna pisał na Twitterze:

Rozszerzenie wniosku było więc wodą na młyn opozycji. 17 października na wspólnej konferencji prasowej z Rafałem Trzaskowskim (PO) posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz (.N) nazwała wniosek „wypchnięciem Polski z Unii Europejskiej”, a Borys Budka (PO) domagał się jasnej deklaracji od premiera Mateusza Morawieckiego, czy „odetnie się od próby wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej, czy zdymisjonuje ministra Ziobrę” – podkreślał poseł PO Borys Budka.

Politycy opozycji nie musieli jednak naciągać rzeczywistości, żeby oskarżyć PiS o demolowanie stosunków Polski ze zjednoczoną Europą. Jak pisaliśmy w OKO.press, Polska po trzech latach rządów Prawa i Sprawiedliwości miałaby problemy z przyjęciem do UE, ponieważ nie tylko nie spełnia kryteriów kopenhaskich, ale również nie ma żadnych politycznych sojuszników w UE (poza Węgrami, które również są w Unii na cenzurowanym).

Dzwon od wyborców

Wybory boleśnie dla PiS zweryfikowały, gdzie leżą sympatie Polaków. Choć partia Kaczyńskiego wygrała wybory, to nie udało się jej poszerzyć elektoratu w stopniu pozwalającym pokazać wynik jako potwierdzenie poparcia Polek i Polaków dla polityki PiS.

Jednocześnie przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego bardzo się zmobilizowali, szczególnie w dużych miastach, gdzie PiS przekonało się, że nie ma czego szukać – na 39 miast o liczbie mieszkańców ponad 100 tys. w zaledwie jednym – Katowicach – kandydat niezależny popierany przez PiS wygrał wybory. Jak na złość był to Marcin Krupa, którego popiera nie tylko PiS, ale również SLD.

Również na wsi wyniki nie spełniły oczekiwań – nieco ponad 12 proc., które osiągnęło PSL mimo zmasowanego ataku PiS na partię, oznacza, że poza dużymi miastami antyeuropejska retoryka szkodzi notowaniom prezesa.

Zwrot przez rufę

Po pierwszej turze wyborów rządząca partia robi dobrą minę do złej gry. Oficjalnie cieszy się ze zwycięstwa i zapowiada kontynuację dotychczasowej polityki, ale jednocześnie stara się osłabić skutki sporu z Unią Europejską.

Zaczął Jarosław Kaczyński, przekonując podczas konwencji PiS w Radomiu, że jego partia i rząd będą przestrzegać unijnego prawa oraz opowiadając, że „wielu mieszkańców dużych miast zostało okłamanych, zostało zmanipulowanych i w centrum tej manipulacji jest jedno twierdzenie, że PiS przygotowuje polexit”.

„To kłamstwo, kłamstwo i jeszcze raz kłamstwo” – powtarzał prezes.

Ma to nawet pewien wymiar praktyczny – MSZ w stanowisku przesłanym do Trybunału Konstytucyjnego zmieszał argumentację Zbigniewa Ziobry z błotem.

Dzień później jednak szef MSZ Jacek Czaputowicz zmienił zdanie i wydał specjalne oświadczenie, w którym ogłosił, że „w pełni popiera wniosek Prokuratora Generalnego do Trybunału Konstytucyjnego”, a swoje stanowisko zredukował do „charakteru informacyjnego i eksperckiego”.

Lipiński z odsieczą

PiS dysponuje niewieloma politykami, którzy mogą zapewniać o swoim zbliżeniu do pozycji centrowych i nie zostać rozniesieni przez media za hipokryzję – jak to jest na przykład w przypadku Jarosława Kaczyńskiego, który mówi zwykle to, co pasuje do obecnego przekazu politycznego partii.

Biorąc pod uwagę potrzebę mieszania wyborcom w głowach przed II turą (4 listopada) nic dziwnego, że wiceprezes PiS Adam Lipiński nagle pojawił się w przestrzeni publicznej – i to udzielając wywiadu wideo znienawidzonej przez PiS „Gazecie Wyborczej”.

Tam ogłosił, że „wyniki wyborcze pokazują, że jeśli chcemy zdobyć znacznie większe poparcie niż mieliśmy, to się musimy bardziej do centrum przesunąć, to jest oczywiste”.

Jego odpowiedzi na pytania dziennikarki „Wyborczej” Justyny Dobrosz-Oracz o sprawy europejskie najlepiej pokazują, że to, co jego zdaniem jest „oczywiste”, jest w zasadzie niewykonalne – bo PiS nie jest w stanie zachować obecnego elektoratu, zbudowanego na wojnie z III RP i jej osiągnięciami (m.in. wejściem do Unii Europejskiej i poparciu dla pogłębiania integracji europejskiej), wojnie z Unią Europejską, a jednocześnie wędrować w stronę politycznego centrum.


Jesteśmy gorącymi zwolennikami obecności Polski w Unii Europejskiej (…) natomiast walczymy o podmiotowość Polski w Unii. Z tego wynikają te napięcia.

Adam Lipiński, wywiad wideo dla "Gazety Wyborczej" - 30/10/2018

fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta


Fałsz. Walczyć o podmiotowość można bez łamania prawa.


Ta wypowiedź jest nie tylko fałszywa, ale również sprzeczna. Wiceprezes PiS może oczywiście opowiadać, że jego partia jest gorącym zwolennikiem Unii Europejskiej (mając pewnie na myśli przede wszystkim euro, które płyną z Brukseli), co jakoś łączy z „walką o podmiotowość”.

Niezależnie od tego, jak bardzo PiS lubi transfery z unijnego budżetu, udawać „gorącego zwolennika” UE jest mu tym trudniej, że od objęcia rządów aktywnie zwalcza to, na czym zbudowana jest Unia Europejska.

Występuje nie tylko przeciwko opisanym w traktatach wartościom, ale również przeciwko instytucjom, które powołały państwa członkowskie i dobrowolnie przekazały im część swoich kompetencji, aby umożliwić zaistnienie choć częściowo zjednoczonej w sensie prawnym, politycznym i gospodarczym Europy.

  • Wartości Unii Europejskiej

    (Art. 2 Traktatu o UE: „Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn”.)

Tę sprzeczność wyraźnie widać u Adama Lipińskiego, kiedy Justyna Dobrosz-Oracz pyta go, czy Polska zastosuje się do decyzji Trybunału Sprawiedliwości.

Pokrętna mowa ani tak, ani nie

Zamiast zadeklarować wprost, że tak będzie, Lipiński odpowiada: „Na pewno podejmiemy decyzję racjonalną. Nie mogę powiedzieć jaką, polityka ma swoje dyskretne strony. Jest druga tura wyborów i nie powinniśmy wprowadzać tematów mega politycznych do obiegu publicznego”.

„To nie my zaczęliśmy”

Tłumacząc tę polityczną nowomowę na język polski Adam Lipiński powiedział, że PiS chętnie da centrowemu elektoratowi nadzieję na to, że rząd Mateusza Morawieckiego podporządkuje się decyzji i przestanie kombinować nad przejęciem Sądu Najwyższego, ale nie może zadeklarować tego otwarcie, żeby nie demobilizować antyunijnego elektoratu, który PIS właściwie w całości zagarnęło dla siebie.


W konflikt z Unią my zostaliśmy wciągnięci na siłę, bo to był wygodny kierunek ataku na Prawo i Sprawiedliwość.

Adam Lipiński, wywiad wideo dla "Gazety Wyborczej" - 30/10/2018

fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta


Fałsz. Nikt nie kazał PIS iść na wojnę z Brukselą.


Drugim elementem tej strategii narracyjnej jest próba zmycia przez polityków PiS z siebie odpowiedzialności za wojnę polityczną z instytucjami unijnymi. To oczywisty fałsz – nikt nie zmuszał Jarosława Kaczyńskiego ani do rozpoczynania wojny o sędziów Trybunału Konstytucyjnego już pod koniec 2015 roku, od czego krok po kroku upór PiS doprowadził do wszczęcia przez Komisję Europejską przeciwko Polsce procedury naruszenia praworządności z art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej.

Nikt nie zmuszał też do pozwalania nadzorowanym przez rząd Lasom Państwowym na wycinanie Puszczy Białowieskiej, co skończyło się miażdżącym dla PiS wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE), ani do rozpoczęcia frontalnego ataku na instytucje niezależności sądownictwa – od Krajowej Rady Sądownictwa po Sąd Najwyższy, w obronie którego stanął ostatnio Trybunał Sprawiedliwości UE.

Fałszywa łagodność

Wywoływaniu wrażenia, że PiS jest zróżnicowaną partią, w której wrodzy integracji Europy politycy tacy jak Antoni Macierewicz i Krystyna Pawłowicz są równoważeni przez rozsądnych, bardziej centrowych, chcących korekty Czaputowicza i Lipińskiego, służy również łagodne skrytykowanie ministra sprawiedliwości przez wiceprezesa PiS.

O wniosku do TK Lipiński mówi, że Ziobro może „nie zdawał sobie sprawy z tego, jak to może zostać wykorzystane przez naszych przeciwników, ale w polityce trzeba sobie [z tego] zdawać sprawę”.

Zaraz dodaje jednak, że „dymisja Ziobry to raczej są bajki” – podobnie jak w przypadku Czaputowicza, który jako „liberalne” skrzydło PiS może starać się łagodzić skutki ostrej polityki, ale nie w taki sposób, który przeszkodzi mobilizacji żelaznego elektoratu partii.

To daje jakąś wskazówkę co do tego, jak PiS się zachowa, gdy przestanie im zależeć na wynikach kampanii wyborczej.


Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym