Sześciolatki w większości zostaną w przedszkolu, przy okazji blokując miejsce dla trzylatków. Zabraknie pracy dla nauczycielek

(...) należy powiedzieć o wprowadzonym wbrew woli rodziców obowiązku szkolnym dla sześciolatków. Nasz rząd cofnie te zmiany. To rodzice będą decydowali, czy dziecko pójdzie do szkoły w wieku lat sześciu czy siedmiu (...) w ciągu pierwszych stu dni

Beata Szydło, Prawo i Sprawiedliwość Expose premier Beaty Szydło - 18/11/2015

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


Obietnica zrealizowana - sześciolatki nie muszą do szkoły


Obietnica zrealizowana w terminie. Niekonsekwencja poprzedniej ekipy i brak odpowiednich przygotowań sprawiły, że zwyciężyły w Polsce obawy przed szkołą wyrażane przez ruch „Ratuj maluchy” (a jego liderzy zostali w kwietniu 2016 roku głównymi doradcami MEN). Sześciolatki w większości zostaną w przedszkolu, przy okazji blokując miejsce dla trzylatków. W I klasie będzie w roku szkolnym 2016/2017 najprawdopodobniej 200-210 tys. dzieci, w porównaniu z 536 tys. w roku 2015/2016. Zabraknie pracy dla nauczycielek edukacji wczesnoszkolnej. Na tej zmianie stracić mogą dzieci z zaniedbanych środowisk, głównie ze wsi, bo każdy rok dłużej w domu powiększa dystans, jaki dzieli je od rówieśników z inteligenckich domów i dużych miast.

  • Kliknij, by przeczytać więcej

    Dlaczego PiS cofnął sześciolatki do przedszkoli? Analiza

    Projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty wpłynął do Sejmu jako poselski. Pozwoliło to rządowi ominąć konsultacje społeczne, które mogły być kłopotliwe ze względu na sprzeciw ZNP i samorządów, dla których realizacja obietnicy wyborczej PiS oznacza zamieszanie i trudności w finansowaniu szkół. Projekt został przegłosowany nocą 29 na 30 grudnia 2015 roku. Nowelizacja przywraca obowiązek szkolny dla dzieci siedmioletnich, a także umożliwia „korektę” w przypadku sześciolatków, które poszły do szkoły w 2014 roku i siedmiolatków, które już są w II klasie – rodzice jednych i drugich mogą zdecydować o powtarzaniu klasy.

    Kiedyś było dobrze. Przywrócenie poprzedniego wieku szkolnego było jedną ze sztandarowych obietnic PiS. Partia odwołała się do społecznych obaw przed zbyt wczesną edukacją i do tradycji PRL, i wcześniejszych. „Nadszedł już czas, by zmienić ustrój edukacyjny zgodnie z tym, czego nas doświadczenie ostatniego półwiecza nauczyło” – czytamy w programie PiS.

    PiS stanął po stronie masowego ruchu „Ratuj maluchy”. Jego liderzy, Karolina i Tomasz Elbanowscy, w 2013 roku zebrali blisko milion podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie wieku szkolnego, ale został on odrzucony przez Sejm głosami koalicji PO-PSL. „Ten ruch oporu został niezwykle arogancko potraktowany przez premiera polskiego rządu i resort oświaty, co dodatkowo wprowadziło poczucie krzywdy. Nie ma powodów, by postępować wbrew wielkiej rzeszy polskich rodziców” – czytamy w programie PiS.

    Partia uznała też, że „rodzice [słusznie] nie mają zaufania do szkoły w jej obecnym kształcie i boją się, że ich dzieci, gdy zbyt wcześnie się w niej znajdą, poddane zostaną wpływom antywychowawczym; uważają także, iż zbyt wczesne przejęcie dziecka przez szkołę, nawet najlepszą, nie jest dobre dla jego rozwoju”. Takie obawy podzielała większość Polaków i Polek. W sondażach CBOS przeciw obniżaniu wieku szkolnego było 64 proc. badanych w 2013 i aż 73 proc. w 2014 roku.

    Miało być inaczej. Rząd PO-PSL obniżenie wieku szkolnego kilkakrotnie przekładał i rozkładał na raty. Argumentował, że w wieku sześciu lat zaczynają naukę dzieci w większości krajów świata. W UE nawet pięciolatki idą do szkoły (w Wielkiej Brytanii, Holandii i Malcie), a siedmiolatki zaczynają naukę jedynie na Łotwie, Litwie, Bułgarii oraz Finlandii i Szwecji. Opinii publicznej to nie przekonało, podobnie jak doniesienia naukowe i raport NIK wskazujący na ostatecznie dobre przygotowanie szkół do przyjęcia „maluchów”.

    Kto z kim w I klasie. Ministra edukacji przewidywała w połowie kwietnia 2016 roku, że w roku 2016/2017 do I klasy  – decyzją rodziców – pójdzie ostatecznie tylko 20 proc. sześciolatków. Niewykluczone, że namowy samorządów, by posyłać dzieci wcześniej, sprawią, że ten odsetek wzrośnie i do szkoły pójdzie nawet 100 tys. sześciolatków. Obok nich w I klasach znajdzie się ok. 91 tys. siedmiolatków, których rodzice nie posłali do szkoły w 2015/2016 roku, a także kilkanaście tysięcy tych, które będą powtarzać pierwszą klasę na życzenie rodziców. Takie zróżnicowanie  utrudni pracę nauczcielkom nauczania początkowego.

    Na pewno znacząca część rodziców jest i będzie zadowolona ze zmiany (nie ma jeszcze sondaży).

    Mniej pracy. Według powyższych szacunków w 2016/2017 roku w I klasie będzie się uczyć 200-210 tys. dzieci, w porównaniu z 536 tys. w roku 2015/2016. Trzeba będzie zamknąć wiele klas pierwszych. Wbrew zapewnieniom MEN konieczne mogą być zwolnienia nauczycieli edukacji wczesnoszkolonej. Według szacunków ZNP pracę może utracić 13-15 tys. nauczycieli nauczania początkowego.

    W kolejnych latach „pusty rocznik” będzie widoczny w klasie II, III itp. (przechodząca fala).

    ZNP twierdzi, że nowelizacja zdezorganizuje pracę szkół. Wśród nauczycieli pojawi się strach przed utratą pracy i dezorientacja, zwłaszcza, że stabilności szkoły zagrażają zapowiedzi zmiany strukturalnej (obecny system 6 + 3 + 3 ma być zastąpiony 8 + 4, a może 4 + 4 + 4) (por. Likwidacja gimnazjów).

    Zablokowane przedszkola. Większość sześciolatków – zapewne ok. 300 tys.  – pozostanie w przedszkolach. Ograniczy to rekrutację do przedszkoli trzylatków, a także – na zasadzie domina – możliwość przyjmowania nowych dzieci do żłobków. Według szacunków samorządowców – w Bydgoszczy zabraknie w przedszkolach 8,7 tys. miejsc, w Krakowie – 12,1 tys. a w Warszawie – 34 tys.

    Mniej dzieci w I klasie oznacza mniejsze subwencje z budżetu państwa (na jedno dziecko po ok. 5,3 tys.; dotacja w przedszkolu wynosi tylko 1,3 tys.).

    Brak programu. Decyzję o pozostawieniu w przedszkolach sześciolatków powinna poprzedzić zmiana podstawy programowej nauczania (wychowania) przedszkolnego, tak, by dzieci już w przedszkolu zaczęły naukę pisania, czytania i liczenia. W połowie maja 2016 roku trwały prace nad taką zmianą, ale projekt był dopiero w konsultacjach. Jednocześnie MEN powołał zespoły do całościowego opracowania nowej podstawy programowej. Nie wiadomo, kiedy skończą pracę. Nie jest zatem jasne, jak będzie wyglądało kształcenie młodszego dziecka w przedszkolu i szkole.

    Nierówności. Opóźnienie startu szkolnego sprawi, że zamiast wyrównywania szans utrwalą się różnice między dziećmi ze środowisk zaniedbanych, głównie na wsi, w porównaniu z dziećmi z inteligenckich domów i dużych miast.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Komentarze użytkowników OKO.press

Dodawanie komentarzy jest możliwe tylko dla autorów oraz osób, które wykupiły subskrypcję. Zaloguj się

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym