Utworzenie w Sądzie Najwyższym nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych nie jest niewinną zmianą organizacyjną - przestrzega RPO Adam Bodnar. Ta Izba obsadzona z klucza politycznego przez PiS będzie decydować o ważności wyborów i referendów

Jedna z najważniejszych zmian wprowadzanych przez prezydencki projekt ustawy o Sądzie Najwyższym dotyczy powołania nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego.

  • Zobacz, z jakich izb składa się Sąd Najwyższy

    Obecnie SN składa się z izb:

    1. Cywilnej,
    2. Karnej,
    3. Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych;
    4. Wojskowej.

    Prezydencki projekt ustawy o SN likwiduje Izbę Wojskową, pozostawia Cywilną i Karną oraz dodaje dwie nowe  izby:

    1. Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych;
    2. Dyscyplinarną.

Około 40 proc. sędziów Sądu Najwyższego może zostać przeniesionych w stan spoczynku. Nowa izba będzie więc obsadzona nowymi sędziami, których prezydent powoła na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. I to tej Rady, w której do tego czasu PiS zdobędzie większość głosów.

Te zmiany organizacyjne umożliwią wymianę kadr Sądu Najwyższego – o konieczności „przewietrzenia” bez ogródek mówił Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie w „Dzienniku Gazety Prawnej”.

Na zagrożenie związane z powołaniem nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych we wpisie na Facebooku wskazał RPO Adam Bodnar. Nowa Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, jak podkreśla RPO, będzie zajmować się nie tylko skargami nadzwyczajnymi, ale także m.in.:

  • rozpoznawaniem protestów wyborczych i protestów przeciwko ważności referendum ogólnokrajowego i referendum konstytucyjnego,
  • stwierdzaniem ważności wyborów i referendum.

Dr Bodnar ostrzega: „W uzasadnieniu projektu ustawy o Sądzie Najwyższym nie ma nawet zdania na temat tej pozornie neutralnej zmiany. Jest tylko niewinne wymienienie kompetencji Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, bez analizy jakie to może mieć konsekwencje ustrojowe oraz dla naszych praw wyborczych”.

A jakie może mieć konsekwencje? Rozpatrywaniem protestów wyborczych zajmują się sądy powszechne, w których Zbigniew Ziobro zaczął już wymieniać prezesów i wiceprezesów. Oceniają one protesty dotyczące m.in. wątpliwości co do liczenia głosów, liczby wydanych kart do głosowania, prawidłowego ich opieczętowania w trakcie wyborów każdego rodzaju. Po wyborach samorządowych w 2014 roku obywatele złożyli do sądów prawie 2 tys. protestów. Sądy oddaliły większość z nich, w tym także te zgłoszone przez PiS. Wbrew oskarżeniom Jarosława Kaczyńskiego wybory nie były sfałszowane.

Sędziowie pod naciskiem ministra sprawiedliwości mogą więc rozpatrywać pozytywnie tylko te protesty, których uwzględnienie poprawi wynik kandydatów PiS, a odrzucać protesty zmieniające wynik na korzyść opozycji. Od rozstrzygnięć sądów może zależeć, kto w danym okręgu zwycięży w wyborach do Sejmu, Senatu, rady gminy, na prezydenta miasta czy Polski.

Jeśli nieprawidłowości czy fałszerstwa wyborcze w skali ogólnopolskiej będą niewielkie i tylko lokalne, a PiS przegra wybory, wybrani przez PiS sędziowie Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN mogą być naciskani, by unieważnić wybory w całości.

Z kolei jeśli nieprawidłowości wpływałyby na wybory w skali ogólnopolskiej, Sąd Najwyższy powinien takie wybory unieważnić.

Czy sędziowie wybrani przez PiS i prezydenta zdobędą się na to, jeśli wynik będzie korzystny dla PiS?


Abonament na wolność słowa

Pisze o prawie i polityce. Koordynuje Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland.

Daniel Flis
Daniel Flis

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press