Szymon Hołownia ogłosił swoją kandydaturę w Teatrze Szekspirowskim. Zapewne ma nadzieję, że "Wszystko dobre, co się dobrze kończy", ale w maju 2020 roku może się też okazać, że jego wejście do polityki to "Wiele hałasu o nic"*. Jedno jest pewne: ogłoszenie startu Szymona Hołowni było dobrze wymyślone i sprawnie zrealizowane

4 grudnia niektórzy dziennikarze otrzymali SMS z zaproszeniem na wydarzenie w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku. Hołownia napisał enigmatycznie: „Coś się kończy, więc coś się zaczyna. Chcę z Wami o tym porozmawiać”. W niedzielę 8 grudnia Szymon Hołownia ogłosił jednoznacznie: chcę zostać prezydentem.

Wieczór zaczął się od rodzaju preambuły do „konstytucji Hołowni”, czyli od filmu definiującego wspólnotę, kategorię, do której kandydat odwoływał się przez cały wieczór.

„My, którzy lubimy piłkę nożną, my, którzy choć raz tańczyliśmy do disco polo, my chodzący na manifestacje, my, którzy czujemy się inni, nie boimy się tego okazać i my, którzy tę odwagę podziwiamy. My, którzy wierzymy, że ważna jest rozmowa pomimo różnych poglądów. My, którzy wierzymy, że najlepsze przed nami” – czytał lektor.

A później scenę przejął bohater wieczoru.

Hołownia: Polityka to nie bagno

„Teatr Szekspirowski to doskonałe miejsce, żeby zakończyć hamletyzowanie, a w Gdańsku bardzo dobrze zaczynać nową rzeczywistość” – mówił Hołownia. Odwołał się również do zamachu na prezydenta miasta Pawła Adamowicza – „Coś w nas wtedy pękło” – i katastrofy smoleńskiej oraz reakcji na nią: „W budowanym 30 lat wieżowcu dobrobytu ktoś wewnątrz cały czas wyburzał kręgosłup: wspólnotę”.

„Na co mam czekać? Porzucam wygodną kanapę recenzenta i ubiegam się u was o pracę stróża wspólnoty” – zadeklarował.

Najważniejsze wątki przemówienia Szymona Hołowni:

  • Polityka to nie bagno, tylko narzędzie do zmiany.
  • Dobra polityka pomaga ludziom odkrywać moc, jaka w nich tkwi. Chcę Polski solidarnej, kraju, który jest silny siłą najsłabszych, a nie najsilniejszych.
  • Chcę kraju, gdzie bardziej niż o strzelnice dba się o wykluczonych komunikacyjnie, o dzieci pozbawione opieki psychiatrycznej, o transseksualną dziewczynę, która skoczyła z mostu, bo czuła się zaszczuta.
  • Każdy akt prawny powinien być sprawdzany pod kątem skutków dla klimatu.
  • Wyrosłem w Polsce przemawiającej, chcę rozmawiającej. Jedność to pojednana różnorodność.
  • Trzeba przeprowadzić przyjazny rozdział Kościoła od państwa.

„Żyjemy w świecie miliona szans, postępu, internetu, ale też w świecie, w którym zabraknie wody w rzekach, w świecie nadprodukcji jedzenia i jednocześnie głodu” – mówił Hołownia, podkreślając swoje przywiązanie do walki z katastrofą klimatyczną i wrażliwość społeczną.

Kilka razy powtarzał, że chce Polski solidarnej.  Ale najważniejszy w jego przemówieniu był element pojednania:

„Codzienne doświadczenie Polaków? Wojna, potrzask, nie ma wyjścia, wszyscy obrażeni, skrzywdzeni. Podzielone rodziny. To polska szkoła kompromisu: mój kompromis to twoja kapitulacja. Tymczasem możemy być różni, ale równi.

W Polsce nie skończyły się jeszcze lata 90., ze sporami o wszystko, z rozwiązywaniem problemów siekierą, a trzeba je rozwiązywać skalpelem. Partie mówią o wszystkim, ale nie o tym co najważniejsze: jaki świat zostawi moje pokolenie naszym dzieciom”.

Antypartyjność Hołowni podana była w wersji „light”: piętnował partie za ich dysfunkcjonalność, dbanie o własne interesy, zawłaszczanie państwa, a jednocześnie podkreślał, że są ważne dla demokracji i że w każdej z nich są wartościowi ludzie, z którymi warto współpracować:

„Musimy mieć arbitra, który nie będzie grał z jedną z rywalizujących drużyn. System się zawiesił, a w maju 2020 roku musimy zamontować w nim niepartyjny bezpiecznik.

Możemy stworzyć taką Polskę, w której mimo różnic ludzie się lubią i szanują. W której zamiast walczyć z ideologiami, próbuje się zrozumieć ludzi” – deklarował Hołownia

„My naprawdę idziemy wygrać te wybory” – ogłosił. Czy ma na to szansę?

O jego kandydaturze spekulowało się od kilku tygodni. Na początku listopada”Polityka Insight” ujawniła, a  „Newsweek” w grudniu potwierdził, że Hołownia ma już gotowy sztab, a jego spotkania autorskie z czytelnikami przypominają wiece polityczne. Teraz słowo stało się ciałem.

Inaugurująca impreza była bardzo sprawna: prosta, bez tromtadracji, z przestrzeganą równowagą proporcji między wielkimi słowami a zwykłością. Forma wydarzenia była połączeniem programu telewizyjnego, mowy motywacyjnej, trochę również kazania.

Przemówienie było skrojone w ten sposób, by nie alienować żadnej grupy elektoratu (no, może poza wyborcami Konfederacji). Każdy w słowach Hołowni usłyszał coś miłego.

Dla wyborców Koalicji Obywatelskiej było podkreślenie wagi samorządów, i wątki, gdy Hołownia delikatnie uderzał w PiS. Dla zwolenników PSL – spokojny, kaznodziejski ton i wezwanie do narodowej zgody. Dla Lewicy – podkreślenie wagi praw mniejszości i kilka razy deklarowana wrażliwość społeczna. Wreszcie dla wyborców PiS – pochwała transferów socjalnych rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego.

Ta mieszanka ma szansę zadziałać.

Pierwszy kandydat: Szymon Hołownia

Hołownia to pierwszy kandydat, który oficjalnie ogłosił, że będzie startował w wyborach prezydenckich 2020. Można podejrzewać, że niedługo zrobi to prezydent Andrzej Duda. O nominację Platformy Obywatelskiej walczą w prawyborach wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska i prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

Według informacji OKO.press Lewica ma wystawić kobietę, ale nie zdradza nazwiska. Kandydatem PSL na pewno będzie Władysław Kosiniak-Kamysz, ale oficjalnie nie ogłosił jeszcze decyzji o starcie.

Kim jest kandydat, który uprzedził wszystkich polityków?

Szymon Hołownia ma 43 lata, urodził się w 1976 roku w Białymstoku. Jest dziennikarzem, publicystą i działaczem charytatywnym. W 1997 roku zaczął pracę w dziale kultury „Gazety Wyborczej”, współpracował z wieloma tytułami, m.in. z „Wprost”, „Newsweekiem”, obecnie jest felietonistą „Tygodnika Powszechnego”, do niedawna wraz z Marcinem Prokopem prowadził również „Mam talent”, niezwykle popularny program w TVN.

Prowadzi też dwie fundacje charytatywne: Kasisi i Dobra Fabryka.

Jest też autorem wielu książek o tematyce religijnej. 14 grudnia wychodzi najnowsza o wymownym tytule: „Teraz albo nigdy”. To zbiór felietonów z „Tygodnika Powszechnego” z ostatnich dwóch lat.

Poglądy?

Prawicowe, ale we współczesnym anturażu. Hołownia jest przeciwnikiem prawa do aborcji, ale jednocześnie wskazuje na wagę zapobiegania katastrofie klimatycznej, promuje wegetarianizm, wyrażał wsparcie dla uczestników białostockiego Marszu Równości, gdy zaatakowały go prawicowe bojówki, opowiadał się za przyjmowaniem uchodźców.

Pan z telewizji

Jego rozpoznawalność zbudowała jednak przede wszystkim telewizja, a w szczególności program w TVN. Czy to wystarczający kapitał, żeby skutecznie powalczyć najpierw o drugą turę wyborów prezydenckich, a później o pełną pulę?

Rozpoznawalność Szymona Hołowni zbadał IBRIS na zlecenie „Dziennika Gazety Prawnej”. 64 proc. pytanych odpowiedziało, że zna Hołownię.

IBRIS regularnie bada zaufanie do polityków, ankietowani wybierają jedną odpowiedź z czterech:

  • Ufam;
  • Nie ufam;
  • Jest mi obojętny;
  • Nie znam.

Suma pierwszych trzech odpowiedzi to rozpoznawalność. Wyniki polityków, o których mówiło się przez ostatnie miesiące, że są potencjalnymi kandydatami na prezydenta, prezentuje się w badaniu IBRIS z października następująco:

  • Andrzej Duda 100 proc.;
  • Robert Biedroń 95 proc.;
  • Władysław Kosiniak Kamysz 86 proc.;
  • Małgorzata Kidawa-Błońska 77 proc.;
  • Adrian Zandberg 64 proc.;

W tym kontekście wynik Hołowni nie wypada źle, ale również nie jest szczególnie imponujący.

Częściej zaufanie do polityków bada CBOS. Badanie jest prowadzone na tej samej zasadzie. Wyniki różnią się, ale nieznacznie:

  • Andrzej Duda 100 proc.;
  • Robert Biedroń 91 proc.;
  • Władysław Kosiniak Kamysz 80 proc.;
  • Małgorzata Kidawa-Błońska 80 proc.;
  • Adrian Zandberg 56 proc.;

Hołowni CBOS do tej pory nie uwzględniał.

Słabe sondaże

Szymon Hołownia na pewno spróbuje zawalczyć o elektorat, który jest zmęczony znanymi politykami. W 2015 roku Paweł Kukiz pozycjonował się jako kandydat spoza polityki. Zdobył aż 20,8 proc. głosów, najlepszy wynik trzeciego kandydata w historii polskich wyborów prezydenckich.

Hołownia ma zupełnie inny temperament niż Kukiz – ma wizerunek osoby uprzejmej, spokojnej, pozytywnej. To może sugerować, że kłopoty z Szymonem Hołownią może mieć Małgorzata Kidawa-Błońska, jeśli zdobędzie nominację Platformy Obywatelskiej. Ale pod jednym warunkiem: Hołownia musi mieć duże pieniądze na prowadzenie kampanii wyborczej i bardzo przemyślaną strategię.

Bo na razie startuje z pozycji underdoga, a badania opinii publicznej go nie rozpieszczają.

23 listopada Wirtualna Polska opublikowała sondaż IBRIS, w którym zdecydowanie wygrywa Andrzej Duda z 43,8 proc. poparcia. Szymon Hołownia zajął w nim ostatnie miejsce z 3,7 proc., za Krzysztofem Bosakiem z Konfederacji, na którego wskazało 4 proc. badanych.

Chociaż na podstawie obecnych badań trudno podejrzewać, że Hołownia dostanie się do drugiej tury, to taki wariant sprawdził IBRIS w kolejnym badaniu dla Wirtualnej Polski z początku grudnia. W sondażu Andrzej Duda dostał 48 proc. wskazań, Hołownia – 28 proc. Pozostali – 24 proc. – udzielili odpowiedzi „nie wiem”.

Z kolei w badaniu panelu internetowego Ariadna (metody w polskich warunkach mniej wiarygodniej niż wywiady bezpośrednie)  z drugiej połowy listopada Hołownia otrzymał 8 proc. wskazań, tyle samo co Władysław Kosiniak-Kamysz.

OKO.press: nie przekreślać Hołowni

W analizie OKO.press autorstwa Anny Mierzyńskiej wskazywaliśmy, że mimo słabych pierwszych sondaży, Hołowni nie wolno nie doceniać.

„Hołownia jest raczej kandydatem dla elektoratu »miękkiego« – wahającego się, popierającego różne ugrupowania w różnych wyborach, nieprzywiązanego do jednej partii. W obecnej sytuacji może się jednak okazać, że takich wyborców jest wielu – opozycja bowiem nie jest dziś w stanie wygenerować wyrazistego lidera.

Jej słabość daje kandydatom takim jak Hołownia pewną szansę – a on świadomie w swoich komentarzach politycznych na Facebooku pokazuje, że ceni ruchy obywatelskie, stawia na ludzi aktywnych, a nie na »starych partyjnych wyjadaczy«, w opozycji do np. PO oczywiście”

– pisała Mierzyńska. I konkludowała:

„Czy Szymon Hołownia ma szansę stać się czarnym koniem wyborów? Sądząc po opiniach twitterowiczów – nie. Ale… kto rok temu wierzył, że prezydentem Ukrainy zostanie Wołodymyr Zełenski?”.

*Tytuły komedii Szekspira

 

Kandydaci obiecują. OKO.press rozlicza.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.

Michał Danielewski
Michał Danielewski

Pochodzi z Sieradza. Socjolog, redaktor, publicysta. Wieloletni dziennikarz i redaktor "Gazety Wyborczej".


Komentarze

    • Brat Maupy

      Akurat debata PO miała marginalne znaczenie, ponieważ dotyczyła prawyborów wewnątrz partii. Ja zadaję podstawowe pytanie: kto finansuje Hołownię? Episkopat? Opus Dei? Normalny facet, który ma rodzinę i małe dziecko nie wydaje swoich oszczędności na inwestycję z praktycznie zerową szansą zwrotu.

  1. Mister Nobody

    Czemuż to Hołownia miałby być w czymś (no może poza poparciem partii politycznej) gorszy od Dudy, Kidawy-Błońskiej czy Jaśkowiaka, a patrząc szerzej Wałęsy, Kwaśniewskiego, Komorowskiego czy Kaczyńskiego ? Pod względem potencjału intelektualnego (nie mówię tu o wykształceniu) plasuje się na pewno wyżej …

  2. Brat Maupy

    Dla mnie ten gość jest niewiarygodny: dwa razy był w nowicjacie, dwa razy zrezygnował. Jak na dorosłego człowieka, to nie potrafi określić swojego światopoglądu. Dodatkowo związki z KrK mogą rodzić podejrzenia, że jest kandydatem kościółkowych, by odebrać głosy kandydtom PO, PSL być może na tyle skutecznie, by w pierwszej turze wygrał Adrian Du.a. Kto finansuje Hołownię?

    • Jerzy Pawelski

      Wątpliwości są przejawem myślenia. Serio. Mało kogo boję się tak, jak ludzi którzy nigdy nie mają wątpliwości.
      Teoria o "kościółkowości" kupy się nie trzyma, wystarczy poczytać co piszą o nim wyznawcy nurtu "moherowego", niestety chyba dominującego w polskim Kościele.
      Oczywiście, że Hołownia będzie "podbierał" głosy innym kandydatom opozycji, ale nie rozumiem, jak to ma zwiększyć szanse Dudy na zwycięstwo w pierwszej turze – przecież jemu od tego nie przybędzie.
      Moim zdaniem ma duże szanse. Znaczna część elektoratu PO, głównej opozycyjnej siły, głosowała na nich od dawna na zasadzie "mniejszego zła", bez entuzjazmu i szczególnej sympatii. Tę część przejmie teraz Hołownia, bo wreszcie będzie można głosować na jakieś "dobro", zamiast ważyć, które zło jest mniejsze. Jeśli wejdzie do drugiej tury, w pierwszej lepszej debacie obnaży głupotę, brak klasy i niedojrzałość Dudy.

  3. Adam Patrzyk

    Słabiutki ten tekst, choć autorów aż dwóch. O działalności charytatywnej Hołowni ledwo wspomina. A to obecnie najważniejszy aspekt jego osoby i jego rzeczywista wizytówka. Realnie robi jakieś dobro i odnosi na tym polu sukcesy. To zupełnie nowa twarz Hołowni.
    W wywiadzie po przemówieniu mówił też o źródłach przyszłego finansowanie jego kampanii. W tekście nic o tym nie ma.
    Z jednej strony jest oczywiste, że Hołownia ma więcej do powiedzenia niż Kidawa-Błońska i Jaśkowiak. Jest też zdecydowanie lepszym mówcą. Choć mówcą jest aż za dobrym. To nieco odbiera wiarygodności. Jest po prostu przegadany. Taki zbyt inteligencki. Równie sprawny i inteligencki Tusk ma jednak poczucie miary.
    Z drugiej jednak strony czyj to ma być kandydat? Hierarchia kościelna go natychmiast zohydzi jako Wallenroda w szeregach wiernych nie przeciwstawiającego się „ideologii LGBT”. Dla strony przeciwnej przestanie być kandydatem po pierwszym pytaniu, czy podpisze ustawę liberalizującą prawo aborcyjne.
    Żarliwie religijne książki będą świadczyć przeciwko niemu – to zbiór cytatów do ośmieszania go. Jego tolerancja jest jednak podszyta jakimś rodzajem fanatyzmu wynikającego z jego żarliwej religijności. Bo żarliwa religijność jest w gruncie rzeczy zawsze podszyta pewną nietolerancją. Czuć to było w jego rozmowach na tematy wiary i dookoła wiary. Było czuć, że ludzie nie wierzący, czy wierzący inaczej nie są dla niego rzeczywistymi partnerami. Jego spokój miał w sobie coś ze spokoju panującego nad sobą choleryka.
    Jest światłym, ale jednak katechetą i kaznodzieją. Nie jest to postawa na miarę współczesności – ideałem prezydenta, polityka, czy osoby publicznej jest ktoś, o kim nie wiemy czy wierzy, w co i jak.
    Mam nadzieję, że się mylę – że Hołownia wyrósł jednak ze swoich ograniczeń, że jest innym człowiekiem, niż autor rozmów o religii w wielkim mieście. Ale ostatnio napisał kolejną książkę – „Maryja. Matka rodziny wielodzietnej”. Kiepsko to wróży.

      • Jerzy Pawelski

        Widzę, że Kościół czy wiara generalnie wam "cuchnie", no i spoko – jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził. Hołownia może być kandydatem ludzi konserwatywnych, wierzących, ale brzydzących się moherowym sekciarstwem, partyjniactwem i wojną polsko-polską. Proszę mi wierzyć, że są takich miliony.
        W cywilizowanych krajach nikt z prezydentów nie ukrywa się ze swoja wiarą.

  4. Adam Patrzyk

    Jakoś nie wierzę w zwycięstwo kandydata KO. Obojgu brak charyzymy. Duda jak się postara potrafi być świetnym mówcą, a ponieważ – jak cały PiS – walczy z urojonym wrogiem, łatwiej mu o pozory charyzmy. Mając do wyboru Hołownię i Dudę wybrałbym rzecz jasna Hołownię, choć z powodów religijnych to też nie mój kandydat. Ale poza tym jest ok. Więc może to nawet opcja dla ateistów i lewicy – mniejsze (nieporównywalnie mniejsze) zło niż Duda.

    • Mateusz Głazowski

      Uprzejmie zwracam uwagę, że Andrzej Duda urządza mniejsze lub większe wiece na których wrzeszczy na lud zgromadzony. Przypominam również, bo od 2015 roku już trochę czasu minęło, że urząd prezydenta dla Andrzeja Dudy zdobyli trolle i hejterzy. Ciekawe, kto sfinansuje usługi takiej stajni grającej na Hołownię.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!