0:00
22 grudnia 2022

Wyrok w sprawie mieszkańca, który jeździł drogą leśną, bo musiał. Lasy Państwowe przegrały

Nauczyciel z Birczy, któremu Lasy Państwowe postawiły szlaban na jedynym dojeździe do domu, nie będzie musiał płacić kary za korzystanie z drogi leśnej. Sąd w Przemyślu stanął po jego stronie. Ale to nie koniec walki

Wydrukuj

"Z przyjemnością informujemy, że nauczyciel z Birczy, Andrzej Zbrożek, któremu Lasy Państwowe złośliwie zamknęły dojazd do domu (tylko dlatego, że popiera ideę utworzenia Turnickiego Parku Narodowego) został przez Sąd Rejonowy w Przemyślu uwolniony od zarzutów" - poinformowała Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze.

Andrzej Zbrożek, biolog i nauczyciel, który od ponad 20 lat mieszka we wsi Huta Brzuska, miał zapłacić kary za korzystanie z drogi leśnej i otwieranie postawionego tam przez Nadleśnictwo Krasiczyn szlabanu. Chodziło o pięciokrotny przejazd tą trasą. Droga leśna, z której mieszkańcy korzystali od lat i która jest jedyną drogą dojazdową do kilku nieruchomości, została zamknięta przez Nadleśnictwo pod koniec 2021 roku.

Andrzej Zbrożek, nie mając alternatywy, i tak korzystał z drogi leśnej, otwierając szlaban. Za każdym razem, gdy łapała go fotopułapka, dostawał mandat. Nauczyciel odmawiał zapłacenia kary. Jak mówi, szlaban i mandaty mogły być próbą uciszenia go - jest w końcu zwolennikiem utworzenia Turnickiego Parku Narodowego i opowiada się za ochroną Puszczy Karpackiej, w pobliżu której sam mieszka.

Ostatecznie dostał wyrok nakazowy w tej sprawie, jednak się od niego odwołał. Sąd w Przemyślu 20 grudnia 2022 przyznał mu rację i uniewinnił od zarzutów.

Sąd po stronie obywatela

"Zwycięstwo bardzo mnie cieszy. Uniewinnienie z pięciu zarzutów za przejazd drogą w maju to sukces, ale jeszcze większym sukcesem jest uzasadnienie wyroku, które jest dla nadleśnictwa miażdżące. Sąd uznał, że nie ja postąpiłem bezprawnie, ale nadleśnictwo, odcinając nas od dojazdu i nie powiadamiając nas o tym" - komentuje Andrzej Zbrożek w rozmowie z OKO.press. "Nie mamy jeszcze pisemnego uzasadnienia wyroku, ale podczas ogłaszania go sędzia mówił, że w tej sprawie jedynym możliwym rozstrzygnięciem jest uniewinnienie.

Sąd podkreślał, że nie rozumie, jaka okoliczność zaszła w grudniu 2021 roku, że Nadleśnictwo musiało zamknąć drogę użytkowaną przez mieszkańców przez kilkadziesiąt lat.

Dodał również, że nie widzi powodu, dla którego ten szlaban musiał stanąć na drodze albo dobra, które ma chronić. Szczególnie że uniemożliwił przejazd nie grzybiarzom czy spacerowiczom, ale mieszkańcom, którym ta droga jest potrzebna do normalnego funkcjonowania" - relacjonuje.

Z ustnego uzasadnienia sądu Zbrożek wynotował: "W państwie demokratycznym, w państwie prawa powinno być tak, że organy [władzy] są dla obywatela, a nie odwrotnie. Obywatel nie jest od tego, żeby go można było karać. Obywatelowi należy ułatwiać życie."

"Nie dość, że zarządca w tak poważny sposób utrudnia mieszkańcom życie, to jeszcze dodatkowo nęka policją i sądem. Tym bardziej cieszy mnie werdykt sądu, daje mi w końcu, po wielu miesiącach udręki poczucie sprawiedliwości" - komentuje Andrzej Zbrożek.

Inicjatywa Dzikie Karpaty po ogłoszeniu wyroku napisała: "Przedstawiciele Lasów Państwowych, którzy zostali powołani na świadków, nie stawili się nawet na zaplanowaną rozprawę. Całe szczęście sąd stanął w obronie mieszkańca i nie pozwolił na nadużywanie władzy przez Lasy Państwowe. To drobne zwycięstwo, ale jak bardzo symboliczne! Zwykły obywatel nie musi poddawać się hegemonii bezdusznej korporacyjnej machiny".

Droga gminna na papierze

OKO.press opisywało historię szlabanu, o który toczy się konflikt na linii mieszkańcy - Nadleśnictwo Krasiczyn. Przypomnijmy: niedaleko od domu pana Andrzeja zaczyna się teren projektowanego Turnickiego Parku Narodowego. To serce Puszczy Karpackiej, które zadaniem przyrodników powinno dostać najwyższy stopień ochrony. Andrzej Zbrożek tę ideę popiera - w przeciwieństwie do Lasów Państwowych, które na terenie Puszczy Karpackiej prowadzą wycinkę.

W grudniu 2021 na jedynej drodze, prowadzącej do domu Andrzeja Zbrożka i dwóch innych nieruchomości pojawił się zakaz wjazdu. Mieszkańcy się nim nie przejęli – w końcu nikt nigdy nie zakazywał im dojeżdżania tamtędy do domów. Straż leśna również nie zwracała uwagi, kiedy ktoś przejeżdżał drogą. Alternatywy zresztą nie ma – na mapach jest co prawda droga gminna, ale w praktyce to teren porośnięty drzewami i krzewami.

Tuż przed końcem roku pojawił się tam jednak potężny, stalowy szlaban.

„Pierwsze pismo w tej sprawie wysłałem wczesną wiosną. Zwróciłem się do Nadleśnictwa, sugerując usunięcie szlabanu albo przesunięcie go za ostatni dom"- mówił Andrzej Zbrożek. "W tym momencie utrudniony jest dojazd służb. Żona zadzwoniła kiedyś po karetkę, mieliśmy szczęście, że szlaban był otwarty – gdyby był zamknięty, pogotowie musiałoby czekać na straż pożarną” – opowiadał.

Nadleśnictwo Zbrożkowi nie odpowiedziało, ale zgłosiło się do gminy. Razem ustalili, że trzeba udrożnić wyznaczoną na mapach drogę gminną. A szlaban na drodze leśnej zostaje.

"Tworzenie gminnej drogi nie ma uzasadnienia. Biegnie równolegle do drogi leśnej, a jej budowa będzie się wiązała z wycięciem drzew" - odpowiadał Andrzej Zbrożek.

Kara za poglądy?

Choć nadleśniczy Przemysław Włodek stanowczo zaprzecza, że postawienie szlabanu było zemstą za poglądy Andrzeja Zbrożka, nauczyciel widzi sprawę zupełnie inaczej. "Leśniczy zarządzający tym terenem wyraził to bez ogródek. Powiedział, że szlaban postawiono, bo sprzeciwiam się temu, co robią Lasy Państwowe. A skoro to problem, to mam »latać do domu helikopterem«" - wyjaśniał.

Jak dodał, jego działania mogą nie podobać się Nadleśnictwu - chociaż nie uczestniczy w protestach i blokadach.

Zamiast tego organizuje wycieczki przyrodnicze, pomógł w stworzeniu mapy Turnickiego Parku Narodowego i w zorganizowaniu spotkania Inicjatywy Dzikie Karpaty z Nadleśnictwem.

"Inicjatywa protestowała przeciwko wycinkom, więc zorganizowałem wizję terenową. Miałem dobre zdanie o tutejszym nadleśniczym, wydawało mi się, że pomimo różnicy zdań będziemy mogli porozmawiać. Samo spotkanie przebiegło w dobrej atmosferze. A po wizycie aktywiści IDK dostali wyroki nakazowe za przebywanie w lesie pomimo zakazu związanego z wycinką. Ostatecznie Nadleśnictwo przegrało sprawę, bo okazało się, że nadleśniczy nie wydał rozporządzenia o zakazie, a więc nie było podstawy do ukarania. Ale wtedy zaczęła się cała sprawa ze szlabanem” - opowiadał.

Co więcej, nauczyciel współpracuje z Komitetem Ochrony Orłów. Razem z Inicjatywą Dzikie Karpaty odkryli, że Nadleśnictwo prowadzi wycinki w strefie ochronnej orła przedniego. Skrajnie rzadkiego gatunku.

Obecnie toczy się postępowanie w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie przeciwko Nadleśnictwu Krasiczyn o wyrządzenie poważnej szkody w środowisku.

"Nie ma jeszcze rozstrzygnięcia, ale są bardzo silne dowody” – mówił Andrzej Zbrożek.

Problem zostaje

Nadleśniczy Przemysław Włodek w rozmowie z OKO.press poinformował, że pan Andrzej i jego rodzina mogą korzystać z drogi do momentu udrożnienia tej gminnej - taką decyzję podjął w porozumieniu z gminą. Pismo, jakie wysłał do mieszkańca Huty Brzuskiej, dotyczyło jednak wyłącznie Andrzeja Zbrożka, ale jego partnerki, gości czy pracowników budowy nowego domu - już nie.

Pomimo wyroku uniewinniającego, Zbrożka czeka jeszcze rozwiązanie spraw za kolejne przejazdy drogą leśną. Jak podkreśla, najważniejszy problem pozostaje: Nadleśnictwo szlabanu usunąć nie chce.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne