W globalnym badaniu postrzegania demokracji polski suweren okazuje się najbardziej wyalienowany poza japońskim. 63 proc. Polaków uważa, że "głos takich ludzi jak ja się nie liczy", aż 68 proc. jest zdania, że rząd nie reprezentuje ich interesów. Fatalnie wypadły też inne kraje UE. Obywatele przestają je uważać za państwa demokratyczne - alarmują badacze

Ogromne badanie zaufania obywateli do polityki – 125 tys. ankietowanych w czerwcu 2018 (przez internet) w 50 krajach, obejmujące 75 proc. populacji globu – dowodzi, że wszędzie na świecie rządzący tracą serca i umysły obywateli. Ten deficyt jest jednak szczególnie duży w obecnej Polsce. Aż 63 proc. Polek i Polaków uważa, że „ludzie tacy jak ja nie liczą się w polityce”*. Pod tym względem gorzej wypadła tylko Japonia.

To oznacza, że nawet ci, którzy są zwolennikami obecnej władzy nie czują, by mieli udział w jej polityce, czy choćby wpływ na sprawy kraju. Nawet wyborcy PiS czują się w państwie – przynajmniej w sporej części – pozbawieni znaczenia.

Jeszcze gorzej wypadła odpowiedź na pytanie, czy rząd działa w interesie obywateli. Aż 68 proc. Polaków i Polek odpowiedziało, że tak dzieje się „rzadko lub nigdy”. Tu jednak byliśmy „tylko” na szóstym miejscu, za Kenią (80 proc.) i czterema krajami UE: Austrią, Portugalią oraz – co szczególnie zaskakujące – Szwecją i Danią.

Badacze alarmują, że wskaźniki alienacji politycznej – poczucia wyobcowania obywateli od swego państwa, obcości, braku wpływu – osiągają globalnie niepokojąco wysoki poziom, a w krajach demokratycznych są wręcz wyższe niż w niedemokratycznych.

Piszą, że

największym zagrożeniem dla państw demokratycznych jest obecnie fakt, że obywatele nie spostrzegają ich już jako demokratyczne.

Ja już się nie liczę

Większość obywateli globu czuje, że ich głos nie liczy się w polityce (51 proc.). Zdumiewające, że to rozczarowanie jest wyższe w krajach demokratycznych (54 proc.) niż w niedemokratycznych  (46 proc.).

Alienacja polityczna rozumiana jako brak znaczenia obywatela w życiu politycznym jest zaskakująco wysoka nie tylko w Polsce, ale także we Francji, Austrii, Portugalii, Norwegii, Niemczech, Holandii, Belgii (co najmniej 60 proc. negatywnych odpowiedzi). W USA i Wielkiej Brytanii jest tylko nieco lepiej (49-50 proc.). Relatywnie pozytywne były odpowiedzi Rosjan i Egipcjan, co może wyrażać stosunkowo wysokie poparcie dla władz.

Rząd nie działa w moim interesie

Grubo ponad połowa badanych (58 proc.) uznała, że ich rząd nie reprezentuje interesów narodu. Tutaj znowu kraje demokratyczne (54 proc.) wypadły znacznie gorzej niż niedemokratyczne (41 proc.).

Badacze podkreślają, że ta różnica może wynikać z wyższych oczekiwań w krajach demokratycznych, a z drugiej strony, z obaw respondentów w krajach autorytarnych, by szczerze odpowiadać. Ostrzegają jednak, że wyobcowanie obywateli od państwa w demokracjach jest niebezpieczne, może owocować głosowaniem na populistów, a nawet wybuchem protestów.

Polska (68 proc.) jest tu znowu w czołówce (szóste miejsce za czterema krajami UE – patrz wyżej), ale niewiele lepiej wypadły kolebki demokracji jak USA, Wielka Brytania, a także Niemcy czy Holandia.

Niepokojące jest, że autorytarne reżimy w Wenezueli, Rosji, Iranie, Chinach czy Turcji są tu oceniane wyżej w realizacji interesów narodu.

Nie boimy się mówić

Odpowiedzi na pytanie „czy możesz bez obaw wypowiadać swoje poglądy polityczne nawet w obecnosci osób, które się z tobą nie zgadzają” wypadły globalnie nieco lepiej –  „tylko” 46 proc. odpowiedziało „rzadko” lub „nigdy”. Tu akurat zaznaczyły się  różnice na korzyść krajów demokratycznych (43 proc. odpowiedzi negatywnych), w porównaniu z półdemokratycznymi (51 proc.) i niedemokratycznymi (47 proc.). Nie mają oporów, by otwarcie wypowiadać swoje poglądy Włosi, Portugalczycy, Duńczycy  czy Holendrzy, a przede wszystkim Polacy (tylko 30 proc. odpowiedzi negatywnych).

Swobodniejsi od nas okazali się tylko obywatele Rosji (uznanej słusznie za kraj niedemokratyczny). Badacze uznali to za ogromne zaskoczenie wskazując na złe wyniki Rosji w rankingach swobód i wolności [np. w rankingu Freedom House  w 2018 roku Rosja uzyskała ocenę „brak wolności” i 20 pkt na 100 możliwych, Polska miała wciąż 85 pkt – red.].

Badacze nie wzięli pod uwagę, że pytanie dotyczy sfery kontaktów międzyludzkich, a dodatkowo z różnych sondaży wyłania się obraz Rosjan jako generalnie popierających swoje władze. Ograniczenia wolności słowa czy mediów, mogą wręcz sprzyjać większej zgodzie poglądów wśród obywateli.

 

Z newsami w Polsce nie jest tak źle

Aż 56 proc. badanych na świecie uznało, że media „nie dostarczają im informacji zrównoważonych i neutralnych”. Najgorzej wypadły półteokratyczny Iran i rozpolitykowana Grecja (74 proc.). Tym razem nie było różnic między krajami demokratycznymi a niedemokratycznymi czy półdemokratycznymi.

Ocena mediów w Polsce wypadła nieco lepiej niż globalna średnia (50 proc. odpowiedzi negatywnych). Taki wynik może oznaczać różne rzeczy. Media są u nas wyjątkowo podzielone na wyrazistą grupę prorządowych mediów publicznych i wspierających władzę mediów prawicowych oraz grupę mediów krytycznych (niezależnych). Nie wiemy więc, czy ankietowani:

  • mają po prostu relatywnie duże zaufanie do „swoich mediów” (prezentujących wykluczające się narracje polityczne);
  • zdają sobie sprawę ze zróżnicowania mediów i możliwości zdobycia różnych informacji i interpretacji;
  • nie mają wysokich standardów i oczekiwań wobec mediów.

Szczególne rozczarowanie wobec mediów wyrazili w UE – poza Grekami – Francuzi, Austriacy, Portugalczycy, Hiszpanie, a także Izraelczycy i Amerykanie.

*Na każde pytanie odpowiadano na pięciopunktowej skali: zawsze, zwykle, czasem, rzadko, wcale. Dwa ostatnie wybory uznawano za odpowiedź negatywną.

Badanie przeprowadziły 6-18 czerwca 2018 Rasmussen Global and Dalia Research z okazji Kopenhaskiego Szczytu o Wyzwaniach Demokracji (Democracy Summit). Ankietę w sieci internetowej wypełniło 125 tys. badanych z  50 krajów, próby narodowe liczyły  od 1.000 do 6.000 osób, wyniki zostały przeliczone wg struktury wieku, płci i wykształcenia w każdym kraju.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym