Gdy 8 marca, w rocznicę wydarzeń marca 1968 roku, na Uniwersytecie Warszawskim przemawiał prezydent Duda, stali z transparentem: „Paragrafami prawdy nie da się zabić”. Kilka dni wcześniej blokowali przemarsz ONR, a w Czarny Piątek siedzieli pod drzwiami warszawskiej kurii - przeciwko ustawie antyaborcyjnej. Studenci z Komitetu Antyfaszystowskiego

Kończył się listopad 2017, a echo Marszu Niepodległości wciąż niosło się po korytarzach Uniwersytetu Warszawskiego. Sebastian, student pierwszego roku Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych, wychodzi w trakcie wykładu z epistemologii na papierosa.

Na drewnianej ławce na głównym kampusie UW leżą ulotki faszyzującej grupy „Szturm” – nie pierwszy raz na terenie Uniwersytetu. „A na ulotkach salut rzymski i Mussolini” – mówi Sebastian. Złapał ulotki, wrócił do sali wykładowej i zagadnął kolegę: „Trzeba coś przedsięwziąć. Może jakiś komitecik?”.

Wieść rozchodzi się na Facebooku. Tak do Komitetu trafiła Marianna, też z pierwszego roku MISH. Przeczytała o antyfaszystach u znajomego na profilu. „Po 11 listopada wiadomo jakie były nastroje. Byliśmy przerażeni. Czułam bezradność, że neonaziści wychodzą na ulice i nikomu to nie przeszkadza” – wspomina.

Nie po drodze ze skrajną prawicą miał też Kuba, student III roku fizyki na UW. „Znałem się z Sebastianem od marca zeszłego roku. Ścieraliśmy się pod Teatrem Powszechnym z oenerowcami, kiedy blokowali pokazy »Klątwy«” – mówi.

Spotkanie Komitetu Antyfaszystowskiego. Fot. Paulina Komarowa

Komitet spotyka się regularnie, przynajmniej dwa razy w miesiącu. Gdy trzeba, w 29-metrowym mieszkaniu Sebastiana, u którego widują się najczęściej, może pomieścić się nawet 30 osób. Każdy siada, gdzie może. Jest przewodniczący zgromadzenia, agenda spotkania i głosowania. Przede wszystkim: dyskusje do późnych godzin nocnych.

„Jesteśmy do bólu demokratyczni” – chwali się Sebastian.

Widują się częściej, gdy trzeba szybko reagować. Wtedy spotyka się kilkuosobowy trzon Komitetu – tak jak przy Czarnym Proteście czy w Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Potem, razem z sympatykami z filozofii, medycyny, socjologii, fizyki, prawa i filologii polskiej, wyciągają transparenty, blokują marsze, skandują pod oknami Kurii.

Trzeba coś robić, bo mizeria

„Nastroje były takie, że trzeba coś zrobić, bo jest mizeria” – mówi Sebastian, który buntuje się nie od dziś. Zasłynął, gdy przed rokiem odmówił przyjęcia dyplomu olimpiady filozoficznej z rąk Hanny Gronkiewicz-Waltz. „Prezydent odmówiła patronatu nad Paradą Równości. Ja muszę odmówić przyjęcia nagrody” – mówił podczas gali wręczenia nagród dla laureatów olimpiady.

„Zrobił na mnie wrażenie” – przyznaje Marianna, która mówi o sobie, że jest lewicowa i ta lewicowość w końcu musiała wyjść.

Czym dla niej jest lewicowość? „Dążenie do wolności, empatia, współczucie, nauka. Nauka zawsze potrzebuje nowej idei, która mogłaby konkurować z tym, co stare i stworzyć coś nowego. Lewica to postęp” – tłumaczy Marianna.

Spotkanie Komitetu Antyfaszystowskiego. Fot. Paulina Komarowa

Spotykamy się w kampusie UW przy Krakowskim Przedmieściu. Marianna skończyła właśnie zajęcia. Stara się opuszczać ich jak najmniej. „Nie lubię kiedy tyle sił marnowanych jest na demonstracje, a nie naukę. Nie lubię kiedy to musi kolidować. Potem nas zamkną i co z tego będzie?”- zastanawia się, gdy spacerujemy w kierunku Starej Biblioteki UW, w centralnej części kampusu.

A to nie o to chodzi? Żeby zamknęli? „Ja w ogóle nie uznaję konfrontacji i przemocy. Ktoś mógłby powiedzieć, że jestem lękliwą kobietą, a oni są facetami i muszą się wyżyć. Ale może to tylko stereotypy? Siłą naszego Komitetu jest różnorodność. Jak nie chcesz protestować – nie musisz” – mówi z dumą Marianna.

Sebastian nosi okulary i kaszkiet. Do tego szerokie spodnie w kratę, kamizelka, sweter w serek i skarpety w grochy. Spotykamy się w kawiarni „Amatorska” na Nowym Świecie. „Raczej nietypowe miejsce jak na studenta” – uśmiecha się Sebastian. Rzeczywiście – klientela i wystrój jakby wyjęte z PRL: boazeria, ciężkie zasłony i zgrane przeboje z radia.

Sebastian skręca papierosa i peroruje: „Wchodzisz na te studia, jak do fabryki – robisz swoje i wychodzisz do domu. Traktujesz to jako konieczność, do odbębnienia – dostać papier i do pracy”.

Zanim z Komitetem wyszli do ludzi i zorganizowali konferencję prasową, był e-mail do rektora UW, prof. Marcina Pałysa. „O pierwsze spotkanie z rektorem prosiłem, a nawet żądałem go, kiedy znalazłem ulotki” – mówi Sebastian.

Rektor nie reagował, Sebastian napisał więc na Facebooku, że rektor ma lepsze rzeczy do robienia niż walka z faszyzmem. „Tego samego dnia dostałem od profesora Pałysa telefon. Zgodził się, że nie ma przyzwolenia na faszyzm, a sprawą ulotek powinna zająć się prokuratura. Umówiliśmy się na spotkanie” – wspomina Sebastian.

Marianna, Sebastian i Kuba. Fot. Paulina Komarowa

Do Pałacu Kazimierzowskiego, gdzie urzęduje rektor, Sebastian poszedł z Marianną. „Mówił przede wszystkim prof. Pałys. Odniosłam wrażenie, że rektor jest z nami. Na koniec spotkania dostaliśmy książkę. O strajkach w czasie stanu wojennego” – mówi Marianna. „Chcieliśmy spotkać się z rektorem i przekazać, że powstajemy” – dodaje Sebastian.

28 listopada 2017 roku studenci na konferencji prasowej mówili: „Chcemy pokazać, że na uniwersytecie są grupy studentek i studentów, które jednoznacznie sprzeciwiają się przejawom faszyzmu w naszym kraju i na terenie uczelni”.

W międzyczasie było pierwsze spotkanie dla sympatyków. Wzięli salę na jednym z wydziałów, przyszło 40 osób. Każdy opowiedział coś o sobie. „Byłam przekonana, że wszyscy będą z partii Razem. Było jednak sporo osób, które wcześniej się nie angażowały – takich jak ja” – wspomina Marianna.

Potem już poszło:

  • 12 grudnia – protest studentek i studentów w obronie sądów,
  • 13 stycznia – protest pod Sejmem razem z inicjatywą „Ratujmy Kobiety”,
  • 1 marca – blokada w Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych,
  • 17 marca – marsz antyrasistowski,
  • 21 marca – studencki strajk ostrzegawczy przed Czarnym Piątkiem pod drzwiami Kurii Metropolitalnej w Warszawie
  • i 23 marca – Czarny Piątek.

Strajk ostrzegawczy był ich najgłośniejszą i najbardziej spektakularną akcją. Trafili na czołówki prawicowych portali, zagotowały się media społecznościowe. „Nie ma spraw ważniejszych od tego, żeby nie było przemocy w przestrzeni publicznej. W minioną środę, na strajku, poczuliśmy potencjał wspólnoto twórczy. Spontanicznie poszliśmy pod Kurię, trzymaliśmy się za ręce, było kolorowo. Zupełnie inna jakość protestu – kolorowa, różna, studencka” – mówi Sebastian.

Sebastian: „Przyjaźń jest kluczowym pojęciem w zmienianiu tego świata”. Fot. Paulina Komarowa

Tematyka protestów Komitetu ewoluowała. Od początku nie podobał im się faszyzm, teraz poszli dalej i protestują przeciwko ustawie antyaborcyjnej. Co łączy te dwie sprawy? „Można interpretować pojęcie faszyzmu dość wąsko i powiedzieć, że faszyści to tylko ci, co szli za Mussolinim. Ale w faszyzmie jest jednak pewna bardziej fundamentalna idea. Chodzi o kult siły, pogardę dla słabszych i deptanie praw człowieka” – tłumaczy Kuba, ważąc każde słowo.

„Prawo do samostanowienia jest fundamentalnym prawem człowieka i w ten sposób można stwierdzić, że ustawa zakazująca aborcji, to niejako łamanie praw człowieka. Obowiązkiem antyfaszystów jest stawać po stronie słabszych i grup marginalizowanych. To nasza podstawowa idea. Więc jeśli łamane są prawa kobiet, musimy stanąć po stronie kobiet” – kończy wywód.

Postmodernizm wszedł za mocno

„Przyjaźń jest kluczowym pojęciem w zmienianiu tego świata. Jest tą relacją, która od dwudziestu kilku lat jest nieobecna w dyskursie i praktyce. A to ona rozpierdoli ten system. Wystarczy, że zaczniemy się przyjaźnić” – mówi Sebastian, święcie o tym przekonany.

Marianna: „Koledzy ze studiów trochę się ze mnie śmieją. Że tak biegam ciągle. Ale mamy takie powiedzenie na tych, którzy marudzą i nie chcą się angażować: »Postmodernizm wszedł za mocno«. Bo postmodernizm jest cyniczny i zakłada, że nic nie można zmienić. To prawda, żyjemy trochę w takim świecie, który jest bardzo cyniczny i ironiczny wobec idei, na które się powołujemy”.

Marianna: „Żyjemy w świecie, który jest bardzo cyniczny i ironiczny wobec idei, na które się powołujemy”. Fot. Paulina Komarowa

Czyli antyfaszyzm stał się sposobem na spędzanie wolnego czasu? „Takim stylem życia można nawet powiedzieć” – uśmiecha się Kuba i pokazuje mi swój tatuaż na lewym przedramieniu.

Trzy strzały skierowane w dół – symbol Żelaznego Frontu, koalicji, która w republice weimarskiej sprzeciwiała się wrogom demokracji: faszyzmowi państwowemu, komunizmowi i monarchii.

Komitet Antyfaszystowski zapożyczył symbol Frontu do swojego logo. U Kuby strzały wpisane są we wzór atomu. „To mój osobisty dodatek” – tłumaczy Kuba.

Często słyszy na uczelni: popieram was, fajnie, że to robicie, ale ja biegnę na zajęcia do laboratorium. Albo pytania: o co wam właściwie chodzi? „Kiedy szykowaliśmy się do marszu antyrasistowskiego 17 marca, przyniosłem na wydział ulotki. I tego samego dnia kolega z roku wrzucił na Facebooka ich zdjęcie i zapytał czy coś go ominęło i gdzie jest ten rasizm i faszyzm przeciwko któremu maszerujemy?” – opowiada Kuba.

Pytam Mariannę, czy dla studentów polityka jest ważna? „Dla innych nie jest to takie ważne. Uważają, że niczego nie zmienią. I to już tak im weszło w krew, że przychodzą na Czarny Protest z przekonaniem, że to i tak nic nie da. Większość studentów, wydaje mi się, obiera taktykę na zamknięcie się w książkach i swoich mediach społecznościowych wobec tej beznadziei, która leje się z mediów publicznych i z Sejmu. Pewnie mi też żyłoby się łatwiej, gdybym potrafiła zamknąć oczy na to, co się dzieje wokół. Ale nie potrafię” – mówi Marianna.

Nic nie musisz, wszystko możesz

Po demonstracjach chodzą razem na piwo, na kawę, czytają razem wiersze. „Przyjaźnimy się” – mówią zgodnie. Przed spotkaniami rozdają teksty do przeczytania, potem o nich dyskutują.

Co o ich zaangażowaniu sądzą ich bliscy? Nie przekonują, że nie warto? „Mówili, ale nie muszę ich słuchać” – odpowiada hardo Kuba.

Nie boją się uczelnianej komisji dyscyplinarnej? „Nie myślałem o tym do tej pory, chociaż ostatnio trochę o tym rozmawialiśmy. Ze strony UW byłoby to teraz bardzo słabe zagranie wizerunkowo, bo narracja o porównaniu obecnej sytuacji z marcem ’68 się pojawia i to nie z naszych ust. Myślę, że Uniwersytet nie chciałby budować takich skojarzeń” – przekonuje student fizyki.

Kuba: „Antyfaszyzm stał się naszym stylem życia”. Fot. Paulina Komarowa

Pytam Sebastiana, co powiedziałby studentom, którzy boją się do nich dołączyć?„Zapytałbym, a czego się boicie?” – uśmiecha się młody filozof.

„Antyfaszyzm jest inkluzywny, włączający. Jak nas pozamykają w więzieniach, będziemy tam wspólnie. Przez bycie wspólnie sobie pomagamy” – tłumaczy.

Dostali kiedyś za antyfaszyzm? „Kilku przyjaciołom zdarzyło się spotkanie ze szturmowcami w barze Piotruś na Nowym Świecie. Doszło do rękoczynów, zaczepek słownych. Działając w tym środowisku wszyscy liczymy się z ryzykiem” – mówi Kuba.

Sebastian: „Stwarzamy swoją wizję świata, bo możemy. A dlaczego to robię? Obowiązek? Powinność? Chodzi o kulturę, żeby zmieniać świat właśnie przez demonstrowanie.

Tylko babcia się o mnie martwi, a rodzice czasami mówią – synu, dlaczego akurat ty? No cóż, nie, nie tylko ja, mnóstwo osób. A ja, bo uważam to za ważne. To nie jest miejsce dla bohaterów, to miejsce dla wszystkich”.

Marianna: „Teraz mam takie wrażenie, że mogę naprawdę coś zrobić, w grupie. I to jest bezcenne. Całe swoje życie czułam się bezradna. U mnie w domu mówiło się – możesz mieć swoje zdanie, być wykształcona i inteligentna, ale jak chcą to i tak władza zrobi po swojemu. A bezradność prowadzi do beznadziei”.


Współzałożyciel Koła Naukowego Dziennikarstwa Śledczego Uniwersytetu Warszawskiego oraz studenckiego bloga dziennikarskiego Wariograf.org. W 2016 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii „News”. Laureat konkursu reporterskiego „Widoki” w kategorii reportaż społeczny i polityczny. Współpracuje z Fundacją Reporterów.


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym