Prawa autorskie: Patryk Ogorzałek / Agencja GazetaPatryk Ogorzałek / A...
10 sierpnia 2020

Ziobro to teraz dyplomata: poucza premiera w sprawie Białorusi i sugeruje, że protesty to prowokacja

Zbigniew Ziobro rozszerza wpływy na politykę zagraniczną. Sugeruje, że protesty obywateli na Białorusi mogą być ingerencją Putina i "życzliwie" ostrzega premiera Mateusza Morawieckiego przed pochopnymi reakcjami: "Musimy bardzo mocno widzieć kontekst rosyjski w tym, co się dzieje na Białorusi".

"Wydaje się, że Putin jest zainteresowany odbudową imperium rosyjskiego w sowieckim kształcie, jaki pamięta bardzo wielu Polaków i zrobi wszystko, by swoich wpływów na Białorusi nie wypuścić" - stwierdził minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro 10 sierpnia 2020 w Polskim Radiu 24. Ziobro zastanawiał się, czy plan rosyjskiego prezydenta zakłada wywołanie na Białorusi "pewnych procesów", które skłoniłyby Łukaszenkę, by "zdał się na niego", czy też wprowadzenie w reżimie zmian.

"Być może Putin stawia jeszcze na coś innego, na dalszą destabilizację, by potem nieść braterską pomoc" - rozważał Ziobro.

Przypomnijmy. Po niedzielnych (9 sierpnia 2020) wyborach prezydenckich na Białorusi, przez kraj przetoczyły się wielotysięczne protesty. Obywatelki i obywatele manifestowali przeciwko fałszerstwom i oficjalnemu wynikowi, który nijak nie przystaje do rzeczywistego poparcia dla Aleksandra Łukaszenki: 80,23 proc. wobec 9,9 proc. dla jego konkurentki - Swiatłany Cichanouskiej. Jej sztab 10 sierpnia ogłosił, że wyniku tego nie uznaje.

Jak wynika z relacji przedstawicielstwa Unii Europejskiej w Mińsku, w zamieszkach między protestującymi, a jednostkami sił specjalnych OMON zginęła jedna osoba.

"Ostrzegałem: nie będzie Majdanu, bez względu na to, jak bardzo ktoś tego chce" - komentował Łukaszenka. Wskazywał, że protestujący mogli być sterowani przez zagraniczne siły: z Polski, Czech i Wielkiej Brytanii.

Polski minister sprawiedliwości również zdaje się nie dowierzać, że protesty Białorusinek i Białorusinów były wyłącznie spontaniczną reakcją na sytuację polityczną w ich kraju. Ostrzega, by w tym, co dzieje się na Białorusi "bardzo mocno widzieć kontekst rosyjski".

Dobre rady dla "przedstawicieli władzy"

Słowa Ziobry wydają się być odpowiedzią na chaotyczne reakcje polskiego rządu. Premier Mateusz Morawiecki 10 sierpnia rano ogłosił swój apel do przywódców Unii Europejskiej o zwołanie nadzwyczajnego szczytu w sprawie Białorusi.

Wpis na Twitterze Mateusza Morawieckiego o Białorusi

Zaś minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz poprosił Wysokiego Przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Josepa Borrella o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia ministrów spraw zagranicznych.

"Oczekujemy spotkania, choćby w formie wideokonferencji Rady ds. Zagranicznych UE, żeby omówić sytuację na Białorusi" - powiedział Czaputowicz.

Apele polskiego rządu jak na razie pozostają w Brukseli bez odpowiedzi. Trwa wakacyjna przerwa, a przywódcy UE są już umówieni na spotkania pod koniec sierpnia i pod koniec września. Najpierw spotkać mają się szefowie dyplomacji, potem zapowiedziany jest szczyt głów państw w sprawie stosunków międzynarodowych.

Minister Ziobro stwierdził, że "jako współkoalicjant", który "nie jest osobą odpowiedzialną za politykę zagraniczną", doradzałby przedstawicielom władzy, by sprawę widzieli "w większej złożoności".

"Musimy w tej sprawie postępować w sposób bardzo przemyślany. Nie postępować pochopnie. Odruch u każdego normalnego człowieka to sympatia z tymi, którzy protestują wobec zdarzeń na Białorusi. Zwłaszcza, że my jako Polacy mamy swoje doświadczenie walki o wolność i demokrację, te idee są nam bliskie i dla nas naturalne. Wiemy też, czym jest reżim Łukaszenki" - wskazywał.

"Musimy zadać sobie pytanie, co Putin chce zrobić, jakie są cele Rosji i do czego mogą doprowadzić. Bez odpowiedzi na to pytanie, nie można w mojej ocenie podejmować działań.

To mój prywatny pogląd, nie kieruję polskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, nie nadzoruję spraw związanych z Białorusią" - dodał.

Dyplomacja Ziobry kontra rząd PiS

Ale choć minister Ziobro zapewnia, że nie ponosi odpowiedzialności za tworzenie polskiej polityki zagranicznej, od dłuższego czasu on i jego partia utrudniają dyplomatyczne wysiłki rządu Morawieckiego.

W OKO.press jeszcze w 2018 roku wskazywaliśmy, że to minister sprawiedliwości odpowiadał za kolejne kompromitacje Polski na szczeblu międzynarodowym. Resort Ziobry odpowiadał za ustawę o IPN, która doprowadziła do międzynarodowego skandalu, blokował przyjęcie przez radę UE rezolucji o prawach człowieka, bo mówiła o prześladowaniach osób LGBT, a sądowe "reformy" wprowadziły Polskę na wojenną ścieżkę z Brukselą.

Po wyborach prezydenckich w lipcu 2020 Solidarna Polska znowu przeszła do dyplomatycznej ofensywy.

Podczas szczytu UE w Brukseli 17-21 lipca 2020, gdy premier i minister ds. europejskich Konrad Szymański próbowali jak najwięcej ugrać w unijnych negocjacjach, Ziobro, a także sprzymierzona z nim Beata Szydło, nawoływali na Twitterze do weta. Morawiecki, który ostatecznie zaakceptował pewną formę powiązania funduszy UE z praworządnością, musiał wmawiać opinii publicznej, że wcale do tego nie doszło.

Wkrótce potem zapadła decyzja Komisji Europejskiej, by nie przyznać polskim gminom "wolnym od ideologii LGBT" funduszy z programu partnerstwa miast.

Ziobro i przyboczni ogłosili, że to Unia dyskryminuje polskich obywateli. Publicznie wzywali Morawieckiego i Szymańskiego do "zdecydowanej reakcji".

Janusz Kowalski, wiceminister aktywów państwowych z Solidarnej Polski, uznał, że komisarze UE powinni wręcz stracić stanowiska.

Minister sprawiedliwości postanowił też ostro zareagować na twitterowy wpis Komisarz Praw Człowieka Rady Europy ds. Dunji Mijatović po zatrzymaniu i decyzji o tymczasowym aresztowaniu aktywistki Margot z kolektywu "Stop Bzdurom".

"Niech się Pani wstydzi swojego apelu w obronie agresora i przeprosi bezbronnego człowieka, pobitego przez aktywistę LGBT!"- napisał Ziobro na Twitterze.

Odpowiedź Ziobry na tweeta Komisarz Praw Człowieka Rady Europy

Niewykluczone, że to taka antydyplomacja była przyczyną dobrowolnej rezygnacji ze stanowiska ministra Jacka Czaputowicza. To on stał na czele MSZ niszczonego przez wojnę o wpływy w Zjednoczonej Prawicy.

Aktywność Ziobry i jego otoczenia wpisuje się w tę wojnę. Stawką jest scheda po Jarosławie Kaczyńskim i dominacja na prawej stronie polskiej sceny politycznej. Ziobro pręży muskuły, bo szykuje się rekonstrukcja rządu, a zgodnie z decyzją Kaczyńskiego Morawiecki ma pozostać premierem. Solidarna Polska i Porozumienie Jarosława Gowina mogą stracić po jednym resorcie.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne