29 sierpnia 2021

Aktywiści próbowali przeciąć drut na granicy polsko-białoruskiej. Zostali zatrzymani [RELACJA i FILM]

Aktywiści sprzeciwiający się nieludzkiemu traktowaniu uchodźców na granicy w geście obywatelskiego nieposłuszeństwa próbowali zniszczyć fragment zasieków na granicy. Relacja Krzysztofa Boczka

Ok. 15 km na północ od Usnarza Górnego, na skraju wsi Szymaki, w 29 sierpnia wieczorem, kilkanaście osób, z linami i nożycami podeszło do podwójnego drutu kolczastego ułożonego na granicy. Planowali go na krótkim fragmencie zniszczyć. W geście raczej symbolicznym. Nie udało się.

-Hej stój ku*wa! - z odległości ok. 100-150 m krzyknęli funkcjonariusze, prawdopodobnie Straży Granicznej, kiedy tylko aktywiści pojawili się na pasie granicznym. Kilka osób, z biorących udział w akcji mówi, że słyszeli jeszcze: „Paszoł won!, oraz „Stój skurw...ie” - tego nie słychać już na nagraniu.

Z powodu szybkiej reakcji pograniczników, akcja nie udała się. Zasieki nie zostały zniszczone, tylko przeciągnięto je o kilka metrów. Straż Graniczna podała jednak w komunikacie, informację o „zaporach technicznych”, które aktywiści „zniszczyli”.

Zatrzymano 13 osób.

Jeden z mieszkańców tłumaczył dziennikarzom i aktywistom, czemu w tej okolicy aż tyle mundurowych. "Tam pod tym wielkim drzewem 7 uchodźców stoi od kilku dni, ognisko palą. Za drutami, po białoruskiej stronie", przekonywał. Gdy reporterka Gazety Wyborczej z Białegostoku podeszła w to miejsce, nie zobaczyła jednak nikogo.

„Ten płot to symbol polskiej hańby”

"Kto przeciął druty kolczaste?" - zapytał jeden ze strażników grupę aktywistów, która zatrzymała się na wezwanie wozów SG. Zgłosił się Bartosz Kramek, z Fundacji Otwarty Dialog. Gdy dopytywaliśmy strażników, czy aby na pewno drut został „przecięty”, od zamaskowanego pogranicznika dowiedzieliśmy się: „to jeszcze ustalimy”. Z naszych ustaleń wynika, że jedna z aktywistek próbowała przeciąć drut, ale jej się nie udało. Na filmie z akcji także nie widzimy jakiegokolwiek przecięcia.

Kramek: „To był protest planowany, w zasadzie ogłoszony publicznie”. Mowa o artykule, który ukazał się w "Gazecie Wyborczej".

Na sam pomysł wpadł jednak Paweł Kasprzak, jeden z liderów Obywateli RP, zaś w „ekumenicznej” akcji brały udział osoby z kilku grup aktywistów.

„To nasz obywatelski sprzeciw, nie przeciwko kontroli granic, a zasiekom w wymiarze symbolicznym i rzeczywistym. To, co się dzieje, zwłaszcza wobec 32 uchodźców z Afganistanu, którzy – czego dowodzą zdjęcia satelitarne - od 21 dni koczują na terenie Polski, to jest skandal. To urąga prawu międzynarodowemu, Konstytucji, ustawie o cudzoziemcach zasadzie humanitaryzmu i ludzkiej przyzwoitości” - dodaje.

Zaznacza, że mają nadzieję, iż inni obywatele pójdą w ich ślady. „Zapraszam nasze siostry, by w razie możliwości pilnowały tego, aby nasze siostry nie zostały deportowane” - dodaje uczestniczka akcji Angelika Domańska.

„Ten płot to symbol polskiej hańby, znieczulenia i bezprawia. Prawo o azylu nie tylko jest zapisane w konwencjach międzynarodowych, ale także w polskiej Konstytucji. Każdy człowiek, który trafi na polskie terytorium i chce, by Polska rozpatrzyła jego wniosek, ma do tego prawo. Tego się im nie odmawia” - tłumaczy inny z uczestników akcji Kajetan Wróblewski, były dziennikarz, a od lat aktywista wspierający uchodźców w Polsce.

Zasieki przeciwko ofiarom obcych reżimów

Aktywiści protestują m.in. przeciwko „barbarzyńskim” push-backom, czyli odsyłaniu uchodźców z Polski na granicę Białorusi, wbrew prawu. To faktycznie notoryczna praktyka Straży Granicznej, o czym mówią nie tylko sami uchodźcy, ale także członkowie Fundacji Ocalenie, Stowarzyszenia Interwencji Prawnej czy aktywiści Chlebem i Solą.

"Nie zgadzamy się na nie wpuszczanie osób, które uciekają ze swojego kraju, bo boją się tortur śmierci, swojej i bliski. Dlatego u nas szukają tej pomocy. W Europie szczycimy się tym, że posiadamy prawo humanitarne, a prawda jest taka, że EU odwraca oczy od uchodźców" – dodaje Zuzanna Lesiak. Ona zrobiła to, bo nie chce, by któryś z uchodźców zginął na polskiej granicy, z powodu blokowania przez mundurowych pomocy przez Polaków.

"Zasieki zostały ustawione nie przeciw wrogom państwa, lecz ofiarom obcych reżimów"- piszą aktywiści w swoim 4 stronicowym apelu, przygotowanym jeszcze przed akcją. "Rządowa propaganda dehumanizuje uchodźców traktując ich jak broń hybrydową Łukaszenki i Putina, odwołując się do najniższych i najpodlejszych instynktów. Ksenofobia i rasizm są legitymizowane pod płaszczykiem dbałości o bezpieczeństwo narodowe. Odżywają demony, które każą widzieć w przybyszach nosicieli pasożytów i gwałcicieli kobiet, wyłudzaczy pomocy socjalnej i terrorystów. Sprawujący dziś władzę konstytucyjni przestępcy starają się zbić na tym polityczny kapitał".

Cały apel zamieszczono tutaj.

Wycofanie wojsk amerykańskich z Afganistanu i przejmowanie władzy przez talibów pociągnęło za sobą drastyczne konsekwencje dla mieszkańców tego kraju. Odczuwamy je dziś także na granicy polsko-białoruskiej. Polska była jednym z państw uczestniczących w działaniach wojskowych u boku USA, pod egidą NATO. Za sytuację Afgańczyków – pozostawionych na pastwę islamskich fundamentalistów – jesteśmy dziś po części odpowiedzialni także my. Szczególne zobowiązania mamy jednak wobec uchodźców przybywających do naszego kraju.

Graniczne zasieki z drutu kolczastego instalowane w ostatnich tygodniach ku uciesze Piotra Glińskiego, Macieja Wąsika i Mariusza Błaszczaka nie stanowią obrony przed rosyjskimi czołgami, specnazem, ani przemytem. Powstają w odpowiedzi na kryzys spowodowany obecnością grupy trzydziestu dwóch (!) afgańskich uchodźców na naszych granicach – osób uciekających przed wojną i szariackim terrorem. Zgodnie z prawem międzynarodowym i Konstytucją mają prawo ubiegać się o ochronę przed prześladowaniem w naszym kraju. Art. 56. Konstytucji stanowi: Cudzoziemcowi, który w Rzeczypospolitej Polskiej poszukuje ochrony przed prześladowaniem, może być przyznany status uchodźcy zgodnie z wiążącymi Rzeczpospolitą Polską umowami międzynarodowymi. Nie każdy musi go otrzymać, lecz każdy ma prawo o niego wystąpić. To prawo jest gwałcone na naszych oczach. Rządowa propaganda dehumanizuje uchodźców traktując ich jak broń hybrydową Łukaszenki i Putina, odwołując się do najniższych i najpodlejszych instynktów. Ksenofobia i rasizm są legitymizowane pod płaszczykiem dbałości o bezpieczeństwo narodowe. Odżywają demony, które każą widzieć w przybyszach nosicieli pasożytów i gwałcicieli kobiet, wyłudzaczy pomocy socjalnej i terrorystów. Sprawujący dziś władzę konstytucyjni przestępcy starają się zbić na tym polityczny kapitał.

Polska otoczona drutem kolczastym nie jest naszym krajem. Państwo używające wojska do obrony przed garstką uciekających przed prześladowaniem nie tylko dyskwalifikuje się moralnie – wystawia się także na pośmiewisko. Drut kolczasty staje się nowym symbolem Polski. Dzięki takim jak Wąsik, stara narodowa dewiza „Za wolność naszą i waszą” brzmi dziś równie szyderczo jak „Arbeit macht frei” na bramie obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Trwa polsko-białoruska konkurencja w okrucieństwie, a polscy ministrowie licytują się na nieustępliwość i radykalizm z liderami ugrupowań i sił o charakterze faszystowskim.

Tak, polskie granice są także granicami Unii Europejskiej. Jesteśmy w pełni świadomi zagrożeń militarnych i hybrydowych stwarzanych przez nasze wschodnie sąsiedztwo. Nie uchronimy się jednak przed nimi prymitywnymi instalacjami z drutu kolczastego. Nie stanowią one skutecznej zapory – są za to środkiem mającym odstraszyć uchodźców przed kierowaniem się do naszego kraju. Reakcja rządu na grupę szukających schronienia tworzy punkt zapalny ku uciesze reżimu Aleksandra Łukaszenki – prowadzi do bezprecedensowego kryzysu moralnego i humanitarnego, uderzając także w reputację Polski jako cywilizowanego i sprawnego państwa. Granice muszą być chronione – za pomocą nowoczesnych systemów monitorujących, za pomocą specjalistycznych czujników, dronów i patroli. Każdy przybywający musi otrzymać podstawową pomoc i zostać sprawdzony pod kątem bezpieczeństwa i spełniania kryteriów azylowych – zgodnie z obowiązującymi procedurami. Każdy potencjalny uchodźca musi być kierowany do miejsc, w których jest to możliwe. Obecnie – nie jest. Władze każdym sposobem starają się im to uniemożliwić – wbrew Konwencji Genewskiej. Dziś chodzi o garstkę afgańskich przybyszów, ale przyjęcie nawet kilkunastu tysięcy uchodźców przez niemal czterdziestomilionowy naród nie przekracza naszych możliwości. Oznacza natomiast konieczność sprawnej i konsekwentnej organizacji tego procesu.

Niezależnie od naszych poglądów politycznych i orientacji ideowych, uważamy, że patriotyzm wymaga dziś jasnego świadectwa niezgody. Postępująca faszyzacja polskiej przestrzeni publicznej jest faktem: wykluczanie i zohydzanie całych grup etnicznych i społecznych przeradzające się w systemowe ataki na mniejszości przywodzą bardzo czytelne historyczne analogie. Obserwujemy bezbronnych i cierpiących ludzi rozmieszczonych w wojskowym kordonie, za drutem kolczastym, strzeżonym przez innych ludzi z bronią, z polskimi orłami na czapkach i biało-czerwonymi naszywkami na rękawach. Wojskowi i policyjni strażnicy odmawiają udzielenia im jakiejkolwiek pomocy, a swoje postępowanie tłumaczą obowiązkiem wykonywania rozkazów – przestępczych i zbrodniczych w swej istocie.

Działania podejmowane przez rząd i służby mundurowe odbywają się w naszym imieniu. Jeśli uważamy, że jesteśmy wolnymi ludźmi, jesteśmy zobligowani do próby pociągnięcia władz do odpowiedzialności i wyrażenia protestu. Jako świadomi obywatele mamy obowiązek wyrazić swój czynny i stanowczy sprzeciw. Zasieki na granicy i propaganda antyuchodźcza nie mają innego uzasadnienia jak prymitywnie rozumiany polityczny interes rządzących. Nie zgadzamy się na poniżanie, niehumanitarne traktowanie, odmawianie udzielenia pomocy medycznej uchodźcom, nie zgadzamy się na stosowanie nielegalnej procedury push-back. Każda osoba, która szuka ochrony międzynarodowej, powinna móc o nią wystąpić i mieć szansę ją otrzymać.

Graniczny drut należy usunąć – w warstwie symbolicznej i rzeczywistej. Zasieki zostały ustawione nie przeciw wrogom państwa, lecz ofiarom obcych reżimów. Z ich perspektywy niewiele różni się od nich Polska stosująca wobec uchodźców nieludzkie traktowanie i tortury. Taka polityka nie może zostać usankcjonowana przy społecznej bierności. Działania muszą podjąć także struktury europejskie, które nie mogą zapomnieć o wartościach na których zbudowano Unię. Siła prawa nie może opierać się na zasiekach i broni, lecz uświadamianych społecznie wartościach. Demokratyczne społeczeństwo musi być gotowe do altruizmu, a polityka międzynarodowa nie może stanowić jedynie cynicznej gry bezwzględnych egoizmów.

Taką solidarność jesteśmy winni ludziom daremnie wyczekującym od nas pomocy i schronienia – i tam, w Afganistanie, i tu, u naszych granic. Nie my podejmowaliśmy wobec nich zobowiązania, nikt nie pytał nas o zgodę na wysyłanie tam sił wojskowych, a następnie na ich nieodpowiedzialne wycofanie pozostawiające ich na pastwę totalitarnej dyktatury. Niemniej, także w naszym imieniu te zobowiązania złożono i jest dziś skrajną niegodziwością ich nie dotrzymać. Wypełnijmy je przynajmniej wobec tych ludzi, którym możemy wciąż spojrzeć w oczy – poprzez lornetki, zasieki i kordony.

Jesteśmy tu, gdzie w naszym imieniu dzieją się rzeczy straszne. Nasz protest ma charakter pokojowy i podejmujemy go z otwartą przyłbicą – w duchu obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jesteśmy gotowi ponieść wszelkie idące za nim konsekwencje. Niech spadną one na sumienia tych, którzy cynicznie zamykają oczy na desperację, cierpienie, tortury i groźbę śmierci.

Uważamy, że solidarność nie jest tylko pustym hasłem, a wolność kosztuje i wymaga upartego oporu.

Spędzą noc na komisariacie

Organizatorzy akcji porównują ją do tego, co zrobili inni aktywiści w Gdańsku – symbolicznego obalenia pomnika ks. prałata Jankowskiego. Teraz, to gest sprzeciwu wobec tego, co władze Polski robią z uchodźcami na granicy z Białorusią.

W chwili gdy kończymy ten tekst, aktywiści zostali przewiezieni przez policję do komisariatu w Sokółce. Busy, którymi podróżowali, policja zabrała na lawety.

"Jaka jest podstawa zatrzymania tych pojazdów?", dopytywałem mężczyznę w cywilu, który nie przedstawił się, nie podał stopnia, nie okazał legitymacji funkcjonariusza, a poinformował o zajęciu pojazdu i odholowaniu go.

"Podstawą prawną jest to, co zrobili tam na granicy" – mówił, ponownie nie okazując żadnego dowodu na to, że jest policjantem. Kierowca jednego z busów nie protestował. "Nie chcemy sprawiać trudności, chcemy szybko zakończyć czynności", mówił. Straż Graniczna z policją obiecały im, że jeśli nie będzie problemów, zakończą czynności do 6 rana i będą mogli wracać.

To 'szybko' okazało się nieprawdą. Mariusz Kamiński, minister spraw wewnętrznych zapowiedział na TT, że sprawcy „poniosą wszelkie konsekwencje karne swoich działań. Na podobne akty będziemy reagować z pełną stanowczością”:

View post on Twitter

Wiemy, że te naciski ministra nadzorującego służby dotarły do Komisariatu Powiatowego w Sokółce. Z powodu braku miejsc na komisariacie, aktywiści zostaną przetransportowani przez Straż Graniczną do Białegostoku i tam mają spędzić noc.

„Ogrodzenie miało zostać podpięte do tych pojazdów, a następnie miało zostać rozciągnięte. Tak to miało w założeniu wyglądać” – tłumaczyła TVP rzecznik prasowa Straży Granicznej, Anna Michalska. To nieprawda, mówią aktywiści - wcale nie planowali ich wykorzystać w akcji. Zaparkowali je ok. 150-200 m od granicy i podeszli do niej pieszo. To jednak wystarczyło policji, by zatrzymać oba busy, którymi poruszali się aktywiści. Jak twierdzi adwokat Rafał Gulko, który reprezentuje zatrzymanych, mają oni szansę zostać zwolnieni w poniedziałek, ale samochody, w tym jeden wynajęty, policja może chcieć przetrzymywać przez 2-3 dni.

Po obejrzeniu filmu z akcji, Gulko twierdzi, że zarzuty policja może będzie mogła postawić tylko 5 osobom. A dopiero potem będzie można sądownie dochodzić odszkodowania za bezpodstawne zatrzymanie i narażenie na dodatkowe koszty. To może potrwać lata.

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne