„Wprowadzanie do systemu informacji oświatowej danych o tym, który nauczyciel bierze udział w strajku, nie ma podstaw prawnych” – czytamy w komunikacie Prezes UODO z 12 kwietnia. MEN próbowało nakłonić dyrektorów szkół, by „podzielili” się z ministerstwem danymi uczestników strajku. „To narzędzia z minionej epoki” – komentują dla OKO.press dyrektorzy

Stanowisko Prezes UODO Edyty Bielak-Jomaa (na zdjęciu) pojawiło się na stronie internetowej urzędu w piątek 12 kwietnia 2019.

„Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, odpowiadając na liczne pytania kierowane do Urzędu, wyjaśnia, że wprowadzanie do systemu informacji oświatowej danych o tym, który nauczyciel bierze udział w strajku, nie ma podstaw prawnych” – napisano w komunikacie.

To reakcja na pismo MEN, które 11 kwietnia otrzymali mailem wszyscy dyrektorzy szkół i o którym szef ZNP Sławomir Broniarz poinformował na konferencji prasowej. Ministerstwo nakazało dyrektorom wprowadzić do systemu informacji oświatowej (SIO) dane strajkujących nauczycieli. SIO to elektroniczny system baz danych, w którym MEN gromadzi informacje o szkołach i placówkach oświatowych, ale także nauczycielach oraz uczniach – w tym ich imiona, nazwiska i numery PESEL.

Początkowo minister Anna Zalewska zaprzeczyła, by taki proceder w ogóle miał miejsce. W odpowiedzi dyrektorzy placówek przesłali mediom zdjęcia otrzymanych maili.

„Uprzejmie informujemy, że w związku ze strajkiem nauczycieli powinno się odnotować ten fakt w systemie informacji oświatowej. Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność wybierając jako jej przyczynę: zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności” – napisało 11 kwietnia MEN.

Zdaniem Prezes UODO Ministerstwo nie miało do tego prawa. Jedynymi danymi dotyczącymi nieobecności nauczycieli, które można gromadzić w SIO, są te wyszczególnione w rozporządzeniu MEN z 11 sierpnia 2017. To 14 przypadków, wśród których nie ma pozycji „inne”.

  • Zobacz cały komunikat Prezes UODO

    Ustawa z dnia 15 stycznia 2011 roku o systemie informacji oświatowej określa rodzaj i zakres danych gromadzonych w systemie informacji oświatowej, a w tym dane identyfikacyjne i dane dziedzinowe nauczycieli. Artykuł 29 tej ustawy definiuje, co należy rozumieć przez dane dziedzinowe nauczyciela. Są to między innymi dane dotyczące przyczyn nieprowadzenia zajęć (art. 29 ust. 1 pkt 1 lit. h i ust. 1 pkt 1a lit. h oraz ust. 3 pkt 1 lit. f).

    Ustawa nie mówi, co dokładnie należy rozumieć przez przyczyny nieprowadzenia zajęć. Tę kwestię doprecyzowuje rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z 11 sierpnia 2017 r. sprawie szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej (wydane na podstawie art. 31 tej ustawy).

    Przepis § 27 tego rozporządzenia określa, czym są dane dziedzinowe nauczycieli dotyczące przyczyn nieprowadzenia zajęć. Zgodnie z nim taką przyczyną może być tylko:

    1. urlop macierzyński, urlop rodzicielski, urlop ojcowski lub urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego;
    2. urlop wychowawczy;
    3. urlop bezpłatny udzielony na podstawie ustawy – Karta Nauczyciela (art. 17 ust. 2 i art. 17 ust. 2a);
    4. urlop udzielony na podstawie ustawy o związkach zawodowych (art. 25 ust. 1);
    5. zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy na podstawie ustawy o związkach zawodowych (art. 31 ust. 1);
    6. urlop dla poratowania zdrowia;
    7. zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na podstawie ustawy – Karta Nauczyciela (art. 42 ust. 6);
    8. zawieszenie w pełnieniu obowiązków na podstawie ustawy – Karta Nauczyciela (art. 85t ust. 1-3);
    9. urlop udzielony na podstawie ustawy – Karta Nauczyciela (art. 68 ust. 1);
    10. urlop bezpłatny, o którym mowa w Kodeksie pracy (art. 174 § 1);
    11. przeniesienie w stan nieczynny;
    12. niezdolność do pracy, o której mowa w Kodeksie pracy (w art. 92 § 1);
    13. zwolnienie od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki, o którym mowa w ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (art. 32 ust. 1);
    14. urlop uzupełniający, o którym mowa w ustawie – Karta Nauczyciela (art. 66 ust. 1)

„Cel był oczywisty – postraszyć ludzi, że władza zbiera dane o tym, czy strajkują. I że te dane mogą kiedyś zostać wykorzystane. Może wcale nie poszłyby do ogólnej bazy, tylko trafiłyby gdzieś indziej, bocznym kanałem. Nie wiem, jak działa system informatyczny SIO, ale podejrzewam, że to kompletny bałagan” – mówi OKO.press zaniepokojony dyrektor szkoły.

Brak podstawy prawnej

Tuż po otrzymaniu pisma MEN dyrektorzy zajrzeli do formularzy SIO. Okazało się, że pozycja „inna przyczyna” nagle się w nich znalazła.

„Sekretariaty zobaczyły, że pole »inne« rzeczywiście jest. W SIO gromadzi się tyle danych, że nikt nie pamięta, czy ono tam było już wcześniej. Taką pozycję można było dodać w każdej chwili” – komentuje dyrektor szkoły, który pragnie pozostać anonimowy.

W reakcji wiele osób jeszcze tego samego dnia zwróciło się do Urzędu Ochrony Danych Osobowych z prośbą o interpretację. Odpowiedź UODO jest jednoznaczna: MEN nie ma podstawy prawnej do zbierania takich danych.

„Ja widzę tu dwa problemy. Pierwszy dotyczy tego, że ten mail w ogóle został wysłany. Z oficjalnego adresu zespołu SIO, z ich podpisem. Oni tych danych bezprawnie zażądali. A po drugie, że ktoś – jak widać nielegalnie – wprowadził do formularza pozycję, której nie miał prawa wprowadzić” – mówi ekspertka edukacji, z którą rozmawiało OKO.press.

Teoretycznie dane strajkujących nauczycieli ministerstwo mogłoby pozyskać legalnie, zwracając się do samorządów. Informacja o tym, kto strajkował będzie widoczna w programach płacowych. Nie byłoby to jednak tak proste, bo przepisy o ochronie danych osobowych są w Polsce rygorystyczne, a temat zyskał rozgłos dzięki RODO.

Nastraszyć czy zaszkodzić?

Eksperci nie są zresztą pewni, czy Ministerstwo naprawdę chciało zgromadzić dane, czy jedynie nastraszyć nauczycieli.

„To mógł być tylko pusty gest nieumocowany w przepisach prawa. Miał pokazać dyrektorom szkół i nauczycielom, że mogą być wobec nich wyciągnięte konsekwencje. Jakie? O tym MEN nie poinformowało. Nie powiedzieli, do czego te dane są im potrzebne, zostawili to domysłom zainteresowanych. To narzędzia z minionej epoki” – mówi ekspertka OKO.press.

Co tak naprawdę mogłoby grozić nauczycielom, gdyby MEN dostało listę strajkujących? Zdaniem naszych informatorów lista potencjalnych haków jest długa.

„Można wpisać nauczyciela jakąś listę, na podstawie której nie dostanie jakiejś nagrody, tytułu nauczyciela dyplomowanego itd. Jest całkiem sporo rzeczy, które nauczyciel mógłby stracić. To awans zawodowy, ocena, którą robi kurator oświaty, tytuł profesora oświaty, wreszcie medal Komisji Edukacji Narodowej. Można by się zastanawiać, czy w samorządach sprzyjających rządowi PiS takie kary nie byłyby jeszcze bardziej dotkliwe” – wylicza ekspertka.

Stanowisko UODO to ogromne wsparcie dla nauczycieli, którzy mogą poczuć się pewniej.

„Byliśmy od początku przekonani, że to jest niezgodne z przepisami prawa. Ale fakt, że UODO to potwierdził, na pewno wzmocnił strajkujących. Są teraz jeszcze bardziej zirytowani” – mówi dyrektor.

„Z jednej strony nasze dane są chronione. Ale pojawia się pytanie, jak my obywatele jesteśmy chronieni przed ruchami władz, które rozszerzają swoje prawo do ich gromadzenia. Dziś zbierają te dane, choć to niezgodne z przepisami prawa, jutro będą zbierali inne, bo łatwo dali sobie na to przyzwolenie” – dodaje.


Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym