19 lutego 2020

OKO.press z Brukseli: UE negocjuje nowy budżet. Charles Michel robi ukłon w stronę Polski

W projekcie unijnego budżetu na lata 2021-2027, który trafi na nadzwyczajne negocjacje w Radzie Europejskiej 20 lutego, pozostała – choć wyraźnie osłabiona - propozycja, by wypłatę funduszy UE uzależnić od praworządności. Projekt przewodniczącego Charlesa Michela miał dogodzić wszystkim państwom członkowskim. Żadne nie jest do końca zadowolone

"Chcemy Europy jako globalnego gracza" - napisał 18 lutego 2020 w artykule dla niemieckiego dziennika "Die Welt" Mateusz Morawiecki. Polski premier przekonywał w nim, że "ambitna Unia Europejska potrzebuje ambitnego budżetu".

W czwartek 20 lutego po południu głowy państw członkowskich UE spotkają się w Brukseli, by ten budżet negocjować. Tzw. Wieloletnie Ramy Finansowe to jedna z najważniejszych regulacji UE, przyjmowana raz na 7 lat. Propozycję przedstawia Komisja, następnie poprawia ją Parlament, a ostatecznie Rada UE.

Tak zmodyfikowany projekt trafia na negocjacje Rady Europejskiej. Gdy państwa członkowskie wypracują kompromis i jednogłośnie go poprą, WRF muszą jeszcze otrzymać zgodę Parlamentu.

Budżet na lata 2021-2027 będzie pierwszym negocjowanym już bez udziału Wielkiej Brytanii, która opuściła Unię 31 stycznia.

Brexit pozostawił UE z palącym problemem - dziurą budżetową w wysokości 75 mld euro. UE stoi też przed nowymi wyzwaniami, odpowiedź na które będzie wymagała ogromnych inwestycji i finansowych przesunięć.

Ostateczną pozycję negocjacyjną Rady przedstawił 14 lutego przewodniczący Charles Michel. Zasugerował, by w ciągu nadchodzących siedmiu lat Unia wydała 1,095 biliona euro. W ramach tej kwoty Michel proponuje szereg korekt do pierwotnej propozycji Komisji Europejskiej z maja 2018.

Ale choć w Brukseli panuje przekonanie, że negocjacje nie zakończą się wcześniej niż pod koniec 2020 roku, zapewniają, że Michel liczy na szybkie zakończenie rozmów.

"Najlepszy moment na przyjęcie porozumienia jest teraz, potem będzie tylko trudniej. Bez porozumienia nie będziemy w stanie zacząć planować naszych wydatków na następne lata. A potrzebujemy jeszcze zgody Parlamentu Europejskiego. Rozumiemy, że każdy kraj ma własne potrzeby, ale musimy się spieszyć"

- powiedzieli podczas nieoficjalnego briefingu prasowego 19 lutego urzędnicy Rady Europejskiej.

Pieniądze za praworządność?

W projekcie Michela pozostała propozycja, by wypłatę unijnych funduszy uzależnić od praworządności. Do projektu Komisji Europejskiej i PE, dodano jednak znaczący haczyk – propozycja cięcia funduszy będzie musiała zostać - każdorazowo - zaakceptowana przez Radę większością kwalifikowaną - 15 z 27 krajów członkowskich reprezentujących minimum 65 proc. populacji UE.

"Oznacza to, że potrzeba będzie głosów aż 13 państw członkowskich, by odrzucić propozycję Komisji" - uspokajają urzędnicy Rady. Podkreślają zarazem, że nie chodzi tutaj o obronę praworządności jako takiej, a o ochronę unijnego budżetu przed naruszeniami.

"Wieloletnie Ramy Finansowe to unijne prawo wtórne. Nie może modyfikować prawa pierwotnego, czyli traktatów. Dlatego zasady te nie mogą w żaden sposób zastąpić procedury zawartej w art. 7 Traktatu o UE" - mówią.

Uzależnienie nowego systemu od decyzji Rady wyraźnie go osłabia. W Brukseli coraz głośniej mówi się o tej unijnej instytucji, w której zasiadają rządy państw członkowskich, jako o wielkim hamulcowym europejskiej wspólnoty. Rezolucję potępiającą Radę za brak postępów w procedurze art. 7 przyjął ostatnio Parlament Europejski.

Zwolennicy "karania" niepraworządnych krajów mówią o rozczarowaniu propozycją Michela. To natomiast dobra dla wiadomość dla podważających unijne wartości rządów w Polsce, na Węgrzech, a ostatnio także na Malcie.

Mniej pieniędzy na rozwój

Michel podtrzymał pomysł fińskiej prezydencji, by na politykę spójności - tę, w ramach której Polska otrzymuje m.in. pieniądze na nowe drogi - UE wydała 323 mld euro. W latach 2014-2020 było to 351,8 mld euro.

Przeciwko tak radykalnemu cięciu środków jest grupa "przyjaciół spójności", w której skład wchodzą Czechy, Węgry, Polska, Słowacja, Estonia, Chorwacja, Malta, Słowenia, Bułgaria, Cypr, Litwa, Łotwa, Rumunia, Włochy, Portugalia i Grecja. Podczas szczytu w Pradze w listopadzie 2019 roku kraje te przyjęły deklarację, w której zaapelowały o utrzymanie funduszy na spójność na dotychczasowym poziomie.

Przeciwko cięciom argumentował także Mateusz Morawiecki na łamach "Die Welt".

"Nie jest tak, że Północ finansuje Wschód i Południe. Nie. Ona na tym zarabia, a ściślej mówiąc, wszyscy na tym zarabiają. Nie chodzi o to, by stworzyć Unię bardziej czy mniej przejrzystych transferów, ale o to, by wzmocnić Unię skutecznej transformacji" - napisał polski premier.

Aby nieco udobruchać "przyjaciół spójności" Charles Michel proponuje znaczące przesunięcia w ramach projektowanych 323 mld euro. Chce przenieść 8 mld euro z bogatszych do najuboższych regionów UE. Stawia także na większą elastyczność w przesuwaniu pieniędzy między poszczególnymi funduszami i programami w ramach polityki spójności, o co również apelowali przeciwnicy cięć.

Mniej funduszy dla rolników?

Cięcia mają dotknąć także Wspólną Politykę Rolną, w ramach której Unia przeznacza pieniądze na dopłaty bezpośrednie dla rolników i na rozwój regionów wiejskich.

Propozycja Michela zakłada, że UE w ciągu siedmiu lat wyda na ten cel 329,3 mld euro, znacznie mniej niż 382,5 mld przyznane poprzednim razem.

Fińska prezydencja w Radzie (między lipcem a grudniem 2019) chciała, by na rozwój regionów wiejskich przeznaczyć o 10 mld euro więcej, niż w pierwotnej propozycji Komisji Europejskiej. Charles Michel skorygował to do zaledwie 2,5 mld więcej. Zarazem chce dodatkowych 2,5 mld na dopłaty bezpośrednie i 5 mld na reagowanie w sytuacjach kryzysowych.

"WPR ma się świetnie" - zapewniają urzędnicy Rady.

Ale projekt Michela będzie rozczarowaniem dla krajów, które liczyły na bardziej ambitny budżet dla rolników. Oprócz Francji to m.in. także Irlandia i Polska. Rząd PiS z dodatkowych funduszy na rolnictwo uczynił jedną z obietnic wyborczych przed wyborami parlamentarnymi w październiku 2019 roku. Jak na razie bardziej prawdopodobne wydają się cięcia.

"Rabaty" zostają

"Rabaty", czyli ulgi dla państw członkowskich, które wkładają do budżetu najwięcej pieniędzy, mają nadal obowiązywać dla pięciu krajów: Danii, Niemiec, Holandii, Austrii i Szwecji.

Kraje te będą więc nadal płaciły nieco mniej, niż wskazywałyby na to ich dochody. W propozycji Michela nie podano jednak konkretnej kwoty, o którą wpłaty do budżetu miałyby zostać zmniejszone.

"To temat wysoce polityczny. Parlamenty narodowe w tych pięciu krajach wyraziły stanowczy sprzeciw wobec podnoszenia składek. Konkretne sumy rabatów będą przedmiotem naszych negocjacji. Wtedy postaramy się ustalić konkretne liczby" - mówi wysoko postawiony urzędnik Rady.

Według propozycji Michela rabaty mają także być stopniowo wycofywane - nie wiadomo jednak jak szybko. Zainteresowane kraje z pewnością będą walczyły, by system utrzymać na stałe.

Przeciwnicy rabatów, m.in. Francuzi, liczyli, że wraz z wyjściem z UE Wielkiej Brytanii znikną zupełnie. Oni także mogą być rozczarowani propozycją przewodniczącego.

Dziura budżetowa po brexicie ma zostać po części załatana poprzez nowe instrumenty finansowania, które zaproponował Parlament Europejski. Do unijnego budżetu miałyby trafić dodatkowe środki np. opłaty za nierecyklingowany plastik i nadwyżki wypłat z unijnego systemu handlu emisjami CO2.

Nowe polityki nieco słabsze

Pierwotny projekt Komisji Europejskiej zakładał, że Unia w latach 2021-2027 skupi się na realizacji nowych priorytetów - walce z kryzysem klimatyczną, pomocy uchodźcom i migrantom, obronności oraz transformacji cyfrowej.

Ale propozycja Michela, podobnie jak wcześniejszy projekt fińskiej prezydencji, nieco studzi zapał KE. Choć Komisja zaproponowała aż 30,8 mld euro na migrację i ochronę granic, przewodniczący Rady zakłada, że wystarczy 21,9 mld euro. O 4,5 mld mniej ma także trafić do Europejskiego Funduszu Obronności.

"W obszarze cyfryzacji, badań i innowacji planujemy wyraźny wzrost finansowania" - zapewnia urzędnik Rady.

Michel przychylił się zarazem do propozycji, by Unia wydała 7,5 mld euro z budżetu na nowy Fundusz Sprawiedliwej Transformacji.

To pieniądze, które miałyby pomóc państwom członkowskich przystosować się do wymogów Nowego Zielonego Ładu, ambitnej polityki klimatycznej UE. Oprócz 7,5 mld z budżetu Unia sfinansować sprawiedliwą transformację energetyczną dzięki pożyczkom z Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Projekt Przewodniczącego RE w teorii miał spodobać się wszystkim - nie rozgniewać Komisji Europejskiej, a państwom członkowskim pokazać, że Rada wyciąga do nich pomocną dłoń. Najpewniej jednak wywoła jednogłośny sprzeciw. Kraje, które liczą na ograniczenie unijnych wydatków - czyli zwłaszcza Niemcy - będą rozczarowane, podobnie jak przeciwnicy cięć.

Budżet w obecnym kształcie nie ma też szans na akceptację Parlamentu Europejskiego, ogłosili przed szczytem eurodeputowani.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne