I Prezes Sądu Najwyższego nie zjawiła się w Trybunale Konstytucyjnym na posiedzeniu 3 marca 2020. Jej zdaniem TK Julii Przyłębskiej nie ma kompetencji, by sensownie odnieść się do rzekomego sporu kompetencyjnego między SN a Sejmem oraz SN a Prezydentem. W Trybunale dyskutowało więc kółko wzajemnej adoracji. W jednej z głównych ról - Krystyna Pawłowicz

We wtorek 3 marca 2020 o godz. 12.00 w Trybunale Konstytucyjnym rozpoczęła się pierwsza rozprawa z wniosku Marszałek Sejmu Elżbiety Witek z 22 stycznia 2020. Trybunał pochylił się nad kwestią domniemanego sporu kompetencyjnego pomiędzy Sądem Najwyższym a Sejmem oraz SN a Prezydentem.

Zdaniem Witek Sąd Najwyższy przywłaszczył sobie kompetencje Sejmu i Prezydenta, wydając uchwałę z 23 stycznia 2020 roku. Jak pisaliśmy w OKO.press w tym salomonowym orzeczeniu trzy połączone izby SN zawyrokowały, że sędziowie powołani z udziałem nowej Krajowej Rady Sądownictwa nie powinni orzekać.

„Decyzje o tym, jak wygląda ustrój sądów, regulują ustawy przyjmowane przez Sejm. A to, co planuje zrobić Pierwsza Prezes SN, jest podważeniem naszego wyłącznego prawa do stanowienia ustaw […]” – argumentowała Witek, zapowiadając wniosek do TK, jeszcze zanim poznaliśmy treść uchwały Sądu Najwyższego. Cel był jasny: powstrzymać SN przed podważeniem statusu neo-KRS i Izby Dyscyplinarnej SN.

To właśnie tym wnioskiem Trybunał zajął się 3 marca 2020. Obradował w pełnym składzie 14 sędziów.

Na sędzię sprawozdawcę wyznaczono… Krystynę Pawłowicz. Po raz pierwszy mieliśmy więc okazję zobaczyć byłą posłankę PiS w nowej roli – w todze z biało-czerwonym żabotem.

Przypomnijmy: mimo wątpliwości co do nieskazitelności charakteru i poważnych zastrzeżeń formalnych PiS w listopadzie 2019 wybrał do TK m.in. Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza. Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich oboje powinni być wyłączeni z rozprawy, jako posłowie uczestniczyli bowiem w pracach nad sądowymi ustawami PiS.

Choć dzisiejsze posiedzenie było jawne i mogła wziąć w nim udział publiczność, miejsca dla widzów świeciły pustkami. Do Trybunału nie przyszli także przedstawiciele RPO ani Sądu Najwyższego, który jest stroną sporu. Bojkotują TK, który stał się marionetkowym organem wykorzystywanym przez PiS do politycznych celów.

W Trybunale został już tylko jeden sędzia sprzed epoki „dobrej zmiany” – Leon Kieres. Jego kadencja upłynie w lipcu 2021 roku.

Kółko wzajemnej adoracji o fikcyjnym sporze

Na sali obecni byli jedynie sędziowie TK, a także przedstawiciele pozostałych stron sporu – Sejmu, Prezydenta oraz Prokuratury Generalnej. Przewodnicząca składowi Julia Przyłębska na wstępie poinformowała, że Trybunał odrzucił wszystkie 11 wniosków o wyłączenie z rozprawy Pawłowicz, Piotrowicza i trzech sędziów-dublerów.

Stanowiska nieobecnych RPO i I Prezes SN (więcej na jego temat poniżej) odczytała sędzia Pawłowicz. Nie odmówiła sobie komentarza.

„Jest to pismo niezbyt schludne i precyzyjnie napisane” – powiedziała o liście Małgorzaty Gersdorf z 28 lutego. Pismo ze stanowiskiem RPO przedstawiła tylko w skrócie, bo, jak stwierdziła, zawierało te same argumenty, co list z SN.

Zarówno SN jak i RPO uważają, że spór kompetencyjny pomiędzy SN a Sejmem i Prezydentem tak naprawdę nie istnieje.

„Nie może być wątpliwości co do istnienia sporu kompetencyjnego” – komentował dziś zastępca prokuratora generalnego Robert Hernand.

„Intencja [Marszałek Sejmu – red.] była czysta: rozstrzygnięcia sporu, który zaistniał. […] SN stworzył nowy stan prawny powodujący, że na grunt polskiego porządku prawnego wchodzi zupełnie nowa instytucja sędziego niezdolnego do orzekania. To sędzia co prawda powołany przez prezydenta, ale pozbawiony możliwości orzekania” – powiedział poseł PiS Marek Ast, reprezentujący Elżbietę Witek.

„Tą uchwałą Sąd Najwyższy de facto podjął próbę przywłaszczenia sobie kompetencji zarezerwowanych dla Sejmu” – mówił przedstawiciel Sejmu, poseł Przemysław Czarnek z PiS. Nazwał także uchwałę SN „nieformalnym stanowiskiem”, które nie rodzi żadnych skutków prawnych. Podobnie o uchwale wypowiadał się jeszcze w styczniu minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Sędzia Piotr Pszczółkowski, wybrany przez PiS w 2015 roku, jako jedyny zadawał stronom jakkolwiek niewygodne pytania. Posła Czarnka zapytał m.in. o to, czy TK ma kognicję do badania uchwał SN. Czarnek przyznał, że nie ma.

Pszczółkowski zapytał go także, jak to się stało, że Marszałek Sejmu doszukała się sporu kompetencyjnego, nie znając treści uchwały SN (wniosek złożyła dzień przed jej wydaniem). Oraz jak to możliwe, że doszło do sporu, skoro zdaniem stron uchwała nie rodzi skutków prawnych.

Z relacji prawniczki Elizy Rutynowskiej z Forum Obywatelskiego Rozwoju, która jako jedyna zjawiła się na sali dla publiczności, wynika, że Julia Przyłębska dawała Pszczółkowskiemu znaki, by kończył pytania.

Długo przemawiali przedstawiciele Andrzeja Dudy. Mówili, że akt powołania przez prezydenta „sanuje” ew. nieprawidłowości przy nominacjach sędziowskich.

Po trzech godzinach rozmów Trybunał postanowił odroczyć rozprawę do 12 marca 2020 roku.

Gersdorf: TK bez kompetencji

Choć prof. Małgorzata Gersdorf nie stawiła się w TK, 28 lutego skierowała do Trybunału pismo procesowe.

To uzupełnienie stanowiska z 23 stycznia, w którym I Prezes SN odniosła się do rzekomego sporu kompetencyjnego pomiędzy Sądem Najwyższym a Sejmem. Poinformowała wówczas Julię Przyłębską, że taki spór – zarówno pomiędzy Sejmem a SN, jak i Prezydentem a SN – nie istnieje.

W liście z 28 lutego Gersdorf zawiadamia, że nie weźmie udziału w rozprawie 3 marca 2020. Bo upolityczniony przez PiS Trybunał Konstytucyjny „utracił możliwość rzetelnego wykonywania funkcji powierzonych mu przez ustrojodawcę”.

I Prezes SN podaje szereg argumentów na poparcie swojej tezy.

Przede wszystkim przypomina, że w Trybunale zasiadają wciąż sędziowie-dublerzy, czyli osoby, które PiS powołał do TK na miejsca już zajęte. Wątpliwości dotyczą także powołanych do Trybunału w listopadzie 2019 Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza. Eksperci prawni są zgodni, że w wyniku sądowych „reform” oboje mogą być do TK… za starzy.

Niejasny jest również status samej Julii Przyłębskiej. Gersdorf podkreśla, że w procedurze jej powołania na stanowisko prezesa TK Prezydentowi nie przekazano uchwały sędziów z jej kandydaturą, a jedynie sam wynik głosowania. Zdaniem I Prezes SN powoduje to „daleko idące wątpliwości prawne co do skuteczności powołania”.

Na tym nie koniec. Gersdorf wspomina także o „zażyłych kontaktach towarzyskich” pomiędzy Przyłębską a prezesem PiS. W tym zwłaszcza o spotkaniach bezpośrednio poprzedzających złożenie wniosku przez Marszałek Sejmu.

Witek pyta Przyłębską

„Sąd Najwyższy podtrzymuje stanowisko, zgodnie z którym spór kompetencyjny, którego rozstrzygnięcia żąda Marszałek Sejmu, ma charakter pozorny” – przypomina I Prezes SN.

Jej zdaniem Elżbieta Witek złożyła wniosek w złej wierze. Dowodzi tego m.in. fakt, że sporu kompetencyjnego nie dostrzegła, gdy na ten sam temat w kwietniu 2019 roku wypowiadała się Izba Dyscyplinarna SN.

W swoim wniosku z 22 stycznia Witek poprosiła Trybunał o rozpatrzenie trzech „spornych kwestii”. Chciała wiedzieć, czy

  • SN jest uprawniony, także na drodze uchwały, „do dokonywania zmian stanu normatywnego w sferze ustroju i organizacji wymiaru sprawiedliwości, czy też, zgodnie z art. 10 ust. 1 i 2, art. 95 ust. 1, art. 176 ust. 2, art. 183 ust. 2 i art. 87 ust 4 Konstytucji RP, tego rodzaju uprawnienia pozostają w wyłącznej kompetencji ustawodawcy”;

  • „dozwolone jest przyznanie SN lub innemu sądowi nieprzewidzianych Konstytucją RP kompetencji do oceny skuteczności powołania sędziego, a w szczególności kompetencji do oceny skuteczności nadania sędziemu, którego dotyczy akt powołania, prawa do wykonywania władzy sądowniczej”;

  • „czy SN może dokonywać wiążącej interpretacji przepisów Konstytucji w związku z wykonywaniem przez Prezydenta RP prerogatywy, a w szczególności czy Sąd ten może określać jakie są warunki skuteczności powołania sędziego”.

W uzasadnieniu wniosku Marszałek argumentowała, że SN takie prawa nie przysługują. I radziła Trybunałowi, by tak właśnie orzekł w rozstrzygnięciu „kompetencyjnego sporu”.

28 stycznia TK wydał postanowienie o zawieszeniu stosowania uchwały SN do czasu rozstrzygnięcia sprawy.

„Używanie przepisów kompetencyjnych po to, aby kontrolować uchwały SN jest niewłaściwe, stanowi nadużycie kontroli konstytucyjności. A z uwagi na czas i sposób, jest to działanie obraźliwe dla konstytucji, prawa i sprawiedliwości” – tak komentowała je dla OKO.press prof. Ewa Łętowska.

Lawina wniosków do TK

Uchwała SN z 23 stycznia 2020 przysporzyła Trybunałowi Konstytucyjnemu Julii Przyłębskiej masy dodatkowej pracy. Jak pisaliśmy w OKO.press politycy PiS i podporządkowane władzy politycznej organy sądowe robią co w ich mocy, by ją unieważnić i wprowadzić informacyjny chaos do debaty publicznej.

24 stycznia wniosek do TK skierowała neo-KRS (sprawa o sygnaturze K 3/20). Poddała w wątpliwość, czy zgodnie z Konstytucją i prawem międzynarodowym można na podstawie przepisów kodeksu postępowania cywilnego i kodeksu postępowania karnego oceniać, czy skład sądu powszechnego jest nieprawidłowo obsadzony, jeśli zasiada w nim sędzia powołany przez Prezydenta na wniosek nowej Rady.

27 stycznia do TK wnioskował także prezydent Andrzej Duda (K 2/2o). Rozszerzył pytanie neo-KRS. Prezydent zapytał, czy na podstawie przepisów kpc, kpk, a także ustawy o SN, na które w uchwale z 23 stycznia powołał się SN, można oceniać:

  • procedurę powoływania sędziów powołanych przez prezydenta na wniosek neo-KRS;
  • czy sąd z takimi sędziami w składzie został należycie obsadzony;
  • czy wydane przez taki sąd orzeczenia wywołują skutki prawne;
  • w jakim zakresie można uchylać zaskarżone orzeczenia wydane przez taki sąd.

Nie mogło zabraknąć także reakcji premiera. Mateusz Morawiecki skierował do Trybunału nie jeden, a dwa wnioski. Pierwszy (sprawa o sygnaturze K 5/20), o treści podobnej do wniosków neo-KRS i Prezydenta, złożył wkrótce po wydaniu uchwały przez SN 30 stycznia. Następny pod koniec lutego – w tym dopytywał o zgodność uchwały z konstytucją i prawem unijnym.

Wnioski KRS, prezydenta i premiera dotyczą tych samych zagadnień, powinny zatem zostać rozpatrzone łącznie. Trudno jednak przewidzieć, czy tak postąpi TK Julii Przyłębskiej.

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Komentarze

  1. Krzysztof Zawadzki

    Gdyby byli choć trochę pojętni, skłonny byłbym wyrazić nadzieję, że członkowie PiSu się przy okazji czegoś nauczą o roli sądu najwyższego w wykładni prawa stanowionego, wszak pytania witek wskazują, że ona i jej prawnicy mają spore luki także w tych sprawach ale wiem, że w tym "sporze" nie chodzi o stosowanie prawa tylko o udawanie państwa.

  2. Andrzej Maciejewicz

    Nigdy się nie dowiemy czy obecny TK działa legalnie czy nie. Na każdą opinie będzie kontr-. Zawsze znajdą się usłuzni prawnicy. Po obu stronach. W niedługo czasie zaczną się spory kto może i w jakich sprawach reprezentować państwo Polskie. To już się zaczęło – vide spory z marsz Senatu.
    Polska kompromituje się i ośmiesza na każdym kroku. Nikt tu nie przyjeżdża – bo po co? Nie chce słuchać kłamstw Morawieckiego i jego "świadków". Duda niemal włazi pod stół Trumpa. Nie ma wymiany kulturalnej, naukowej. Wypowiadane są umowy o współpracę.

  3. Vladis Thesaurus

    Jacy eksperci – takie ekspertyzy. Brak tutaj możliwości uzyskania prawdy materialnej; pozostaje jedynie prawda formalna (kto bardziej wyszczekany). Oczywiście, że nie ma sporu kompetencyjnego w rozumieniu piśmiennictwa prawniczego: negatywnego (strony uznają się za nie kompetentne) czy pozytywnego (strony uznają się za kompetentne). Natomiast jest spór o kompetencję – SN wchodzi zwyczajnie w nie swoje buty (a poza tym – co za słownictwo: ”sędziowie-dublerzy”, „neo-KRS”) ze względów wyłącznie ideologicznych. A być może faktycznie ci sędziowie SN (zwłaszcza profesura) ukształtowani mentalnie w czasach PRL-u i PRL-bis uważają, że mają rację.
    To nie "Witek poprosiła..", ale proszę Redakcji, "Marszałek Sejmu Witek"; podobnie "przedstawiciele Andrzeja Dudy" – chyba: "przedstawiciele Prezydenta RP Andrzeja Dudy" Co za knajackie obyczaje w redacji Oko-Press. Dla jasności – do komentatorów nie wnoszę zastrzeżeń.

    • Krzysztof Zawadzki

      Prawda materialna i formalna to pojęcia z innego porządku. Mają określone znaczenie w nauce prawa. Prawda materialna to fakty. Prawda formalna to ustalenia, które na podstawie przepisów bierze się za prawdziwe, tak jakby były faktami, choć nimi nie są. Nie mieszałbym tych pojęć do sprawy przed TK. Spór nie dotyczy faktów ale interpretacji przepisów i odnoszenie prawdy formalnej do bycia wyszczekanym to więc zbyt duży skrót myślowy, który prowadzi tylko do relatywizacji działań uczestników postępowania (nie zawsze stron). Proponuję w ocenie sytuacji nie sięgać w ogóle do pojęcia prawdy. Wystarczy prostszy zabieg. Należy zastanawiać się czy uczestnicy sporu stosują do siebie zasady, których wymagają od swoich przeciwników. Jeżeli pis przez lata dowodził, że problemem jest wpływ polityki na niezależność, a po dojściu do władzy wykorzystuje niezgodnie z dotychczasowym uzusem prawnym, nauką prawa, a nawet przepisami, różne konstrukcje aby jednak uzyskać wpływ na rzeczywistość prawną to można to uznać za wystarczający powód aby krytykować działania władzy. Krótko mówiąc PiS nie stosuje do siebie zasad, których wymaga od innych. W ekstremalnych przypadkach wprowadza fikcję prawną – a więc rzeczywiście posługuje się prawdą formalną. Przykład: nominacja prezydenta sanująca nieprawidłowości przy wyborze przez neo-KRS. Co do określenia neo, czy lepiej pseudo. Poprawność językowa powinna dotyczyć postępowań przed organami. Analizy, w tym publicystyczne posługują się znacznikami i skrótami, które mają odzwierciedlać ocenę – także prawną danej instytucji prawnej, organu. Dlatego mówi się np. o rzekomych naruszeniach. Z brakiem szacunku to nie ma nic wspólnego. Zarzuty są tu więc chybione.

      • Vladis Thesaurus

        Prawda materialna – obojętnie na jakim poziomie – jest wariantem tzw. klasycznej definicji prawdy: veritas est adequatio rei et intellectus (zgodność sądów z rzeczami); z wyjątkiem tzw. ontycznej koncepcji prawdy, która nie ma zastosowania w prawie (a Pan ją plącze z klasyczną pisząc, że prawda materialna to fakty popełniając na dodatek tzw. błąd redundacji). Prawda materialna w prawie to zgodność sądów (wypowiedzi, decyzji, orzeczeń) ze stanem faktycznym. A prawda formalna (proceduralna) to sądy (a nie ich zgodność z …) ustalane w oparciu o domniemania i prezentacje (tzw. dowody) dostarczane przez uczestników postępowania.
        Natomiast w odniesieniu do interpretacji prawa (i tu się zgadzam z Panem) lepiej będzie mówić o pewnym wariancie prawdy formalnej – prawdzie koherencyjnej (spójności wewnętrznej oraz gradacji przepisów prawa); niemniej tutaj też „wyszczekanie” odgrywa niebagatelną rolę.

        • Krzysztof Zawadzki

          Nie, niczego nie plącze ale to obojętne. Mam nadzieję, że pojął Pan moją korektę zastosowania w nauce prawa pojęcia prawdy materialnej i formalnej w określonym kontekście – sporu prawnego, a o nim tu mowa. Nawiasem mówiąc, nie do końca poprawnie opisuje Pan kwestię prawdy formalnej w ujęciu postępowania sądowego. Ale to szczegół. Co do "ontologii prawa", to każdy ambitniejszy teoretyk prawa musi jakoś sobie poradzić z jego podstawami, ale jak sądzę Pan bardziej w filozofii się odnajduje, więc dla mnie to co Pan pisze brzmi dość staroświecko i tak jakby Pan jednak próbował wyważać otwarte drzwi. Ależ oczywiście można i tak. Ja nie widzę potrzeby wyjaśniania obecnego sporu na gruncie kwestii poszukiwania "prawdy". Widzę tego wady. Stąd upieram się przy rezygnacji z wchodzenia w problematykę prawdy w ogóle. Nie, nie twierdzę, że nie jest to ciekawe, że nie jest pożyteczne. Twierdzę tu jedynie, że wymaga czynienia bardzo dużo założeń, a i tak nieodmiennie dojedziemy do dobrzej znanej ściany, od której się odbija filozofia (np. prawa). Zawsze to będzie można włączyć na kolejnym etapie wydawania osądu. Znam trochę już swoje ograniczenia i widzę często, że zabrnąłem znów do ściany. No ale pewnie niektórzy tych ścian się jednak nie boją. Jeśli już jednak mówimy o pomyślę aby opisywać powyższe spraw pojęciem prawdy koherencyjnej, to moim zdaniem wspólne jest tu jedynie bycie "spójnym". Nie wiem jak inni ale ja, abstrahując od oceny czy są one dobre czy złe, piękne czy nie, oczekuję spójności słów i działań uczestników sporu. Na tym etapie nie dotykam kwestii prawdy. Więc nie bardzo wiem co miałbym tutaj pojęciem prawdy koherencyjnej zrobić?

          • Vladis Thesaurus

            A jednak – moim zdaniem – Pan plącze i popełnia tym samym błąd redundacji. Błąd redundacji to nieuprawniona nadwymiarowość. Pojęcie prawdy jest dopełniające do pojęcia fałszu (nie występuje samodzielnie) w obrębie tego samego wymiaru, tj. sądów (zdań oznajmujących). W przypadku Pańskiej definicji prawdy materialnej: „prawda to fakty” – dopełnieniem byłaby definicja: „fałsz to nie-fakty”, co jest wykroczeniem poza wymiar faktów (nie-fakt nie jest faktem). Aby uniknąć błędu redundacji należałoby zdefiniować prawdę jako pewien rodzaj faktów i zarazem fałsz jako pewien rodzaj faktów.
            A jednak prawda (materialna) jest najważniejsza. Rozumiem, że w obecnych czasach jest to nieco staroświeckie. Przecież cała współczesna filozofia prawa (skoro już o niej mowa) tak na dobrą sprawę to pozytywizm prawniczy. A ten nie bardzo się lubi z esencjalizmem ontologicznym, a wręcz przeciwnie. Tym samym prawda materialna ma niską rangę, a formalna – wręcz przeciwnie (granice mojego świata wyznaczają granice mego języka – jak powiedział pewien filozof). Dodajmy jeszcze zasadę kontradyktoryjności – i mamy całokształt.

          • Krzysztof Zawadzki

            Szkoda czasu, mnie to bawi, bo oczywiście wiem co Pan ma na myśli ale uznałem to już za taką oczywistość, że możemy sobie darować. Proszę wybaczyć, ale jeśli coś jest redundantne to ta propedeutyka z logiki. Ale mi to nie przeszkadza. Jedna uwaga tylko. Staroświeckie nie jest tu oczywiście dążenie do chwalebnej precyzji. Choć ta jest tutaj marnowaniem zasobów (przypominam, to tylko komentarz, a nie artykuł naukowy). Otóż nie, staroświeckie jest to próbowanie odnajdywania się z klasycznymi pojęciami, no i przede wszystkim to uparte trzymanie się koncepcji prawdy i – to nie jest z mojej strony bynajmniej zarzut – dość scholastyczne budowanie odmian prawdy. One są w zasadzie już nieprzydatne do analizy prawniczo-politycznej. Już prędzej wiadomy filozof, ale to znowu inny moment rozważań i raczej chodzi o grę językową. Inaczej mówiąc, ja wracam jednak do sposobu oceny działań uczestników sporu przed TK, bez uciekania się do koncepcji prawdy.

  4. Andrzej Dębski

    Bezprawnie (z pogwałceniem Konstytucji) powołani mają rozstrzygać o działaniu najwyższego organu sądownictwa? Poczynania władzy jest prostackie (daleko im do Falandysza) chce jedynie "rozegrać" sądownictwo, aby nie dosięgła jej w przyszłości sprawiedliwość.

  5. Wojciech M.

    "Trybunał pochylił się…"
    W tym trybunale pochylić się mogą:
    1. "Sędzia" Pawłowicz "sędziemu" Piotrowiczowi (o ile ten by reflektował, fuj) ,
    2. "Prezes" Przyłębska prezesowi Kaczyńskiemu (ta zażyłość ogłoszona osobiście przez Kaczyńskiego i nazwana "odkryciem towarzyskim").
    Wiem, że to chamskie, ale co mam dusić w sobie? To dopiero niezdrowe. Poza tym… oni nie lepsi…

    • Jacek Doliński

      Pszczółkowski to jedyny porządny sędzia wśród PiSich mianowańców. A może tylko rozsądny: wie, że rządy PiS skończą się najdalej w 2023 r., a on chciałby dotrwać w TK do końca kadencji i kontynuować pracę w zawodzie prawnika, zamiast zostać dyscyplinarnie usuniętym z zawodu bez prawa do stanu spoczynku.

  6. Mariusz Nowacki

    Czytasz czasem co ci Nowogrodzka przysyła?
    "Profesura ukształtowana mentalnie w PRL". To gdzie, mentalnie kształtowali się Kaczyńscy, Piotrowicz, Pawłowicz, Przyłębska, Kryże, Duda senior (ten co na Dude Andrzeja, którego prezydentem nigdy nie nazwę, ogromny wpływ miał) i cała reszta tego tałatajstwa? Na Bahamach?

  7. Katarzyna Mostowska

    Od lat tłumaczę, że nie ma co dyskutować z bezmózgowcami. Nie jest to żadna mowa nienawiści a jedynie opinia medyczna, bardzo łatwa do udowodnienia. Nie fraternizować się, nie uśmiechać się, nie podawać ręki, ignorować. Wczoraj prof. Marcin Król pokazał na przykładach, że są to osoby totalnie pozbawione wyobraźni. O koniu trojańskim też nie słyszeli i wpuścili autobus przez granicę z Niemcami chociaż dwa dni wcześniej w wiadomościach podawano, że najwięcej przypadków tego paskudnego wirusa w Europie właśnie w Niemczech występuje. Ręce opadają. Faktycznie pisizm to stan, za przeproszeniem, umysłu.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!