Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
25 września 2022

Jestem Polką i obowiązki mam inne? Bo jest 2022 (w Polsce)

Debata o bezpieczeństwie wschodniej flanki NATO: 15 mężczyzn plus posłanka Sroka. 25. rocznica Konstytucji RP - sami mężczyźni. Badanie zaufania do polityków CBOS - 20 mężczyzn, jedna kobieta. Czy na pewno„jak kobieta mądra i kompetentna, to zrobi karierę w polityce"?

"Dziękuje wszystkim, a najbardziej Pani Sroce, która była jedyną osobą, panią, która w gronie występujących dzierżyła naszą głęboką wiarę, że troska o bezpieczeństwo Polski nie zna granic płci" – zakończył po dżentelmeńsku konferencję "Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO - rola Polski" były prezydent Bronisław Komorowski. Posłanka Magdalena Sroka, wiceprzewodnicząca Porozumienia Jarosława Gowina, uśmiechnęła się kurtuazyjnie w odpowiedzi. Poza nią na scenie podczas 5-godzinnej konferencji nie było żadnej kobiety, wystąpiło za to 15 mężczyzn. Zaproszenie prasowe na konferencję informowało, że panel ekspercki, w którym wystąpiła Sroka, miała prowadzić Edyta Żemła z Onet.pl, jednak ostatecznie moderował Ireneusz Bill.

„NIEDZIELA CIĘ ZASKOCZY” to cykl OKO.press na najspokojniejszy dzień tygodnia. Chcemy zaoferować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom „pożywienie dla myśli” – analizy, wywiady, reportaże i multimedia, które pokazują znane tematy z innej strony, wytrącają nasze myślenie z utartych ścieżek, zaskakują właśnie.

Konferencja "Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO - rola Polski" zorganizowana przez dwie instytucje: Fundację Aleksandra Kwaśniewskiego "Amicus Europae" i Instytut Bronisława Komorowskiego miała na celu nie tylko omówienie kwestii bezpieczeństwa, ale także spotkanie liderów opozycji.

A że sami mężczyźni są liderami opozycji, stosunek prelegentów do prelegentek wyniósł 15 do 1.

Powtórzmy - 15 do 1.

Granatowo-białe zdjęcia z wydarzenia samych mężczyzn znajdziecie tutaj. Zdjęcie u dołu natomiast pochodzi z obchodów 25-lecia Konstytucji RP, które odbyły się w Sejmie 2 kwietnia 2022. Jeżeli bardzo się wysilicie, zobaczycie kobietę w prawym górnym rogu:

rządek siedzących mężczyzn w garniturach
02.04.2022 Warszawa , Sejm . Uroczystosc z okazji 25 rocznicy uchwalenia obowowiazujacej Konstytucji . nz od lewej: Jan Filip Libicki , Waldemar Pawlak , Robert Biedron , Wlodzimierz Czarzasty , Szymon Holownia , Donald Tusk , Wladyslaw Kosiniak - Kamysz , Kazimierz Michal Ujazdowski , nn, Janusz Onyszkiewicz , Bronislaw Komorowski , Tomasz Grodzki , Michal Kaminski , Jozef Zych , Jaroslaw Gowin Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl

Słowa prezydenta Komorowskiego, przytoczone na początku tekstu, zabrzmiały absurdalnie. Nie tylko dlatego, że zawierały przekonanie, że "płeć piękna" jednak o obronności nie myśli za dużo. Także dlatego, że sugerowały, że panowie uczynili absolutnie wszystko, by ściągnąć do panelu całe rzesze kobiet, a te się nie zgodziły, mówiąc, że temat wschodniej flanki NATO może dla nich nie istnieć. Nie wiadomo, jak było naprawdę, co zdecydowało o takim składzie panelu, jednak powyższy scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Dlaczego?

Bo kobiety do polityki nadal są wpuszczane niechętnie. Domyślnie funkcje piastują mężczyźni i oni też są chętniej zapraszani do mediów, debat, dyskusji. Tych kobiet, które w polityce są, nikt nie wspiera, a ich widzialność i ekspozycja jest ograniczana. To mężczyźni siedzą w pierwszych rzędach.

W Polsce tak wygląda normalność. Niestety, nie tylko w konserwatywnym PiS-ie lub Konfederacji, ale także w tzw. demokratycznej opozycji.

Nie nasza wina, że liderami są mężczyźni

Jak rozumiemy, założenie konferencji o NATO było takie, że wystąpią na nim liderzy partii opozycyjnych (nie było Konfederacji, niezaliczanej do tzw. opozycji demokratycznej).

Sprawdźmy, jak wygląda zwierzchnictwo w partiach opozycyjnych:

  • Polska 2050: Szymon Hołownia liderem swojej partii był od początku. Ruch nosił w końcu jego imię i nazwisko. Przy tej okazji - czy była kiedyś partia z nazwiskiem kobiety w nazwie? Petru, Gowin, Hołownia, Palikot... nie, raczej nie.
  • W PO stoczono niedawno walkę o władzę - z młodszym mężczyzną wygrał starszy mężczyzna, który szefował już niejednej partii - Donald Tusk.

Ale PO należy do koalicji parlamentarnej - Koalicji Obywatelskiej. W KO jest jeszcze Inicjatywa Polska (szefową jest Barbara Nowacka), Zieloni (Urszula Zielińska i Przemysław Słowik), Nowoczesna (Adam Szłapka). Szefem klubu parlamentarnego KO jest Borys Budka, a jego zastępcami: Waldy Dzikowski, Rafał Grupiński, Marcin Kierwiński, Robert Kropiwnicki, Katarzyna Lubnauer, Barbara Nowacka, Sławomir Nitras, Małgorzata Tracz, Paweł Poncyliusz, Marek Sowa, Iwona Śledzińska-Katarasińska, Krystyna Skibińska (nie jesteśmy pewni, czy ten skład jest aktualny, bo są w nim ciągle dawni szefowe partii koalicyjnych, nie ma zaś nowych).

  • Nowa Lewica, szefami są Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń (który miał przemawiać na konferencji, ale jednak go nie było). Zastępcami są: Marek Dyduch, Krzysztof Gawkowski, Arkadiusz Iwaniak, Łukasz Komoniewski, Anita Kucharska-Dziedzic, Anna Zofia Mackiewicz, Beata Maciejewska, Małgorzata Moskwa-Wodnicka, Wanda Nowicka, Paulina Piechna-Więckiewicz, Joanna Scheuring-Wielgus, Andrzej Szejna, Krzysztof Śmiszek, Dariusz Wieczorek.
  • Lewica Razem - tu nie ma jednego lidera, w Zarządzie Krajowym są: Anna Górska, Bartosz Grucela, Paulina Matysiak, Joanna Wicha, Maciej Szlinder. Mało kto zna te nazwiska, bardziej znani są posłowie i posłanki z tej partii: Magdalena Biejat, Adrian Zandberg, Marcelina Zawisza, Daria Gosek-Popiołek.

Ale Nowa Lewica i Lewica Razem wchodzą w skład koalicji parlamentarnej: Koalicyjny Klub Lewicy Parlamentarnej. Szefem jest Krzysztof Gawkowski, jego zastępczyniami: Marcelina Zawisza, Magdalena Biejat, Beata Maciejewska, Karolina Pawliczak, Małgorzata Sekuła - Szmajdzińska, Krzysztof Śmiszek, Tomasz Trela.

Trudno w tym miejscu nie skomentować składu szefostwa Nowej Lewicy. Szefami partii są mężczyźni. Wśród zastępców, owszem, jest połowa kobiet (7 kobiet na 14 zastępców i zastępczyń).

Co z tego jednak, gdy w ich imieniu zawsze występuje Włodzimierz Czarzasty (czasem z Robertem Biedroniem?).

Jako lewicy tej partii powinno zależeć na równym dostępie kobiet i mężczyzn do władzy (ma to w końcu w swoim programie). Ale jak widać nie zależy. Na marginesie należy dodać, że na konferencji Włodzimierz Czarzasty reprezentował - specjalnie lub nie, to nie ma znaczenia - całą lewicę parlamentarną. Klub parlamentarny lewicy, jak widać powyżej, ma wśród zastępczyń kilka, nawet większość kobiet, ale żadna z nich na konferencji nie wystąpiła. Zastąpił je, a jakże, Włodzimierz Czarzasty.

  • PSL: Władysław Kosiniak-Kamysz.

Ale PSL wchodzi w skład Koalicji Polskiej, do której należy także Unia Europejskich Demokratów (szefową jest Elżbieta Bińczycka, ale nie jest posłanką) i Centrum dla Polski - partia dopiero się tworzy, należą do niej m.in. konserwatyści, którzy odeszli z PO. Do jej liderów zalicza się senatora Kazimierza Michała Ujazdowskiego, Ireneusza Rasia i Marka Biernackiego (który wystąpił w panelu na konferencji). Klubowi szefują: Władysław Kosiniak-Kamysz, Jacek Protasiewicz, Marek Sawicki, Jacek Tomczak, Ryszard Bober, Jan Łopata. Oraz jedyna kobieta wymieniona jako Sekretarz Klubu - Urszula Nowogórska.

Czyli - chociaż w mniejszości - kobiety we władzach partii są, m.in. szefowe partii koalicyjnych w KO, członkinie władz partii Lewica Razem, zastępczynie w Nowej Lewicy, zastępczynie Koalicyjnego Klubu Lewicy Parlamentarnej. Była zatem szansa na zaproszenie kobiet także na scenę. Ale nikt tego nie zrobił lub nie zadbał, by się tam znalazły.

Zaproszono tylko najważniejszych przedstawicieli, konferencja nie mogła trwać w nieskończoność - odpowiedzą zapewne prezydenci Komorowski i Kwaśniewski. To prawda, ale... znalazło się miejsce dla Jarosława Gowina i jego Porozumienia (a jakże) Jarosława Gowina. Ma on na stanie - w Sejmie - pięć osób, w tym dwie kobiety. Partia Gowina niezmiennie osiąga 0-1 proc. poparcia w sondażach (w sondażu Ipsos dla OKO.press z marca i maja 2022. Porozumienie uzyskało 0 proc., w grudniu - 1 proc.). Nie lepiej było zatem jego miejsce przekazać komuś bardziej reprezentatywnemu?

Fakt, że najwyższe stanowiska polityczne dzierżą mężczyźni, ma swoje konsekwencje. Na przykład w sondażach zaufania politycznego prowadzonych przez CBOS pojawia się 20 mężczyzn i... jedna kobieta. CBOS tłumaczy taki skład następująco: "W naszych badaniach na liście ocenianych osobistości życia publicznego i politycznego zawsze znajdują się: prezydent RP, aktualni marszałkowie Sejmu i Senatu, premier oraz szefowie głównych ugrupowań politycznych". Elżbieta Witek - jedyna kobieta - załapała się zatem, bo jest Marszałkinią Sejmu. Najnowszy sondaż (opublikowany 23 września 2022 roku) wygląda tak:

W grudniu 2021 r. CBOS zapytał Polaków i Polki o polityka roku. Oto wyniki:

Wśród "innych polityków", prawdopodobnie są kobiety, jednak wskazania są tak rzadkie, że CBOS ich nawet nie wymienia.

Ta sytuacja to zatem samospełniająca się przepowiednia - im mniej kobiet jest w polityce, tym rzadziej Polacy i Polki kojarzą kobiety z polityką. Tym częściej wskazują mężczyzn i głosują na mężczyzn, bo tylko ich mają "na talerzu".

Sejm na prawie 29 proc.

Jak więc wygląda "władza kobiet" w Polsce? W 16 ministerstwach kobiety stanowią 19 proc. osób na stanowiskach ministrów i wiceministrów w randze co najmniej podsekretarza stanu. Ministerkami są trzy kobiety - Marlena Maląg (Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej), Anna Moskwa (Ministerstwo Klimatu i Środowiska) i Magdalena Rzeczkowska (Ministerstwo Finansów). Czyli także niemal 19 proc.

W tej kadencji Sejmu kobiety reprezentuje 28,7 proc. posłanek. W Senacie - 24 proc. To oczywiście postęp. Udział kobiet rośnie, chociaż powoli:

Żródło: Kwoty i co dalej? Udział kobiet w życiu politycznym w Polsce (Rzecznik Praw Obywatelskich): https://bip.brpo.gov.pl/sites/default/files/Kobiety_w_zyciu_politycznym.pdf

Jak jednak wskazały badaczki Instytutu Spraw Publicznych, ważne jest nie tylko, ile kobiet ostatecznie uzyskało mandat, ale także ile głosów zostało oddanych na kobiety. Pokazuje to poniższy wykres:

Żródło: "Kobiety w krajowej polityce". Instytut Spraw Publicznych: https://www.isp.org.pl/uploads/download/kobiety-w-polityce-krajowej-strategie-partii-politycznych-w-wyborach-parlamentarnych-w-2019-roku_pl_1663762497.pdf

Widać, że po tym, jak wprowadzono kwoty (od wyborów 2011 roku) odsetek głosów oddanych na kobiety wzrósł. Jak działa mechanizm kwotowy? Każda lista wyborcza musi zawierać co najmniej 35 proc. przedstawicieli/ek obu płci. Pierwotny projekt zmian zakładał parytet (liczba przedstawicieli każdej płci odzwierciedla ich udział w populacji), ale ostatecznie przyjęto jedynie kwoty w wymiarze 35 proc. Kwot nie obwarowano też wymogiem na przykład liczby kobiet na miejscach biorących lub w pierwszej trójce na liście.

A to ma konsekwencje. Badaczki sprawdziły także, ile kobiet znajduje się właśnie na pierwszych miejscach list:

Żródło: „Kobiety w krajowej polityce". Instytut Spraw Publicznych: https://www.isp.org.pl/uploads/download/kobiety-w-polityce-krajowej-strategie-partii-politycznych-w-wyborach-parlamentarnych-w-2019-roku_pl_1663762497.pdf

Wykres pokazuje, że wprowadzenie kwot zwiększyło procent kobiet na listach ogółem, jednak w niewielkim stopniu dotyczy to pierwszych miejsc na listach. Jeżeli chodzi o miejsca 1-5 i 1-3 odsetek wzrósł w 2011 roku (pierwsze wybory z kwotami), a potem systematycznie spadał. Na jedynkach procent kobiet wzrósł na chwilę w 2015, ale potem znowu spadł do poziomu z 2011 roku i wyniósł mniej niż 20 proc.

A jak zachowały się konkretne komitety wyborcze?

  • Jeżeli wziąć pod uwagę udział kobiet na listach wyborczych bez względu na miejsce na liście, wygrywa Lewica z 46,4 proc. (to naprawdę dużo). Wysoko jest też KO - 43 proc. Na końcu jest PiS z 39 proc.
  • Jeżeli patrzymy na miejsca 1-5, wygrywa KO (41 proc.) i Lewica (40 proc.). Najgorzej wypada Konfederacja (17 proc.), potem PiS (25,5 proc.).
  • Miejsca 1-3: znowu wygrywa KO i Lewica (która ma nawet nieco więcej procent niż na miejscach 1-5), a przegrywa Konfederacja (12,3 proc.) i PiS (22 proc.).
  • I najważniejsze - jedynki. KO i Lewica idą łeb w łeb (ponad 34 proc.). Dramatycznie wypada PiS i PSL (19,5 i 17,1 proc.), a dna dotyka Konfederacja z dwiema kobietami na czele list (z 41 okręgów).
Żródło: „Kobiety w krajowej polityce". Instytut Spraw Publicznych. BS oznacza Bezpartyjnych Samorządowców, którzy wystawili listy w połowie okręgów. https://www.isp.org.pl/uploads/download/kobiety-w-polityce-krajowej-strategie-partii-politycznych-w-wyborach-parlamentarnych-w-2019-roku_pl_1663762497.pdf

Ale to nie jedyne wskaźniki. Spójrzmy na badania międzynarodowe. Według Gender Equality Index 2021 rok (ranking pokazujący, jak daleko jeszcze Europie do równości płci) Polska jest na 23. miejscu w UE. Czyli nisko. Nasz indeks wynosi 56,6 (im bliżej 100, tym lepiej, czyli tym równość większa, a luka genderowa zasypana), a cała UE uzyskała wynik 68. Za nami znalazła się jedynie Grecja, Słowacja, Rumunia i Węgry. Na ostatnim miejscu jest Grecja, na pierwszym Szwecja.

Ranking wyróżnia sześć obszarów równości - jedną z nich jest władza. Średnia UE w tej kategorii to 55, Polska uzyskała 31,5. To najniższy nasz wynik ze wszystkich kategorii (ale nie w porównaniu do innych krajów):

Jesteśmy z nim na 22. miejscu w UE (niżej o 5 miejsc niż w 2010 roku) - wyżej, co oznacza, że i inne kraje z tą kategorią mają największy problem.

W ramach kategorii "władza" jest jeszcze podkategoria - władza w polityce. Tutaj mamy znowu nieco więcej punktów - 45,6, podczas gdy średnia unijna wynosi 58,5. I jesteśmy na 19. miejscu w UE. A to oznacza, że wszyscy mają z tym problem. Za nami jest aż osiem krajów: Litwa, Czechy, Rumunia, Słowacja, Węgry, Grecja, Malta, Cypr.

Z kolei według najnowszego rankingu Global Gender Gap Index 2022 realizowanego przez Światowe Forum Ekonomiczne Polska znajduje się na 77. miejscu ze 146 krajów z całego świata. W sumie te kraje uzyskały wynik 68,1 proc. (pełna równość - 100 proc.) Ale gorzej idzie nam w jednym z czterech filarów - tym, który najbardziej nas tu interesuje, czyli pozycja polityczna (political empowerment, dosłownie tłumaczone jako "wzmocnienie pozycji politycznej"). Jesteśmy na 87. miejscu.

Czego nie rozumieją zwolennicy garniturów

Po konferencji o wschodniej flance w mediach społecznościowych zaroiło się od granatowo-białych zdjęć mężczyzn w garniturach. Wiele kobiet zwracało uwagę na tę rażącą nierówność. Zauważyłam jedną wymianę zdań - internautka napisała "jak wam nie wstyd". Odpowiedział jej internauta - "to pani powinno być wstyd za brak obiektywizmu, tak się składa, że szefami partii opozycyjnych są mężczyźni". Jakie są metody uciszania kobiet, gdy alarmują o nierówności?

  • „To detal" - oskarżenie, że „sygnalistki" czepiają się szczegółów, podczas gdy tutaj dyskutuje się o ważnych sprawach. Gdyby rozmowa dotyczyła „kobiecych" spraw, tak, wtedy można się czepiać parytetu.
  • „Obsesja na punkcie płci" - oskarżenie o monotematyczność, obsesję na punkcie równości w debacie i dostępie do władzy.
  • „Same sobie jesteście winne" - a kto to się tak dał zapędzić w kozi róg? Trzeba było walczyć, wystawiać mądre kobiety w wyborach, dobijać się o władzę, a nie siedzieć cicho. Jak nie umiałyście, to teraz macie same garnitury.
  • „Ważne są kompetencje, nie płeć" - to odmiana poprzedniego punktu. Zwolennicy tego argumentu przekonują, że jak kobieta mądra, kompetentna i z charyzmą, to i pozycja się dla niej znajdzie.

Czego wysuwający powyższe argumenty nie rozumieją?

  • że brak kobiet w polityce to mechanizm samonapędzający się - mężczyźni od zawsze w polityce byli (kiedyś, jak wiadomo, tylko oni mogli w niej być) i do tego elitarnego klubu trudno kobietom wejść. Ten mechanizm opisałam w tekście o Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, jako kandydatce na prezydentkę. Koledzy partyjni przyczynili się do porażki jej kandydatury i potem, zwalając na nią całą winę, wymienili ją na Rafała Trzaskowskiego;
  • że trąbienie o nierówności w dostępie do władzy to jedyny sposób na zmianę. Jeżeli trąbić nie będziemy, usłyszymy: to nie nasza wina, że tak się złożyło, że liderami są sami mężczyźni. I koło się zamyka: nie protestujemy, bo nie chcemy wyjść na kłótliwe i małostkowe, mężczyźni zostają, kobiet nie ma, scena się betonuje, wyborcom kobiety nie kojarzą się z polityką, idą za stereotypem, wybierają mężczyzn;
  • że kobiety nie są same sobie winne - za brakiem kobiet w polityce stoi zestaw przekonań i mechanizmów hamujących równouprawnienie. Między innymi niedostatek u kobiet bezczelności i odwagi, która na przykład każe mężczyznom nazywać partie, instytuty i fundacje własnym nazwiskiem. Poniższe badanie wykonane na zlecenie Biura Rzecznika Praw Obywatelskich pokazuje idealnie funkcjonowanie tych stereotypów w polskim społeczeństwie:

Badaczki i autorki raportu (Agata Szypulska i dr Aleksandra Szczerba) tak komentują wyniki badań wykonanych w roku 2009 i 2018:

"Widoczną tendencją jest wzrost odpowiedzi konserwatywnych, upatrujących przyczyn słabszej obecności kobiet w polityce w ich wewnętrznych przekonaniach i powinnościach, wynikających z ich odrębnej roli społecznej i obywatelskiej. (...) Z drugiej strony częściej pojawiają się też odpowiedzi wskazujące na społeczne przyczyny wykluczenia kobiet, zwłaszcza na funkcjonowanie negatywnych stereotypów oraz odmienną socjalizację obywatelską".

  • że kompetencje i wiedza nie mają nic wspólnego z wyborem do pierwszego politycznego rzędu.

Naprawdę nie znacie mężczyzn polityków, którzy mają absolutnie wszystko prócz wiedzy, kompetencji i charyzmy?

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (ostatnio prawach uchodźców i uchodźczyń), prawach reprodukcyjnych, Kościele katolickim i polityce.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne