15 grudnia 2021

Czwórka migrantów na bagnach. "Akcja ratownicza była walką o zdrowie i życie"

Czwórka cudzoziemców dwa dni temu utknęła na bagnach między granicą a zalewem Siemianówka. „Teren zajeb...cie arcytrudny” - mówią lokalsi. Od wieczora 13 grudnia trwała akcja pomocy. Dopiero po dobie udało się zlokalizować i dotrzeć służbom do cudzoziemców. Dwóch z nich trafiło do szpitala

13 grudnia 2021 wieczorem na Festiwalu Watch Docs w Warszawie, po filmie „Gra cieni” o nastolatkach, które nielegalnie próbują się dostać do Unii Europejskiej, toczyła się panelowa dyskusja o pomocy udzielanej migrantom na granicy polsko-białoruskiej. Byli aktywiści z NGOsów wspierających uchodźców, szefostwo Human Rights Watch – międzynarodowej organizacji zajmującej się tym tematem, i małżeństwo Stuhrów – też wspierają cudzoziemców przy granicy.

"Musieliśmy zbudować państwo podziemne, by robić to, czego nie robi państwo wobec migrantów - pomagać im. Prawo w tamtym miejscu (przy granicy – red.) nie działa” - mówiła Marta Górczyńska, prawniczka i aktywistka z Grupy Granica. „Jeździmy na akcje pomocowe w lesie w grupie (…) bo boimy się polskich służb” - dodawała Anna Dąbrowska, aktywistka, szefowa Homo Faber wskazując, kto jest zagrożeniem dla wolontariuszy ratujących migrantów.

Już blisko godziny 21:00 Katarzyna Błażejowska-Stuhr zdradziła, co dzieje się właśnie na jednej z grup dla aktywistów.

"Czworo Syryjczyków, w tym dwie kobiety utknęły na bagnach nad zalewem Siemianówka” informowała.

Okoliczni mieszkańcy zastanawiali się, jak ich wyciągnąć, ale nie znaleziono wyjścia, bo to bardzo trudny teren. „Na grupie toczy się dramatyczna dyskusja, czy zawiadomić służby. Bo te pomogą, ale potem pewno wypchną te osoby za granicę" – dodawała Błażejowska-Stuhr.

Chyba nikt ze słuchających te słowa w warszawskim kinie Kinoteka nie zdawał sobie sprawy, że dramat to się dopiero rozpoczął. A akcja będzie trudniejsza, niż to się wydawało.

„Teren to katastrofa”

Fundacja Ocalenie ok. godz. 17:00 w poniedziałek 13 grudnia dostała prośbę z Grupy Granica: możecie pomóc jakoś grupie migrantów pod pinezką? Ta wskazywała na środek strefy objętej zakazem wjazdu, obszar między granicą z Białorusią, a zalewem Siemianówka.

Tam są bagna. Tylko miejscami porośnięte kępami drzew. Paskudne bagna. „Ja nawet się nie podejmę wchodzenia tam” - powiedział jeden z lokalsów. Inni wypowiadali się podobne – odmawiali.

Karolina Szymańska z Fundacji Ocalenie konsultowała niesienie pomocy migrantom z trzema lokalnymi grupami aktywistów, którzy mieszkają w strefie i niosą tam pomoc. Wszystkie powiedziały: nie ma mowy.

„Teren tam nie jest trudny. Jest zajebiście arcytrudny” - mówi OKO.press jedna z aktywistek lokalnych.

„Byłem tylko raz na grobli (jest w pobliżu -red.), ale fotografy tam jeżdżą na ptactwo i wiem, że jest niezły hardkor” pisał na TT Exen – popularny twitterowicz, który dobrze poznał te tereny przy granicy i często się o nich się wypowiada. „Nawet najdziksze rezerwaty mają jakieś tryby, dróżki etc., a tam jedna wielka dzicz” - dodawał.

View post on Twitter

Aktywiści rozpatrywali różne opcje. Najbliżej – w prostej linii ok. 1 km - jest tam grobla kolejowa linii nr 31, łącząca Polskę z Białorusią. Ale na niej - ponoć - Straż Graniczna ma termowizję. Szybko więc złapie i wypchnie na Białoruś migrantów. Odpada. Rozpatrywano też pomoc łódką – do nabrzeża zalewu jeszcze bliżej - ale to też nie do przyjęcia z kilku względów.

„Nie wiedzieliśmy, co zrobić, bo teren to faktycznie katastrofa. Byliśmy w patowej sytuacji” - opowiada Szymańska.

Stracili z migrantami kontakt. Mogło nie być zasięgu – najbardziej prawdopodobne - albo mogli oszczędzać baterie. Noc miała być z minusami na termometrze. Aktywiści czekali na kontakt do 22:30. Wtedy uznali, że dłużej już nie mogą czekać. O 22:41 zgłosili na 112 prośbę o akcje ratowniczą. „Co to za państwo, w którym boisz się zadzwonić po pomoc do ludzi, którzy są w tak ekstremalnie trudnej sytuacji?” - kilkanaście godzin później zastanawia się Karolina Szymańska.

Pojechała tam straż pożarna z Hajnówki i Białegostoku. Około 01:00 w nocy Szymańska dostała informację, że nikogo nie znaleźli pod pinezką z Google Maps. Poszukiwania zostały przekazane do Straży Granicznej. Oni mieli je kontynuować.

Dla bezpieczeństwa migrantów – by zmniejszyć ryzyko bardzo prawdopodobnego push-backu - o sytuacji równolegle została poinformowana zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, dr Hanna Machińska.

„Akcja ratownicza była walką o ich zdrowie i życie”

Ok. 07:00 rano 14 grudnia Straż Graniczna mówiła aktywistom, że poszukiwali migrantów dronem, ale były złe warunki i będą kontynuować później. „Chyba straszna mgła tam była” - zgaduje Szymańska. Major Katarzyna Zdanowicz, rzeczniczka prasowa Podlaskiego Oddziału SG: „Pogoda była straszna, bardzo nielotna”.

Ok. godz. 13:00 Straż Graniczna ponownie obiecywała Ocaleniu, że „będą szukali”. Po godz. 14:00 powstała luka pogodowa – aktywiści dostali informację, że SG „szuka, ale są trudne warunki”. Robiło się nerwowo, bo było bardzo zimno, padał deszcz i nadal brak był jakiegokolwiek kontaktu ze strony migrantów. Sprawą zaczęły się mocniej interesować media.

O 14:58 nastąpił przełom.

Alaa (mężczyzna) lat 25; Khaled (m), 35 lat, Hanaa, (k), 19 lat i Murtadha (m), 27 lat napisali do Fundacji Ocalenie „Jesteśmy w niebezpieczeństwie. Prosimy, zróbcie wszystko, aby do nas dotrzeć. Jeśli trzeba, wezwijcie policję." Okazało się też, że pierwsza trójka cudzoziemców jest z Syrii - Damaszku i Aleppo - a ostatni – z Iraku, a nie jak pierwotnie podano, że wszyscy są z Syrii.

View post on Facebook

Ocalenie dostało pinezkę ich obecnej pozycji. Przemieścili się w stosunku do tej pozycji z nocy i dlatego strażacy ich wówczas nie znaleźli. Migranci pisali też, iż jedno z nich potrzebuje pomocy medycznej, by wezwać karetkę. Aktywiści nie dowiedzieli się z jakiego powodu konkretnie. Dialog był utrudniony, bo konwersacje na WhatsUp-ie musiały być tłumaczone translatorem – nikt z migrantów nie posługiwał się angielskim czy innym europejskim językiem.

Drugiego pina Szymańska wysłała do SG z kopią do Rzecznika Praw Obywatelskich.

„Aby był ślad, że to się dzieje” - tłumaczy ostrożność.

O 16:00 migranci napisali: „Chcemy ubiegać się o azyl w Polsce”.

Tym razem SG zadziałała dość szybko – już po 16:00 cudzoziemcy informowali, że właśnie latał nad nimi dron, rozpalili też ognisko, by ich łatwiej było znaleźć. Poszukiwaniami już zajmowały się dwie placówki SG – w Narewce i w Michałowie.

Ok. godz. 19:00 pojawiła się informacja: pogranicznicy znaleźli migrantów, ale ich wyciągnięcie będzie czasochłonne. Uchodźcy też potwierdzili aktywistom, że zostali znalezieni – mieli kontakt wzrokowy i werbalny.

Ok. godz. 20:00 Ocalenie dostało potwierdzenie – służby dotarły wreszcie do cudzoziemców.

Godzinę później Grupa Granica, która miała w tym terenie swój zespół naziemny, potwierdziła OKO.press, że cudzoziemcy są już „z policją”.

„Akcja była trudna, w bardzo niedostępnym terenie. Jakieś 150 m od migrantów funkcjonariusz wpadł po pas w wodę. Bez strażaków i ich specjalistycznego sprzętu tj. kombinezonów wypornościowych i specjalnych sań, szybko nie udałoby się tych ludzi stamtąd wyciągnąć”

- opisuje nam mjr Zdanowicz z SG. Po ich zlokalizowaniu trzeba było też znaleźć drogę dojazdu dla jednostek straży.

Dziś ok. 08:00 rano Straż Graniczna pochwaliła się udaną akcją ratunkową na bagnach.

View post on Twitter

W akcji wzięli udział także żołnierze Wojsk Ochrony Terytorialnej, z 4. Warmińsko-Mazurskiej Brygady OT. Oni też wydali własny komunikat.

„Z uwagi na niskie temperatury i wyziębienie poszkodowanych akcja ratownicza była walką o ich zdrowie i życie. (…) Migranci byli wychłodzeni, ale w stanie stabilnym” pisze WOT. Udzielono im pomocy przedmedycznej, transportowano na noszach – zapewne owych saniach - w bezpieczne miejsce. Tam migranci zostali osuszeni, okryci kocami termicznymi i przekazani ratownikom. Dwóch trafiło do szpitala w Hajnówce, dwaj pozostali - do strażnicy SG w Narewce.

„Mamy nadzieję, że tym razem SG (...) nie dokona push-backu”

Posłanka Katarzyna Kretkowka jeszcze wczoraj, w trakcie akcji dzwoniła do oddziału SG w Narewce, by uzyskać potwierdzenie, że tych migrantów pogranicznicy nie wypchną na Białoruś. „Strażniczka, z którą rozmawiałam – nie wiem kto - obiecała, że nie będą odsyłani. Dziś dzwoniłam i strażnik już mi powiedział, że nie on o tym decyduje. Ale mam nadzieję, że tego nie zrobią” opisuje w rozmowie z OKO.press. Obiecuje dalej monitorować sprawę.

„Mamy nadzieję, że tym razem SG będzie przestrzegać podstawowych zasad humanitaryzmu i nie dokona push-backu. Ci ludzie już chyba dość wycierpieli” – dodaje Marianna Wartecka, która wczoraj z ramienia Fundacji Ocalenie monitorowała sytuację.

Straż Graniczna otrzymała rano informację, że dwóch migrantów dzisiaj wyjdzie ze szpitala.

„Z pozostałymi w tej chwili nie prowadzimy żadnych czynności. Oni muszą dojść do siebie wypocząć. Przyjedzie tłumacz to zobaczymy, co będą nam deklarować” mówiła ok. 10:00 rano major Zdanowicz. Nie wiadomo więc, czy procedura azylowa zostanie wobec cudzoziemców wszczęta. Aktywiści obiecują dalej monitorować sprawę.

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne