06 listopada 2020

A gdyby to Trump wygrał? Galeria złowrogich postaci, które wzniosłyby pięści w geście zwycięstwa

Joe Biden miał podjąć decyzję o kandydowaniu, gdy na marszu skrajnej prawicy w Charlottesville neonazista zmasakrował samochodem tłum kontrdemonstrantów. Trump potępił przemoc "po obu stronach barykady". Miał słabość do Dumnych Chłopców, zatrudniał rasistów, neonazistów

Zwycięski Joe Biden szedł w wyborach prezydenckich z obietnicą powrotu do demoliberalnej normalności, zamiast ostrego dryfu Donalda Trumpa w kierunku autorytaryzmu, polaryzującego chaosu, postępującej ksenofobii i rasizmu. Sukces Trumpa oznaczałby dalsze wzmocnienie skrajnie prawicowych, a często po prostu neonazistowskich czy faszyzujących środowisk i liderów nie tylko w USA.

Oto opowieść o niektórych z nich, których prezydent Trump wspierał słowem i czynem. A także o współpracownikach, którzy pomagali mu budować "Znowu wielką Amerykę". Oni wszyscy nie znikną, ale stracili protektora.

Przeczytaj także:

Dumni Chłopcy "czekali w gotowości" i zastraszali wyborców

Podczas pierwszej pierwszej debaty prezydenckiej, której głównym tematem była pandemia, prowadzący Chris Wallace zapytał Trumpa, czy skoro określił lewicową Antifę jako „organizację terrorystyczną” (dodajmy - bez żadnych dowodów) jest gotów potępić także radykalne, bojówkarskie organizacje bliskie środowiskom alt-rightu [skrajnych prawicowych ideologii - red.] białej supremacji i neofaszyzmu.

Trump odparł: „Proud Boys [Dumni Chłopcy], wycofajcie się i czekajcie w gotowości” ["Stand back and stand by"].

To zdanie odbiło się największym echem z całej kakofonii tamtej chaotycznej i wściekłej debaty. Dumni Chłopcy (których członkami mogą być, zgodnie z nazwą, wyłącznie mężczyźni) to grupa skrajnie ksenofobiczna, mizoginistyczna i antyimigrancka, specjaliści ulicznej przemocy i prowokacji, coś w rodzaju groteskowego bractwa uniwersyteckiego, paramilitarnej bojówki i zarazem pospolitego gangu. Podczas zgromadzeń publicznych noszą biało-żółte koszulki polo.

Southern Poverty Law Center – jedna z najważniejszych w USA organizacji zwalczająca przy pomocy środków prawnych propagatorów nienawiści – nazywa Dumnych Chłopców „fight clubem alt-rightu”. Każdy członek grupy musi przed przyjęciem do niej zadeklarować: „jestem szowinistą, który nie zamierza przepraszać za stworzenie współczesnego świata”.

Dumni Chłopcy od powstania w 2017 roku organizowali wiece i marsze (m. in. „w obronie wolnego słowa”), kontrmanifestacje przeciw protestom antyrasistów i antyfaszystów (m.in. w Berkeley i Charlottesville - o czym dalej), grozili demokratycznym politykom, m.in. Tedowi Wheelerowi, burmistrzowi Portland.

Wspierali Trumpa wprost zastraszając wyborców Partii Demokratycznej w kluczowych „swing states” Arizonie i Florydzie.

Wyborcy Trumpa dostawali maile w stylu: „zagłosuj na Donalda Trumpa albo cię dopadniemy” z adresów, które dało się powiązać z organizacją.

Szef Dumnych Chłopców dziękował w CNN Trumpowi za jego słowa z debaty, uznając je za zachętę, „żebyśmy robili dalej to, co robimy”. Przez skrajnie prawicową część Sieci przeszła lawina euforii sympatyków i członków grupy. Komentatorzy określili to jako mobilizację do takich działań, jak zastraszanie głosujących.

Ruch QAnon, czyli kompletne szaleństwo. Trump chwali go za walkę z pedofilią

W 2018 roku FBI uznało Dumnych Chłopców za „ekstremistyczną grupę o powiązaniach z białą supremacją”. Jeszcze ostrzej – bo jako „wewnętrzne zagrożenie terrorystyczne” - FBI określiła ruch QAnon. To coś pomiędzy

  • eklektyczną hiperteorią spiskową o „głębokim państwie” („deep state”), zagnieżdżonym w federalnych instytucjach spisku „globalistycznych satanistycznych pedofili”, który obejmuje czołowych polityków Partii Demokratycznej (ale też aktorów Hollywood) i próbuje obalić w puczu Donalda Trumpa,
  • oddolnym, internetowym, ultranacjonalistycznym ruchem szykującym się na „drugą wojnę domową”, którą wkrótce wypowiedzą „prawdziwym Amerykanom” sataniści-globaliści.

Powyższy opis nie jest ani trochę przerysowany. Wyznawcy QAnona śledzą na anonimowych imageboardach (kiedyś 4chan, teraz 8chan i EndChan) komunikaty tajemniczego „Q” – samozwańczego insidera administracji Trumpa, który komunikuje w imieniu prezydenta kolejne ruchy i odkrycia w wojnie z „głębokim państwem”.

QAnon brzmi jak kompletne szaleństwo – pierwsze w historii ideologii prawicy tak kompletne, niepohamowane i rozległe skrzyżowanie najbardziej ekstremalnych jej elementów – ale to szaleństwo już dawno wkroczyło w progi mainstreamu amerykańskiej polityki.

Na listach Partii Republikańskiej do Kongresu znalazło się aż 24 kandydatów, którzy deklarowali poparcie lub wiarę w treści głoszone przez QAnon. Kilkoro z nich zostanie od stycznia 2021 członkami Izby Reprezentantów.

Z QAnon kojarzonych jest co najmniej kilkanaście incydentów działalności terrorystycznej - planowania porwań i zastraszania polityków i dziennikarzy. W kwietniu 2020 FBI aresztowało w Nowym Jorku Jessicę Prim, transmitującą live przygotowywania do zamachu na Bidena poprzez zasztyletowanie. Podczas aresztowania krzyczała do policjantów: „nie słyszeliście o dzieciach, które oni skrzywdzili?”.

Według walczącego z prawicową dezinformacją think-tanku Media Matters,

Trump udostępnił na swoim Twitterze treści ruchu QAnon prawie 400 razy. W sierpniu 2020 na konferencji prasowej nazwał ruch „ludźmi, którzy kochają nasz kraj”.

Podczas telewizyjnego spotkania wyborczego typu „town hall” w stacji NBC 15 października odmówił potępienia ruchu QAnon. Odwrotnie, pochwalił go za „walkę z pedofilią”.

Stephen Miller przygotował "muslim ban", miał znieść "prawo ziemi"

Politycy i doradcy o skrajnie prawicowych poglądach i powiązaniach znaleźli się również na wysokich stanowiskach administracji Donalda Trumpa. Najdłużej z nim związany i najbardziej skuteczny jest Stephen Miller, starszy doradca w sprawach strategii politycznej. To on w dużej mierze odpowiada za wypracowanie ksenofobicznej i antyimigranckiej linii Białego Domu.

Już na studiach nauk politycznych Uniwersytetu Duke współpracował z Richardem Spencerem – popularnym „białym suprematystą” [rasistowska teoria o wyższości białej rasy], prezesem National Policy Institute, który ukuł termin „alt-right” i „hailował” Trumpowi podczas przemówień.

W obozie Trumpa Miller zaczynał jako speechwriter w kampanii w 2016 roku i odpowiadał za zawarte w wiecowych przemówieniach treści rasistowskie, atakujące migrantów z Meksyku. Podobną rolę odegrał podczas wyborów do Kongresu w 2018 roku.

Był głównym autorem rozporządzenia zwanego „Muslim ban”, zawieszającego przyjmowanie migrantów i uchodźców z ośmiu państw Bliskiego Wschodu ze względu na „zagrożenie terrorystyczne”, podpisanego przez prezydenta w pierwszych tygodniach sprawowania urzędu.

Jego „osiągnięciem” jest też zaostrzenie polityki służb federalnych zwalczających nielegalną imigrację z Meksyku, a w szczególności wprowadzenie procedury oddzielania dzieci od aresztowanych rodziców, z którymi nielegalnie przekroczyły granicę.

Według Southern Poverty Law Center od 2018 roku rozdzielono tak ponad 1 100 rodzin, a 4 300 dzieci odebrano rodziców. Pod koniec października 2020, jak informowała „New York Times”, wciąż nie udało się odnaleźć rodziców ponad 500 z tych rozdzielonych dzieci.

Miller miał być jednym z głównych autorów trzymanego w sekrecie planu dekretów Trumpa na drugą kadencję, m. in.:

  • znalezienia prawnej drogi do zniesienia konstytucyjnego "prawa ziemi", czyli nabywania obywatelstwa wraz z urodzeniem się na obszarze Stanów Zjednoczonych,
  • całkowitego zatrzymania przyjmowania uchodźców,
  • umożliwienie deportacji obywateli innych państw, jeśli są one np. dotknięte wojną.

W 2019 roku Southern Poverty Law Center weszło w posiadanie ponad 900 e-maili, które Miller wymieniał z redaktorką ultraprawicowego portalu Breitbart News. Miller cytował w nich treści i poglądy neonazistowskich serwisów „American Renaissance” oraz „VDARE” a także skrajnie rasistowskiej książki „Obóz świętych”, napisanej jeszcze w 1973 roku przez francuskiego autora Jeana Raspaila, która przedstawia dystopijną przyszłość zachodniej cywilizacji zniszczonej przez najazd migrantów z Afryki.

Analityk Sebastian Gorka, sympatyk węgierskich faszystów

W 2017 roku analitykiem spraw zagranicznych i wywiadowczych Białego Domu został Sebastian Gorka, węgierskiego pochodzenia aktywista powiązany ze skrajnie prawicowymi środowiskami.

Środowiska ekspertów i akademików zaprotestowały zarzucając mu brak osiągnięć naukowych i skrajnie islamofobiczne poglądy.

W wieczór inauguracji Trumpa Gorka pojawił się jako gość Fox News w tunice, ozdobiony pierścieniem i opaską węgierskiego Orderu Vitéza – odznaczenia za zasługi wojenne dla kraju, ustanowionego w 1920 roku, przyznawanego w czasie II wojny światowej przez nazistowski węgierski Rząd Jedności Narodowej.

Wśród jego kawalerów był m. in. minister spraw wewnętrznych László Endry, który pomógł Adolfowi Eichmannowi deportować w 1944 roku ponad 400 tysięcy węgierskich Żydów. Order zlikwidowano wraz końcem II wojny światowej, a amerykański Departament Stanu wymienia go jako „odznaczenie przyznawane przez rząd nazistowskich Niemiec”. Ale odznaczenie zostało reaktywowane przez prawicowe prywatne organizacje – jedna z nich przyznała je ojcu Sebastiana Gorki.

Kontrowersje wywołało też wideo z 2007 roku, w którym Gorka staje w obronie Gwardii Węgierskiej (Magyar Gárda), paramilitarnego, neonazistowskiego skrzydła Jobbiku, rozwiązanego dwa lata później za naruszanie konstytucyjnych praw mniejszości. Gorka przekonywał, że węgierskie wojsko „jest zepsute, tak jak zepsute jest społeczeństwo”, a Gwardia Węgierska jest niezbędna, „by państwo mogło się obronić”.

Steve Bannon, przez rok główny architekt Trumpa

Być może najbardziej znanym ze współpracowników Trumpa jest biznesmen Steve Bannon, jeden z szefów jego kampanii w 2016 roku, a później "główny strateg polityczny” w Białym Domu. Uznawany często za głównego architekta prezydentury Trumpa, jest odpowiedzialny za jej nacjonalistyczne, antyimigranckie i populistyczne akcenty.

Kronika jego związków ze skrajnie prawicowymi ugrupowaniami, środowiskami i tradycjami światopoglądowymi jest gigantyczna. Po odejściu z Białego Domu w kwietniu 2017 Bannon wspierał wiele nacjonalistycznych ugrupowań w Europie:

  • francuski Front Narodowy,
  • węgierski Fidesz,
  • hiszpański Vox,
  • Alternatywę dla Niemiec,
  • Szwedzkich Demokratów.

W marcu 2018 roku wygłosił przemówienie do członków Frontu Narodowego, w którym nawoływał: „pozwólcie, żeby was nazywali rasistami i noście to jako symbol honoru”. W Polsce bywa częstym gościem Telewizji Publicznej, w wieczornym paśmie informacyjnym Michała Rachonia.

Bannon bronił związków Trumpa z Władmiriem Putinem i wyrażał uznanie dla rosyjskiej, antyglobalistycznej formy nacjonalizmu.

W 2018 roku spotkał się w Rzymie z rosyjskim ideologiem politycznym Aleksandrem Duginem, którego poglądy powszechnie uznawane są za faszystowskie, w celu utworzenia "kanałów współpracy i komunikacji" między amerykańską prawicą a tradycjonalistyczną częścią rosyjskiej elity politycznej. Określał się też jako „fan” profaszytowskiej książki Dugina „Czwarta teoria polityki” wydanej w 2009 roku. Również w 2018 roku powiedział w wywiadzie dla brytyjskiego „Spectatora”, że „fascynuje go Mussolini".

Alex Jones, producent teorii spiskowych, który pomagał Trumpowi

Trump wspierał też jednego z najpopularniejszych autorów teorii spiskowych w Stanach Zjednoczonych Alexa Jonesa, który prowadzi internetowy serwis i podcast „Infowars”. Walcząc o nominację Republikanów wystąpił w tym programie, a dzień po wygranych wyborach miał zadzwonić do Jonesa z podziękowaniami za przychylne relacjonowanie kampanii.

Jones popularność zyskał jako „truther 11 września”, jeszcze w czasach prezydentury George’a W. Busha, kiedy oskarżał Pentagon i służby USA o wysadzenie wież World Trade Center.

W ostatnich latach na antenie „Infowars” można usłyszeć teorie spiskowe o „ludobójstwie białych”, czyli planie systemowego zmniejszania populacji białych Amerykanów przez zwiększanie populacji mniejszości etnicznych, a także przy pomocy protestów typu Black Lives Matter. Plan mają wdrażać „Demokraci i komuniści, z George’em Sorosem na czele”.

Na stronie Infowars swój kanał prowadzi m. in. Paul Joseph Watson, skrajnie prawicowy brytyjski komentator środowiska alt-rightu.

Dave Duke, czyli Trump "Nic nie wie o Ku-Klux Klanie"

W 2016 roku Trump, pytany przez dziennikarza CNN Jake’a Tappera, czy odcina się od poparcia, którego udzielił mu były lider Ku-Klux Klanu David Duke, powiedział:

„Nic nie wiem o Davidzie Duke’u. Nic nie wiem o Ku-Klux Klanie. Musiałbym przyjrzeć się tej grupie, nie chciałbym potępić kogoś, o kim nic nie wiem. Byłoby bardzo niesprawiedliwe potępić grupę, której członkowie mogą być całkowicie w porządku”.

W reakcji na wzburzenie mediów, Trump wycofał swoje słowa i potępił organizację.

Treści rasistowskich i neonazistowskich organizacji często pojawiały się w mediach społecznościowych Trumpa i w jego kampanii w roku 2020. W czerwcu 2020 Facebook usunął reklamę wyborczą Trumpa, w której znalazł się symbol odwróconego czerwonego trójkąta, wykorzystywany przez nazistów do oznaczania wrogów reżimu.

Także w czerwcu Trump udostępnił na (prowadzonym osobiście) profilu na Twitterze film przedstawiający swoich zwolenników z Florydy konfrontujących się z protestującymi Black Lives Matter. Słychać, jak jeden z popierających Trumpa mężczyzn krzyczy „white power”.

W tweecie Trump określił tych zwolenników jako „wspaniałych ludzi” i dodał:

„Radykalnie lewicowi Demokraci upadną jesienią. Skorumpowany Joe jest już zastrzelony [corrupt Joe is shot]. Do zobaczenia wkrótce!”.

Tweet został usunięty, a komunikat potępili nawet niektórzy Republikanie (m. in. jedyny czarnoskóry senator Partii Republikańskiej Tim Scott), ale sekretarz prasowa Białego Domu Kayleigh McEnany odmówiła potwierdzenia, że prezydent potępia zawarty w filmie język.

Po zabójstwie George’a Floyda i kolejnej fali protestów Black Lives Matter, wiele z pomników upamiętniających broniącą niewolnictwa Konfederację i jej generałów zostało usuniętych. Gdy w Waszyngtonie protestujący obalili figurę gen. Alberta Pike’a, Trump nakazał sekretarzowi spraw wewnętrznych, Davidowi Bernhardtowi jej przywrócenie.

Kiedy pojawiły się doniesienia, że Armia Stanów Zjednoczonych chce zmienić nazwy baz wojskowych nazwanych na cześć generałów Konfederacji, Trump sprzeciwił się temu w tweecie: ”Moja administracja nie ma nawet zamiaru rozważać zmiany nazw tych wspaniałych i legendarnych obiektów!”.

Charlottesville - neonazista zabija i rani

Być może najbardziej znaczący dla całej prezydentury ukłon środowiskom neonazistowskim Trump złożył po marszu „Zjednoczyć prawicę!” („Unite the Right!”), który odbył się w sierpniu 2017 roku w Charlottesville w Wirginii. Jego głównym organizatorem był neonazista Jason Kessler, członek grupy Dumnych Chłopców (później z niej wyrzucony).

Wbrew nazwie, nie był to marsz mainstreamowej prawicy, ale środowisk neonazistowskich, prokonfederackich, Ku-Klux Klanu i internetowych ruchów alt-rightu. Jego celem była obrona statuy generała Roberta Lee przed usunięciem.

Obrońcy pomnika dysponowali flagami w swastyki, antysemickimi banerami i emblematami Konfederacji, przynieśli też broń, m.in. pół-automatyczne karabiny. Wśród przemawiających gości znaleźli się czołowi amerykańscy neofaszyści i biali suprematyści (np. Richard Spencer).

Marsz został rozwiązany przez policję, ale doszło do starć z grupą protestujących. I wtedy doszło do zbrodni – w tłum antyrasistowskich i antyfaszystowskich kontrmanifestantów wjechał samochodem James Fields Jr., zadeklarowany neonazista.

Ranił 35 osób i zabił trzydziestodwuletnią Heather Heyer.
Tuż po ataku Trump zorganizował konferencję prasową, na której potępił „nienawiść, bigoterię i przemoc po obu stronach barykady”. Dodał, że „po obu stronach byli bardzo dobrzy ludzie”.

Słowa Trumpa wywołały szok i oburzenie, także w szeregach Partii Republikańskiej. Dla wielu komentatorów zarysowanie symetrii pomiędzy antyrasistowską manifestacją a neonazistowskim wiecem i jego morderczymi skutkami, stało się symbolem prezydentury Trumpa. Prezydentury żywiącej się energią orbitujących wokół prezydenta ruchów i ludzi skrajnej prawicy, rasistów, neonazistów, suprematystów, zwolenników najbardziej fantastycznych teorii spiskowych.

Symbolicznego wymiaru nabiera fakt, że także dla Joe Bidena – który pozbawił Trumpa prezydentury - to Charlottesville miało być impulsem do podjęcia decyzji o starcie w wyborach prezydenckich.

Udostępnij:

Jakub Wencel

Dziennikarz i publicysta, pisał m.in. w "Dwutygodniku", "Res Publice Nowej", "Noizz", "Newsweeku" i "Kinie". Współautor książek, m.in.: „Antonioni. Powiększenie krytyczne” i „Delfin w malinach. Snobizmy i obyczaje ostatniej dekady”

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne