Nawet w świecie PiS to nowa jakość, żeby po prostu nieprawdziwe zdania znajdowały się we wniosku Prokuratora Generalnego do Trybunału Konstytucyjnego. Ale tak właśnie jest w dokumencie, w którym Zbigniew Ziobro zwraca się do TK o zbadanie poprawności uchwały Sejmu o wyborze sędziów TK z 2010 roku

Liczący czternaście stron dokument opinia publiczna poznała dopiero dobę po pojawieniu się na stronie Trybunału Konstytucyjnego informacji o nadaniu sygnatury sprawie U 1/17, czyli wnioskowi Prokuratora Generalnego o zbadanie przez TK zgodności z konstytucją uchwały Sejmu z 2010 roku.

Na absurd zakrawa już sam fakt, że o zbadanie zgodności uchwały Sejmu z ustawą zasadniczą wnioskuje ten sam Zbigniew Ziobro, który rok temu mówił, że „każdy student prawa wie, że Trybunał nie jest kompetentny, by orzekać w sprawie uchwał”. TK przyznał mu wówczas rację i odmówił zbadania, czy uchwały Sejmu o wyborze sędziów Trybunału na stanowiska oraz uchwały kolejnego Sejmu o stwierdzeniu nieważności poprzednich uchwał były zgodne z konstytucją.

W postanowieniu napisano wprost, że Trybunał nie ma takich uprawnień. Może jedynie ocenić konstytucyjność podstawy prawnej uchwały Sejmu i wtedy ewentualnie stwierdzić, że Sejm nie miał prawa jej podjąć. Tak było na przykład przy okazji wyboru „na zapas” dwóch sędziów TK za czasów Platformy Obywatelskiej i PSL.

Umieszczenie skanu wniosku Prokuratora Generalnego w bazie Portalu Orzeczeń TK odsłania jednak nowy poziom niekompetencji ministra Zbigniewa Ziobry – w dokumencie są bowiem błędy merytoryczne i faktograficzne.

Według Ziobry ludzie to przepisy


Uchwała Sejmu w sprawie wyboru sędziów TK jest aktem prawnym wydanym przez centralny organ państwa. Akt ten wpływa na kształt systemu prawnego, gdyż kreuje skład konstytucyjnego organu państwa, który decyduje o bycie aktów normatywnych.

Zbigniew Ziobro, Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, s. 2 - 11/01/2017

Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, s. 2

Zbigniew Ziobro Fot . Sławomir Kaminńki / Agencja Gazeta


fałsz. Nonsens. Tylko w logice PiS prawo zależy od tego, kogo dotyczy.


Te dwa zdania to kompletny nonsens, czego Zbigniew Ziobro zupełnie poprawnie dowodził rok temu, kiedy wniosek o zbadanie zgodności uchwał z konstytucją składała Platforma Obywatelska. Jednocześnie demaskują one logikę Zbigniewa Ziobry, który w uzasadnieniu swojego wniosku twierdzi tak naprawdę, że ludzie – sędziowie Trybunału Konstytucyjnego – są częścią systemu prawa w Polsce, bo ich wybór „kreuje kształt systemu prawnego w Polsce”.

To oczywiście nieprawda – ludzie, niezależnie od pełnionych stanowisk, nie są przepisami, a to one wyznaczają „kształt systemu prawnego”. Dowodzenie, że treść prawa zależy od tego, kto je stosuje, jest zaprzeczeniem podstawowej zasadzie prawa, czyli powszechności jego obowiązywania.

Tę zasadę złamało dopiero Prawo i Sprawiedliwość, które prawo traktuje wybiórczo: obowiązuje ono tylko wtedy, kiedy władzy z nim po drodze, jak w przypadku wyroków Trybunału Konstytucyjnego, które za rządów Jarosława Kaczyńskiego straciły – zapisane w konstytucji – właściwości, ponieważ Andrzej Duda i Beata Szydło po prostu nie wykonywali swoich obowiązków.



Słabo też z czytaniem ze zrozumieniem

Zbigniew Ziobro dowodzi dalej, że „w swoim dotychczasowym orzecznictwie Trybunał dopuszczał kontrolę niektórych uchwał Sejmu pod kątem ich zgodności z Konstytucją RP”.

Aby to uzasadnić, powołuje się na wyrok TK z 2006 roku, w którego uzasadnieniu napisano – cytat za dokumentem Ziobry – że   „fundamentem demokratycznego państwa prawnego stała się zasada nadrzędności Konstytucji. Zasada ta odnosi się także do uchwał Sejmu. (…) Brak jakichkolwiek podstaw do tezy, jakoby posługując się formą uchwały, Sejm dysponował nieograniczoną i niepodlegającą kontroli kompetencją”.

To błąd merytoryczny, świadczący o tym, że Prokurator Generalny nie umie czytać ze zrozumieniem. Przytoczona przez niego treść oznacza bowiem po prostu, że uchwały Sejmu muszą mieć podstawę prawną, a Sejm nie może uchwalać tego, co większości parlamentarnej akurat przyjdzie do głowy, ponieważ system prawa w Polsce opiera się na delegacji kompetencji, której podstawą jest – każdorazowo – konstytucja.

Dlatego, choć uchwały nie podlegają kognicji Trybunału Konstytucyjnego, to Sejm nie może podjąć uchwały, do której podjęcia nie ma prawa. To właśnie może stwierdzić Trybunał Konstytucyjny.



Jako przykład można podać uchwałę, w której Sejm nagle powołuje Jarosława Kaczyńskiego na stanowisko Światłego Przewodnika Narodu Polskiego. Taka uchwała może zostać oczywiście przez PiS napisana i przyjęta, ale w sensie prawnym nie ma znaczenia – ponieważ w polskim systemie prawnym nie ma stanowiska Światłego Przewodnika.

Inna byłaby sytuacja, gdyby PiS przyjęło ustawę o powołaniu urzędu Światłego Przewodnika Narodu Polskiego i wyposażyło osobę sprawującą ten urząd w prawo do wydawania rozporządzeń o mocy ustawy, uchylania wyroków sądowych, wydawania wiążących poleceń prezydentowi i premierowi etc. Taka ustawa – w przeciwieństwie do uchwały o powołaniu konkretnej osoby na stanowisko Światłego Przewodnika! – mogłaby zostać zaskarżona do  Trybunału Konstytucyjnego, gdzie zostałaby posłana do kosza na śmieci, ponieważ takie kompetencje są oczywiście niezgodne z konstytucją. Pod warunkiem oczywiście, że TK spełniałby swoją rolę, a nie był notariuszem interesów rządzących.



Błąd w faktach


Analiza procedury wyboru sędziów TK w listopadzie 2010 r. wskazuje, że głosowanie nad wyborem tych osób odbyło się łącznie. Spośród pięciu kandydatów umieszczonych na jednej liście wybrano trzech, gdyż do obsadzenia były trzy stanowiska.

Zbigniew Ziobro, Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, s. 5 - 11/01/2017

Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, s. 5

Zbigniew Ziobro Fot . Sławomir Kaminńki / Agencja Gazeta


fałsz. Nieprawda. Każda z kandydatur była oceniana osobno.


Nieprawda czai się również w relacji wydarzeń z 2010 roku, którą Zbigniew Ziobro przesłał do Trybunału. Wytknęła to ministrowi sprawiedliwości Krajowa Rada Sądownicza, która przypomniała, że podczas głosowania w listopadzie 2010 roku każda z kandydatur na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego była rozpatrywana odrębnie. Wiadomo, że sędzia Piotr Tuleja zdobył 348 głosów (poparli go m.in. posłowie PiS), sędzia Stanisław Rymar otrzymał 203 głosy, a Marek Zubik – 200 głosów. Krystyna Pawłowicz otrzymała 140 głosów, a Andrzej Wróbel – 35.

Twierdzenie, że tak przeprowadzone wybory sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie były zgodne z konstytucją, ponieważ nie były indywidualne, jest zarzutem fałszywym i pozbawionym podstaw w faktach.

To, że jest jedna uchwała o wyborze trzech sędziów, nie ma znaczenia, ponieważ konstytucja nie wymaga, by Sejm podejmował indywidualną uchwałę dla każdego z sędziów – artykuł 194 ust. 1 konstytucji stanowi, że „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą”. Od 1997 r. byli wybierani indywidualnie, choć było to potem zapisywane w jednej uchwale. Także poseł Ziobro brał udział w takich wyborach.

Trudno uwierzyć, że Zbigniew Ziobro podpisał dokument zawierający tak oczywiste błędy merytoryczne i faktograficzne. A jednak na końcu dokumentu widnieje jego pieczęć i – słabo odbity – podpis.

Ostatnia strona wniosku Zbigniewa Ziobry do TK

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!