Jarosław Gowin twierdzi, że Adam Strzembosz "żałował, że zahamował dekomunizację sądów". Strzembosz temu absurdowi zaprzecza. Opowiada, jak starał się doprowadzić do rozliczenia szczególnie gorliwych i uhonorowania odważnych sędziów stanu wojennego. Najtrudniej poszło mu z Lechem Kaczyńskim, który nie miał do tego serca, ani jako minister, ani jako prezydent

„Teraz jest łatwo strugać bohatera, ale wszelkie oceny ahistoryczne są kompromitujące dla ich autorów, którzy nie wykazali się dotychczas cywilną odwagą w podobnych sytuacjach” – mówi OKO.press prof. Adam Strzembosz.

Narzekając, że sądy nie zostały do dziś zdekomunizowane, minister Jarosław Gowin w środowej „Kropce nad i” opowiedział o swoim spotkaniu z Adamem Strzemboszem legendą polskiego sądownictwa, pierwszym sędzią Sądu Najwyższego (1990-1998). OKO.press sprawdziło u prof. Strzembosza, czy opowieści Gowina są prawdziwe. Okazuje się, że jedna anegdota jest prawdziwa, ale główny przekaz został zmanipulowany na użytek propagandowej wersji o sądach III RP.


Prof. Strzembosz był pierwszym gościem, którego przyjąłem jako minister sprawiedliwości. Prosił mnie, bym przyznał medale sędziom zasłużonym w czasie stanu wojennego, którzy bronili opozycjonistów

Jarosław Gowin, Kropka nad i, TVN 24 - 27/12/2017

Fot. Pawel Malecki / Agencja Gazeta


Strzembosz potwierdza. Gowin wystąpił do Komorowskiego o te ordery


Prof. Strzembosz dla OKO.press: „To zdanie jest prawdziwe. Faktycznie, byłem u ministra Gowina [w 2011 r. – red.] z listą 10 sędziów, którzy zasłużyli się odważnymi wyrokami w stanie wojennym.

Wcześniej występowałem o takie odznaczania do prezydenta Lecha Kaczyńskiego (2005-2010), za pośrednictwem Jana Olszewskiego, który w kancelarii odpowiadał za sprawy historyczne, ale z nieznanych mi przyczyn do tego nie doszło.

Gowin złożył odpowiednie wnioski prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu [2010-2015], który odznaczył proponowane przez mnie osoby Krzyżami Oficerskimi lub Kawalerskimi Orderu Odrodzenia Polski”.


Pan sędzia Strzembosz powiedział mi też, że rzeczą, której najbardziej żałuje jest to, że zahamował dekomunizację sądów. On wierzył w samooczyszczenie środowiska sędziowskiego, ale to się nie dokonało

Jarosław Gowin, Kropka nad i, TVN 24 - 27/12/2017

10.01.2017 Warszawa , Sejm . Wicepremier Jaroslw Gowin w drodze na spotkanie z opozycja u marszalka Stanislawa Karczewskiego . PO nie bedzie brac udzialu w spotkaniu . Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Prof. Strzembosz nie mógł mówić, że hamował dekomunizację


Strzembosz: „Nie pamiętam, żebym Gowinowi coś wtedy mówił o oczyszczeniu środowiska sędziowskiego, ale nie jest to wykluczone.

Na pewno nie mogłem mówić, że „zahamowałem dekomunizację”, bo nigdy nie było żadnego projektu dekomunizacji, więc nie było czego hamować.

Mogłem mówić to, co zawsze powtarzam, że byłem przeciwnikiem komisji weryfikacyjnych.

Uważałem natomiast, że sędziowie, którzy orzekali w sposób naganny, powinni ponieść za to indywidualną odpowiedzialność w toku postępowań dyscyplinarnych.

Jeżeli mówiłem o samooczyszczaniu środowiska sędziowskiego, to – podkreślam – poprzez takie właśnie postępowania dyscyplinarne. Za czasów minister sprawiedliwości Hanny Suchockiej (1997-2000) udało się wprowadzić do ustawy o ustroju sądów przepisy pozbawiające statusu sędziego w stanie spoczynku tych sędziów, którzy przed objęciem stanowiska sędziego byli funkcjonariuszami UB, SB, pracowali na stanowiskach represyjnych w wojsku albo już po objęciu stanowiska sędziego orzekali w czasach stalinowskich w tzw. sekcjach tajnych. Takich przypadków – osób w sędziwym wieku – było kilkadziesiąt”.

Postępowania dyscyplinarne – marne efekty

Prof Strzembosz: „Ustawa pozwalała też na przeprowadzenie postępowań dyscyplinarnych i z inicjatywy minister Suchockiej wiele zostało wszczętych. Niestety, sprawy były źle przygotowane i prowadzone.
Proponowałem, by porównywać wyroki wydawane przez poszczególnych sędziów  i postępowanie dyscyplinarne wszczynać wobec tych, którzy szczególnie często i surowo orzekali w sprawach przeciwko demonstrantom, czy opozycjonistom.

Należało zobaczyć orzecznictwo każdego sędziego na tle innych, wtedy można byłoby wychwycić tych szczególnie gorliwych.

Bo jeden sędzia uchylał tryb doraźny i uniewinniał, a drugi skazywał działaczy „Solidarności” nawet na 4-5 lat.

Niestety, każdą sprawę rozpatrywano „od nowa”. I sędziowie, którzy nie sprostali tamtym czasom, bronili się zwykle tym, że ich wyroki oscylowały w dolnych granicach zagrożenia karą.

Stan wojenny był ciężką próbą dla sądownictwa i różne sądy w tym czasie różnie się zachowywały. Sądy krakowskie – świetnie, warszawskie – wbrew obiegowej opinii – przyzwoicie. 48 proc. wyroków sądów pierwszej instancji wojewódzkiej w sprawach politycznych to były wyroki uniewinniające.

Postępowania dyscyplinarne z inicjatywy minister Suchockiej dały marne efekty, ostatecznie pozbawiono stanowiska tylko jednego, dwóch sędziów”.

Minister Kaczyński nie miał serca do sprawdzania sędziów

Gdy minister Suchocką zastąpił Lech Kaczyński (2000-2001) wnioski do sądu dyscyplinarnego przestały wpływać.

Strzembosz: „Rozmawiałem o tym z nowym ministrem sprawiedliwości, choć nie bardzo chciał mnie przyjąć. Na zarzut, że nie składa wniosków,

Lech Kaczyński odpowiedział, że „zlecił to zadanie trzem paniom, ale niechętnie je wypełniają”. Opadły mi ręce na takie wyjaśnienie.

Poza tym minister Kaczyński powiedział, że nie ma odpowiednich materiałów o sędziach z tamtych lat. Przesłałem mu zbiór wycinków prasowych i notatki, ale trzy tygodnie później premier Buzek go odwołał  i żadnych efektów nie było.

Czy w sądach przetrwał komunizm?

Obecna władza tworzy wrażenie, że sądownictwo było do czasów reformy PiS komunistyczne i dopiero teraz się to zmieni. Stawia zarzuty, że dotąd w Polsce orzekają sędziowie z krwią na rękach z czasów stanu wojennego.

Skoro tak, to dlaczego władze nie wznowią wobec nich postępowań dyscyplinarnych? Powolny im Trybunał Konstytucyjny nie przeciwstawiłby się przecież uchyleniu przedawnienia ścigania.

Sądzę, że rezultaty takiej akcji byłyby podobne jak poprzednio, ale przekonalibyśmy się przynajmniej, ilu sędziów stanu wojennego faktycznie nadal pracuje w wymiarze sprawiedliwości.

Sąd Najwyższy został rozwiązany…

Warto tu przypomnieć, że Sąd Najwyższy PRL został rozwiązany na początku 1990 roku. Do odrodzonego SN sędziowie byli kierowani przez świeżo powołaną Krajową Radę Sądownictwa. Kandydatów zgłaszały Zgromadzenia Ogólne sądów wojewódzkich oraz minister sprawiedliwości.
Wobec zarzutów, że w Sądzie Najwyższym orzekają sędziowie staniu wojennego stwierdzam, że w Izbie Karnej SN orzeka dwóch takich sędziów, ale wydawane przez nich wyroki – przy uwzględnieniu panującej w latach 80. sytuacji – w żaden sposób ich nie kompromitują.

…była też lustracja

Wszyscy sędziowie – tak jak prokuratorzy i adwokaci – zostali poddani lustracji, czyli zbadani z punktu widzenia  powiązań agenturalnych. Często spotykane twierdzenie, że sędziowie nie byli lustrowani jest jawnie fałszywe, od 1998 roku zostali sprawdzeni. Każdy nowy kandydat na sędziego, który urodził się przed 1972 rokiem, jest lustrowany przez IPN” – mówi OKO.press prof. Adam Strzembosz.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym