Kancelaria Premiera Morawieckiego ujawniła wysokość nagród, które w 2017 roku otrzymali ministrowie rządu. Dla ministrów to dodatek do pensji; dla większości pracujących to równowartość wielomiesięcznych zarobków. Policzyliśmy, ile trzeba pracować w różnych zawodach, by zarobić takie pieniądze. Wnioski? Dobrze być ministrem. Być może trochę zbyt dobrze

Mariusz Błaszczak był ministrem MSWiA, dostał 82 tys. zł premii za 2017 rok. To największa z nagród przyznanych członkom rządu. Najmniejsza wyniosła 65 tys. zł. – taką premię otrzymało 8 członków i członkiń rządu. Wysokość nagród znamy za sprawą posła PO Krzysztofa Brejzy, który w interpelacji poprosił o ujawnienie tej informacji.

OKO.press wykonało na tych kwotach kilka prostych działań: m.in. porównaliśmy wysokość ministerialnych premii z zarobkami Polek i Polaków wykonujących różne zawody. Sprawdziliśmy też, ile zwykli obywatele musieliby pracować, żeby zarobić takie kwoty. Choć trudno oczekiwać, by ministrowie pracowali za darmo, to trudno oprzeć się wrażeniu, że wysokość ministerialnych premii jest jak na polskie warunki olbrzymia.

19 miesięcy i 26 dni

Mediana zarobków to ich wartość środkowa – połowa pracujących zarabia więcej, a połowa mniej. Ta wartość daje lepsze wyobrażenie o zarobkach Polek i Polaków niż podawana na ogół przez media i polityków średnia wynagrodzeń (4973 zł brutto w grudniu 2017 roku), zawyżana przez wysokie zarobki stosunkowo małej części społeczeństwa: kadry zarządczej i wysoko opłacanych specjalistów.

Średnia nie jest więc taka średnia – ok. 2/3 pracowników zarabia mniej (w rzeczywistości nawet większa część pracowników zarabia mniej, o tym za chwilę).

Główny Urząd Statystyczny publikuje informację o medianie zarobków stosunkowo rzadko, ostatnio w listopadzie 2017, a dane, na których się oparł, zebrane zostały rok wcześniej. Według GUS mediana wynagrodzeń w Polsce wynosiła w październiku 2016 roku 3510, 67 zł. Policzyliśmy, że średnia wysokość premii dla ministra w rządzie Beaty Szydło to 69 tys. 719 zł i 5 gr.

Z zestawienia tych dwóch wartości wynika, że zwykły, „środkowy” pracownik musi pracować ponad półtora roku (19 miesięcy i 26 dni), by zarobić takie pieniądze.

A jak z przedstawicielami różnych zawodów? GUS dzieli pracowników na „wielkie zawody” i podaje średnią (nie medianę) ich zarobków. I tak np.:

  • „Specjaliści” zarabiają średnio 5343 zł brutto miesięcznie. Na równowartość premii minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej muszą pracować 13 miesięcy i 15 dni.
  • „Technicy i średni personel” zarabiają średnio 4410,8 zł. Na premię Mateusza Morawieckiego (w poprzednim rządzie był wicepremierem) muszą pracować 17 miesięcy i 1 dzień.
  • „Rolnicy, ogrodnicy, leśnicy i rybacy” zarabiają 2959,55 zł. Na to, co w ramach nagrody dostał Jan Szyszko, muszą pracować dwa lata bez 9 dni.
  • „Pracownicy wykonujący prace proste” zarabiają 2602,65 zł. Na równowartość premii Beaty Kempy, szefowej Kancelarii Premiera,  muszą pracować dwa lata i jeden miesiąc.

(Niedawno GUS opublikował też dokładniejsze dane o zarobkach w różnych zawodach. Publikację można znaleźć pod tym adresem, zestawienie średnich płac w zawodach zaczyna się na 77 str.)

Od czasu, gdy GUS opublikował dane, którymi się posłużyliśmy, płace rekordowo wzrosły. Z drugiej strony, GUS oparł się na ankietach przeprowadzanych w firmach i instytucjach zatrudniających powyżej 9 osób. Płace w małych firmach są znacząco niższe , np w 2015 roku stanowiły średnio 61 proc. wynagrodzeń w firmach zazwyczaj badanych przez GUS.

Widać to np. w ankietach wypełnianych przez firmy budowlane. Średnia płaca robotnika w tej branży wyniosła w 2017 roku zaledwie 14 zł brutto za godzinę. Przy (mocno teoretycznym jak na polski rynek pracy) założeniu, że pracownicy budowlanki pracują 8 godzin dziennie, ich średnie zarobki wynoszą 2342 zł brutto.

  • Robotnik budowlany zarabiający 2342 zł miesięcznie musiałby zatem pracować niemal dokładnie dwa i pół roku, by zarobić to, co minister budownictwa Andrzej Adamczyk dostał w ramach nagrody w dodatku do pensji.

Górny 1 procent

Bo z premią czy bez zarobki ministrów są całkiem wysokie. Np. w 2016 minister Anna Zalewska zarobiła w MEN łącznie 203 ,5 tys. zł – ze wszystkimi dodatkami funkcyjnymi i premiami. Do tego doszła w większości nieopodatkowana dieta parlamentarna w wysokości  29,5 tys. zł.

Dane GUS wskazują, że minister deformowała polską edukację z komfortowej pozycji górnego centyla najlepiej zarabiających obywateli (tylko 1,05 proc. zatrudnionych zarabiało w 2016 roku równowartość 4 średnich wynagrodzeń i więcej; Anna Zalewska bez trudu mieści się w tej kategorii).

Podobnie jest z innymi ministrami. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w 2016 roku zarobił łącznie 262 tys. 102 zł. Upolitycznienie wymiaru sprawiedliwości miało dla niego wymierną korzyść – jako Prokurator Generalny dostał dodatek funkcyjny wysokości 44 tys. 627 zł w skali roku.

Lider Solidarnej Polski mieści się ze swoimi dochodami w gronie 0,74 proc. najlepiej zarabiających Polaków (nazwa jego ugrupowania brzmi w tym kontekście trochę osobliwie).

Nikt nie przeczy, że ministrowie powinni mieć przyzwoite zarobki. Jednak i bez nadzwyczajnych nagród, wyłącznie z kodeksowymi dodatkami, zarabiają kwoty, które są poza zasięgiem ogromnej większości z nas. Była premier Beata Szydło przyznała im premie według sobie tylko znanych kryteriów. Sobie zresztą też – dostała w 2017 roku 65 tys. 100 zł łącznych nagród.

Pod względem zarobków „Biało-Czerwona drużyna” – jak nazywała swój rząd Beata Szydło – grała w 2017 roku w zupełnie innej lidze niż reszta społeczeństwa.


 

Absolwent m.in. Szkoły Podstawowej nr 2 im. Obrońców Westerplatte w Prabutach. Tłumacz literacki. W OKO.press redaguje i pisze polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym