PiS dogadał się z prezydentem Dudą i ponawia skok na KRS oraz Sąd Najwyższy. Przy okazji politycy PiS opowiadają stare i nowe kłamstwa na temat sądów i sędziów. Oto ich krótka lista - z odpowiedziami. Powtarzają je same asy PiS: Antoni Macierewicz, Joanna Lichocka, Stanisław Piotrowicz i prezydencki minister Andrzej Dera

Projekty ustaw zostały skrytykowane przez środowiska prawnicze (w tym stowarzyszenia Iustitia i Themis), naukowców i organizacje pozarządowe. Sędzia Waldemar Żurek – rzecznik KRS – mówił, że „zawarte w nich rozwiązania likwidują niezależność sądów”, a zmiany nazwał „niszczeniem państwa prawa”. Wezwał także do protestu w piątek 24 listopada 2017 o 19:00 przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie.

Protestuje także opozycja w Sejmie, Warszawiacy przed Sejmem (choć na razie protesty przyciągnęły zaledwie kilkadziesiąt osób) oraz międzynarodowe organizacje zajmujące się obroną praw człowieka.

Tymczasem politycy PiS powtarzali kłamstwa i półprawdy dotyczące sądów i sędziów – wracając do repertuaru znanego z czasów protestów przeciwko zmianom w systemie sądownictwa w lipcu 2017 roku.

Przypominamy najważniejsze – i tłumaczymy przekłamania i manipulacje.

1. Sądownictwo jest „postkomunistyczne” oraz „blokuje zmiany w Polsce”

Powiedział to w programie „Minęła 20” 22 listopada w TVP Info minister obrony Antoni Macierewicz. Zmiany w sądownictwie wprowadzane przez PiS – mówił –

„To był warunek zmian w Polsce. (…) Projekt, który jest w Sejmie daje na to nadzieję (…) Tej reformy nie chciały przeprowadzić partie, które były fundamentem Okrągłego Stołu, które dążyły do budowania systemu postkomunistycznego. Nie zrobiły tego, bo to było wbrew ich interesom”.

To fałsz. Zmianom w sądownictwie wprowadzanym przez PiS nie sprzeciwiają się partie, które były „fundamentem Okrągłego Stołu” w 1989 roku. Główne partie opozycyjne powstały dużo później (PO w 2001, Nowoczesna w 2015 r.) Nonsensowne jest twierdzenie, że obie te partie mają coś wspólnego z „postkomunizmem”. W ścisłym kierownictwie PO jest wielu działaczy związanych z opozycją demokratyczną w PRL (m.in. Janusz Lewandowski czy Grzegorz Schetyna). Dodajmy, że PO powstała w 2001 roku w opozycji wobec SLD, partii postkomunistycznej, a w jej programie była przez chwilę budowa „IV Rzeczypospolitej”. 

Liderzy Nowoczesnej w większości są zbyt młodzi, aby móc mieć coś wspólnego z PRL – najwyżej chodzili w nim do szkoły. Przewodniczący .Nowoczesnej Ryszard Petru urodził się w 1972 roku, co oznacza, że w momencie upadku PRL jeszcze nie miał matury. W młodości był także asystentem Leszka Balcerowicza, liberała i zdecydowanego przeciwnika komunizmu w dowolnej postaci.

Tymczasem twarzą zamachu na sądownictwo z ramienia PiS jest Stanisław Piotrowicz, prokurator w okresie PRL. A podporządkowanie sądów (i prokuratury) partii rządzącej jest powrotem do praktyki systemu komunistycznego.

Jest oczywiście możliwe, że dla Macierewicza „postkomunizmem” jest wszystko to, co nie jest PiS (z wyjątkiem może ONR). Wtedy jednak używa słowa „postkomunizm” niezgodnie z jego znaczeniem (zdefiniowanym np. przez Jadwigę Staniszkis). Podejrzewamy jednak, że naprawdę jest to po prostu uniwersalna obelga, wytaczana przeciwko wszystkim, którzy sprzeciwiają się partii rządzącej.

Macierewicz mówi także, iż zmiany w sądownictwie proponowane przez PiS to „warunek zmian w Polsce”. Tego opozycja nie kwestionuje — według niej będą to jednak zmiany na gorsze, w stronę dalszego demontażu fundamentów systemu demokratycznego w Polsce.

2. Sędziów wybiera się niedemokratycznie, a PiS proponuje rozwiązania podobne do funkcjonujących w innych krajach Unii Europejskiej

Powiedział to 22 listopada poseł Stanisław Piotrowicz, obecnie główny zarządzający „przepychaniem” przez parlament ustaw zmieniających sądownictwo. W rozmowie z reporterem Onetu Piotrowicz mówił:

„Proszę mi wskazać, czy w obecnym modelu naród ma jakikolwiek wpływ na wymiar sprawiedliwości? Żadnego. Ale może mieć wpływ i sprawować swoją władzę zwierzchnią poprzez parlamentarzystów, którzy są przedstawicielami narodu (…) Proszę mi wskazać model w państwach europejskich, w których sędziowie decydowaliby o tym, kto będzie sędzią (…) Ważne żeby się ludzie dowiedzieli, że pan nie chce żeby w Polsce funkcjonował model podobny do modelu niemieckiego (…)”.

W tej wypowiedzi są trzy nieprawdy: że naród „nie ma wpływu na wymiar sprawiedliwości”, że w państwach europejskich powołuje się sędziów w bardziej demokratyczny sposób i że rozwiązania proponowane przez PiS są podobne do tych, które funkcjonują w Niemczech.

Wszystkie te kłamstwa (i wiele innych) sprostowała Krajowa Rada Sądownictwa w specjalnym oświadczeniu opublikowanym w marcu 2017 roku. Omawialiśmy je obszernie tutaj.

Kłamstwo pierwsze: „naród nie ma wpływu na wymiar sprawiedliwości”. To nieprawda. Naród wybiera posłów i senatorów, którzy uchwalają prawa dyktujące sposób działania sądownictwa. Konstytucja zaś gwarantuje sędziom niezawisłość.

Kłamstwo drugie: „w Europie” jest bardziej demokratycznie.

Obecnie 25-osobowa Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. W praktyce decyduje o tym, kto będzie sędzią: rekomenduje sędziów, których zatwierdza prezydent, decyduje o tym, kto przejdzie w stan spoczynku, wybiera rzecznika dyscyplinarnego sędziów, przygotowuje zasady sędziowskiej etyki zawodowej. 15 jej członków wybierają sami sędziowie.

Projekt prezydenta (w tym akurat nie różni się od projektu PiS, tylko proponuje inny mechanizm) sędziów mają powoływać posłowie. To uzależni KRS od władzy politycznej.

„W przepisach przygotowanych przez MS brakuje jakichkolwiek kryteriów stawianych kandydatom na członków KRS. Nie ma również przepisów umożliwiających zgłoszenie własnej kandydatury przez sędziego zainteresowanego służbą w KRS. W praktyce o zgłoszeniu kandydatów będzie decydowała znajomość sędziego z odpowiednim politykiem” – pisała KRS.

KRS przypomina także, iż propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości stoi w sprzeczności ze standardami europejskimi:

  •   Rada Konsultacyjna Sędziów Europejskich (organ doradczy Rady Europy) w Wielkiej Karcie Sędziów z 17 listopada 2010 roku uznała, że „dla zapewnienia niezawisłości sędziowskiej każde państwo powinno stworzyć Radę Sądownictwa lub inne specjalne ciało, niezależne od władzy ustawodawczej i wykonawczej, wyposażone w szerokie kompetencje w dziedzinie dotyczącej ich statutu, organizacji, działania i wizerunku. Rada powinna składać się albo z samych sędziów lub w większości z sędziów, wybieranych przez ich przedstawicieli. Rada Sądownictwa powinna ponosić odpowiedzialność za swoje działania i decyzje”.
  • Europejska Sieć Rad Sądownictwa podkreśla, że mechanizm powoływania członków Rady wybieranych spośród sędziów musi „wykluczać ingerencję władzy wykonawczej lub ustawodawczej, a wybór sędziów powinien być dokonywany jedynie przez innych sędziów na zasadzie szerokiej reprezentacji odpowiednich sektorów władzy sądowniczej”. (zob. Rekomendacje dla rad sądownictwa, European Network of Councils for the Judiciary, Rzym 20112).
  • Europejska Komisja na rzecz Demokracji przez Prawo (Komisja Wenecka) przyjęła, że istotna część lub większość członków organów takich, jak Krajowa Rada Sądownictwa, powinna być wybierana przez samą władzę sądowniczą (zob. Opinia na temat projektu zmian w Konstytucji Republiki Bułgarii dotyczących władzy sądowniczej, Wenecja 20153).
  • Pozbawienie sędziów prawa wyboru ich przedstawicieli do KRS oraz przyznanie parlamentowi wyłącznego prawa wyboru sędziów do KRS narusza standardy państwa demokratycznego, ukształtowane przez Komitet Ministrów Rady Europy (zalecenie nr 12 z 2010 r.4), Komisję Wenecką (opinia z 2015 r. na temat Bułgarii) oraz przez Radę Konsultacyjną Sędziów Europejskich przy Radzie Europy (opinia nr 106), z których wynika, że członków rad sądownictwa powoływanych spośród sędziów powinni wybierać sami sędziowie.

I wreszcie półprawda: że polski system po zmianach będzie wzorowany na niemieckim. Zacytujmy w tym miejscu materiał Deutsche Welle o systemie wyboru sędziów w Niemczech:

„Gremium, które ma decydujący wpływ na wybór sędziów pięciu sądów federalnych (…) – jest komisja ds. wyboru sędziów (Richterwahlausschuss). To gremium podejmuje decyzje zwykłą większością głosów w tajnym głosowaniu i składa się z 32 członków. Przewodniczy mu odpowiedni minister federalny (…), który odpowiada za organizację procedury wyboru. Nie ma on jednak w tym gremium prawa głosu, ale podobnie jak komisja, może on zaproponować kandydata. Kandydatura sędziego opiniowana jest przed wyborem przez specjalne gremium sędziowskie w sądzie, w którym ma orzekać kandydat. Na koniec kandydatura musi zostać zaakceptowana przez odpowiedniego ministra federalnego. Może on odmówić akceptacji tylko w przypadku uchybień formalnych.
Aktu mianowania dokonuje prezydent RFN. Do komisji ds. wyboru sędziów należy 16 ministrów landowych (obecnie jest to 8 polityków CDU, 4 z partii Zielonych i po jednym z CSU, SPD, FDP i partii Lewica) i 16 wybranych przez Bundestag ekspertów, niekoniecznie posłów, biegłych w dziedzinie prawa. Pod względem barw partyjnych skład tej części gremium odzwierciedla układ sił w Bundestagu (obecnie 9 nominatów CDU/CSU, 5 z SPD, i po jednym z partii Zielonych i partii Lewica). Daje to w sumie 18 przedstawicieli CDU/CSU, 6 z SPD, 5 z partii Zielonych, 2 z partii Lewica i 1 z FDP. Decyzje podejmowane są zwykłą większością głosów”.

A zatem proponowany przez PiS system daje politykom władzę większą niż system niemiecki — a niemiecki, jak pisze DW, jest krytykowany za nadmierne upolitycznienie i nieprzejrzystość. W wariancie PiS opozycja będzie miała mniej do powiedzenia niż w Niemczech, podobnie jak i środowisko sędziowskie. 

3. PO miała „swoich” sędziów, a teraz protestuje

Powiedział to prezydencki minister Andrzej Dera 23 listopada. W odpowiedzi na zarzut, że zmiany upolityczniają sądy, Dera odpowiedział:

„Za rządów PO byli „swoi” sędziowie i PO chyba uważa, że jak oni mieli swoich, to wszyscy mają swoich.”

W jakim sensie PO miała „swoich” sędziów? To całkowicie gołosłowne oskarżenie. Jedynym dowodem, który można przytoczyć, jest sprawa sędziego Ryszarda Milewskiego, w 2012 r. prezesa sądu okręgowego. Sędzia Milewski dał się nabrać na dziennikarską prowokację — zadzwonił do niego dziennikarz podający się za pracownika Kancelarii Premiera Tuska. „Szef sądu miał prosić o instrukcje, czy przyspieszać posiedzenie sądu w sprawie zażalenia na prezesa Amber Gold” — relacjonował w 2012 r. portal Interia.

Milewski poniósł jednak dotkliwe konsekwencje swojego zachowania. Utracił stanowisko prezesa sądu i został dyscyplinarnie przeniesiony do Białegostoku.

„Rzeczywiście to moja wina, zostałem wprowadzony w błąd. Myślałem, że takie spotkanie rzeczywiście odbędzie się w kancelarii. Sprawa była tego typu, że dzwonił do mnie minister (sprawiedliwości) Jarosław Gowin osobiście, dzwonili z ministerstwa, proszono cały czas o akta, była debata sejmowa na ten temat. Rzeczywiście dałem się nabrać, to jest moja wina, poniosłem za to konsekwencje” – mówił Milewski o sytuacji z września 2012 roku.

Ten przypadek pokazuje raczej dokładnie coś przeciwnego, niż sugeruje Dera: system zadziałał prawidłowo i sędzia podatny na polityczne naciski został ukarany.

4. Sędziowie to „kasta postkomunistyczna”

Tę głęboką myśl wyraziła eksdziennikarka i posłanka PiS Joanna Lichocka w felietonie opublikowanym w portalu niezależna.pl. Lichocka pisała, że „środowiska sędziowskie” krytycznie przyjęły projekt prezes SN Małgorzaty Gersdorf, który zakładał zrealizowanie niektórych postulatów PiS – m.in. wprowadzenie Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym. Ta izba – zdaniem Lichockiej – „ukróciłaby bezkarność przedstawicieli tej nadzwyczajnej kasty”.

Pisała: „W tym sporze opozycji nie chodzi o zmianę ustaw tak, by sądy lepiej działały dla dobra szarego człowieka. Chodzi o ochronę nadzwyczajnej kasty – nie tylko sędziowskiej, ale szerzej – postkomunistycznej, której członkowie uważają się za właścicieli kraju”.

To element kampanii prowadzonej w mediach sprzyjających PiS przez wiele miesięcy, w których nagłaśniano przypadki naruszania prawa lub dobrych obyczajów przez sędziów — w większości drobne lub takie, które wydarzyły się kilka lub kilkanaście lat temu. Lichocka streszcza też stanowisko stowarzyszenia „Iustitia” – które skrytykowało projekt prof. Gersdorf – nieuczciwie. Sędziowie mieli wątpliwości, czy projekt jest zgodny z konstytucją. Zacytujmy:

„Skrajnym tego przykładem jest propozycja wyboru ławników do projektowanej Izby Dyscyplinarnej SN przez Sejm, która narusza zasady odrębności władzy sądowniczej i trójpodziału władz.

Jest to faktyczne zaprzeczenie idei poszerzenia udziału czynnika społecznego w sądownictwie, której stowarzyszenie jest orędownikiem, na rzecz dalszego podporządkowania sądów władzy politycznej” – zaznaczono. 

Tam gdzie posłanka partii rządzącej widzi „interes kasty”, sędziowie i opozycja dostrzegają obronę konstytucyjnych wartości. Z jednej strony mamy całkowicie gołosłowne zarzuty, z drugiej – realne wątpliwości prawne. Nic nie wskazuje na to, aby miały jednak podziałać na partię rządzącą.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym