Prawie wszyscy Polacy domagają się bezwzględnego wydalania ze stanu kapłańskiego księży, którzy dopuścili się nadużyć seksualnych - wynika z sondażu IPSOS dla OKO.press. Ślad wątpliwości pojawia się tylko u kobiet w wieku 60+, mieszkańców wsi i wyborców PiS. Tymczasem polscy hierarchowie z reguły przenoszą sprawców na inne stanowiska

W grudniowym sondażu IPSOS dla OKO.press zapytaliśmy, czy Kościół powinien bezwzględnie usuwać ze stanu kapłańskiego księży, którzy dopuścili się nadużyć seksualnych. Za usuwaniem sprawców z kapłaństwa było 89 proc. respondentów (76 proc. odpowiedziało „zdecydowanie tak”, 13 proc. „raczej tak”). Przeciw było zaledwie 5 proc. (3 proc. „raczej nie”, 2 proc. „zdecydowanie nie”). Kolejne 5 proc. nie miało zdania.

Czy Kościół powinien bezwzględnie usuwać ze stanu kapłańskiego księży, którzy dopuścili się nadużyć seksualnych?

Co ciekawe, Polacy odpowiadają podobnie na to pytanie, niemal niezależnie od preferencji politycznych, wieku, płci, wykształcenia, dochodów i miejsca zamieszkania. Rzadko w sondażach uzyskuje się taki wynik.

Lekkie zawahanie widać tylko u najstarszych wyborców – kobiet po sześćdziesiątce (14 proc. odpowiedzi trudno powiedzieć, 7 proc. „nie”). Mieszkańcy wsi częściej wybierali „raczej tak” (17 proc.) niż inni, podobnie ludzie z wykształceniem podstawowym (18 proc.).

Wykluczania sprawców przestępstw seksualnych z kapłaństwa chce mniej (83 proc.) wyborców PiS niż wszystkich pozostałych osób badanych (93 proc.).

Zwolennicy PiS wyraźnie częściej niż reszta respondentów nie mają na ten temat zdania (11 proc. do 2 proc.), co może oznaczać, że niewielka ich część godzi się na pobłażanie księżom, ale nie chcą się do tego przyznać.

Ta zgodność elektoratów jest zaskakująca, ponieważ wyborcy PiS wyróżniali się na tle zwolenników innych partii, gdy w kwietniu 2018 roku w sondażu OKO.press zapytaliśmy o stosunek Kościoła Katolickiego do molestowania dzieci przez księży.

Tylko 38 proc. wyborców PiS uważało wtedy, że Kościół lekceważy problem, a 44 proc. chwaliło go za próby przeciwdziałania mu. Wyborcy pozostałych opcji politycznych wobec Kościoła byli dużo bardziej krytyczni. 71 proc. uważało, że Kościół robi za mało, a tylko 19 proc., że jego starania są wystarczające.

Wygląda więc na to, że Polacy domagają się odsuwania seksualnych przestępców od kapłaństwa niemal bez względu na przekonania polityczne. Ich przekonania sprawiają jednak, że różnie oceniają skuteczność Kościoła w realizacji tego postulatu.

Ukryci przed Watykanem

Od 2001 roku obowiązują wydane przez Jana Pawła II normy, które nakazują biskupom zgłaszanie do watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary każdego „co najmniej prawdopodobnego” przypadku wykorzystywania seksualnego osoby małoletniej przez duchownego.

Kongregacja może samodzielnie rozpatrzyć sprawę lub polecić biskupowi, by sam dokończył jej rozpatrywanie.

Biskupi nie decydują więc samodzielnie o wydalaniu podległych im księży, ale to oni powinni nadawać bieg sprawom. Tymczasem w praktyce polscy hierarchowie lekceważą papieskie normy i nie powiadamiają Watykanu o przestępstwach swoich podwładnych.

Ksiądz Roman Kramek skazany w 2005 roku w USA za napaść seksualną na 17-latkę, po powrocie do Polski został katechetą w gimnazjum oraz wikarym, a od 2009 roku był proboszczem w Orzechowie. Dopiero po tekście OKO.press, opisującym jego skazanie w USA, arcybiskup warmiński zawiesił księdza w obowiązkach duszpasterskich i skierował jego sprawę do Kongregacji Nauki Wiary.

Kapłanem pozostał także ks. Wincenty Pawłowicz po odbyciu wyroku za molestowanie pięciu ministrantów. W 2006 roku biskup łowicki Andrzej Dziuba przeniósł go na parafię pod Odessą na Ukrainie, a po dziesięciu latach pozwolił wrócić do Polski. Od października kuria łowicka nie odpowiada OKO.press na pytania o miejsce pobytu księdza i czy biskup zawiadomił o jego sprawie Watykan. Najprawdopodobniej tego nie zrobił.

Przenoszeni z miejsca na miejsce

Ksiądz Paweł Kania, którego przypadek opisała „Wyborcza” w 2016 roku, przez co najmniej osiem lat (2005-2013) korzystał z ochrony biskupów kurii bydgoskiej i wrocławskiej. W 2005 wrocławska policja zatrzymała go w trakcie nagabywania grupki chłopców, a w jego domu znalazła zdjęcia i filmy z nagimi dziećmi.

Choć postawiono mu zarzut posiadania pornografii pedofilskiej, biskup wrocławski przeniósł go do diecezji bydgoskiej, gdzie ks. Kania opiekował się ministrantami i uczył religii w gimnazjum. Gdy proboszcz i dyrektorka gimnazjum poskarżyli się biskupowi bydgoskiemu na „naganne zachowania” ks. Kani, biskup przeniósł go z powrotem do Wrocławia.

Przenosiny powtórzyły się jeszcze trzykrotnie, choć w 2010 roku uprawomocnił się jego wyrok za pornografię. Dopiero w 2013 roku, gdy rozpoczął się kolejny proces, tym razem o molestowanie trzech chłopców, kuria wrocławska wszczęła postępowanie o wykluczenie ks. Kani ze stanu duchownego.

Ksiądz R.J. z diecezji rzeszowskiej w latach 2003-2008 molestował cztery dziewczynki, z których trzy miały mniej niż 15 lat. Został skazany za to na dwa lata więzienia w zawieszeniu na cztery. Biskup rzeszowski Jan Wątroba odstąpił jednak od wymierzenia mu kary kościelnej. W uzasadnieniu tej decyzji napisał, że „wina ks. J. jest wątpliwa”, a „media zszargały jego dobre imię, którego jednak nie utracił wobec ludzi, z którymi pracował”.

Sondaż IPSOS dla OKO.press 12-14 grudnia 2018, metodą CATI (telefonicznie), na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1007 osób.

Dziennikarz, filozof. Od 2016 roku związany z OKO.press. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Za jeden z reportaży był nominowany do nagród dziennikarskich. Pisze o prawie i pedofilii w Kościele katolickim.


Powiązane:
Zobacz także:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym