Ukazała się długo oczekiwana książka dr. Adama Puławskiego, historyka zmuszonego do odejścia z IPN, ponieważ wyniki badań autora nie pasowały do polityki historycznej PiS. Książka pokazuje niezwykle przygnębiający obraz postawy polskiego podziemia i rządu RP wobec Żydów w kluczowym momencie Zagłady. OKO.press pisze o niej jako pierwsze w Polsce

Potężna, licząca 850 stron praca naukowa pod długim tytułem „Wobec »niespotykanego w dziejach mordu«. Rząd RP na uchodźstwie, Delegatura Rządu RP na Kraj, AK a eksterminacja ludności żydowskiej od »wielkiej akcji« do powstania w getcie warszawskim” – ukazała się ostatecznie w wydawnictwie Stowarzyszenia Rocznik Chełmski, a nie w IPN, który pierwotnie miał ją wydać.

Za redakcję i druk w części zapłacił autor, w części sfinansowała ją zbiórka czytelników „Gazety Wyborczej”. „Wyborcza” również pisała o sprawie dr. Puławskiego, jego odsunięciu od badań naukowych w IPN i faktycznym zmuszeniu do odejścia z instytutu.

Książka dotyczy spraw dla wiedzy o stosunkach polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej najważniejszych. To niesłychanie drobiazgowa rekonstrukcja tego, co władze polskiego państwa podziemnego, rząd w Londynie oraz Armia Krajowa wiedziały o Zagładzie Żydów i jak na te wiadomości reagowały — w dodatku w kluczowym momencie, w którym Niemcy i ich współpracownicy zamordowali większość polskich Żydów.

Reakcja na Wielką Akcję

Kulminacją Zagłady polskich Żydów była właśnie „Wielka akcja” (Grossaktion Warschau), czyli wywózka 300 tys. Żydów z warszawskiego getta do obozu w Treblince. Od marca 1942 roku do końca 1942 roku hitlerowcy zamordowali w sumie ok. 1,3 mln polskich Żydów w trzech obozach zagłady — Bełżcu, Sobiborze i Treblince.

Eksterminacja zaczęła się wcześniej – latem 1941 roku na ziemiach wschodnich, wcześniej okupowanych przez ZSRR, a w grudniu 1941 roku na ziemiach wcielonych bezpośrednio do Rzeszy (w obozie w Chełmnie nad Nerem). Wymordowanie większości mieszkańców warszawskiego getta było zarówno symbolicznie, jak i realnie ciosem w serce polskiej społeczności żydowskiej.

Puławski śledzi drogi, którymi wiedza o tym, co dzieje się w niemieckim obozie w Treblince, przenikała do polskiego podziemia – a potem za granicę, do Londynu i stolic krajów zachodnich. Pisze także o meldunkach dotyczących postaw polskiej ludności wobec wywózek z getta oraz o dyplomatycznych grach Zagładą.

Bohater Karski nie był pierwszy

Bo też, jak dowiemy się za moment, rząd RP w Londynie próbował wykorzystać napływające z Kraju informacje w swoich dyplomatycznych rozgrywkach. Przy okazji historyk rozwiewa różne mity – w tym mity dotyczące roli Jana Karskiego, o którym do dziś możemy usłyszeć (w tym z ust najwyższych rangą polityków), że „pierwszy poinformował Zachód o Zagładzie”.

Wszystko tu jest nieprawdą, poza faktem, że Karski rzeczywiście wykazał się bohaterstwem przemierzając okupowaną przez Niemców Europę jako kurier. Nie był jednak ani pierwszym, ani tym bardziej jedynym źródłem wiadomości o Zagładzie, a informowanie o niej było trzeciorzędnym celem jego misji.

W dodatku Karski nie przewiózł najprawdopodobniej raportu o Zagładzie, co mu się powszechnie przypisuje — twierdzi Puławski.

Sprawa Karskiego jest jednak drugorzędna wobec tego, co możemy z książki Puławskiego dowiedzieć się o reakcjach polskich władz – ale także społeczeństwa – na Zagładę.

Oczywiście Niemcy nie informowali nikogo, a w szczególności polskiego podziemia, o swoich planach. Skala Zagłady i jej charakter – fakt, że celem miało być wymordowanie Żydów tylko za to, że są Żydami – nie od razu stała się dla Delegatury Rządu na Kraj i Armii Krajowej jasna.

Jeszcze na wiosnę 1942 roku w obliczu nadchodzących z różnych części dawnej II RP informacji sądzono, że Niemcy zamierzają wymordować połowę polskich Żydów i że masakry mają być częścią szerszej fali terroru, wymierzonej także w Polaków.

Fatalny błąd

Bardzo długo polskie państwo podziemne zakładało, że terror ma racjonalny charakter – czyli służy zastraszeniu i podporządkowaniu Niemcom ludności, a nie jest celem samym w sobie. Był to, jak się okazało, fatalny błąd.

Już na początku lata 1942 roku rząd RP w Londynie prowadził akcję protestacyjno-dyplomatyczną na Zachodzie. Nie wzywano jednak do czynnej akcji w Kraju i pisano na ten temat w prasie podziemnej oszczędnie.

Obywatele drugiej kategorii

Tu w grę wchodzą dwa czynniki, o których Puławski pisze obszernie – doraźna polityka oraz uprzedzenia wobec Żydów, których w praktyce traktowano jako obywateli drugiej kategorii. Na przełomie wiosny i lata 1942 roku polskie władze podziemne obawiały się, pisze historyk, wykorzystania akcji odwetowej przez Sowietów „do wywołania powstania powszechnego”.

Puławski pisze, że „czynnikom w kraju” odpowiadała taka forma reakcji.

Polska opinia publiczna poprzez prasę konspiracyjną otrzymała zaś sugestię, że władze RP domagają się odwetu tylko za zbrodnie popełnione na ludności polskiej.

Straszne? Dziś może wydawać się straszne, ale my wiemy, co się wydarzyło dalej – i nie wychowaliśmy się w nasyconym antysemickimi uprzedzeniami klimacie przedwojennej Polski. Wiemy, że Hitler dążył do wymordowania wszystkich Żydów – co wówczas wydawało się zarówno nieracjonalne, jak i niewyobrażalne.

Dziś też często Zagłada uważana jest za wydarzenie symboliczne i wyjątkowe, a wówczas postrzegano ją często jako jedną z wielu zbrodni okupanta – może o skali większej od pozostałych, ale także popełnioną na ludziach, których wielu Polaków nie uważało za pełnowartościowych współobywateli.

Puławski jest niesłychanie, obsesyjnie wręcz, drobiazgowy (stąd te 850 stron). Można mieć wrażenie, że omawia każdy dokument i każdą depeszę, pedantycznie rekonstruując np. drogi poszczególnych podziemnych kurierów jadących z okupowanej Polski na Zachód oraz zawartość przewożonej przez nich poczty.

Kurier Napoleon Segieda

Pierwszym świadkiem najważniejszego etapu Zagłady, warto tutaj nadmienić, który dotarł na Zachód, wcale nie był Karski. Pojedynczy uciekinierzy z getta (z Warszawy i ze Lwowa) trafili do Szwajcarii już na początku lipca 1942 roku.

W raportach wysyłanych zarówno przez polskich dyplomatów, jak i przedstawicieli organizacji żydowskich pierwsze doniesienia pojawiły się w połowie sierpnia. Bardziej kompletnych informacji dostarczył niedługo później kurier Napoleon Segieda, który m.in. od wiosny do lata 1942 roku przebywał w mieście Oświęcim zbierając informacje o Auschwitz, a 8 sierpnia 1942 roku opuścił Warszawę.

Droga do Szwajcarii – przez Kraków i Wiedeń – zajęła mu 5 dni. Na początku września raporty powstałe na podstawie doniesień Segiedy – który nie wiedział wszystkiego, ale wiedział wystarczająco wiele – krążyły już wśród ważnych osobistości świata alianckiego w Wielkiej Brytanii oraz USA.

Od końca lipca do Londynu docierały także depesze Stefana Korbońskiego, polityka ruchu ludowego, kierownika Walki Cywilnej AK. W depeszy Korbońskiego z 11 sierpnia, która miała cztery zdania, dwa poświęcono zasłużonym Polakom zamordowanym przez Niemców, jedno wywożonym z getta Żydom (”na rzeź” 7 tys. dziennie) oraz jedno samobójstwu przewodniczącego gminy żydowskiej Adama Czerniakowa.

Późniejsze raporty były już znacznie bardziej szczegółowe: pisano o mordowaniu starych i chorych na cmentarzu żydowskim, o wywożeniu pracowników zakładów i warsztatów (którym wydawało się, że ich „papiery” dają im ochronę), o wywózce dzieci z sierocińców i samego dr. Janusza Korczaka.

Pojawiały się doniesienia o policjantach żydowskich prowadzących na śmierć najbliższych oraz mordowaniu nawet tych Żydów, którzy wcześniej współpracowali z Niemcami „i robili na tym grube majątki” – jak pisał jeden z raportów.

Liczbę wywożonych z getta do Treblinki Żydów szacowano na tysiące osób dziennie. Podziemie polskie wiedziało więc dużo, m.in. dzięki raportom informatora z szeregów „granatowej policji”.

„Wywóz Żydów nie ustawał”

Przygnębiający wydaje się dzisiaj także sposób relacjonowania likwidacji getta warszawskiego przez prasę podziemną. ”Biuletyn Informacyjny” – najważniejsze pismo podziemne, reprezentujące dowództwo Armii Krajowej – zawierało krótkie informacje o zbrodni, redagowane w sposób nie pozbawiony empatii. Np. w nr 32 z 13 sierpnia – w dziale „Warszawa” – zamieszczono notkę, którą warto zacytować (za Puławskim) w całości:

”W tygodniu ubiegłym wywóz Żydów z getta warszawskiego nie ustawał. Największe nasilenie transportów miało miejsce w piątek 7 i 8 bm., w których to dniach wywożono z getta po 10 do 15 tysięcy ludzi. Sadystyczne okrucieństwo towarzyszące formowaniu transportów nie ulegało najmniejszemu choćby złagodzeniu.

Trwa nadal strzelanie do nielicznych ludzi na ulicach getta, które są prawie doszczętnie wyludnione i robią niesamowite wrażenie. Liczba samobójstw i wypadków obłędu rośnie. Na tle ogólnej bierności zdarzają się wypadki biernego oporu, wyrażającego się barykadowaniem bram domów i wejść do mieszkań. Liczbę wywiezionych – co do losu których brak nadal w pełni wiarygodnych informacji – ocenia się na 120 do 150 tysięcy”.

Tylko tyle napisano! Jak widać, autor tej notatki przejmuje się nieco losem Żydów – pisze o “sadystycznym okrucieństwie” Niemców – ale równocześnie jednak zbrodni nie poświęca się w piśmie zbyt wiele miejsca. Dziś może się to wydawać świadectwem trudnej do pojęcia obojętności.

Polskie kobiety czy Żydzi

O wspólnocie obywatelskiej Polaków i Żydów pisano, ale rzadko i zdawkowo, podkreślając równocześnie często współudział instytucji żydowskich założonych przez okupanta w zbrodni. Władze w Londynie natomiast opóźniały z różnych taktycznych powodów nagłośnienie w Wielkiej Brytanii i USA informacji o tym, co się działo w getcie – m.in. dlatego, jak przypuszcza Puławski, że mogłoby to “przykryć” prowadzoną latem kampanię propagandową pokazującą na Zachodzie los prześladowanych przez okupanta kobiet polskich. Miały też kilka innych równie mało ważnych z dzisiejszej perspektywy powodów.

Obojętność

W sumie małostkowość i bezduszność władz polskich, które zostały tak szczegółowo opisane w książce dr. Puławskiego, robią wrażenie niezwykle ponure. Polskie podziemie jawi się w niej jako żywiące wobec Zagłady w najlepszym razie empatię z dystansu, a w najgorszym – obojętność.

Nie ma więc nic zaskakującego w tym, że IPN nie chciał wydrukować książki Puławskiego. Jawną misją IPN jest wybielanie w oczach opinii publicznej w Polsce i za granicą postaw Polaków wobec Żydów w czasie wojny, które – zdaniem historyków-urzędników z IPN oraz rządu PiS – są przedstawiane w złym świetle przez naukowców m.in. z Centrum Badań nad Zagładą czy prof. Jana Grabowskiego z Ottawy.

IPN zacznie niedługo wydawać nawet pismo poświęcone tej tematyce – po polsku i po angielsku – a na początku lutego opublikował pierwszą z cyklu krytycznych recenzji wielkiego dzieła “Dalej jest noc”, wydanego rok wcześniej przez Centrum. Do takiej kampanii książka dr. Puławskiego oczywiście nie mogła pasować.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press