"Prawu i Sprawiedliwości trudno będzie wygrać te wybory, czyli narzucić społeczeństwu definicję sytuacji, że to właśnie ta partia bezspornie wygrała wybory samorządowe" - pisze prof. Jacek Raciborski. PiS będzie miał z tym kłopot w sejmikach, a tym bardziej w miastach. Prawdopodobnie sięgnie po narzędzia "korupcji politycznej". Opozycja mu to ułatwiła

PiS przegra prezydentów w miastach, ale może wzmocnić swą pozycję w sejmikach wojewódzkich, bo pojawią się trudności w tworzeniu koalicji anty-PiS. Ponadto autor dostrzega tu „wielkie niebezpieczeństwo korupcji politycznej”, bo partia rządząca użyje swych zasobów by przeciągać radnych do swego obozu – pisze dla OKO.press prof. Jacek Raciborski*, socjolog, autor wielu prac na temat systemu partyjnego w Polsce.

Ale czy tak skomplikowane wybory, jak samorządowe, w ogóle można wygrać? W jaki sposób to ocenić? – pyta prof. Raciborski.

Co należy brać pod uwagę, żeby ocenić, czy opozycja/koalicja rządząca wygrała czy przegrała? Wskazuje na trzy kryteria:

  • czy w sejmikach wojewódzkich PiS dostanie procentowo więcej czy mniej głosów niż w 2015 rok?
  • ile koalicji bez udziału PiS uda się stworzyć w sejmikach?
  • w ilu dużych miastach wygra kandydat/ka PiS?

Co to znaczy wygrać wybory samorządowe w 2018?

Proste pytanie, a odpowiedź  niełatwa.

Fundamentem politologicznej analizy każdych wyborów jest rozróżnienie wyniku głosowania i wyniku wyborów. Wynik głosowania podajemy, wskazując liczbę oddanych głosów na poszczególne listy i kandydatów, także odsetki ważnie oddanych głosów.

Wynik wyborów to w przypadku sejmików województw i rad gmin oraz powiatów rozkład mandatów między poszczególne listy. W przypadku wyborów wójtów/burmistrzów/prezydentów wynik wyborów to przydzielenie konkretnemu kandydatowi mandatu do sprawowania tej funkcji. W wyborach do ciał kolegialnych zdobycie największej liczby głosów przez listę danego komitetu zazwyczaj przekłada się na największą liczbę mandatów. Ale dość często za sprawą zróżnicowania wielkości okręgów, a także innych rozwiązań ordynacji, dochodzi do odstępstwa od tej reguły.

Można więc zdobyć najwięcej głosów i uzyskać mniej mandatów niż partia druga.

Przed pochopną krytyką ordynacji proporcjonalnych niech nas powstrzyma przykład wyborów brytyjskich, gdzie w warunkach ordynacji ze zwykłą większością trzykrotnie po II wojnie światowej doszło do sytuacji, że zwycięska pod względem liczby głosów partia uzyskała w parlamencie mniej mandatów. Inne komplikacje we wskazywaniu zwycięzców wyborów wprowadza kwestia koalicji oraz zróżnicowanego ustroju poszczególnych szczebli samorządu terytorialnego.

Najlepiej więc ustalać odrębnie zwycięzców na różnych poziomach.

Kto wygra sejmiki? Koalicje anty-PiS zagrożone

Wygrać wybory do  sejmiku województwa to uzyskać najwięcej mandatów w sejmiku, tak aby samodzielnie lub w koalicji powołać marszałka województwa i zarząd. Marszałka wybiera się bezwzględną większością głosów ustawowej liczby radnych sejmiku. A więc ta większość musi być stabilna i zdyscyplinowana. Tu otwiera się wielkie pole gry również dla partii drugiej w kolejności, jeżeli dysponuje tzw. zdolnością koalicyjną.

W warunkach wyborów 2018 roku do sejmików zasadniczy wydaje się podział polityczny na PiS i anty-PiS i jest on skądinąd kontynuacją obecnej sytuacji w sejmikach, gdzie PiS nie stworzył żadnej rządzącej koalicji. Ale

będzie bardzo trudno utrzymać zwartość anty-PiS po wyborach.

Nie będzie temu sprzyjać zlekceważenie przez PO postulatu SLD o potrzebie związania się opozycji swoistym paktem w wyborach do sejmików, ale przede wszystkim spójności obozu anty-PiS zagrozi nierówność zasobów.

Sejmiki to relatywnie małe zgromadzenia. Wystarczy nieraz przyciągnięcie jednego radnego, aby uzyskać zwycięską większość. PiS ma więcej wszelakich dóbr.

Widzę wielkie niebezpieczeństwo korupcji politycznej w procesie formowania organów wykonawczych samorządu wojewódzkiego.

Na pozycji przegranej PiS będzie wyłącznie tam, gdzie wysoką samodzielną większość zdobędzie koalicja PO i Nowoczesnej.

Wybory do sejmików województw to wybory wybitnie partyjne. Komitety lokalne tylko incydentalnie zdobywają jakieś mandaty (3-5 proc. ogółu). Dzięki temu odzwierciedlają rozkład preferencji partyjnych w całym społeczeństwie. Liczba i odsetek zdobytych przez poszczególne partie głosów daje się wyrazić w skali kraju. Jest więc partia zwycięska i ona zyskuje na tym oczywiste w opinii publicznej uzasadnienie roszczenia do rządzenia w skali kraju. Będzie tak, mimo że dla ok. 10 proc. aktywnych wyborców wybory sejmikowe są całkowicie nieważne i oddają „czyste karty”.

W przypadku sukcesu PiS potwierdzenie mandatu do rządzenia może jednak być słabsze:

a) jeśli wynik samorządowy będzie gorszy niż wynik wyborów parlamentarnych (37.6 proc.), opozycja skutecznie upowszechni tezę, że poparcie dla rządzącej formacji słabnie;

b) jeśli wynik będzie słabszy niż obecne sondażowe notowania w wyborach sejmowych (ok. 40 proc.), to wróci argument o  przeszacowywaniu przez sondaże pozycji PiS lub o zarysowującej się tendencji spadkowej tego poparcia.

Nie będzie więc łatwo Prawu i Sprawiedliwości politycznie wygrać te wybory, czyli narzucić społeczeństwu definicję sytuacji, że to właśnie ta partia bezspornie, jednoznacznie wygrała wybory samorządowe.

Kto wygra miasta prezydenckie? Hiperprezydencjalizm zadziała przeciw PiS

Miast, gdzie wybierany jest prezydent, jest w Polsce 107. Wygrać w nich wybory samorządowe to wystawić kandydata, który obejmie ten urząd. Do tego potrzeba bezwzględnej większości oddanych ważnie głosów.

Zdecydowanie mniejsze znaczenie ma zdobycie większości mandatów w radzie miasta. To konsekwencja pewnej patologii samorządu terytorialnego w Polsce, którą jest hiperprezydencjalizm. Rada jako kolegialny organ stanowiący nie wypełnia autonomicznie funkcji uchwałodawczej i kontrolnej. Nie równoważy więc władzy prezydenta miasta. Hiperprezydencjalizm jest dewiacją modelowego prezydencjalizmu, który polega na separacji władzy wykonawczej i ustawodawczej, a zarazem na równoważeniu się i wzajemnej kontroli.

Rządy PiS zmierzają do ograniczenia siły urzędu prezydenta miasta, ale nadal jest to bardzo ważny ustrojowo urząd, bardzo prestiżowy i autonomiczny – nawet względem desygnującej zwycięskiego kandydata partii. Partie nie mają skutecznych instrumentów na dyscyplinowanie ,,swoich” prezydentów. Tworzą oni własne lokalne partie władzy lub formują koalicje z ogólnopolskich partii. Wszystko po to, aby zapewnić sobie reelekcję. Wskaźnik reelekcji obniżył się wprawdzie w wyborach 2014 roku, ale pozostaje wysoki: 66 proc. urzędujących prezydentów odnowiło mandat.

W tym roku logika rywalizacji o fotele prezydenta miast jest wyjątkowo przejrzysta. Podział na PiS i anty-PiS dominuje rywalizację bez reszty.

Jeśli w żadnym dużym mieście nie wygra kandydat PiS, to niezależnie od wyniku sejmikowego i od wyniku kandydata PiS w I turze upowszechni się definicja sytuacji, że obóz rządzący w miastach przegrał.

Powiaty trochę zapomniane

Rywalizacja o władzę w powiatach ziemskich nie przyciąga publicznej uwagi. Po części jest to konsekwencją faktu, że ten szczebel samorządu jest mniej ważny, po części dlatego że jest bardzo nieprzejrzysta. Występują na tym poziomie partie ogólnopolskie, ale nie mniejsze znaczenie mają lokalne komitety. Starosta i zarząd powoływani są przez różnorodne koalicje.

Dopiero po pewnym czasie od ogłoszenia wyników daje się precyzyjnie odtworzyć wpływy poszczególnych partii na poziomie powiatów, ale wtedy mało kogo to już interesuje i wyniki tych wyborów pozostają bez znaczenia dla ogólnopolskiej polityki.

Wójt i burmistrz dla bezpartyjnych! Ale dla partii to skarby

Wygrać wybory w gminach i małych oraz średnich miastach to znów przede wszystkim zdobyć fotel wójta/burmistrza. Już teraz można powiedzieć, że tę rywalizację wygrają kandydaci bezpartyjni.

Wielu z nich w istocie korzystać będzie z poparcia partii, ale czynią to wstydliwie i rzeczywiście związki te nie mają dużego znaczenia dla sposobu pełnienia przez nich urzędu. Dla partii jednak ,,swój” wójt, burmistrz to skarb. Gdyż on decyduje o wielu posadach, on też może bardzo pomóc partii w uzyskaniu dobrego wyniku w wyborach parlamentarnych i do sejmików województw. Będą więc partie triumfalnie oświadczać, ilu to popieranych przez nich kandydatów zdobyło urzędy. Każda z głównych partii jakieś lokalne sukcesy odnotuje,

zapewne znacznie wzrosną wpływy PiS, a spadną PSL, ale raczej nie da się jednoznacznie wskazać partyjnych zwycięzców tej rywalizacji.

Na wynik wyborów samorządowych można będzie spojrzeć też z perspektywy ogólniejszej –  stanu polskiej demokracji. Jeśli wybory przebiegną zgodnie z procedurami, nie będzie w nich fałszerstw na większą skalę, administracyjnych nacisków, to podtrzymają wśród krytyków rządów PiS wiarę, że kiedyś możliwe będzie odsunięcie tej partii od władzy za pomocą kartki wyborczej. Wzmocnić się może wśród tej części społeczeństwa postawa prodemokratyczna. To samo może się dokonać po stronie zwolenników obozu PiS.

Tyle że na zasadzie: lubi się grę, w której się wygrywa. Możemy więc wszyscy w tych wyborach wygrać. Udane wolne wybory sprzyjają następnym wolnym wyborom.

Jacek Raciborski – profesor socjologii, kierownik Zakładu Socjologii Polityki w Instytucie Socjologii UW, ostatnio opublikował książki ,,Obywatelstwo w perspektywie socjologicznej” (Wydawnictwo Naukowe PWN), ,,Państwo w praktyce: style działania” (Nomos).

Kandydaci obiecują. OKO.press rozlicza.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Profesor socjologii, kierownik Zakładu Socjologii Polityki w Instytucie Socjologii UW, ostatnio opublikował książki ,,Obywatelstwo w perspektywie socjologicznej” (Wydawnictwo Naukowe PWN), ,,Państwo w praktyce: style działania” (Nomos).


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press