Kaczyński twierdzi, że rząd Olszewskiego i jego własny obalili rebelianci. W rzeczywistości Olszewski stracił poparcie większości, a Kaczyński sam zdecydował o wcześniejszych wyborach.

Według Słownika Języka Polskiego PWN „rebelia” oznacza „zbrojny bunt przeciwko władzy”. Oczywiście żadnego „zbrojnego buntu” nie było ‒ przeciwko obu rządom był opór społeczny, ale ani nie był to bunt, ani tym bardziej zbrojny.

Przypomnijmy, w jakich okolicznościach upadły rządy Olszewskiego w 1992 r. i Kaczyńskiego w 2007 r.


Wybuchła rebelia. To była rebelia przeciwko temu rządowi oparta o zarzuty, które nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. (...) [W 2005 r.] Znów wygrywają ci, którzy chcą, żeby Polska wyglądała inaczej. I jaka jest reakcja? Kolejna rebelia.

Jarosław Kaczyński, Przemówienie na zjeździe okręgowym PiS w Warszawie - 04/06/2016

Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Fałsz - Żadna rebelia, tylko własna słabość


Rząd Olszewskiego powstał 23 grudnia 1991 r. po długich negocjacjach. Poparły go „Solidarność” i PSL, ale te ugrupowania nie weszły do koalicji, którą utworzyły wtedy cztery partie (Porozumienie Centrum, Związek Chrześcijansko-Narodowy, PSL-Porozumienie Ludowe i Partia Chrześcijańsko-Demokratyczna). Partie koalicji dysponowały w rozdrobnionym Sejmie zaledwie 114 głosami (na 460 posłów). Od początku rząd rozdzierały wewnętrzne konflikty, w tym (jak twierdzi politolog Antoni Dudek w książce „Pierwsze lata III Rzeczypospolitej 1989–2001”) spór między premierem Olszewskim a Jarosławem Kaczyńskim, wówczas przewodniczącym Porozumienia Centrum, który Olszewskiemu nie ufał i chciał skupić jak najwięcej władzy w swoim ręku.

Premier Olszewski przez wiele miesięcy negocjował rozszerzenie koalicji (m.in. o Unię Wolności i KPN), ale bez skutku. Narastał też konflikt między rządem a prezydentem Lechem Wałęsą, który 26 maja 1992 poinformował Sejm o wycofaniu poparcia. Następnego dnia Unia Wolności i Kongres Liberalno-Demokratyczny podjęły decyzję o wotum nieufności dla rządu.

Dopiero 28 maja Sejm na wniosek Janusza Korwin-Mikkego przyjął uchwałę lustracyjną – która dosłownie zobowiązywała ministra spraw wewnętrznych (wówczas Antoniego Macierewicza) „do podania do dnia 6 czerwca 1992 pełnej informacji na temat urzędników państwowych od szczebla wojewody wzwyż, a także senatorów, posłów (…), będących współpracownikami Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w latach 1945–1990”. To wtedy doszło do sławnej „nocnej zmiany” – zorganizowanego przez prezydenta Wałęsę spotkania partii opozycyjnych, które zadecydowało o szybkim odwołaniu premiera. Upadek rządu był już wówczas przesądzony, ale nie z powodu „rebelii”, tylko braku parlamentarnej większości. Rozpoczęcie lustracji mogło ten proces co najwyżej przyspieszyć.

Rząd Olszewskiego rzeczywiście był krytykowany przez dużą część mediów, m.in. za nieudolność i zatrzymanie prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. „Rebelia” oznacza jednak coś więcej niż medialną krytykę.

Rząd Kaczyńskiego w 2007 r. upadł w wyniku tzw. afery gruntowej, która doprowadziła do rozpadu rządzącej koalicji PiS, Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony.

9 lipca 2007 premier Kaczyński zdymisjonował wicepremiera i szefa Samoobrony Andrzeja Leppera. Trzy dni wcześniej CBA zatrzymało współpracownika Leppera, Piotra Rybę, i prawnika Andrzeja Kryszyńskiego. CBA zarzuciło im, że w imieniu Leppera i swoim mieli domagać się łapówki za pomoc w odrolnieniu gruntu. Do wręczenia łapówki jednak nie doszło – zdaniem CBA ktoś Leppera uprzedził o całej akcji.

Koalicja wisiała na włosku przez dużą część wakacji. Dopiero 11 sierpnia 2007 szef LPR Roman Giertych stwierdził ostatecznie, że Jarosław Kaczyński zerwał umowę koalicyjną. Tego samego dnia Rada Polityczna PiS zdecydowała się na przedterminowe wybory parlamentarne. Wybory odbyły się 21 października 2007 i przyniosły zwycięstwo Platformie Obywatelskiej.

Do upadku rządu Kaczyńskiego nie doprowadziła więc żadna „rebelia”, ale skandal korupcyjny z udziałem głównego koalicjanta.

Jarosław Kaczyński powiedział o „rebelii” w dniu, w którym marsz KOD w obronie demokracji wyprowadził na ulicę kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Być może więc mówiąc „rebelia”, miał na myśli opór społeczny przeciwko swoim rządom. Po pierwsze jednak pokojowe demonstracje i krytyka w mediach nie są rebelią, a po drugie to nie one doprowadziły do upadku rządu Olszewskiego w 1992 r. I samego Kaczyńskiego w 2007 r.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym