W nocy 3 stycznia Amerykanie zabili w Bagdadzie irańskiego generała Kassema Solejmaniego, według niektórych drugą osobę w Iranie, ważniejszą od prezydenta. To potężna eskalacja w tlącym się od miesięcy konflikcie irańsko-amerykańskim. I jedno z największych politycznych morderstw XXI wieku. Czy Polska, sojusznik Trumpa, musi obawiać się wojny?

Nie codziennie najpopularniejszym hasztagiem na całym świecie (także w Polsce) na Twitterze jest #WWIII, czyli trzecia wojna światowa. Czy mamy do czynienia z tak ważnym momentem w historii?

Wśród komentatorów rzeczywiście można znaleźć analogie, porównujące zlikwidowanie generała Kasema Solejmaniego przez USA do zabójstwa arcyksięcia Franciszka Ferdynanda przez serbskiego nacjonalistę Gawriło Principa w sierpniu 1914 roku, co doprowadziło do wybuchu I wojny światowej. Można trafić też na głosy, że to tak, jak gdyby Iran zamordował amerykańskiego wiceprezydenta lub szefa CIA.

Każde takie porównanie ma jednak spore wady. Generał Kasem Solejmani, przywódca sił Kuds, był postacią, która nie ma analogii w innych systemach politycznych, bo system Islamskiej Republiki Iranu jest wyjątkowy.

W polityce zagranicznej USA ostatnich dekad jest to wydarzenie porównywalne w skali tylko z pojmaniem i zabiciem Saddama Husajna.

Dlatego warto przyjrzeć się temu, kim był Kassem Solejmani i dlaczego jego śmierć może mieć daleko idące konsekwencje dla światowej polityki.

Co się stało?

3 stycznia 2020

w nocy Solejmani wylądował na lotnisku w Bagdadzie. Spotkał się tam z członkami irackich milicji wspieranych przez Iran. Nie ujechali daleko. Konwój został ostrzelany przez amerykański dron. Atak zaaprobował sam prezydent Trump.

To bardzo silna odpowiedź Stanów Zjednoczonych na eskalację między Iranem a USA. Iran jest zbyt silny, aby Amerykanie mogli pozwolić sobie na otwartą inwazję, tak jak w przypadku Iraku w 2003 roku. Natomiast słabość Iraku po amerykańskiej inwazji od lat wykorzystuje Iran. Odkąd Amerykanie w 2011 roku z Iraku się wycofali, można bez przesady powiedzieć, że to Iran jest najsilniejszym graczem międzynarodowym w Iraku, co nie podoba się Amerykanom.

Irak jest więc sceną brutalnej walki o międzynarodowe wpływy, a ostatnio już otwartej wojny zastępczej pomiędzy Stanami a Iranem.

27 grudnia od bomb wystrzelonych na iracką bazę wojskową zginął pracujący tam Amerykanin. USA oskarżyła wspieraną przez Iran milicję Kata’ib Hezbollah (ich lider, Abu Mahdi al-Muhandis, zginął dziś razem z Solejmanim), która nie przyznała się do odpowiedzialności za atak.

W odpowiedzi, 29 grudnia 2019 Amerykanie ostrzelali bazy milicji w Iraku i Syrii, zabijając 24 jej członków

W Iraku od miesięcy jest niespokojnie, wielotysięczne protesty antyrządowe przyciągają różne siły polityczne. 31 grudnia proirańskie milicje, pod przykrywką protestów, zaatakowały amerykańską ambasadę w Bagdadzie, na 24 godziny uwięziły w środku amerykańskich dyplomatów.

Atak na Solejmaniego to w pierwszej kolejności odwet za atak na ambasadę. Ale trudno uwierzyć, że nie był szykowany od dawna, a wydarzenia w Bagdadzie to tylko pretekst. Solejmani od lat był jednym z największych wrogów USA w regionie.

Kto zginął?

„Solejmani był dowódcą sił Kuds i bez wątpienia najpotężniejszym wojskowym w Iranie” – mówi OKO.press Karol Wasilewski, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. „Jego rzeczywista pozycja wynikała również z tego, że odgrywał kluczową rolę w polityce regionalnej i bezpieczeństwa państwa – był odpowiedzialny za zaangażowanie militarne Iranu w regionie. W tym wymiarze był z pewnością istotniejszy niż prezydent Iranu Hasan Rouhani i podlegał bezpośrednio najwyższemu przywódcy”.

  • Kto rządzi Iranem? Przeczytaj więcej

    W Iranie od Rewolucji Islamskiej w 1979 roku panuje islamska teokracja, na czele której stoi najwyższy przywódca.

    Pierwszym był charyzmatyczny duchowny Ruhollah Chomeini, kluczowa postać rewolucji i twórca koncepcji przewodnictwa oświeconego prawnika, która stała się podstawą dla utworzenia tego stanowiska. Swojego następcę Chomeini wyznaczył osobiście. Od jego śmierci w 1989 roku krajem rządzi kolejny „oświecony prawnik”, Ali Chamenei.

    Polityczny i prawny system Iranu ma wiele specyficznych instytucji, ale jego podstawą jest lokalna interpretacja prawa islamskiego. Na czele rządu stoi wybierany w wyborach powszechnych prezydent. Władze starannie wybierają kogo do wyborów dopuścić, a kogo zdyskwalifikować. Istnieją też poważne wątpliwości, czy wybory przeprowadzane są uczciwie – po powszechnie nieuznanych przez Irańczyków wyborach w 2009 roku miliony wyszły na ulice.

    Dlatego prezydent nie zawsze ma silną pozycję. A wielu uważa, że Solejmani, przynajmniej w polityce zagranicznej, był w kraju osobą numer dwa. Do 3 stycznia 2020 kierował siłami Kuds.

Siły Kuds to elitarne siły Islamskiej Republiki Iranu, odpowiedzialne za kontrwywiad i niekonwencjonalne działania wojskowe poza granicami kraju. Są częścią Strażników Rewolucji, organizacji utworzonej zaraz po obaleniu szacha w 1979 roku, aby zapobiec zamachowi stanu ze strony wojska. Według dzisiejszej konstytucji Iranu armia broni granic kraju, Strażnicy Rewolucji natomiast zajmują się obroną teokratycznego systemu islamskiego. Siły Kuds rozszerzają zasięg szyickiej rewolucji islamskiej poza Iran.

Eksport rewolucji

Rewolucja Islamska miała potężne wsparcie ideologiczne w postaci szyizmu. To druga najpowszechniejsza na świecie odmiana islamu, która powstała na skutek politycznych i ideologicznych różnic wewnątrz islamu na samym początku istnienia tej religii.

Tak jak spora cześć komunistów na całym świecie przez dekady istnienia ZSRR uważała to państwo za swojego protektora, tak wielu szyitów uważa Iran za lidera szyickiego świata.

I to było podstawą do prowadzenia agresywnej polityki zagranicznej Solejmaniego w krajach ze sporą populacją szyicką – Libanie, Iraku, Syrii.

Zasłużony w wojnie z Irakiem (1980-1988) młody żołnierz został dowódcą sił Kuds w drugiej połowie lat 90. XX wieku. Przez krótką chwilę interesy jego brygady i Stanów Zjednoczonych były zbieżne. Po atakach na World Trade Center Solejmani potajemnie współpracował z USA, aby zwalczyć Talibów w Afganistanie. Iran uważał ich za barbarzyńców, którzy wypaczają obraz islamu i działają przeciwko szyitom. Po słynnym przemówieniu George’a Busha w 2002 roku, kiedy zaliczył Iran do „osi zła”, wszystkie dotychczasowe tajne kontakty zostały zerwane.

Solejmani przez ponad 20 lat na stanowisku przywódcy sił Kuds wspierał szyicki Hezbollah w Libanie i Hamas w Palestynie w wojnie z Izraelem, szyickie bojówki w Iraku.

Był jednym z najważniejszych dowódców wojskowych, którzy pomogli syryjskiemu prezydentowi Baszarowi al-Assadowi stłamsić rebelię we własnym kraju.

Mówiąc krótko: w całym regionie przez lata działał na rzecz imperialnych ambicji Iranu, przeciwko amerykańskiemu interesowi. I miał mnóstwo krwi na rękach.

Osobista decyzja Trumpa

Czy w takim razie należy się cieszyć, że Amerykanie zabili złego człowieka, który jest odpowiedzialny za śmierć tysięcy osób?

Nie. Po pierwsze: po raz kolejny w najnowszej historii prezydent USA wykonuje agresywny ruch, który może prowadzić do wojny, podejmując samodzielną decyzję. I nie możemy być pewni, czy to ruch przemyślany.

Karol Wasilewski: „Amerykanie z pewnością chcieli wysłać do Iranu sygnał, że nie będą dłużej bezczynnie patrzeć na godzące w ich interesy działania Iranu w Iraku. Jednak w świetle tego, że amerykańska polityka maksymalnej presji wobec Iranu jest dość rozchwiana, można powątpiewać, czy konsekwencje zabicia Solejmaniego zostały przez administrację Trumpa w pełni przemyślane. Odpowiedź na to pytanie poznamy tak naprawdę dopiero po reakcji Amerykanów na ewentualne działania odwetowe Irańczyków”.

Na razie prezydent USA triumfuje. Jego pierwszą reakcją na wiadomość o zabiciu Solejmaniego było umieszczenie na Twitterze zdjęcia Amerykańskiej flagi (o bardzo niskiej rozdzielczości).

Wiele wskazuje na to, że nie był to przemyślany ruch w długofalowej polityce zagranicznej Trumpa, a raczej sposób na utrwalenie wizerunku twardego przywódcy w roku wyborczym.

Żywa legenda

Po drugie: odpowiedź Irańczyków jest trudna do przewidzenia, ale możemy być pewni, że nastąpi. I najprawdopodobniej będzie bardzo ostra.

Solejmani był w Iranie żywą legendą. Generałem, który uchodził za osobę, której nie da się zabić.

Częścią jego publicznego wizerunku była też skromność i troska o rodziny kolejnych męczenników, których wcześniej sam wysyłał na śmierć. Kult męczenników to jedna z podstawowych zasad szyizmu. Podczas religijnych świąt Irańczycy czczą zamordowanych wieki temu przywódców religijnych. W czasie najważniejszego z nich, Aszury, wspomina się męczeństwo wnuka prokoka Mahometa, Husajna. Organizowane są wielotysięcznych manifestacje uliczne, częścią religijnego rytuału jest publiczne samobiczowanie się przez ubranych na czarno religijnych mężczyzn. Na ulicach Iranu na każdym kroku można znaleźć portrety męczenników, zwykle przedstawiające młodych mężczyzn, którzy zginęli na krwawej wojnie z Irakiem w latach 80.

Teraz do tego grona dołącza Solejmani. I będzie to bardzo silny symbol dla Irańczyków, którzy wspierają rządzących i ich wizję świata.

Męczennik nr 1

Wasilewski: „Władze Iranu już wykorzystują śmierć Solejmaniego do mobilizacji Irańczyków na rzecz reżimu. Spodziewam się, że te działania będą kontynuowane, a Solejmani rzeczywiście zostanie »męczennikiem nr 1« Republiki Islamskiej. Ten przekaz będzie zapewne dominujący, ale należy pamiętać o jednym. Solejmani to nie tylko symbol antyimperialistycznej walki, jak próbują go portretować środowiska proreżimowe.

To też symbol zaangażowania Iranu w konflikty regionalne – dla Irańczyków, którzy protestowali przeciwko temu zaangażowaniu w ostatnich latach, Solejmani jest zatem symbolem marnotrawienia publicznych środków na »regionalne przygody« militarne. Który z tych obrazów utrwali się w zbiorowej świadomości Irańczyków w przyszłości? To oczywiście zależy od tego, czy reżim przetrwa”.

Jak odpowie Iran?

Na razie jednak polityczną opowieść wewnątrz Iranu w stu procentach kontrolują rządzący krajem duchowni islamscy. Zabicie Solejmaniego za pomocą bezzałogowego samolotu jest dla Iranu potężnym upokorzeniem. Jakiej odpowiedzi możemy się spodziewać ze strony Irańczyków?

Wasilewski: „Iran będzie podnosił napięcie, sugerując, że gotuje się do wojny. Zapewne taka odpowiedź jest też rozważana przez irańskich decydentów – trudno sobie wyobrazić, żeby podczas irańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, podczas rozważania scenariuszy odpowiedzi, nie pojawiło się stwierdzenie, że Trump nie będzie chciał angażować się w pełnowymiarowy konflikt w roku wyborczym, więc Iran może sobie pozwolić na więcej. Jednak bardziej prawdopodobne jest to, że Iran uderzy tam, gdzie jest silniejszy.

Chodzi przede wszystkim o działania asymetryczne, np. ataki na amerykańskie instalacje w regionie czy na regionalnych sojuszników Stanów Zjednoczonych, co będzie miało na celu podkopanie ich zaufania do USA.

Możliwe, że Iran zdecyduje się również na działania w cyberprzestrzeni, ale tu jest haczyk, ponieważ Amerykanie uznają każdy duży atak na tzw. infrastrukturę krytyczną za akt agresji”.

Jeszcze 3 stycznia najwyższy przywódca Ali Chamenei ma przewodniczyć Najwyższej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Zrobi to pierwszy raz odkąd jest przywódcą, czyli od 30 lat. Iran przez lata prezentował się jako najsilniejszy gracz w regionie. Teraz będzie zmuszony pokazać, co to znaczy.

Polska – przyjaciel Trumpa

A co to znaczy dla Polski?

Polska wspierała nuklearne porozumienie z Iranem, wynegocjowane przez Baracka Obamę, przy współudziale Chin, Francji, Rosji, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Unii Europejskiej. Porozumienie ograniczało możliwości Iranu w rozwijaniu militarnej technologii nuklearnej, w zamian znosiło sankcje ekonomiczne. Od jego przyjęcia minęły już jednak ponad cztery lata. W USA zmienił się prezydent i wycofał się z porozumienia, co było główną przyczyną rosnących napięć na linii USA-Iran.

Rząd PiS postawił jednostronnie na sojusz z Donaldem Trumpem. W 2019 roku pozwoliliśmy USA i Izraelowi zorganizować konferencję „bliskowschodnią”, która w praktyce była antyirańska.

Trudno przewidywać, czy odpowiedź Irańczyków może być w jakikolwiek sposób wymierzona w Polskę. Ale w obecnym układzie sił opowiedzieliśmy się jednoznacznie za jedną ze stron.

Politycy: nie dla wojny

Polscy i międzynarodowi politycy komentują wydarzenia w Iraku i nawołują do deeskalacji.

„Przemoc, prowokacje i akcje odwetowe, których jesteśmy świadkami w ostatnich tygodniach w Iraku, muszą się skończyć. Dalsza eskalacja musi zostać powstrzymana za wszelką cenę” – napisał na Twitterze Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej.

Donald Tusk skrytykował Trumpa, ale wezwał do jedności USA i Europy:

Z posłów, wypowiedzieli się m.in. poseł Maciej Konieczny z Lewicy:

Poseł Winnicki z Konfederacji zaapelował do prezydenta i premiera, aby Polska trzymała się jak najdalej od tego konfliktu.

Pierwszą reakcją polskich władz na wydarzenia w Iraku był tweet Andrzeja Dudy z godziny 17:37.

Prezydent podaje link do krótkiego oświadczenia Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Dowiadujemy się z niego, że „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda zwrócił się do ministra spraw zagranicznych o udzielenie szczegółowych informacji, a także prowadzi bieżące konsultacje z ekspertami ds. Bliskiego Wschodu”

W internetowych kanałach Kancelarii Premiera i MSZ o godzinie 18:00 3 stycznia nie ma żadnych oświadczeń na temat dzisiejszych wydarzeń w Iraku. Na stronie MSZ widnieje jedynie oświadczenie z 2 stycznia, potępiające atak na amerykańską ambasadę w Bagdadzie z 31 grudnia 2019.

OKO pilnuje,
żeby Polska nie wyszła z Europy.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Komentarze

  1. Krzysztof Skladanowski

    Czyżby PIS szykowało się do wystawienia na wiatr naszego jedynego sojusznika? Fort Trump przepadnie za horyzontem, gdzie również mogą się znaleźć sojusznicze, znaczy amerykańskie brygady dziś stacjonujące między Wisłą a Odrą.

  2. Marcin Szporko

    Unia Europejska – jak zwykle, brakuje tylko kredek i opasek na nadgarstek.
    Faszysta Winnicki i komunista Konieczny – wg. oczekiwań.
    Za rządów Obamy zamordowano w Benghazi amerykańskiego ambasadora. Reakcja USA – żadna, co bardzo rozzuchwaliło wszelką swołocz. Rozumiem że OKO. oczekiwało by kredek i wyrażania oburzenia, na szczęście Donald Trump zawiódł oczekiwania…

  3. MegaWalenty sonnesonne

    Iranczycy i syryjczacy zrownajcie wszystko we wlasnych krajach co amerykanskie i wybijcie do nogi wszystkich z koalicji amerykanskiej a przedewszystkim samych amerykanow,oni nie maja zadnego prawa by u was przebywac !!!!!

  4. Józef Kowalski

    Czas się wziąć za Amerykanów. Myślą, że są pępkiem świata i wszystko im wolno. Zaledwie przedwczoraj obchodziliśmy światowy dzień pokoju. Gdzie są wszelkiej maści kaznodzieje, którzy dostają sraczki gdy przejdzie marsz równości albo ktoś usunie niedorozwinięty zlepek komórek zwany "dzieckiem". Gdy są dokonywane morderstwa oni milczą. A głupie wizy czy ich brak mam tam gdzie słońce nie dochodzi jak i całą ich głupią ambasadę z żenującymi pracownikami w mikołajowych kostiumach.

  5. Jan Helak

    Tak między nami, traktowanie faktycznego lub potencjalnego przeciwnika jak leszcza albo przygłupa jest poważnym błędem. Bo oczywiście Iran raczej nie uderzy wprost w USA, ale nie można wykluczyć jakiejś akcji u któregoś ze słabszych sojuszników, a niestety Polska to kryterium spełnia. Obyśmy tylko na własnych tyłkach nie musieli się przekonywać, że Irańczycy jakoś nie mieli ochoty na Twoje życzenie leżeć pod palmami, tylko te czołgi i samoloty jednak pucowali. Zresztą, byłeś w Iranie i widziałeś na własne oczy, jak tam jest?
    Poza tym, Iran to nie Arabowie, tylko Persowie. Po pierwsze, Arabowie są ludem semickim i język arabski należy do tej właśnie grupy (razem z językiem hebrajskim), natomiast Persowie etnicznie i językowo należą do ludów INDOEUROPEJSKICH, tak jak Polacy, Niemcy i Anglicy. Język farsi jest też językiem indoeuropejskim, tyle że używa pisma zapożyczonego od Arabów. Po drugie, Arabowie i Persowie są muzułmanami, tyle że ci pierwszy wyznają głównie sunnizm, natomiast w Iranie, a poza tym częściowo w Iraku, Jemenie i Libanie skupia się większość szyitów (poz tymi krajami szyici to tylko niewielkie diaspory, ogółem szyici to ok. 20% muzułmanów), a między tymi dwoma odłamami islamu różnic jest chyba więcej niż między katolicyzmem a protestantyzmem. Jak się chce kogoś klasyfikować, może warto jednak wgłębić się w sprawę. Pomijając kwestię, że wkład Persów w światową naukę i kulturę jest niekwestionowany, choć tu nie miejsce na analizowanie tego.
    A poza tym, co do oczekiwanej reakcji Polski, to się zgadzam.

  6. Herr Man

    Zabójstwo arcyksięcia NIE było bezpośrednią przyczyną wybuchu Wielkiej Wojny. Na Boga, może wreszcie warto dorosnąć i teksty z podręczników historii dla najmłodszych z lat siedemdziesiątych porzucić na rzecz FAKTÓW opisanych w nieco dojrzalszych opracowaniach?

  7. Anna Wasilewska

    Także nie byłam ani w Iraku, ani w Iranie.
    Ad. J. Helak, owszem interesujący punkt widzenia
    ale dyskusja prawie akademicka.
    Jak dobrze, że jest Prezydent oraz Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ( a wszak jeszcze jest i należy domniemywac że lepiej zna DT niż WP).

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press