Sąd Okręgowy w Krakowie nie chce rozpoznać apelacji dotyczącej sprawy śmierci ojca Zbigniewa Ziobry. Boi się posądzenia o stronniczość, bo minister Ziobro odwołał właśnie prezes krakowskiego sądu, a prokuratura prowadzi kilka śledztw w związku z decyzjami sędziów prowadzących tę sprawę. Czy to po prostu chowanie głowy w piasek, by nie zadzierać z Ziobrą?

Ten proces to dziś gorący kartofel. Jest spore ryzyko, że za rządu PiS może nie być sprawiedliwie rozstrzygnięty. Bo dotyczy rodziny obecnego ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego w jednej osobie. W tej sprawie jak w soczewce widać czym może skończyć się upolitycznienie wymiaru sprawiedliwości, do czego prze rząd PiS, łamiąc Konstytucję .

W czwartek Sąd Okręgowy w Krakowie miał rozpoznać apelację rodziny od wyroku uniewinniającego lekarzy, którzy 11 lat temu leczyli ojca Zbigniewa Ziobry. Nie rozpoznał tylko zwrócił się do Sądu Najwyższego by dla „dobra wymiaru sprawiedliwości” nie należy przenieść do rozpoznania w innym sądzie w Polsce.

Rzeczniczka sądu powiedziała OKO.press, że sąd miał na uwadze „subiektywny odbiór społeczeństwa, że sprawa może być rozpoznana przez stronniczy sąd”. Rzeczniczka wskazała na odwołanie przez ministra Ziobrę prezes SO i dyrektora SO, i że „może powstać wrażenie możliwości wpływu tych działań na sędziów. Jeśli ten skład by wydał wyrok, mogłyby pojawić się głosy, że był skażony presją”.



Jerzy Ziobro zmarł 11 lat temu

Sprawa śmierci ojca ministra Zbigniewa Ziobry nie jest nowa. Ciągnie się już kilkanaście lat. Jerzy Ziobro, 71-letni lekarz z Krynicy w czerwcu 2006 roku przyjechał do kliniki kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, kilka dni wcześniej był na wycieczce na Jaworzynie i źle się poczuł. Jego syn Zbigniew Ziobro był wtedy ministrem sprawiedliwości w pierwszym rządzie PiS.

Jerzy Ziobro zmarł w szpitalu na początku lipca. Na podstawie dokumentów precyzyjnie opisała to „Polityka”. Tygodnik pisał: „Lekarze przeprowadzili koronarografię (badanie drożności tętnic w sercu). W trzech tętnicach stwierdzili zwężenia. Kardiolodzy mieli do wyboru dwie drogi: stentowanie, czyli wszczepienie sprężyny rozszerzającej tętnicę, albo wszczepienie by-passów. Wybierają to pierwsze. W czasie tego pobytu w szpitalu chory miał cztery koronarografie i dwa zabiegi stentowania. Za drugim razem doszło do powikłań. Tuż przed północą wezwani na pomoc oskarżeni dziś lekarze, którzy mieli wtedy wolne, jeden z Rzeszowa, drugi zaraz po dyżurze, przyjeżdżają do krakowskiego szpitala. Zdążyli, jednak Jerzy Ziobro umarł. Lekarze stwierdzili, że zamknięte przez skrzepy stenty doprowadziły do zawału. Powstanie skrzepu w stencie po zabiegu to powikłanie statystyczne. Na stu pacjentów dotknie jednego.

»Śmierć tego człowieka kilka dni po zabiegu to tragiczne zrządzenie losu, a nie wynik naszych błędów« – mówił potem jeden z lekarzy”.

Po miesiącu od śmierci brat ministra Witold Ziobro złożył zawiadomienie do prokuratury na czterech lekarzy. Zarzucił im narażenie ojca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślne spowodowanie jego śmierci. Prokuratura dwa razy jednak umorzyła sprawę. Rodzina zmarłego zgodnie z prawem mogła wtedy sama wnieść do sądu subsydiarny akt oskarżenia. I to zrobiła.

Proces przed sądem w Krakowie zaczął się w 2013 roku. W 2016 roku, po przejęciu kontroli nad prokuraturą przez PiS, ta przystąpiła do procesu przeciwko lekarzom, po stronie rodziny ministra sprawiedliwości. W sprawę włączył się najwyższy szczebel śledczy – wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Krakowie.

Sąd uniewinnia lekarzy, nie było błędu lekarskiego

W lutym 2017 roku zapadł wyrok uniewinniający lekarzy. Sędzia Agnieszka Pilarczyk z krakowskiego sądu rejonowego uzasadniając wyrok mówiła, że nie znalazła związku pomiędzy decyzjami i działaniami lekarzy, a śmiercią ojca Ziobry. Nie znalazła też błędu medycznego. Sąd przyjął, że powikłania, które pojawiły się w trakcie leczenia i po zabiegu należy uznać „za niepowodzenie lecznicze mieszczące się w granicach przyjętego ryzyka”.

Ale rodzina ministra i prokuratura złożyli apelację, którą w czwartek miał rozpoznać Sąd Okręgowy w Krakowie.

Sędzia Pilarczyk jeszcze przed wydaniem wyroku była pod ogromną presją działań prokuratury. Ta zaczęła prześwietlać dokumentację medyczną leczenia ojca ministra sprawiedliwości i opinie biegłych lekarzy, które wydano na potrzeby procesu. Opinie kosztowały aż 370 tys. zł (sąd w wyroku ich kosztami obciążył skarb państwa). Ten wątek prowadzi Prokuratura Krajowa, która postawiła zarzuty lekarzowi – biegłemu.

Śledczy badają też czy w szpitalu była niegospodarność i czy fałszowano w nim dokumentację medyczną. Zaś kilka dni przed wydaniem wyroku uniewinniającego Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo dotyczące sędzi Pilarczyk. Zawiadomienie złożyła matka ministra. Śledczy sprawdzają czy słusznie przyznała ona biegłym tak wysokie wynagrodzenie. Śledztwo jest prowadzone w kierunku ewentualnego przekroczenia przez sędzię uprawnień.

Mimo to sędzia sądu rejonowego Agnieszka Pilarczyk nie uległa presji. Uniewinniła lekarzy.

Odwołanie prezes sądu okręgowego. Termin przypadkowy?

W ostatni poniedziałek ministerstwo sprawiedliwości na kilka dni przed terminem rozprawy apelacyjnej odwołało prezes Sądu Okręgowego w Krakowie. Bo tego samego dnia na zlecenie prokuratury zatrzymano i postawiono zarzuty 10 dyrektorom sądów na południu Polski, w tym dyrektorowi z Sądu Okręgowego w  Krakowie. Prokuratura zarzuca im przywłaszczenie pieniędzy podczas inwestycji w sądach. Ta sprawa to odprysk zarzutów wobec b. dyrektora Sądu Apelacyjnego w Krakowie, któremu śledczy zrzucają nadużycia finansowe.

Ministerstwo w komunikacie tłumaczyło, że zatrzymania dyrektorów to jeden z powodów odwołania prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie. W ocenie ministerstwa prezes nie miała nad nim nadzoru, ale resort uważa też, że krakowski sąd ma słabe wyniki w pracy.

Czy wybór terminu zatrzymania dyrektorów w poniedziałek był przypadkowy, czy też zaplanowany? Prokuratura nie odpowiedziała na pytania OKO.press o wybór akurat tej daty na przeprowadzenie czynności z dyrektorami.



Przejmowanie sądów przez PiS

Widać jednak, że odbyło się to na kilka dni przed dwoma ważnymi wydarzeniami w tym tygodniu. Właśnie trwa debata w Sejmie nad nowymi ustawami o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, dzięki którym kontrolę nad nimi przejmie PiS.

To drugi etap likwidowania niezależności sądów. Pierwszy był w wakacje, gdy przeforsowano w Sejmie nową ustawę o ustroju sądów, dzięki której resort sprawiedliwości wymienia teraz prezesów sądów na „swoich”. Zatrzymanie dyrektorów mogło pokazać społeczeństwu, że „reformy” są konieczne, by naprawić sądy.

Tę sprawę wykorzystano też do odwołania prezes krakowskiego sądu. Bo był to „dobry pretekst”, by pozbyć się prezes, która nie kryła, że nie jest zwolenniczką obecnych zmian w wymiarze sprawiedliwości.

Komentatorzy podawali też drugi powód jej odwołania – wywarcie presji na sąd odwoławczy mający rozpoznać apelację w sprawie śmierci ojca ministra sprawiedliwości.

Chowanie głowy w piasek, czy racjonalny ruch

I czwartkowa decyzja sądu o wniosku do Sądu Najwyższego o przeniesienie sprawy może być na to dowodem. Że sąd krakowski chowa głowę w piasek i chce się pozbyć „politycznej” sprawy.

Ale uprawniony jest też wniosek, że dla oczyszczenia atmosfery wokół tej sprawy zasadne jest jej przekazanie do rozpoznania przez inny sąd w Polsce. Czego też chciała rodzina ministra. Tyle, że nie ma dowodów na to, że krakowski sąd odwoławczy dziś byłby stronniczy.

Ponadto przekazanie sprawy odwleka wydanie prawomocnego wyroku o długie miesiące. A to sprawia, że może ona nie być już rozpoznana przez niezależny sąd. Bo do lutego 2018 roku minister Ziobro ma czas, by wymienić wszystkich prezesów sądów w Polsce na „swoich”. W przyszłym roku może też dojść do weryfikacji sędziów, poprzez spłaszczenie struktury sądów i powołanie nowych okręgów sądów.

Wtedy będą konieczne nowe powołania sędziów i zbyt niezależni sędziowie mogą być usunięci z zawodu. Ponadto, jeśli prezydent podpisze obecnie procedowane projekty ustaw, to będzie powołany Sąd Najwyższy w nowym składzie.

A tam może ostatecznie trafić sprawa śmierci ojca ministra Zbigniewa Ziobry.


Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press