„Skrzywdzili wrażliwość, idealizm, zaufanie ludzi młodych, dzieci i młodzieży” – mówił podczas niedzielnej homilii abp Leszek Sławoj Głódź. Chodziło mu o księży molestujących dzieci? Nie. Mówił o strajkujących nauczycielach

„Oby te święta wielkanocne przyniosły środowisku nauczycielskiemu dużo pokoju i pojednania – takiego wewnętrznego, które będzie powodowało, że walcząc w słusznej sprawie, upominając się o własne słuszne rzeczy, że nie zapomnimy także o tych, którzy są wśród nas i z którymi ten los przecież dzielimy” – mówił w sobotę wielkanocną na antenie RMF FM prymas Polski abp Wojciech Polak. Zwracając uwagę na społeczne koszty protestu, prymas dowartościował strajk nauczycieli, co w sytuacji „wojny medialnej” o ocenę strajku może mieć duże znaczenie.   

Abp Polak zadeklarował też, że Kościół – pod warunkiem zaproszenia z obydwu stron – może być mediatorem w sporze nauczycieli z rządem. 

Mediator Głódź

Na apel prymasa – bez żadnego zaproszenia – już dzień później odpowiedział metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź. „Mediacje” rozpoczął w niedzielę podczas mszy rezurekcyjnej w bazylice w Gdańsku-Oliwie. W kazaniu przypomniał, że Jezus wzywa nas do jedności, do eliminowania podziałów z życia rodzinnego i społecznego. I jako przykład tych, co dzielą, wskazał strajkujących nauczycieli.

„Jakże inaczej można określić krzywdę, jaka spotkała młodzież szkolną, potraktowaną jako zakładnicy przez inicjującą strajk organizację nauczycielską? – pytał metropolita. Zgodnie ze sztuką mediacji podkreślił bezstronność Kościoła: „Nie stajemy po żadnej stronie. Ale trzeba mówić prawdę i stać po stronie prawdy”.

A prawda według abp. Głódzia jest taka, że strajkujący nauczyciele „skrzywdzili wrażliwość, idealizm, zaufanie ludzi młodych, dzieci i młodzieży”.

W piątek (19 kwietnia 2019)  OKO.press opisało, jakimi sposobami władza obrzydza społeczeństwu i strajk, i samych nauczycieli. Metropolita gdański wstrzelił się idealnie w dwa z nich:

  • dzieci jako zakładnicy nauczycieli. Podobnie do Głódzia mówili wcześniej: Jarosław Gowin: „Polska młodzież została wzięta jako zakładnicy”Jacek Sasin: „branie z nich zakładników zdecydowanie nie jest dobre”, Joachim Brudziński: „Kto weźmie odpowiedzialność za traumę tych dzieci?”;
  • niemoralni, skompromitowani nauczyciele. Taką narrację prezentują „Wiadomości” TVP, od takiej argumentacji nie stronią też prawicowi publicyści. Wiadomo, zawód nauczyciela to misja. Dlatego nauczyciel, który w ramach strajku „odchodzi od dzieci” sprzeniewierza się zawodowi i nie zasługuje na szacunek.

Kto krzywdził dzieci?

Skoro bp Głódź wywołał temat krzywdzenia wrażliwości i zaufania dzieci, to warto przypomnieć hierarsze o jednym z jego podwładnych – ks. prałacie Henryku Jankowskim. W reportażu „Gazety Wyborczej” z 3 grudnia 2018 Bożena Aksamit opisała, jak legendarny kapelan „Solidarności” przez kilkadziesiąt lat molestował małoletnich. Tydzień po publikacji głos zabrała gdańska kuria. W oświadczeniu zapewniła, że w latach 2008-2018 nie wpłynęły do niej żadne doniesienia potwierdzające zarzuty podnoszone w mediach. Przypomnijmy, że Jankowski miał molestować od końca lat 60., w 2010 roku prałat zmarł.

Niedługo potem Głódź bronił prałata osobiście. W orędziu wygłoszonym podczas pasterki dziękował kapłanom za posługę oraz „za hart ducha – a często, kiedy godność kapłańska – zarówno żyjących, jak i zmarłych – przez środowiska wrogie Kościołowi stawiana jest pod pręgierzem oskarżeń, zarzutów, pomówień, często na wyrost, na oślep, dla medialnego także efektu”.

Arcybiskup z betonu

Nie tylko nauczycielom się oberwało. Pohukiwań, pouczeń i upomnień w homilii gdańskiego metropolity było więcej.

Jak mówił, konstytucja, konkordat, ustawy i rozporządzenia tworzą „społeczny ład i pokój, właściwy klimat dla relacji Kościół-państwo”. Teraz ład i pokój zaczynają być podważane przez „hałaśliwe, antychrześcijańskie prądy i ideologie”. Konkretnie przez:

  • promowanie moralnego nihilizmu i społecznej arogancji;
  • apologię relatywizmu, która za nic ma pojęcia zła i prawdy, wynosi na piedestał bożka tolerancji;
  • w tymże bożku kryje się za to „akceptacja nawet wobec największych wynaturzeń”;

Zdaniem arcybiskupa to wszystko prowadzi do:

  • niszczenia narodowych tradycji;
  • podważa fundamentalne pojęcia co do istoty rodziny, małżeństwa, świętości życia, przykazań, dekalogu;
  • daje zielone światło dla „tzw. karty LGBT”.

Głódź straszył, że „te ideologie, programy i propagujące je ugrupowania mają już nawet swoje przyczółki w samorządach lokalnych, a także i w parlamencie”. Jak widać, dla biskupa nawet obecny prawicowo-centrowy Sejm i Senat to za mało. Strach pomyśleć, jakie kazanie wygłosiłby metropolita, gdyby w parlamencie znalazło się jakieś lewicowe ugrupowanie.

Rządzi większość i kropka

Dalej Głódź oburza się na to, że politycy ze wspomnianych „przyczółków” formułują żądania, „a nawet inicjatywy legislacyjne wymierzone w prawa ludzi wierzących (…), którzy przecież stanowią zdecydowaną większość obywateli”.

Biskup zapewne miał na myśli ostatnie projekty dotyczące rozdziału państwa od Kościoła: projekt Barbary Nowackiej ze stycznia 2019 oraz projekt kilkudziesięciu organizacji i partii lewicowych zaprezentowany w lutym. Warto dłużej zatrzymać się nad tymi słowami biskupa.

  • Głodź oburza się na samą próbę podjęcia inicjatywy ustawodawczej, do której – zgodnie z art. 118 Konstytucji – mają prawo wszyscy obywatele;
  • nie ma szans na to, żeby te projekty zostały przegłosowane w Sejmie w obecnym układzie;
  • projekty nie uderzają w ludzi wierzących, tylko we wpływy kościelnych hierarchów, a dokładniej w przywileje finansowe Kościoła;
  • biskup zapewne dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że bardziej radykalne zmiany w relacjach państwo-Kościół wymagają zmiany konkordatu.

Na koniec Głódź dobitnie wskazał, że


Nie może być tak, że mniejszość rządzi większością, bo to nie ma nic wspólnego z demokracją.

Abp Sławoj Leszek Głódź, homilia wielkanocna w bazylice w Gdańsku-Oliwie - 21/04/2019

Fot . Bartosz Banka / Agencja Gazeta


Kłamstwo. Demokracja nie jest dyktaturą demokratycznie wybranej większości, której nikt nie może podskoczyć. Współcześnie demokrację uzupełniają rządy prawa, co ma na celu m.in. ochronę mniejszości.


Identyczną narrację od wygranych wyborów stosuje Zjednoczona Prawica. Tu dla porównania Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Polskiego Radia 24 w 2017 roku: „Nie zgadzamy się na to, by rządziła mniejszość.

Demokracja polega na tym, że rządzi większość, a nie mniejszość.

Druga strona próbuje narzucić rządy mniejszości”.

Wielokrotnie pisaliśmy w OKO.press o tym, że jakość ustroju demokratycznego poznaje się właśnie po tym, na ile władza – jako reprezentant większości – potrafi ograniczać się do działań legalnych, respektować prawa różnych mniejszości, niezależnie od tego, na ile są one zgodne z jej ideologią, wartościami czy interesami.

Mówił o tym w kwietniu 2017, dwa tygodnie przed śmiercią w przejmującym przesłaniu dla Archiwum Osiatyńskiego prof. Wiktor Osiatyński: „Nie jest tak, że władza, która sama utożsamia się z »suwerenem«, z tytułu aktu wyborczego może wszystko. Bezustannie trzeba przypominać, że władza ma wytyczone prawem pole działania. Trzeba obywatelom, ale także samym ludziom władzy bezustannie wskazywać na to, co już wykracza poza ten dopuszczalny mandatem. Suwerena się nie wybiera, suweren jest. Wybiera się tylko ludzi, którzy mają sprawować władzę w ramach swojego mandatu i w ramach prawa”.

Kościół otwarty?

Pomysł prymasa Polaka dotyczący ewentualnej mediacji Kościoła w sporze między nauczycielami a władzą można różnie oceniać. Jednak była to przynajmniej próba ustawienia go w pozycji tego, który łączy społeczeństwo, który chce szeroko pojętej zgody narodowej.

To pomysł hierarchów na to, jak w bardzo trudnym dla Kościoła (w Polsce i na świecie) czasie nie wypaść z roli jednego z głównych rozgrywających w życiu społecznym, ważnego głosu w dyskusjach na najważniejsze tematy.

26 marca 2019 Konferencja Episkopatu Polski opublikowała list „O ład społeczny dla wspólnego dobra”. Biskupi w długiej publikacji podkreślali, jak ważna jest wspólnota, prowadzenie sporów w cywilizowany sposób, język debaty publicznej. Pouczali, że „szczera gotowość do otwartej, uczciwej rozmowy jest wyrazem umiłowania prawdy, dobra i wolności, a także szacunku dla godności i podmiotowości wszystkich obywateli, bez względu na ich przekonania czy sympatie polityczne”.

Wypowiedzi abp. Głódzia skutecznie obniżają wiarygodność takich gestów.

Absolwent Studiów Wschodnich na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej pisał m.in. dla „Gazety Wyborczej” i „Newsweeka”. W 2018 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii „News” za cykl tekstów o Funduszu Sprawiedliwości.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym