Przejąć Podlasie działacze PiS chcą od dawna, ale nie jest powiedziane, że wreszcie im się uda. PiS nie zdobywa tu nowych wyborców. Nastroje społeczne i sondaże pokazują, że poparcie ustabilizowało się i nie rośnie – a skoro tak, o tym, kto będzie rządził w regionie, może zdecydować jeden mandat w sejmiku

Podlaskie bastionem PiS-u? To może być tylko pozór. W kończącej się właśnie kadencji w tym teoretycznie prawicowym województwie PiS miał większość w radzie miasta Białystok, ale nie miał „swojego” prezydenta. W związku z tym na miasto miał mocno ograniczony wpływ. Nie rządził też w województwie. Mimo że zdobył w sejmiku największą liczbę mandatów, koalicję (po raz kolejny) zawiązały PSL i PO.

W stolicy regionu największe szanse na wygraną ma obecny prezydent Tadeusz Truskolaski, startujący z komitetu Koalicji Obywatelskiej. Według sondaży jego poparcie wynosi między 48 a 64 proc. Walczy z nim kandydat Zjednoczonej Prawicy, poseł Jacek Żalek, ale sondażowe poparcie dla niego ani razu nie przekroczyło 20 proc.

W Białymstoku kluczowe pytanie dotyczy więc nie tego, kto wygra, lecz czy dojdzie do drugiej tury wyborów. Prezydenckie zmagania w Białymstoku mogą się rozstrzygnąć już 21 października.

W mieście nie czuć, że bitwa o wybory prezydenckie jest poważna. Jacek Żalek co prawda kilkanaście dni temu pojawił się na wielkich siatkach reklamowych i billboardach w całym mieście. Osobiście wsparli go zarówno premier Morawiecki, który gościł w Białymstoku na konwencji PiS, jak i prezes Kaczyński, który nie tylko przyjechał na konwencję, ale też nagrał spot z poparciem dla kandydata.

W kampanii brakuje jednak ognia, który trawił walczących choćby cztery lata temu, gdy o prezydenturę z Truskolaskim bił się Jan Dobrzyński, senator PiS. Ich walka w drugiej turze była bardzo ostra.

Jacek Żalek nie walczy z takim samozaparciem, nie bardzo widać też, by aktywnie popierali go główni lokalni działacze PiS-u. Pojawiają się co prawda razem z nim na oficjalnych spotkaniach i konwencjach, ale w kuluarach czuć, że chemii między tymi środowiskami nie ma. Można to zauważyć nawet na zewnętrznych reklamach wyborczych (których jest tu znacznie więcej niż w Warszawie): kandydaci PiS do rady miasta i sejmiku współpracują ze sobą, ale nie z Jackiem Żalkiem. Poseł wciąż jest postrzegany jako kandydat z zewnątrz – reprezentuje Porozumienie Jarosława Gowina, nie należy do PiS-u, poza tym wielu pamięta mu wcześniejszą przynależność do PO.

Jacek Żalek bije PiS-owskie rekordy obietnic: 5000 plus

Żalek nie zamierza się jednak poddawać. Co prawda nie rozesłał mieszkańcom do skrzynek pocztowych słodkich żelek, a kierowcy nie znajdują za wycieraczkami piernikowych serc, jak to było podczas kampanii parlamentarnej.

Tym razem poseł postanowił wykorzystać sprawdzone PiS-owskie metody – i obiecuje, ile się da. Jak twierdzi, w rozwoju miasta i dobrobytu jego mieszkańców jedyną granicą będzie… niebo.

Pewnie dlatego jedną z konferencji zorganizował na dachu budynku. A to dopiero początek niebotycznej wizji. Jej podstawą jest nie 500 plus, lecz 5000 plus. Żalek obiecuje, że tyle za jego prezydentury będzie wynosić średnia płaca w Białymstoku (obecnie: 4164 zł). Jaki wpływ ma prezydent na wynagrodzenia, które przedsiębiorcy płacą pracownikom? Poseł jest przekonany, że on ten wpływ zdobędzie.

Oto cytat z jego strony internetowej: „Prezydent Białegostoku ma instrumenty do podwyższenia przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto. Jednym z nich jest sprowadzenie do Białegostoku nowych zakładów pracy. Zwiększony popyt na miejsca pracy spowoduje wzrost średnich wynagrodzeń. (…) Dodatkowym bodźcem na podwyższenie przeciętnego wynagrodzenia brutto jest zwiększenie miejsc pracy, na których pracownicy będą otrzymywali wynagrodzenie wyższe niż minimalna stawka przewidziana w sektorze przedsiębiorstw (przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw 3990,69 zł – GUS, 31.12.2017). Zwiększenie przeciętnego wynagrodzenia brutto o 1000 zł jest możliwe przy zwiększeniu liczby stanowisk pracy przewidzianej dla kadry wykwalifikowanej oraz większej liczby zakładów ze stanowiskami pracy o wysokiej efektywności czyli wykorzystujących innowacyjne rozwiązania, a także stosujących wysokie technologie”.

Cóż, na rynku pracy w Białymstoku już dziś w rozwijających się branżach brakuje kadry wykwalifikowanej. Nad zapraszaniem inwestorów pracowali samorządowcy wszystkich kadencji, a główne bariery rozwojowe to: zamknięta granica białoruska, będącą jednocześnie granicą strefy Schengen UE, oraz bariery komunikacyjne (brak lotniska). Problem nie leży więc w samorządowcach. Jednak hasło 5000 plus brzmi dobrze i znajduje się na szczycie wyborczych obietnic.

Żalek chce też w Białymstoku zbudować City – dzielnicę nowoczesnych biurowców. Nie popełnił przy tym błędu Patryka Jakiego i nie wskazał jej lokalizacji. Ale też nie wyjaśnił,  jak rozwiąże fakt, że Białystok już dziś jest jednym z najgęściej zabudowanych miast w Polsce, nie bardzo więc wiadomo, gdzie taką dzielnicę można by zbudować. I czy na pewno jest ona tutaj potrzebna.

City to jednak nic w porównaniu do kolejnej obietnicy: zbudowania w mieście fabryki samochodów elektrycznych Heron Eletric. Na razie powstał prototyp takiego samochodu (w katowickiej firmie), ale koordynator Polskiego Programu Elektryfikacji Motoryzacji Wojciech Czapla zapowiada, że już w następnym roku auto będzie gotowe do produkcji.

Niestety, poza zapowiedzią kampanijną Żalka podczas niedawnej konferencji z Czaplą i minister przedsiębiorczości Jadwigą Emilewicz nie znalazłam żadnych informacji o planach produkowania tych samochodów w Białymstoku. Nie wiadomo też, co miałoby się stać z tym pomysłem, jeśli Żalek nie zostanie prezydentem. Czy budowa fabryki nadal będzie wchodzić w grę, czy też okaże się nieaktualna? Lokalizacja fabryki w Białymstoku jest realną możliwością gospodarczą czy kampanijną wydmuszką?

PiS-owski szczyt już za nami?

Mimo wielu obietnic posła, konferencji prasowych na dachu i pod mostem, a nawet specjalnego Apelu Poległych wygłoszonego 15 października (w dniu otwarcia Izby Pamięci Ofiar systemów totalitarnych w białostockim Areszcie Śledczym), podczas którego przemawiali jedynie: minister Mariusz Błaszczak, poseł Jacek Żalek i jeden przedstawiciel kombatantów –

sondaże wskazują, że prezydentem Białegostoku po raz czwarty zostanie Tadeusz Truskolaski, a Żalek zaliczy pierwszą klęskę wyborczą w życiu.

Bój o sejmik

Prawdziwy bój rozgrywa się więc raczej o to, kto zdobędzie większość w sejmiku wojewódzkim i w radzie Białegostoku. W regionie od stycznia 2008 roku nieprzerwanie rządzi koalicja PO/PSL, w ostatniej kadencji  przy wsparciu jedynego radnego SLD.

PiS od dawna marzy o przejęciu władzy. Sondaże pokazują jednak, że może powtórzyć się sytuacja sprzed czterech lat – kiedy PiS wygrał wybory do sejmiku, ale nie miał samodzielnej większości ani nie był w stanie utworzyć koalicji.

W 2014 roku PiS zdobył w Podlaskiem 33,67 proc. głosów sejmikowych, PSL – 27,55 proc., a PO – 22,46 proc.  Najlepszy wynik PiS osiągnął w 2015 roku w wyborach parlamentarnych – zdobył wówczas 45,4 proc., gdy PO – 16,7 proc, a .N – 5,37 proc.

Czy teraz może liczyć na jeszcze wyższe poparcie? Sondaże pokazują, że raczej nie. We wrześniowym sondażu IBRIS PiS miał w Podlaskiem 38 proc., PSL -23, a KO – 20. Inne badania także dają PiS-owi poparcie w granicach 40 proc. To by wskazywało, że szczytowy poziom poparcia w Podlaskiem PiS ma już za sobą, a przejąć sejmik nie będzie łatwo.

Niemożność rządzenia w województwie byłaby złym sygnałem dla całego elektoratu PiS, gra toczy się więc o dużą stawkę. Ważny jest nie tylko wynik partii rządzącej, ale też to, czy będzie miała z  kim zawrzeć ewentualną koalicję.

Do sejmiku startuje 12 komitetów, jednak poza największymi ugrupowaniami szanse na mandaty mają tylko SLD i Kukiz’15. Gdyby rzeczywiście Kukiz’15 uzyskał mandat radnego wojewódzkiego, mógłby wejść w koalicję z PiS-em. Gdyby mandat zdobyło SLD, prawdopodobnie wzmocniłoby porozumienie PSL i KO.

W sejmiku podlaskim jest 30 radnych, o tym, kto będzie rządził regionem, może zdecydować pojedynczy radny – zdarzało się to już kilkakrotnie. PiS ma tego świadomość, dlatego walczy o większość. To samo robi Koalicja Obywatelska i PSL. Kto wie, czy PSL nie jest tu bardziej zmotywowany.

W Podlaskiem bowiem batalia toczy się przede wszystkim w terenie, poza dużymi miastami, w znaczącym stopniu – na obszarach wiejskich. A tam dobry wynik jest dla PSL-u ważny nie tylko wyborczo, jest też jego politycznym być albo nie być, bo PiS stara się za wszelką cenę przejąć wyborców PSL-u.

PSL: energia, kobiety i młodość

Ludowcy jako rządzący w województwie (mają swojego marszałka) wykorzystali wpływy i zgromadzili na listach wyborczych ciekawych kandydatów: od osób tradycyjnie związanych z rolnictwem i przetwórstwem spożywczym (bardzo silne środowisko w regionie), po działaczy kultury czy organizacji pozarządowych. To z ich list startują m.in. kandydaci, którzy wcześniej reprezentowali lewicę czy PO.

Listy PSL-u chyba jako jedyne pozytywnie zaskoczyły obserwatorów. Na przykład na listach do rady Białegostoku, w  której PSL nigdy jeszcze nie zdobył mandatu, jest sporo kobiet i młodych kandydatów. Tę różnorodność i energię widać nawet w spotach wyborczych, których powstało kilkanaście. Jest też piosenka wyborcza – oczywiście w rytmie disco-polo.

PiS i PO w zaklętym kręgu swoich

PiS walczy na dwa sposoby: powtarzając jak mantrę przekaz znany w całym kraju, że tylko PiS-owski samorząd gwarantuje pozyskanie pieniędzy rządowych, oraz zwożąc do regionu znanych polityków i ministrów. Poza premierem Morawieckim i prezesem Kaczyńskim w Podlaskiem byli też: minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak, minister sportu Witold Bańka, minister zdrowia Łukasz Szumowski, wiceminister infrastruktury Mikołaj Wild, była premier Beata Szydło i rzeczniczka PiS-u Beata Mazurek. Każdy wyborca ma zobaczyć na własne oczy, kto tu naprawdę ma władzę. Tyle że odbiorcami tych wizyt są cały czas te same osoby.

Działacze PiS nie podbijają wcale nowych środowisk, zamykają się we własnym elektoracie trochę jak w zaklętym kręgu. Motywują przekonanych, a nie niezdecydowanych.

Koalicja Obywatelska ma podobną sytuację, przy dwukrotnie niższym poparciu. Nie zgromadziła na swoich listach nowych środowisk, proponuje więc swoim wyborcom przede wszystkim kandydatów znanych od lat. To ma swoje zalety – są sprawdzeni i przewidywalni, co w perspektywie odczuwanego przez wielu Polaków chaosu politycznego części wyborców może się podobać.

Na listach do rady miasta Białegostoku KO umieściła też trochę debiutantów, którzy głównie za pomocą organizowania codziennie konferencji prasowych walczą o wejście do samorządu. Jednocześnie

trudno znaleźć na listach KO prawdziwych liderów opinii, którzy przyciągnęliby wyborców niezdecydowanych.

Taka sytuacja zarówno po stronie PiS, jak i KO sprawia, że oba ugrupowania jedynie stabilizują swoje poparcie, ale nie przyciągają nowych wyborców.

Narodowcy walczą o mandaty

Wyniki wyborów w Podlaskiem warto obserwować, by przyjrzeć się dynamice poparcia dla PiS-u, ale także ze względu na biorących w nich udział narodowców.

Wbrew obiegowej opinii o regionie, a zwłaszcza o Białymstoku, narodowcy nie stanowią tu większości.

Ale oczywiście są. Kandydaci tego środowiska znaleźli się na listach aż trzech ugrupowań. Osoby związane z posłem Adamem Andruszkiewiczem (byłym szefem Młodzieży Wszechpolskiej, obecnie z ugrupowania Wolni i Solidarni Kornela Morawieckiego) kandydują z list PiS-u.

Innych można znaleźć na listach Kukiz’15, jak choćby byłego działacza skrajnie radykalnej organizacji Narodowe Odrodzenie Polski Bogusława Koniucha. Z list tego samego komitetu startują też: Dariusz Wasilewski, białostocki radny obecnej kadencji, znany ze swoich endeckich poglądów; czy Krystian Kruszyński z Grajewa, członek Młodzieży Wszechpolskiej.

Żeby było ciekawiej, koordynatorem komitetu Kukiz’15 w Podlaskiem jest były członek Platformy Obywatelskiej Marcin Leoszko, a z poparciem tego ugrupowania na prezydenta Białegostoku kandyduje były senator PO Tadeusz Arłukowicz (przypadkowa zbieżność nazwisk z Bartoszem Arłukowiczem, dziś w PO).

Arłukowicz w wypowiedziach prasowych przyznaje, że na listach wyborczych są osoby, których poglądów on sam nie podziela, ale podkreśla, że jego komitet z założenia łączy wszystkie środowiska. A więc także – środowisko narodowe.

Narodowcy startują też ze swojej listy – Ruchu Narodowego. I chociaż sondaże nie dają im szans na pokonanie progu wyborczego w żadnym regionie – mają od 1 do 2 proc. poparcia, ich wyniki wyborcze pokażą, czy to środowisko rośnie w Polsce w siłę, czy nadal pozostaje politycznym marginesem.

Podlaskie jest doskonałym regionem do obserwowania, czy poparcie PiS w regionach „źródłowych” rośnie, czy też osiągnęło już swój szczyt. Jeśli PiS zdobędzie tu lepszy wynik niż 3 lata temu, będziemy wiedzieli, że partia rządząca ma nadal w społeczeństwie niewykorzystane rezerwy wyborcze. Słabszy wynik pokaże, że PiS jest już na parabolicznej krzywej, prowadzącej w dół.

A to cenna wiedza przed dwubojem wyborczym, który szykuje się nam w 2019 r.


Kandydaci obiecują. OKO.press rozlicza.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Kilka lat temu była dyrektorką biura białostockiego posła PO Roberta Tyszkiewicza. Dla OKO.press pisze jako autorka zewnętrzna.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press