„Ksiądz patrzył jak urzeczony. Nikt dotąd mnie tak nie słuchał! Zaczął się przysuwać. Musiałem się zerwać. Coś mamrotał, chciał mnie pocałować. Nigdy wcześniej nikogo nie uderzyłem. W ogóle się nie nie biłem jako chłopak” - Artur Włodarski był wtedy w 6. klasie. Twierdzi, że księdza wiele lat później zabiła inna ofiara molestowana przez niego

„Mój świat runął. Nigdy nikogo nie uderzyłem. I nagle – księdza! W umyśle 12-latka i w czasach PRL-u, gdzie Kościół był prawdą i dobrem, uderzyć księdza to prawie jak zamachnąć się na Boga. Po tym wszystkim przestałem chodzić do kościoła. Ale gdyby to ode mnie zależało, to dzieci chodziłyby na religię, najlepiej do parafii. Dzieci dobrze czują się w świecie prostych reguł, kiedy dokładnie wiadomo, co jest dobre a co złe. Oczywiście, gdyby były bezpieczne” – mówi OKO.press Artur Włodarski, znany dziennikarz naukowy i motoryzacyjny*.

Na FB opisał 14 maja 2019 jak uratował się przed atakiem księdza pedofila. Ten wpis podbija internet. OKO.press cytuje wpis i rozmawia o tym dziecięcym doświadczeniu.

Piotr Pacewicz, OKO.press: Na FB opisałeś, jak ksiądz katecheta próbował cię molestować. Miałeś wtedy…

Artur Włodarski: 12, może 13 lat. Byłem w siódmej klasie.

Zacytujemy ten wpis, widać, że pisze fachowiec, dziennikarz.

(wpis z FB) „Nawet go lubiłem. Młody, drobny, zawsze uśmiechnięty, miał dla nas czas. Stawał w drzwiach, gdy kończyła się religia i zagadywał. Zwłaszcza chłopców. – No i jak ci poszła ta kartkówka? – spytał raz łagodnie gładząc moje ramię. Byłem zdumiony, że pamięta. I wniebowzięty, gdy miesiąc później zaprosił mnie do siebie. Znienacka przy spowiedzi. Tuż po wieczornej mszy.
Nie mogłem się doczekać. I min rodziców, gdy im opowiem! Dopiero co przeprowadziliśmy się na Jelonki. Nikogo tu nie znałem, bo do szkoły – 70. – wciąż jeździłem na Bruna. A tu taki zaszczyt!

Ksiądz na mnie czekał. Zdążył się przebrać, zrobić herbatę, włączyć muzykę („Anna German – ma taki anielski głos…”). Powiedział, żebym usiadł na sofie, a on dokroi ciasta. Przyszedł i usiadł… koło mnie. Dziwne, bo sofa mała, a obok dwa fotele. Mimo to zacząłem opowiadać mu książkę „Historia odkryć i wynalazków”, jak to sobie obmyśliłem w kościele. Patrzył jak urzeczony. Nikt dotąd mnie tak nie słuchał! Aż nagle mówi: „Jaki masz piękny nos!”. I zaczął się przysuwać. Zatkało mnie. Byłem zdezorientowany i rozczarowany. Że jednak nie słucha. Coś jeszcze próbowałem mówić, lecz…

Dotąd pamiętam wszystko jak w filmie. Odtąd – tylko migawki.
◾ Scena pierwsza: stoimy. Musiałem się zerwać, a on próbował mnie objąć. Coś mamrotał i chciał pocałować.
◾ Scena druga: ksiądz leży na podłodze, trzyma się za szczękę. Zdumiony, okrągłe oczy. Stół przewrócony, wszystko rozlane, rozsypane.
◾ Scena trzecia: „Coś się stało? Wszystko w porządku?” – jakaś kobieta szarpie mnie za ramię… na Nowym Świecie.
Nie ma pojęcia jak tam dotarłem. Chyba biegłem.
◾ Scena czwarta: wchodzę do domu. Ojciec w łazience, szykuje się do pracy. Kładę się, ale nie mogę spać.
Jak mógł! Jak ja mogłem!
Mój świat runął. Nigdy nikogo nie uderzyłem. I nagle – księdza! W umyśle 12-latka i w czasach PRL, gdzie Kościół był prawdą i dobrem, uderzyć księdza to prawie jak zamachnąć się na Boga”.

Jak to możliwe, że użyłeś przemocy wobec księdza? Dziś jesteś potężnym mężczyzną, już wtedy byłeś mocny?

On był drobny, a u mnie zadziałał impuls. Sam się zdziwiłem, że go uderzyłem. Nigdy wcześniej nikogo nie uderzyłem. W ogóle się nie biłem jako chłopak, ale tak, byłem wysoki, mocny. Nie wiem nawet, czy go uderzyłem, czy tylko odepchnąłem. Pamiętam, jak trzyma się za głowę i patrzy na mnie zdumiony. Strasznie się przeraziłem tym, co zrobiłem. Ten strach mam gdzieś z tyłu głowy do dziś.

Z tekstów o kościelnej pedofilii – choćby z ostatniego w jej życiu reportażu Bożeny Aksamit „Tajemnica Św. Brygidy” – widać, że księża wybierali na ofiary na ogół dzieci z biednych domów, słabsze, zahukane.

On nie wiedział z jakiego domu jestem. Wiedział, że jestem na religii nowy, obcy, że nie mam kolegów. Mieszkałem na Jelonkach, ale do szkoły jeździłem na Mokotów. Na religię już mi się nie chciało, więc chodziłem na miejscu, do swojej parafii, prawie nikogo nie znałem.

Uczyliśmy się w takich kontenerach za kościołem przy ul. Słomki. Może ksiądz Janusz sądził, że nie znam opinii, które o nim krążyły.

I miał rację, nie znałem tych plotek. Łatwiejsza ofiara –  ktoś tak skomentował na FB.

Nie pamiętam innego przykładu, gdy dziecko używa siły w samoobronie przeciwko księdzu.

Też nie znam takiego przykładu. Ale nie mówiłem o tym nikomu, nie miałem się czym chwalić. Zamachnąć się na księdza nie było chwalebne i nie jest. Miałem szczęście, że on nie był silniejszy.

Jesteś osobą wierzącą?

Wtedy oczywiście byłem. Po tym wszystkim oddzieliłem księży od Boga i religię od lekcji religii. To było bolesne odkrycie wieku dorastania, że ludzie potrafią być tak źli i że nie są tacy, na jakich wyglądają. Do dziś nie chodzę do kościoła, choć nie określiłbym siebie jako ateistę.

Ale gdyby to ode mnie zależało, to dzieci chodziłyby na religię, najlepiej do parafii. Uważam, że to jest o tyle dobre, że dzieci dobrze czują się w świecie prostych reguł, kiedy dokładnie wiadomo, co jest dobre, a co złe.

Oczywiście, gdyby były bezpieczne.

Piszesz na FB, że zachowałeś to zdarzenie w tajemnicy.

(wpis z FB) „Powiedzieć rodzicom? Nie. Nie uwierzyliby. Sam nie mogłem uwierzyć. I sam z tym zostałem. Nawet gdy się wydało, że nie chodzę na religię (inny ksiądz wsypał mnie na kolędzie) nie powiedziałem nic. „Pomyślą, że jesteś dzieckiem milicjanta” – martwił się tata. Fakt. Chodzili prawie wszyscy. Ja – już nigdy.

Dopiero po dwóch latach ośmieliłem się zagadnąć kolegę z osiedla.
– Znasz księdza Kremera?
– Tego pedała? No pewnie!
Nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę.
– To ty wiesz?
Śmiech. – Człowieku, wszyscy wiedzą!”.

Uprzedziłeś rodziców, że to wszystko opiszesz na FB?

Powiedziałem im parę lat temu.

Długo nie chciałem burzyć ich spokoju, budzić poniewczasie poczucia winy.

Przyjęli do wiadomości, nareszcie ułożyło im się w głowie, dlaczego przestałem chodzić na religię bez wyjaśnienia.

(wpis z FB) „Ksiądz Janusz K. jeszcze dwa lata nauczał religii w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego. Ale ulżyło mi, że WSZYSCY WIEDZĄ. Że nie tylko ja znam jego tajemnicę (wcześniej nie miałem pojęcia, że są dorośli, którzy lubią z dziećmi). A jeszcze bardziej gdy się dowiedziałem, że K. przeniesiono. Wyobraziłem sobie, że za karę. Że jakieś mądrzejsze dziecko powiedziało mądrzejszym rodzicom, że go w końcu zdegradowano i słuch po nim zaginie.

Myliłem się. Ksiądz obskoczył jeszcze sześć parafii. I nawet awansował z wikariusza na proboszcza”.

Skąd wiesz?

Sprawdziłem na stronach parafii. Może nawet odsetek pedofilów wśród księży jest podobny, jak w innych grupach, ale problem w tym, że w tej instytucji są bardziej bezkarni.

Jak się robi gęsta atmosfera, to lądują w innej parafii, czasem na drugim końcu Polski, jak żołnierze przerzucani z jednostki do jednostki. I mają już czystą kartę.

W dalszej, wstrząsającej części wpisu stwierdzasz, że księdza spotkała kara.

(wpis z FB) „A jednak – spotkała go kara. Ze strony kościoła? Nie. Ofiary. Nie wiem, co Kremer musiał zrobić temu chłopcu, skoro jako dorosły facet, głowa rodziny, inżynier z dwójką dzieci – odszukał go i zabił. Co ten ktoś musiał przeżywać, że zdecydował się wywrócić swoje – udane wydawałoby się – życie.

I – straszne jest, co teraz piszę, ale prawdziwe – to jedyny morderca, któremu współczuję. Bo wiem, że zabił księdza z bezsilności. Gdyby kościół choćby w połowie czynił to, co głosi, Kremer siedziałby w więzieniu. On i każdy inny pedofil w sutannie. A nie był żegnany słowami: „Takim był kapłanem, jakim był człowiekiem – dobrym skromnym i cichym”.

Skąd o tym wiesz?

Z 10 lat temu przeczytałem artykuł w „Dużym Formacie” [reporterski dodatek „Wyborczej” – red.], że księdza Janusza spotkała kara i to najwyższa i że wymierzyła ją jedna z jego ofiar. Dorosła osoba, której życie wygląda na udane.

Ale czy to na pewno ten sam ksiądz?

Przypuszczenie graniczące z pewnością. Wszystko się zgadza. Wygląd, wiek, parafia, czas, kiedy to się działo, sposób postępowania. To, że potem go przeniesiono. Zgadzają się także inicjały.

Czy kiedykolwiek opowiadałeś publicznie o tym, co cię spotkało?

Tylko paru najbliższym osobom z przyjaciół i rodziny.

(wpis z FB) „Nie chciałem o tym pisać. Było minęło. Ale wczoraj widząc krasne lico arcybiskupa Głódzia, uosabiającego wszystko to, co w Kościele najgorsze, nie zdzierżyłem. Tacy jak on ciągną go na dno. Jeśli się nie pozbędzie tych arcydrani – zatonie”.

Na pytanie, czy oglądał film Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu” abp Głódź odpowiedział: „Nie oglądam byle czego”. Dodał, żeby go nie prowokować, bo nie jest naiwny i idzie się modlić.

Tę scenę powtarzali kilkakrotnie w TVN, widziałem też mema w OKO.press. To taki brak dobrej woli, by jakoś wytłumaczyć to wszystko, uleczyć, choćby zrozumieć ofiary, pomóc im. Miałem wrażenie, że arcybiskup jest poirytowany, że media coś od niego chcą.

Ja się jakoś obroniłem, ale dziesiątki, może setki tysięcy dzieci – dziś często dorosłe – latami noszą traumę, która wlecze się za nimi całe życie.

*Artur Włodarski jest freelancerem, współpracuje z „Wyborczą”, gdzie od 1995 roku pracował pisząc i redagując teksty m.in. o nauce i motoryzacji. Dwukrotny laureat Grand Pressa w kategoriach dziennikarstwo specjalistyczne, współautor książek „Gen ciekawości” i „Biblia dziennikarstwa” (Znak).

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press