0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...

Strajk w Polskich Liniach Lotniczych LOT był jednym z najgłośniejszych protestów pracowniczych ostatnich lat. Związkowcy walczyli o przywrócenie starego regulaminu wynagrodzeń, protestowali przeciwko wypychaniu pracowników na samozatrudnienie. Domagali się przywrócenia do pracy działaczki związkowej Moniki Żelazik i zwolnienia prezesa Rafała Milczarskiego, który według strajkujących wprowadzał w firmie atmosferę wrogości i ciągłego konfliktu.

Jednym z najgłośniejszych epizodów była próba wręczenia strajkującym wypowiedzeń podczas spotkania negocjacyjnego. OKO.press regularnie relacjonowało protesty pracowników i zachowanie zarządu PLL LOT.

Przeczytaj także:

Strajk, który śledziła cała Polska, zakończył się sukcesem związkowców w listopadzie 2018 r. Względny spokój trwał do wczesnej wiosny 2020. Kryzys związany z pandemią przyniósł odmrożenie konfliktu w PLL LOT.

“Nadarzyła się okazja, aby ponownie manipulować ludźmi, wytykać im przynależność związkową, skłócać środowisko, nastawiać jednych przeciwko drugim. Nagradzać pracą tych, którzy są bezkrytyczni, a karać pustymi grafikami surowych recenzentów obecnego zarządu” - mówi OKO.press Monika Żelazik, przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego

“Podejście zarządu od wielu lat jest takie samo – dążą do pozbycia się związków zawodowych przez zmianę formy zatrudnienia” – komentuje jeden z pilotów Polskich Lini Lotniczych.

Pierwsze źródło oszczędności? Pracownicy

Zarząd, którego prezesem jest Rafał Milczarski, tłumacząc się wyrównywaniem strat związanych z koronawirusem, zaczął dążyć do obniżenia pracownikm płac.

Pierwsza propozycja obniżek dla stewardess i pilotów obejmowała okres trzech lat, czyli nieuzasadnienie długi. Stewardessy o najdłuższym stażu pracy miałyby otrzymywać niewiele ponad pensję minimalną, a piloci mieliby zarabiać około 70 proc. mniej niż dotychczas.

Później trzy lata zamieniono na dwa lata, dodano 3 miesiące objęte ochroną z tarczy antykryzysowej, podczas których pensja miałaby być niższa o 20 proc.

“Poprosiliśmy, żeby przez okres tego dwuletniego porozumienia pracodawca nie zwalniał pracowników. Na to firma nie wyraziła zgody. Poprosiliśmy więc, żeby w przypadku zwolnień odprawy były wypłacane według obecnego regulaminu, wynegocjowanego po strajku. Na co znów nie było zgody” – mówi Agnieszka Szelągowska, wiceprzewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego.

Piloci zgodzili się na obniżkę pensji - wielu zwątpiło, że pojawi się lepsza propozycja.

Stewardessy nie podpisały porozumienia, weszły w spór zbiorowy, czyli pierwszy etap prowadzący do ewentualnego strajku.

Pod koniec maja zarząd podjął decyzje o grupowych wypowiedzeniach obniżających wymiar etatu dla pracowników personelu pokładowego o 50 proc. Decyzja była jednostronna.

Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związkowej Alternatywy, młodej federacji związkowej zrzeszającej mi. Związek Personelu Pokładowego i Lotniczego PLL LOT zarzuca zarządowi, że stosując różnego rodzaju podręcznikowe chwyty - wysyłanie licznych maili, wykonywanie telefonów i kontakt z prawnikami - wywołuje presję na stewardessach, żeby te przeszły na porozumienia obniżające wynagrodzenie.

Załoga pełna "przedsiębiorców"

Osoby samozatrudnione, czyli na tzw. kontraktach b2b (business-to-business) korzystały początkowo z pomocy z tarczy antykryzysowej.

Obecnie około 2000 stewardess i pilotów pracuje w ramach jednosobowych działalności gospodarczych, przez co pozbawieni są praw socjalnych i pracowniczych, w tym także prawa do strajku. Skąd tylu samozatrudnionych w PLL LOT?

„Nie widzę w umowach b2b nic hańbiącego. Jestem z nich nawet dumny” – mówił w 2018 roku prezes Milczarski. „Nie jestem wrogiem etatów, ale jestem zwolennikiem tego, żeby ludzie brali sprawy w swoje ręce i mogli się rozwijać” - stwierdził innym razem.

Teraz samozatrudnione stewardessy będą się rozwijać na innych warunkach. Umowa - której nie mogły odrzucić - obejmuje okres 3 lat, a pensum, czyli gwarantowana, minimalna liczba godzin wylatanych w miesiącu, za którą otrzymają wynagrodzenie – tylko 15. Wcześniej wynosiło ono 40 godzin.

Monika Żelazik twierdzi, że dualizm w zatrudnieniu w PLL LOT ma teraz wiele praktycznych konsekwencji.

“Brak kryteriów doboru na loty, to pierwsza prosta do nadużyć i jednocześnie narzędzie, które ma dyscyplinować. Choć wielokrotnie zwracaliśmy na to uwagę, na potrzebę równomiernego rozłożenia pracy, bo od początku roku, nie tylko od pandemii, pracownicy etatowi latają gorzej niż pracownicy zatrudnieni na b2b. Wizerunkowo to bardzo źle świadczy o firmie, tym bardziej teraz, kiedy etatowcy będą zatrudnieni na pół etatu i jako pracownicy państwowej spółki będą sobie musieli dorabiać” – mówi Monika Żelazik, tłumacząc różnicę w traktowaniu osób na kontraktach b2b i pracownikach etatowych.

Według wiceprzewodniczącej związku Agnieszki Szelągowskiej osoby samozatrudnione latają znacznie więcej i wymieniają się między sobą informacjami o wolnych lotach. Sama od 14 kwietnia brała udział w jednym locie.

Zdaniem jednego z pilotów zatrudnionego na b2b wynika to po pierwsze z proporcji – osób samozatrudnionych jest w tym momencie więcej, a po drugie z faktu, że ostatnio latali tylko piloci, którzy mogli też obsługiwać loty cargo. Faktycznie, istnieją grupy, w których wymieniają się informacjami – ale nieobecność w nich osób na etacie ma być związana z tym, że często nie mają one facebooka.

Etatowców i śmieciówkowców może połączyć to, że bez względu na formę zatrudnienia jedno pozstaje bez zmian: zarząd ma się znacznie lepiej od nich. Szelągowska wskazuje, że zarząd nie rezygnuje z własnych wynagrodzeń ani leasingu samochodów, zapowiedział tylko zaprzestanie wypłacania premii.

LOT vol.2

Niepokój pracowników budzi powstanie nowej spółki, zarejestrowanej w KRS-ie 29 maja LOT Polish Airlines S.A. Pojawiają się głosy mówiące o tym, że LOT Polish Airlines powstało w celu przeprowadzenia kontrolowanej upadłości narodowego przewoźnika. W opinii Związkowej Alternatywy Polish Airlines ma LOT zastąpić. W ten sposób pracowników na etacie będzie można zwolnić, i pozostawić jedynie samozatrudnionych.

“Pracownicy czują i słyszą że po 12 lipca – szczególnie jeśli wygra Andrzej Duda (rozmawialiśmy jeszcze przed wyborami - przyp. red.) - prawdopodobnie LOT zostanie zlikwidowany. Według nich możliwy jest także podział spółki – nowy LOT przejmie loty zagraniczne i np. w ramach restrukturyzacji może zwolnić pracowników etatowych” – mówi Szumlewicz. Wg. biura prasowego PGL Spółka LOT Polish Airlines S.A. powstała w ramach porządkowania działalności operacyjnej realizowanej w ramach Polskiej Grupy Lotniczej.

Jacek Sasin w rozmowie z RMF FM stwierdził, że kontrolowana upadłość LOT-u jest możliwa, ale taki scenariusz jest traktowany jako absolutna ostateczność. Zapowiada także rozważenie pomocy publicznej.

Wiceminister infrastruktury Marcin Horała zaprzecza upadłości spółki, ale przyznaje, że powstanie Polish Airlines S.A. może mieć związek z przenoszeniem aktywów, aby „poprawić sytuację firmy”. Unika jednak szczegółowych odpowiedzi, pozostawiając to w gestii zarządu spółki.

Dziel i rządź

Tymczasem dialog społeczny kuleje – związkowcy skarżą się, że na spotkania z nimi wysłani są przedstawiciele niskiego szczebla, w czasie negocjacji nikt z zarządu nie znalazł dla nich czasu.

“Zarząd zaszczyca swoją obecnością tylko osoby zatrudnione na b2b, chcąc doprowadzić do większego rozłamu. Wzmagają się siły antyzwiązkowe, uruchomiono rzesze byłych łamistrajków i udostępniono skrzynkę korporacyjną do siania fermentu i szczucia na związkowców.

W firmie nie ma CRM-u, czyli dobrej komunikacji na pokładzie, ludzie są ze sobą skłóceni. CRM w firmie LOT to była najważniejsza sprawa, priorytetowa. Szkolili nas najbardziej doświadczeni instruktorzy. Uczyli rozbrajać konflikty podczas wykonywania obowiązków służbowych, kultury dialogu, komunikacji z każdym. To zamierzchłe czasy, teraz promowanym narzędziem jest konflikt, co realnie może zagrażać bezpieczeństwu.

Ludzie są zmęczeni tą sytuacją. Mamy próbę sił wynikającą nie tylko z dwóch form zatrudnienia, ale też przynależności związkowej. Pracownicy poza ZZ nie dostają od zarządu żadnych informacji. Raz w miesiącu organizowane jest spotkanie online, ale bez możliwości zadawania pytań na bieżąco” - twierdzi Monika Żelazik.

Według jednego z pracowników zatrudnionych na b2b, zarząd nie poświęca więcej czasu na komunikację z osobami samozatrudnionymi, niż z pracownikami na etacie - większość informacji dociera do nich w pierwszej kolejności z prasy. Potem są one negowane lub potwierdzane na spotkaniach internetowych, które pozwalają na wiele pytań odpowiedzieć wymijająco. Nie zauważa też konfliktów w załogach kokpitowych, choć na pokładzie może to wyglądać inaczej. Przyznaje, że ewentualna niechęć do związków może wynikać z tego, że w momencie negocjowania warunków osoby samozatrudnione były wskazywane jako pierwsze do zwolnienia. I że do czasu strajku, tego konfliktu nie było.

“To, że firma nie komunikuje się z pracownikami, nie mówi, jakie są plany, sprawia, że atmosfera jest tak destruktywna” - mówi Agnieszka Szelągowska.

Podaje przykład tego, jak zarząd starał się nastawić pracowników przeciw związkom:

“Kodeks Pracy przewiduje kilka grup szczególnie chronionych, takich jak osoby w wieku przedemerytalnym, osoby w ciąży, członkowie zarządu związków zawodowych. Tych członków jest pięć osób, a osób w wieku przedemerytalnym – co najmiej setka. Tym osobom można obniżyć etat jednostronnie, ale trzeba wypłacać dodatek wyrównawczy. Pracodawca na telekonferencji z pracownikami zapowiedział, że ze względu na to, że związki zawodowe podjęły decyzję o połowie etatu pod siebie, żeby dostawać pełne wynagrodzenie, to pracodawca nie będzie nikomu, ze względu na sprawiedliwość, wypłacać dodatków”.

Wyniki finansowe, czyli wielka niewiadoma

Zdaniem Piotra Szumlewicza, zła sytuacja finansowa LOT-u jest spowodowana nie tylko pandemią koronawirusa, ale także nieudolnym zarządzaniem i błędnymi decyzjami strategicznymi.

“Pomimo kilku interwencji poselskich, wciąż nie udało się uzyskać ostatnich wyników finansowych LOT-u, ani jasnych wypowiedzi na temat perspektyw spółki i znaczenia Polish Airlines S.A. Związek podjął kroki prawne, żeby takie informacje uzyskać, bo utworzenie nowej spółki może być działaniem na niekorzyść LOT-u i wprowadzać klientów w błąd” - mówi Szumlewicz. Posłami biorącymi udział we wciąż trwających interwencjach byli Dariusz Joński, Maciej Lasek i Paweł Poncyliusz. Spółka cały czas ich zbywa.

Dodatkowo LOT, aby poprawić swoją sytuację finansową, otworzył nowe kierunki wakacyjne, które zazwyczaj są domeną tanich linii lotniczych, takich jak WizzAir.

“Prawdopodobnie straciliśmy pasażerów biznesowych, i teraz będziemy próbować się rozpychać na rynku low-costów. Ale w low-coście zawsze jest ten sam typ samolotu, określone procedury dotyczące bagażu i pasażer porusza się po przewidywalnym terenie. W LOT-cie podstawiane będą różne samoloty, wynika to z różnorodności floty i dostępności na siatce.

Nowe kierunki wakacyjne, których nie było dotychczas w rozkładzie i na których nie lata zbyt wielu pasażerów mogą nas pociągnąć w dół”

- mówi Monika Żelazik.

Dla związkowczyni jest to przykład kolejnej chybionej decyzji zarządu i dowód na jego brak doświadczenia w branży lotniczej. Ale są osoby, które te działania oceniają pozytywnie. Mają nadzieję, że nowe połączenia zapewnią zachowanie zdatności sprzętu do lotu, pozwolą załogom na utrzymanie uprawnień, a firmie pomogą funkcjonować w okresie letnim.

Dlaczego zarząd PLL LOT zgłasza się po pomoc?

W zachowaniu zarządu dziwi fakt, że nie występuje on po pomoc od państwa.

Jednym z warunków jej otrzymania jest publikacja wyników finansowych za 2019 rok.

“Te wyniki miały być opublikowane w czerwcu, ale zostało to przesunięte do września. Prowadzona jest kontrola poselska, ale LOT nie udostępnia żadnych danych. LOT nie odpowiedział praktycznie na żadne pytanie”

– twierdzi Agnieszka Szelągowska.

Na horyzoncie nie pojawia się więc perspektywa otrzymania wsparcia. LOT znajdował się w okresie 10 letniej karencji – w 2012 r. otrzymał 400 mln zł, więc zgodnie z zasadami Unii Europejskiej, o kolejne wsparcie finansowe mógłby się ubiegać dopiero po 10 latach. Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego wystosował pismo do Komisji Europejskiej. W odpowiedzi zadeklarowała ona, że jest możliwa pomoc publiczna dla PLL LOT, bo koronawirus miał wpływ na liberalizację prawa pomocowego. Np. niemiecka Lufthansa dostała od rządu 9 miliardów euro. W zarządzie list, zamiast ulgi związanej z możliwością otrzymania pomocy, wywołał podobno wręcz irytację.

“Jednym z warunków udzielenia zgody na pomoc było przedstawienie wyników za 2019, żeby wykazać że to pandemia pociągnęła firmę w dół” - mówi Żelazik.

Jedyne co pozostaje pracownikom to wierzyć w zapewnienia polityków, że spółka nie upadnie. To jednak umiarkowany powód do optymizmu - zwłaszcza, że autorem takich deklaracji jest Jacek Sasin, polityk znany z tego, że jego twarde deklaracje szybko się dezaktualizują.

Na pytania OKO.press o upublicznienie wyników finansowych i niezwracanie się o pomoc biuro prasowe PLL LOT odpowiada: “LOT sporządzi i zatwierdzi sprawozdanie finansowe zgodnie z terminami podanymi w rozporządzeniu Ministra Finansów z dnia 31 stycznia 2020r. Dopiero po ich zatwierdzeniu będziemy mogli je upublicznić. W chwili obecnej Zarząd pracuje także nad obniżeniem bazy kosztowej m.in. prowadzone są rozmowy z leasingodawcami, ograniczane są inne koszty stałe oraz przygotowywana jest struktura operacyjna i finansowa do tego, by możliwe było skorzystanie z ewentualnej pomocy państwa”.

Żelazik: “Do dziś Zarząd nie wykonał żadnego gestu, który uwiarygodniłby obecny »entuzjazm«, nie wytłumaczył, jaka jest prawdziwa rola nowej spółki, nie prowadzi czytelnej polityki wobec pasażerów, wierzycieli i pracowników.

Mamy prawo podejrzewać, że jest to jednak schyłek naszej firmy”
;

Komentarze