Sędzia w Polsce zarabia średnio 10 000 zł brutto miesięcznie. Ale aż 77 proc. pracowników sądowych nie jest sędziami. To sekretarze, asystentki, inni urzędnicy. Wynagrodzenie zasadnicze 1/5 z nich nie przekracza 1800 zł netto. Pracownicy sądowi domagają się podwyżek i śladem służb mundurowych - masowo idą na zwolnienia lekarskie

„W imieniu moim i całego kierownictwa resortu, składam każdemu z Państwa wyrazy wdzięczności i uznania za ciężką pracę i wysiłek” – napisał w listopadzie 2018 w liście skierowanym do pracowników sądów powszechnych minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Resort zdaje sobie sprawę z tego, że warunki finansowe muszą ulec poprawie. Podwyżki były w roku 2017. O jakich kwotach jest mowa?

W Sądzie Rejonowym w Toruniu w 2017 pensje wzrosły o:

  • 40,78 zł netto w przypadku stażystów;
  • 35,27 zł netto w przypadku sekretarzy sądowych;
  • 43,02 zł netto w przypadku sekretarzy;
  • 35,27 zł netto w przypadku asystentów sędziego.

Oznacza to, że po podwyżkach osoby na tych stanowiskach zarabiają:

  • stażysta – 1897 zł netto;
  • sekretarz sądowy – 2481 zł netto;
  • sekretarz/sekretarka – 1741 zł netto;
  • asystent sędziego – 2508 zł netto.

„Pracuję w sądzie od trzech lat. Na umowie na zastępstwo. Zarabiam 2400 zł brutto. Na pełen etat. Normalnie prowadzę referat jednego sędzi, ale teraz już czterech sędziów, bo brakuje pracowników. Chodzimy na ich wokandy, obrabiamy ich akta” – opowiada OKO.press pracowniczka Sądu Rejonowego dla Krakowa Nowej-Huty.

Na stronie NSZZ „Solidarność” Pracowników Sądownictwa przeczytać można raport na temat płac. Wynika z niego, że wynagrodzenie zasadnicze 20 proc. z nich nie przekracza 1800 zł netto.

Pracownicy sądowi mają dość. Od 9 grudnia w całej Polsce trwa protest. Śladem protestu policjantów – masowo idą na zwolnienia lekarskie. W niektórych sądach dotyczy to niemal 100 proc. zatrudnionych. Domagają się podwyżek w wysokości 1000 zł.

Ministerstwo jak na razie obiecuje podwyżki o 200 zł. Jednak obietnice 150-złotowych podwyżek od początku 2019 roku składano już wcześniej. Zatem efektem protestu byłoby zwiększenie tej kwoty zaledwie o 50 zł. Związek Zawodowy Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości zapowiada więc, że akcja potrwa do 21 grudnia.

Ciężka praca, marna płaca

Pracowniczka z Nowej Huty: „Dziewczyny po stażu mają 2600 zł brutto. Staż trwa pół roku, żeby na niego się dostać, trzeba przejść konkurs. 2600 brutto protokolanta wiąże się z prowadzeniem całego referatu sędziego, wszystko w naszych rękach. Mega stres, odpowiedzialność. Dodajmy jeszcze, że 90 proc. z nas ma wyższe wykształcenie. Nie raz się zdarza tak, że mamy zero dni na obrobienie akt. To się wiąże z tym, że nie jesteśmy w stanie rozpisać wokand, wysłać zawiadomień, uzasadnień, klauzul wykonalności, które mają trzy dni”.

„Ja osobiście ten strajk popieram – przy poziomie odpowiedzialności jaka spoczywa na sekretarzu, sekretarce w sądzie, wynagrodzenie na poziomie minimum krajowego, notoryczne uzupełnianie braków w ludziach osobami »pełniącymi obowiązki stażysty«, to jest po prostu skandal. A potem się mówi, że to przez »lenistwo« wiadomej »kasty«  sprawy obywateli w sądach trwają latami” – opowiada OKO.press radca prawny z Wielkopolski. I dodaje:

„Miałem mieć rozprawę w Sądzie Rejonowym w Kołobrzegu, ale w sobotę dowiedziałem się, że prawie wszystkie rozprawy odwołane. Większość sekretarek i sekretarzy poszło na L4 lub urlop na żądanie. To są konkretne straty finansowe dla mojej kancelarii”.

Sądy walczą

Jeszcze przed rozpoczęciem protestu dyrektor gdańskiej apelacji skierował pismo do dyrektorów podlegających mu sądów rejonowych i sądu okręgowego. Polecono im, by przeprowadzili z pracownikami rozmowy o „możliwych konsekwencjach nieprawidłowego wykorzystania zwolnień lekarskich”. Pracownicy gdańskich sądów uznali to za próbę zastraszenia.

Oprócz kija jest również marchewka. Z materiałów, które dostarczono redakcji OKO.press wynika, że Sąd Rejonowy w Lęborku poszukuje tymczasowych pracowników wśród innych pomorskich sądów, między innymi w Słupsku.

„Kto z pracowników Państwa komórek organizacyjnych wyraziłby chęć protokołowania w Sądzie Rejonowym w Lęborku (dotyczy terminu 17 i 18 grudnia, t.j. poniedziałek i wtorek)? Informuję, że dojazd do Lęborka i z powrotem odbywałby się z kierowcą samochodem służbowym, za każdy dzień takich wykonywanych czynności pracownik otrzymywałby 500 zł brutto” – czytamy w treści maila.

Podobne praktyki stosuje nowohucki sąd. „Pracownicy są przywożeni nawet z Sądu Rejonowego ze Skawiny. Wymieniają się pracownikami, co jest niezgodne z prawem – to przecież inny pracodawca” – argumentuje nasza informatorka. I dodaje:

„Asystenci sędziów dostają zlecenia, żeby chodzić z sędziami na sale rozpraw, chociaż nie leży to w zakresie ich obowiązków”.

Pomysł nie wziął się z powietrza, ale z samego Ministerstwa Sprawiedliwości. Gorzowski oddział Iustitii opublikował pismo Departamentu Kadr i Organizacji Sądów Powszechnych, w którym zaleca się prezesom sądów zlecanie protokołowania asystentom sędziów, asesorom oraz samym sędziom. A im, co do zasady, prezes nie może wydać takiego polecenia służbowego.

Departament Budżetu i Efektywności Finansowej zachęca z kolei dyrektorów sądów do szukania pracowników tymczasowych, z którymi można podpisać umowę zlecenie.

„Solidarność” się odcina

Protest pracowników ma szerokie poparcie. W krakowskim sądzie okręgowym sędziowie wywiesili na swoich gabinetach kartki ze słowami wsparcia. Nazajutrz informacje zniknęły.

Od protestu odcina się jednak Komisja Międzyzakładowa MOZ NSZZ „Solidarność” Pracowników Sądownictwa. „Nasza organizacja związkowa zdaje sobie sprawę z tego, jak tragiczna jest sytuacja płacowa pracowników sądów powszechnych. Wiemy też i zwracamy na to od dłuższego czasu uwagę, że rodzi to także krytyczną sytuację kadrową, związaną z trudnościami w pozyskaniu nowych pracowników i odchodzeniem z pracy w sądach bardzo dużej ilości osób (…) Jako związek zawodowy nie możemy w tym celu akceptować i organizować form protestów, które nie są legalne. Nie narażaliśmy i nie narażamy pracowników sądów na ujemne następstwa podejmowanych działań. Odpowiedzialne związki zawodowe zmuszone są legalnymi działaniami i systematyczną pracą wpływać na zmiany. Takie też działania cały czas podejmujemy – bez względu na to, jakie siły polityczne sprawują władzę”.

„Solidarność” zaznacza, że jedynym skutecznym rozwiązaniem jest wprowadzenie ustawowych uregulowań zatrudnienia i wynagrodzeń pracowników sądów i prokuratury. Na temat tego postulatu jednak Ministerstwo Sprawiedliwości milczy.

Podchodzimy najbliżej barierek. Dla Was.
Wesprzyj OKO, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press