Ministerstwo Rozwoju zdecydowało o unieważnieniu przetargu na zakup pięćdziesięciu śmigłowców wielozadaniowych Caracal. Krytykując tę decyzję, Tomasz Siemoniak (PO) dobrze dobrał argumenty. PiS ma w tym sporze swoje racje, ale wicepremier wskazał wszystkie kluczowe wady decyzji rządu: ryzyko uziemienia polskiej armii, kontekst polityczny i pieniądze

O potrzebie wymiany wysłużonych, radzieckich Mi-8, Mi-14 i Mi-17 (produkowanych w latach ’70 i ’80 XX wieku) na nowoczesny sprzęt mówiło się od lat. Teraz jednak jest to konieczność, ponieważ między 2017 a 2019 roku z użytkowania trzeba wycofać 16 śmigłowców Mi-8T, a do 2025 roku kolejne dwadzieścia śmigłowców Mi-17.

Dalsze użytkowanie tych śmigłowców właściwie nie wchodzi w grę – mają one często już ponad 40 lat i przeprowadzono w nich po trzy remonty generalne, choć według producenta tę procedurę przeprowadzić można dwukrotnie.

Rezygnacja z podpisania umowy  na śmigłowce Caracal stała się przyczyną ostrej krytyki Prawa i Sprawiedliwości ze strony Tomasza Siemoniaka, byłego wicepremiera i ministra obrony narodowej w rządach Platformy Obywatelskiej, za którego czasów przygotowano i rozstrzygnięto przetarg na śmigłowiec wielozadaniowy.

PiS może nie zdążyć z nowym przetargiem


Po prostu wojsko nie dostanie w ciągu najbliższych lat śmigłowców [wielozadaniowych], bo sprawa jest piekielnie skomplikowana.

Tomasz Siemoniak, Gość Radia ZET - 05/10/2016

fot. Radio ZET


blisko prawdy. Bardzo prawdopodobne. Platformie ta procedura zajęła ponad trzy lata.


Przetarg na śmigłowce wielozadaniowe – wówczas 26 sztuk – został rozpisany w marcu 2012 roku. W lutym 2013 liczbę śmigłowców podniesiono do 70 sztuk. W lipcu 2013 przyjęto zgłoszenie do negocjacji technicznych trzech producentów – Sikorsky (S-70i „BlackHawk”), AgustaWestland (AW149) oraz Eurocopter (H225M Caracal). Potem dwukrotnie przesuwano – na prośbę producentów śmigłowców – termin złożenia ofert

Dopiero w kwietniu 2015 roku prezydent Bronisław Komorowski ogłosił, że wymagania pozwalające na przystąpienie do testów spełnił śmigłowiec H225M Caracal. Oznaczało to zwycięstwo w przetargu. Latem 2015 roku śmigłowiec pozytywnie przeszedł testy, a formalnie przetarg MON rozstrzygnęło we wrześniu 2015 roku – na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi.

Umowy jednak nie podpisano, ponieważ rozpoczęły się negocjacje gospodarcze. Dopiero po ich zakończeniu Polska miała podpisać umowę na dostawę pięćdziesięciu maszyn dla Polskich Sił Zbrojnych.



Polityczne motywacje decyzji


Prawdziwe powody, myślę, że są bardziej polityczne. Ta zapowiedź ciążyła na pewno nad negocjacjami, że [w PiS] zrobią wszystko, żeby tego kontraktu [na zakup śmigłowców wielozadaniowych Caracal] nie było.

Tomasz Siemoniak, "Gość Radia ZET" - 05/10/2016

fot. Radio ZET


prawda. Prawda. Antoni Macierewicz przed wyborami zapowiedział zerwanie przetargu.


Drugi zarzut Tomasza Siemoniaka to ukrycie prawdziwej, politycznej przyczyny za techniczną kwestią negocjacji offsetowych. Rzeczywiście – nietrudno dowieść, że PiS od początku planowało unieważnienie przetargu.

Po decyzji o rozstrzygnięciu przetargu Prawo i Sprawiedliwość krytykowało rząd Platformy Obywatelskiej i Bronisława Komorowskiego za wybór oferty francuskiego koncernu. Sprawa śmigłowców stała się jednym z motywów kampanii wyborczej.

Andrzej Duda, wówczas kandydat PiS na prezydenta, dzień po ogłoszeniu decyzji o zwycięstwie Caracali odwiedził Mielec, gdzie mówił: „Nie mogę zrozumieć, dlaczego podjęto decyzję, z której wynika, że te śmigłowce nie zostaną wyprodukowane w naszym kraju. Nie będę owijał w bawełnę: przy okazji tak ogromnych kontraktów realizuje się interesy narodowe”.

Jeszcze dalej poszedł Antoni Macierewicz. „Na zakup Caracali na pewno się nie zgodzimy” – powiedział we wrześniu w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej„.

Rząd Platformy Obywatelskiej tłumaczył, że oferty konsorcjów Sikorsky i AgustaWestland nie spełniała warunków formalnych i nie zapewniłaby możliwości zachowania zdolności operacyjnej sił zbrojnych. „Mieliśmy do wyboru: Caracal albo unieważnienie przetargu” – bronił w „Wyborczej” decyzji rządu wiceminister obrony, Czesław Mroczek.

Po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości prowadzące negocjacje Ministerstwo Gospodarki przekształciło w Ministerstwo Rozwoju. Antoni Macierewicz nieco złagodził narrację – w marcu mówił na przykład, że „być może” rozpisany zostanie nowy przetarg – ale w końcu dotrzymał danego przed wyborami słowa: we wrześniu 2016 roku, po ponad czterech latach od rozpisania przetargu, ogłoszono, że w ogóle nie dojdzie do podpisania umowy między Polską a firmą Airbus Helicopters.

Na polityczne tło tej decyzji wskazują również inne czynniki:

  • podczas trwania negocjacji w prawicowej prasie intensywnie lobbowali konkurenci Airbusa, m.in. zamieszczając ogłoszenia w prawicowej prasie. W jednym tylko wydaniu „Gazety Polskiej” z początku września znalazły się trzy całostronnicowe ogłoszenia koncernów produkujących śmigłowce: dwa AgustaWestland (AW149) oraz jedno firmy Sikorsky („BlackHawk”).
  • Antoni Macierewicz jest jednym z dwóch prezesów organizacji Friends of Poland. Drugim prezesem jest Alfonse D’amato – lobbysta pracujący dla konkurentów Caracala – tę sprawę opisała ostatnio „Gazeta Wyborcza„.


Co z 13,3 miliarda złotych


Może chodzić o pieniądze, bądź do realizacji jakiś obietnic PiS, bądź na partyzantkę ministra Macierewicza. 13 miliardów złotych to jest bardzo wiele pieniędzy.

Tomasz Siemoniak, "Gość Radia ZET" - 05/10/2016

fot. Radio ZET


prawda. Prawda. Rząd Prawa i Sprawiedliwości zyskał 13,3 miliardach złotych.


Najciekawszym aspektem decyzji Ministerstwa Rozwoju są pieniądze. Rezygnacja z podpisania umowy oznacza dla PiS olbrzymie oszczędności. To 13,3 miliarda złotych, które miały zostać wydane na zakup śmigłowców wielozadaniowych, zostanie w budżecie.

Pieniądze miały pochodzić z jednego z największych skarbców w Polsce, czyli prowadzonego przez MON „wieloletniego programu modernizacji Sił Zbrojnych” – który pożera lwią część 2 proc. PKB, które Polska wydaje na obronność. W efekcie unieważnienia przetargu te środki zostaną w budżecie państwa,a rząd – Rada Ministrów lub minister finansów – zdecyduje, na co zostaną one przeznaczone.

Z finansowego punktu widzenia unieważnienie przetargu jest korzystne dla PiS. Po pierwsze, pieniądze na modernizację sił zbrojnych, jeśli nie zostaną wykorzystane, mogą być bez ograniczeń przesuwane na inne cele – w przeciwieństwie na przykład do środków unijnych, które muszą zostać wydane na określony cel lub przepadną.

Ponadto, nawet jeżeli natychmiast zostanie rozpisany nowy przetarg, to jego rozstrzygnięcie i następujące po nim negocjacje offsetowe – nawet błyskawiczne – nie mogą zająć mniej niż półtora roku. W efekcie pierwsze koszty zakupu nowych śmigłowców wielozadaniowych przeniesione zostaną z 2017 na 2019, a może nawet na 2020 rok – czyli już po kolejnych wyborach parlamentarnych.


Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press