0:00
Prawa autorskie: Maciek Jazwiecki / Agencja GazetaMaciek Jazwiecki / A...
26 marca 2020

Niezgłoszona śmierć z powodu koronawirusa w szpitalu MSWiA. Rodzina pozostawiona bez pomocy [LIST]

Żadna informacja o śmierci mojego ojczyma nie pojawiła się w żadnym komunikacie. Moja mama siedzi sama, zamknięta w domu. Nikt nie może przyjść, a ona wyjść. Moja siostra jest zamknięta ze swoim mężem i dwójką dzieci. Kolega ojczyma jest ze swoją żoną. To jest 7 osób, które z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością są zarażone koronawirusem

Wydrukuj

O niezgłoszonym zgonie z powodu koronawirusa w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA przy ul. Wołoskiej w Warszawie pisaliśmy w OKO.press wczoraj. Poinformowała nas o tym lekarka jednego ze stołecznych szpitali.

Dziś publikujemy wstrząsający list, jaki otrzymaliśmy od członka rodziny* zmarłego. Opisuje on sytuację, w której znaleźli się jego bliscy.

"Nikt więcej nie zadzwonił, nie skierowali nikogo na testy"

Mój ojczym wrócił z Austrii z nart w dniu 13 marca. Był tam ze swoim kolegą, moją mamą i moją siostrą. Wrócili wszyscy chorzy. Wszyscy byli kaszlący, a ojczym miał wysoką gorączkę.

W środę 18 marca zaczęły się u ojczyma duszności i niewydolność oddechowa. Zadzwonili po karetkę, która go zabrała do szpitala zakaźnego na Wołoską. Tam pobrali mu tego samego dnia test, podali wąsami tlen do nosa i zamknęli w izolatce z numerem telefonu do lekarza. Nie był monitorowany.

W czwartek o godz. 07:00 rano jeszcze rozmawiał przez telefon z moją mamą, a koło godz. 10:00 już nie można się było dodzwonić. Lekarka, która dzwoniła do mojej mamy z informacją o jego śmierci, powiedziała, że się zatrzymał i reanimowali go bezskutecznie przez pół godziny. Powiedziała też, że wynik testu będzie w piątek o 12:00.

Moja mama i siostra czuły się coraz gorzej i od czwartku próbowały się dodzwonić do sanepidu - bezskutecznie. Dodzwoniły się do sanepidu wojewódzkiego, ale uzyskały informację, że oni się tym nie zajmują i żeby dzwonić do powiatowego. Gdy powiedziały, że tam nikt nie odbiera, uzyskały informację, że trzeba próbować.

W piątek nikt ze szpitala nie zadzwonił z wynikami testu ojczyma i dopiero w poniedziałek 23 marca w drugiej połowie dnia moja mama dostała telefon ze szpitala z informacją, że test u jej zmarłego męża okazał się pozytywny.

Zaraz po tym telefonie zadzwoniła pani z sanepidu i przeprowadziła z moją mamą wywiad, kto był na tym wyjeździe, kto miał kontakt i wzięła numery telefonów do mojej siostry i kolegi ojczyma, z którym byli na nartach.

Powiedziała, żeby siedzieć w domu i że są oficjalnie objęci kwarantanną do dnia 27 marca (bo wrócili z Austrii 13 marca). I na tym koniec.

Nikt więcej nie zadzwonił, nie skierowali nikogo na testy.

Żadna informacja o śmierci mojego ojczyma nie pojawiła się w żadnym komunikacie. Moja mama siedzi sama, zamknięta w domu. Nikt nie może przyjść, a ona wyjść. Moja siostra jest zamknięta ze swoim mężem i dwójką dzieci. Kolega ojczyma jest ze swoją żoną. To jest 7 osób, które z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością są zarażone koronawirusem, a nikt nie zrobił im testów.

Dziś moja mama bardzo źle się czuje, moja siostra i jej mąż też. Wszyscy mają objawy, gorączkę, bóle głowy, kaszel. Codziennie próbują dodzwonić się do sanepidu - bezskutecznie. Jutro oficjalnie kończą kwarantannę i mogą wyjść z domu, czego oczywiście nie zrobią, ale legalnie mogliby pójść na zakupy.

Przedwczoraj moja siostra czuła się bardzo źle i dzwoniła po karetkę. Opisała sytuację i uzyskała informację, że jeśli nie wymaga reanimacji, to nie przyjadą. Dziś udało mi się ustalić przez znajomych, że najlepiej jak przyjadą własnym transportem na SOR do szpitala zakaźnego. Jak jutro nie będzie poprawy, to tak zrobimy.

Mój ojczym urodził się w 1942 roku. Miał współistniejące choroby: autoimmunologiczne, POChP, leczył się na serce. Pomimo tego był szczupły i w dobrej formie: jeździł na nartach, rowerze, uprawiał żeglarstwo. W akcie zgonu jako przyczyna zgonu jest wpisany koronawirus. Epikryzy zgonowej nie widziałem, bo jeszcze nie wystąpiliśmy o kopie dokumentacji medycznej.

*Imię i nazwisko znane redakcji

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne