Rząd Orbana i on sam używają wobec organizacji strażniczych coraz brutalniejszych określeń, z których „polityczni aktywiści opłacani zza granicy” należy do najlżejszych. Medialna nagonka czyni z NGO „wroga publicznego”. Zaczęło się jak w Polsce od próby przejęcia funduszy norweskich, skończyło jak w Rosji - na putinowskiej ustawie o agentach zagranicznych

Pomimo wielotysięcznych obywatelskich protestów węgierski parlament przyjął stosunkiem głosów 130-40 tak zwane Lex NGO, ustawę wymierzoną przeciwko węgierskim organizacjom pozarządowym. 16 czerwca podpisał ją prezydent János Áder. Organizacje, które otrzymują wsparcie finansowe ze źródeł zagranicznych w wysokości powyżej 7,2 miliona forintów (ok. 100 tys. zł) rocznie są zobowiązane pod karą grzywny i skreślenia z rejestru stowarzyszeń do zarejestrowania się jako „finansowane z zagranicy”, a przez to objęte surowszym reżimem kontroli finansowej i możliwych sankcji.

Ustawa jest jawnie dyskryminująca: spod jej działania wyłączone są fundacje i stowarzyszenia religijne, sportowe oraz polityczne.

Ma na celu utrudnić funkcjonowanie organizacji pożytku publicznego – na przykład monitorujących skalę korupcji, przejrzystość działań rządu, czy ochrony praw człowieka.

Na gruncie poprzedniej ustawy fundacje i stowarzyszenia zarejestrowane  na Węgrzech muszą podawać do publicznej wiadomości roczne sprawozdania finansowe. Nowa ustawa wprowadza dodatkowe, uciążliwe zobowiązania dla NGO uznanych za „organizacje finansowane z zagranicy”, m.in. szczegółowego raportowanie o wysokości i pochodzeniu każdego zagranicznego przepływu finansowego, a także obowiązek umieszczania adnotacji „finansowane z zagranicy” na wszystkich publikowanych materiałach i dokumentach.

Oficjalnym celem „Ustawy o przejrzystości organizacji otrzymujących finansowanie zagraniczne” (tekst ustawy w języku węgierskim tu) jest „przyłączenie się przez Węgry do międzynarodowej walki z praniem brudnych pieniędzy”. Cel szczytny, choć w szwajcarskim rankingu Basel AML Index, który mierzy stopień ryzyka prania brudnych pieniędzy i finansowania działalności terrorystycznej, Węgry, podobnie jak Polska, są uznawane za kraj, w którym ten proceder występuje w znikomym, w skali świata, stopniu.

Zarazem Węgry, określane przez niektórych politologów jako „państwo mafijne”, zajmują niechlubną 57. pozycję w Rankingu Postrzegania Korupcji 2016 opracowanym przez międzynarodową organizację Transparency International (Polska zajmuje 29. lokatę).

Raport Freedom House „Narody w czasie przemian” (Nations in Transit) przyznaje Węgrom pod względem przestrzegania praw i wolności 3.54 punktów w skali 1-7, gdzie 7 to najgorsza nota. Węgry zajęły najniższą pozycję w Europie Środkowej .

Stop Brukseli i jej pachołkom

W kwietniu 2017 roku węgierski rząd rozpoczął narodowe konsultacje społeczne pod hasłem „Stop Brukseli”. Jedno z sześciu pytań brzmiało: „Na Węgrzech funkcjonuje coraz więcej finansowanych z zagranicy organizacji, które mają na celu ingerowanie w wewnętrzne sprawy naszego kraju w nieprzejrzysty sposób. Te organizacje mogą zagrozić naszej niepodległości. Według Pana/Pani, co powinny zrobić Węgry? a) Ustanowić wymóg rejestracji, upublicznienie celów działalność i źródeł finansowania. b) Pozwolić im kontynuować ryzykowne działania bez żadnej kontroli.”

Poprzez lex NGO oraz nagonkę medialną rząd Viktora Orbana chce zwiększyć państwową kontrolę nad od lat zastraszanym i represjonowanym sektorem pozarządowym. Według Raportu o stanie społeczeństwa obywatelskiego w Unii Europejskiej i Rosji 2016 węgierskiego think tanku Political Capital, który badał opinię wśród pracowników organizacji pozarządowych, aż 71 proc.  ankietowanych na Węgrzech negatywnie oceniło warunki działania NGO, które stwarza im państwo (w Polsce – 48 proc.). Jednocześnie 65 proc. ankietowanych negatywnie oceniło prawne ramy działania organizacji pozarządowych na Węgrzech (w Polsce – 13 proc.). Tylko 44 proc. ankietowanych na Węgrzech uznało, że otoczenie medialne sprzyja funkcjonowaniu ich organizacji (w Polsce – 47 proc.).

Lex NGO skrytykowały światowe organizacje zajmujące się monitorowaniem praw i wolności obywatelskich oraz stanu demokracji. Komisja Wenecka, organ Rady Europy, przytoczyła swoją opinię o rosyjskiej ustawie o obcych agentach (2014): „[przyjęte prawo] nie powinno powodować stygmatyzowania i ostracyzmu niektórych organizacji społeczeństwa obywatelskiego wyłącznie na podstawie faktu ich zagranicznego finansowania.”

W swoim raporcie Komisja Wenecka podkreśliła również, że kontekst przyjęcia węgierskiej ustawy, w szczególności zaciekła kampania prowadzona przeciwko niektórym organizacjom społeczeństwa obywatelskiego otrzymującym finansowanie z zagranicy, przedstawianie ich działalności jako sprzecznej z interesami społeczeństwa węgierskiego, budzi obawy naruszenia Artykułu 14 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – zakazu dyskryminacji.

Opinia Freedom House„ustawa ma na celu stygmatyzowanie organizacji społeczeństwa obywatelskiego, które są krytyczne wobec rządu, a także uciszanie sprzeciwu.”

Opinia Human Rights Watch i wegierskiego Komitetu Helsińskiego: „ustawa ma na celu stygmatyzowanie niezależnych grup przez określanie ich mianem organizacji finansowanych z zagranicy. Ustawa nie zmierza do większej przejrzystości finansowania fundacji i stowarzyszeń ani ochrony interesów kraju, ale do uciszania krytycznych wobec rządu głosów w społeczeństwie.

Taktyka salami

Bulcsú Hunyadi i Veszna Wessenauer z Political Capital podkreślają,  że od 2010 roku węgierski rząd radykalnie zmienia prawne, polityczne i społeczne ramy funkcjonowania organizacji społeczeństwa obywatelskiego. M.in. przez wprowadzenie nowej definicji „pożytku publicznego” jako pożytku dla państwa i rządu.

Finansowanie ze strony państwa zostało znacząco zmniejszone i uzależnione od politycznej lojalności. Problemem jest też brak prywatnych inwestorów gotowych na finansowanie działalności, która wykracza poza wąsko rozumianą dobroczynność i może być przez władze interpretowana jako polityczna.

Medialna nagonka w kontrolowanych przez rząd stacjach telewizyjnych i kanałach prasowych ma uczynić z NGO kolejnego „wroga publicznego”. Rząd Viktora Orbana i sam premier wypowiadają się przeciwko organizacjom społeczeństwa obywatelskiego używając coraz silniej nacechowanych określeń, z których „polityczni aktywiści opłacani zza granicy” należy do najlżejszych.

Siedziby NGO są bez powodu kontrolowane i przeszukiwane przez służby państwowe. W 2015 roku wszczęto śledztwo podatkowe przeciwko siedmiu organizacjom częściowo utrzymującym się z tzw. środków norweskich (Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego). Po negocjacjach zainicjowanych przez rząd Norwegii, władze zamknęły śledztwo, które nie stwierdziło żadnych nieprawidłowości.

Według raportu amerykańskiej USAID w latach 2012-2014 liczba zarejestrowanych na Węgrzech organizacji społeczeństwa obywatelskiego spadła z 65 000 do 63 900. Furtką dla węgierskich aktywistów i aktywistek będzie, być może, zmiana modelu funkcjonowania organizacji i rejestracja jako przedsiębiorstwa społeczne, które operują na gruncie przepisów prawa gospodarczego.

Rosyjskie inspiracje

Węgierska ustawa jest wzorowana na rosyjskiej ustawie „o obcych agentach” z 2012 roku. W Rosji za „organizacje non-profit pełniące funkcję obcych agentów” uznawane są stowarzyszenia, które otrzymują bezpośrednio lub za pośrednictwem agencji państwowych finansowanie od zagranicznych rządów, organizacji międzynarodowych, zagranicznych obywateli lub bezpaństwowców.

Według Amnesty International w ciągu 4 lat obowiązywania ustawy na liście „obcych agentów” w Rosji znalazło się 148 organizacji, w tym słynny Memoriał, z czego 27 zostało zamkniętych. Zamknięto m.in. Centrum Polityki Społecznej i Gender Studies w Saratowie oraz moskiewskie stowarzyszenie Prawnicy na rzecz Konstytucyjnych Praw i Wolności.

Rosyjski rząd utrudnia działanie organizacji krytycznie wypowiadających się o polityce rządu odnośnie zwalczania dyskryminacji, ochrony praw kobiet, ochrony praw mniejszości seksualnych, ochrony pluralistycznej pamięci narodowej, wolności badań naukowych, poprawy systemu penitencjarnego, ochrony praw konsumentów oraz ochrony środowiska naturalnego. Rosyjskie Ministerstwo Sprawiedliwości interpretuje jako „działalność polityczną” każdą formę komunikowania się przez organizacje z rządem i administracją, co skutecznie uniemożliwia walkę rosyjskich organizacji non-profit o swoją reputację i interesy.

Z Rosji wycofali się wielcy darczyńcy – National Endowment for Democracy (NED), MacArthur Foundation, Mott Foundation, a także Open Society Foundations (OSF) węgiersko-amerykańskiego finansisty i filantropa George’a Sorosa. Zaangażowanie Sorosa na Węgrzech jest od kilku lat solą w oku Viktora Orbana – warto jednak przypomnieć, że premier Węgier w młodości dzięki wsparciu fundacji Sorosa przebywał na stypendium na Uniwersytecie Oksfordzkim.

Węgierski parlament przyjął w tym roku lex CEU, ustawę uniemożliwiającą funkcjonowanie ufundowanego przez Sorosa Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (Central European University) w dotychczasowej formie. CEU  przyjął studentów na rok akademicki 2017/2018, jednak dalsze jego losy w Budapeszcie pozostają niepewne. Zoltan Kovacs, rzecznik prasowy rządu Orbana, który na CEU obronił pracę magisterską i doktorat z historii, publicznie używa dzisiaj określenia „mafijna sieć Sorosa”.

Spośród krajów Rady Europy, obok Rosji i Węgier podobne ograniczenia działalności organizacji społeczeństwa obywatelskiego występują w Azerbejdżanie. W Izraelu od 2016 roku organizacje pożytku publicznego, których główne źródło finansowania pochodzi z dotacji zagranicznych, są zobowiązane do publikowania bardziej szczegółowych rocznych sprawozdań finansowych niż pozostałe organizacje.

W Stanach Zjednoczonych zobowiązani do upubliczniania źródeł finansowania i związków z darczyńcą głównie lobbyści i reprezentanci obcych rządów (zob. Raport Komisji Weneckiej).

Rzecznik niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Martin Schaefer skomentował przyjęcie na Węgrzech lex NGO: „Węgry dołączyły tym samym do takich krajów jak Rosja, Chiny i Izrael, które oceniają fakt finansowania organizacji pozarządowych przez darczyńców z zagranicy jako wrogi lub co najmniej nieprzyjazny akt.”

Dla OKO.press komentują reprezentanci społeczeństwa obywatelskiego na Węgrzech

Zsuzsanna Vegh, Hungarian Europe Society

„Obawy wyrażone m.in. przez Komisję Europejską oraz przedstawicieli niemieckiego rządu świadczą o tym, że lex NGO nie jest wyłącznie wewnętrzną sprawą Węgier.

Przyjęta ustawa bezpośrednio uderza w organizacje strażnicze, które monitorują działania rządu i administracji, a także w organizacje zajmujące się promowaniem standardów praw człowieka i badają stan węgierskiej demokracji oraz przestrzegania praw podstawowych.

Wyraźnie polityczna motywacja stojąca za lex NGO nie mogła ujść uwadze czołowych europejskich instytucji, zwłaszcza, że Komisja Europejska prowadzi teraz kilka procedur przeciwko Węgrom: związanych z prawem azylowym oraz z niewywiązaniem się z obowiązku przyjęcia uchodźców w mechanizmie relokacji.

András Léderer, rzecznik prasowy węgierskiego Komitetu Helsińskiego :

„Przyjęta ustawa zmusza tysiące organizacji, w tym Komitet Helsiński, do wpisania się na listę „organizacji finansowanych z zagranicy”. Dodatkowe wymogi, które nakłada na nas przyjęta ustawa, mają na celu stygmatyzowanie naszej organizacji, osób, które zwracają się do nas po pomoc, osób, którym pomagamy, osób, które nam pomagają.

Uchylono furtkę do stworzenia odrębnych reguł działania dla NGO zarejestrowanych jako finansowane z zagranicy. To niebezpieczna droga i nie wkroczymy na nią, dopóki nie zmusi nas do tego wyrok sądowy. Świadczymy pomoc prawną ludziom, którzy nie mogą się zwrócić nigdzie indziej – osobom przetrzymywanym, osobom szukającym ochrony i azylu, osobom, które zostały źle potraktowane przez organy władzy państwowej. Ze względu na nie, nie możemy się poddać. Użyjemy każdego zgodnego z prawem narzędzia, aby zwalczać lex NGO.

Po wielu dyskusjach Komitet Helsiński zdecydował, że najlepszą strategią jest nie wpisywanie się na listę „organizacji finansowanych z zagranicy” dopóki nie dojdziemy do krytycznego momentu, w którym sąd wyda wyrok skreślający Komitet Helsiński z listy fundacji i stowarzyszeń zarejestrowanych na Węgrzech.

Po pierwsze, taka postawa ma wymiar symboliczny. Po drugie, pozwala nam na sprzeciwianie się i podważanie przyjętej ustawy w postępowaniu sądowym, w którym weźmiemy udział. Przygotujemy skargę konstytucyjną do węgierskiego Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ uważamy, że przyjęte prawo jest niezgodne z Konstytucją Węgier  z 2011 roku. Jeśli to nie pomoże, wystąpimy też do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który bada indywidualne skargi na naruszenie przez państwa Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Kiedy rozpocznie się wobec nas postępowanie administracyjne, będziemy mogli wystąpić z pytaniem prejudycjalnym do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, który będzie musiał odpowiedzieć, czy lex NGO nie narusza praw podstawowych obywateli. Do czasu zakończenia rozpatrywania pytania przez Trybunał w Luksemburgu, węgierski sąd nie będzie mógł wydać wyroku skreślającego nas z rejestru.

Jednocześnie wraz z tysiącem innych NGO na Węgrzech będziemy informować węgierskie społeczeństwo o prawdziwym celu i naturze naszych działań: pracujemy na rzecz całego społeczeństwa, a nasze istnienia i działalność są niezbędną częścią zdrowej i silnej demokracji. Jesteśmy jedną z najstarszych i największych organizacji zajmujących się prawami człowieka na Węgrzech. Oprócz działalności badawczej i edukacyjnej, co roku świadczymy pomoc prawną tysiącu osobom w całym kraju. Z powodzeniem walczyliśmy przed sądami i trybunałami o prawa zwykłych ludzi. Nadszedł czas, żebyśmy zawalczyli przed sądem o własne prawa – i o nasze istnienie.”

PiS idzie śladami Orbana

Zwrotnym momentem w historii węgierskiego sektora pozarządowego był atak na organizacje otrzymujące środki z Funduszy Norweskich w latach 2014-2015. Teraz Lex NGO wprowadza dyskryminujący podział na „swoje” i „obce” organizacje pożytku publicznego.

W Polsce rząd PiS też próbuje przejąć kontrolę na funduszami norweskimi, na razie bez powodzenia z powodu oporu rządu Norwegii,  TVP prowadziła kampanie oczerniającą wobec kilku organizacji pozarządowych. Rząd chce tez scentralizować pod swoją kontrolą wszystkie fundusze publiczne płynące do organizacji pozarządowych i stworzyć Narodowe Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego.

Funkcjonowanie niezależnych organizacji społeczeństwa obywatelskiego jest jednym z mierników stanu i jakości demokracji. Przykład Węgier pokazuje jak zmiany otoczenia prawnego, finansowego, a także zmiana nastawienia opinii publicznej przez wrogą propagandę mogą w szybkim czasie doprowadzić do paraliżu instytucji monitorujących działania rządu i jakość demokracji oraz przestrzeganie praw podstawowych.

Anna Wójcik pracuje w Poznańskim Centrum Praw Człowieka, placówce naukowej działającej w ramach Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym