Tutaj klimat się poprawia, a państwo walczy z emisją gazów cieplarnianych i rozwija odnawialne źródła energii. Nie wiecie co to za kraj? To obejrzyjcie polski spot z okazji szczytu klimatycznego COP24, który w grudniu 2018 roku odbędzie się w Katowicach. OKO.press prostuje absurdy i przekłamania, których w spocie jest co niemiara

„Jest taki kraj, w którym klimat konsekwentnie się poprawia” – mówi spokojny kobiecy głos z offu, na tle animacji i relaksującej muzyki. Dalej dowiadujemy się, że kraj ten „podejmuje praktyczne kroki, by zredukować emisję gazów cieplarnianych”, „implementuje nowoczesne, przyjazne dla środowiska technologie, by produkować i oszczędzać energię” i „promuje nisko-emisyjne środki transportu”.

To też kraj – przekonuje lektorka – gdzie „zrównoważone leśnictwo i troska o naturę pomagają absorbować CO2 z atmosfery”. Ma też mieszkańców, którzy „rozumieją bardzo dobrze, że miasto przyszłości jest przystosowane do zmiany klimatycznej”. To też miasto będące kompleksowym ekosystemem, którego rezydenci mają różne role i potrzeby (ekran wypełniają latające pszczółki).

Tak, dobrze myślicie – ten kraj to Polska.

Taki spot promocyjny z okazji zbliżającego się szczytu klimatycznego COP24 zafundował światu nasz rząd. Można go obejrzeć na youtubowym profilu Ministerstwa Spraw Zagranicznych i innych państwowych agend, w tym ambasad. O ile większość z tego, co widzimy na ekranie to tania propaganda, to są tu również zawarte treści ewidentnie fałszywe.

OKO.press bierze pod lupę kilka „informacji” zawartych w spocie. Sam film – niżej:



„Jest taki kraj, w którym klimat konsekwentnie się poprawia”

Może i jest, ale na pewno nie jest to Polska. A świadczy o tym choćby jakość powietrza, którym oddychają Polki i Polacy.

Raport Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) „Jakość powietrza w Europie – 2018” pokazał, że polskie miasta są najbardziej zasnute smogiem w całej Europie.

Przykładowo, 19 z 20 najbardziej zanieczyszczonych benzo(a)pirenem miast znajduje się w Polsce. Według norm Światowej Organizacji Zdrowia, średnioroczne stężenie tej substancji nie powinno przekraczać 1 nanograma na metr sześcienny. Tymczasem w Nowej Rudzie, niechlubnym liderze rankingu, średnioroczne stężenie tej rakotwórczej substancji to prawie 18 nanogramów na metr sześcienny. Na liście są też m.in. Tomaszów Mazowiecki (15 nanogramów) i Rybnik (13 nanogramów).

Niewiele lepiej jest w przypadku stężenia pyłów zawieszonych PM2,5. Sześć z dziesięciu miast UE z najwyższym stężeniem leży w Polsce. Na czele historyczna stolica smogu – Kraków. Zdaniem ekspertów EEA remedium na taki stan rzeczy jest ograniczenie spalania węgla i innych kopalin.

Niepokojące wnioski przyniósł również tegoroczny raport Narodowego Funduszu Zdrowia „Analiza przyczyn wzrostu liczby zgonów w Polsce w 2017 roku”. „Potencjalną przyczyną wzrostu liczby zgonów w styczniu 2017 roku jest skokowe pogorszenie jakości powietrza, które może rodzić gwałtowne konsekwencje zdrowotne u osób szczególnie podatnych, w tym ze strony układu krążeniowo-oddechowego” – czytamy w opracowaniu.

W 2017 roku liczba zgonów wyniosła 405,6 tys. i wzrosła o 3,77 proc. w stosunku do roku 2016. Ale w styczniu 2017 roku, smogowym „szczycie”, umarło 44,4 tys. osób, tj. o 11 tys. (23,5 proc.) więcej niż w styczniu 2016 roku, kiedy odnotowano 33,3 tys. zgonów.

Główną przyczyną większej umieralności w Polsce w 2017 roku było więc najprawdopodobniej zanieczyszczenie powietrza.

I to by było na tyle w kwestii „poprawiającego się klimatu„.

„To kraj, który (…) implementuje nowoczesne, przyjazne dla środowiska technologie, by produkować i oszczędzać energię”

Każdy, kto choć trochę śledzi polską rzeczywistość w aspekcie wdrażania odnawialnych źródeł energii (OZE) – bo tylko one są „przyjazne dla środowiska” – może co najwyżej parsknąć śmiechem na takie dictum. Szczególnie, że w spocie zostało to zilustrowane farmami wiatrowymi, które w Polsce padły ofiarą polityki PiS.

NIK w niedawnym raporcie o rozwoju sektora odnawialnych źródeł energii jako jedną z głównych barier rozwoju OZE w Polsce wskazała właśnie na zahamowanie rozwoju energetyki wiatrowej.

Stało się tak z powodu ograniczeń, które nałożyła na nią ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych z 20 maja 2016 roku. Efektem wprowadzenia nowych przepisów było zaniechanie przez wiele firm realizacji planowanych inwestycji w istniejące lub nowe źródła wiatrowe.

Smutna prawda jest zaś taka – na co również zwrócił uwagę raport NIK – że polska energetyka węglem stoi. W 2017 roku całościowy udział OZE w krajowej produkcji energii wyniósł zaledwie 10,1 proc. To 8,4 proc. z elektrowni wiatrowych i innych odnawialnych plus 1,7 proc. z elektrowni wodnych. Niemal 80 proc., a dokładnie 79,5 – nadal pochodzi z węgla: kamiennego (48,2 proc.) i brunatnego (31,3 proc.).

Raport "Rozwój sektora odnawialnych źródeł energii", NIK, Warszawa 2018
Źródło: Raport „Rozwój sektora odnawialnych źródeł energii”, NIK, Warszawa 2018

W efekcie, Polsce najpewniej nie uda się osiągnąć do 2020 roku założonego celu 15 proc. udziału energii ze źródeł odnawialnych w ogólnym zużyciu energii brutto. Do tego nasz kraj zobowiązał się przed UE.

A to będzie nas kosztowało nawet 8 mld zł. Te pieniądze trafią – a przecież można by je przeznaczyć na rozwój zielonej energetyki w Polsce – do innych krajów UE, które mają nadwyżki w produkcji energii ze źródeł odnawialnych.



„To kraj, w którym zrównoważone leśnictwo i troska o naturę pomagają absorbować CO2 z atmosfery”

Twórcom spotu chodzi zapewne o słynne leśne gospodarstwa węglowe, które – gdy jeszcze był ministrem środowiska – intensywnie promował Jan Szyszko. Niestety, wręcz magiczne przekonanie o szczególnej mocy pochłaniania CO2 przez polskie lasy – bo z grubsza o to chodzi w idei gospodarstw węglowych – pozostaje nadal silne w rządzie.

„Gdyby […] zrównoważyć emisję CO2 zalesianiem, Polska musiałaby wyglądać jak w czasach Mieszka I – w większości pokrywałyby ją puszcze. Ale to i tak skompensowałoby tylko drobny ułamek emisji ze spalania węgla, ropy i gazu” – pisał dla OKO.press ekspert klimatyczny dr Marcin Popkiewicz.

A na dodatek posadzone dziś drzewa za kilka dziesięcioleci mogą – w wyniku zmian klimatycznych – znaleźć się w nieodpowiedniej dla siebie strefie klimatycznej. A wtedy drzewa te obumrą – w wyniku upałów, pożarów czy inwazji szkodników (jak to dzieje się ze świerkami w Puszczy Białowieskiej).

Dlatego leśne gospodarstwa węglowe nie są remedium na zmiany klimatu.



Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania. W OKO.press pisze o ekologii i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym