Prawa autorskie: Dawid Żuchowicz / Agencja GazetaDawid Żuchowicz / Ag...
09 października 2021

Andrej Babiš traci władzę. W Czechach wygrywa demokratyczna opozycja

W czeskich wyborach do sejmu nieznacznie wygrywa prawicowo-chadecko-liberalna koalicja Spolu. Tuż za nią uplasowało się ugrupowanie ANO aktualnego premiera Andreja Babiša. Ugrupowania krytyczne wobec polityki dotychczasowego premiera Andreja Babiša mają większość. Korespondencja z Pragi

W nowym czeskim sejmie znajdą się tylko cztery ugrupowania. Zliczono 99,83 proc. oddanych głosów. Co już wiadomo?

  • Koalicja Spolu zdobyła 27,61 proc, co dało jej 71 mandatów (29 więcej niż cztery lata temu zdobyły trzy ugrupowania, które ją teraz tworzą).
  • Na drugim miejscu znalazło się ugrupowanie ANO premiera Andreja Babiša 27,29 proc (71 mandatów, w 2017 roku było ich 78).
  • Trzeci wynik osiągnęła koalicja Piraci i Burmistrzowie (Piráti a Starostové), na którą zagłosowało 15,54 proc. wyborców (37 mandatów, poprzednio było razem u obu partii tworzących koalicję 28 mandatów).
  • Czwarty wynik, 9,58 proc., osiągnęła skrajnie antyunijna i ksenofobiczna partia SPD, czyli Wolność i Demokracja Bezpośrednia (Svoboda a přímá demokracie) Tomio Okamury, czesko-japońskiego przedsiębiorcy. SPD wprowadzi do sejmu 20 posłów, o dwóch mniej niż przed czterema laty.

Pod progiem wyborczym znalazł się między innymi obecny koalicjant ANO, czyli Czeska Partia Socjaldemokratyczna (Česká strana sociálně demokratická, ČSSD), na którą zagłosowało 4,67 proc. wyborców. Po raz pierwszy w historii Czech w sejmie nie znajdą się komuniści z Komunistická strana Čech a Moravy, na których zagłosowało teraz 3,62 proc. wyborców.

Frekwencja wyniosła 65,40 proc i jest o ponad 4,5 punktów procentowych wyższa niż przed czterema laty (60,84 proc.), co może być dowodem na zaostrzenie sporu politycznego w Republice Czeskiej.

Referendum nad Babišem

Piątkowe i sobotnie (8 i 9 października 2021) wybory do czeskiego sejmu (Poslanecká sněmovna) w rzeczywistości były referendum nad polityczną przyszłością premiera Andreja Babiša, w ostatnich dniach bohatera międzynarodowego śledztwa dziennikarskiego Pandora Papers, miliardera oskarżonego o defraudację unijnych dotacji, czeskiego Donalda Trumpa, który otwarcie krytykuje dziennikarzy, Unię Europejską, z uznaniem spoglądając w stronę Viktora Orbána.

Czeska demokratyczna opozycja zjednoczyła się przeciwko Andrejowi Babišowi w dwa koalicyjne bloki. Jeden to konserwatywno-chadecko-liberalna koalicja Spolu (Razem), na czele której stoi polityk ODS Petr Fiala, profesor politologii i były rektor Uniwersytetu Masaryka w Brnie. Drugą koalicję tworzą uchodząca za liberalną i progresywną partia Piraci pod wodzą Ivana Bartoša oraz Burmistrzowie (Starostové), czyli ruch polityczny skupiający czeskich samorządowców, uznawany za polityczne centrum.

Logika podpowiada, że przyszły rząd stworzą obie koalicje, które dysponują 107 głosami w 200 osobowym czeskim sejmie.

Wiele wskazuje, że na czele takiego rządu powinien wówczas stanąć Petr Fiala. To dobrze znana twarz czeskiej polityki. Petr Fiala jest posłem, w przeszłości pełnił także funkcję ministra edukacji w rządzie Petra Nečasa, który padł w 2013 roku w atmosferze korupcyjnego skandalu, po tym jak szefowa gabinetu Petra Nečasa Jana Nagyová została aresztowana i oskarżona o nadużycie stanowiska i korupcję.

Na taki rząd złożyłoby się pięć ugrupowań, które reprezentuje szeroki przekrój czeskiej sceny politycznej od konserwatystów z ODS, chadeków KDU-ČSL, konserwatywnych-liberałów z TOP09, centrowych samorządowców (Burmistrzowie) po progresywnych-liberałów (Piraci).

Choć Andrej Babiš niemal powtórzył wynik wyborczy sprzed czterech lat, kiedy 29,64 proc. głosów dało mu 78 posłów, prawdopodobnie będzie musiał oddać władzę. Co prawda ostatnie cztery lata był na czele rządu mniejszościowego stworzonego z socjaldemokratami z ČSSD, ale opozycja nie była w stanie zjednoczyć się, by stworzyć parlamentarną większość (teraz wystarczy umowa dwóch koalicji). Co prawda już Radim Fiala, prawa ręka stojącego na czele antyeuropejskiej partii SPD Tomio Okamury (20 posłów, stracił dwa w stosunku do 2017 roku) tuż po zakończonym głosowaniu oferował poparcie liderowi ANO w zamian za obietnicę referendum w sprawie czexitu. Andrej Babiš może liczyć także na wsparcie prezydenta Miloša Zemana, ale na jego niekorzyść przemawia arytmetyka. Razem z głosami Okamury miałby 91 szabel w 200-osobowym sejmie, bo jego dotychczasowi koalicjanci z ČSSD znaleźli się tuż pod progiem wyborczym (4,68 proc.). Naturalnie można sobie wyobrazić, że Andrej Babiš będzie chciał przekonać do wspólnych rządów jedną z pięciu partii (w zasadzie czterech, bowiem przed wyborami wyraźnie wykluczył współpracę z Piratami) tworzących obie koalicje, ale w tym momencie nie sposób wyobrazić sobie, że jego zabiegi będą skuteczne.

Choć tych pięć ugrupowań wiele różni, z pewnością jedno ich łączy - niechęć do Andreja Babiša i prowadzonej przez niego w ciągu ostatnich 4 lat polityki.

Prezydent Miloš Zeman ze względu na zły stan zdrowia głosował w letniej prezydenckiej rezydencji w Zamku Lány. Być może to sprawiło, że piątkowe i sobotnie głosowanie w Czechach odbyło się bez większych zakłóceń. Podczas wyborów w 2018 roku półnaga aktywistka Femenu zaatakowała w lokalu wyborczym urzędującego prezydenta Czech Miloša Zemana. Kobietę, która krzyczała, że „Zeman to dziwka Putina” szybko obezwładnili wówczas prezydenccy ochroniarze. Tym razem policja informuje o dwóch próbach kupowania głosów.

Anarchokapitaliści, monarchiści i Morawianie

O 200 miejsc w czeskim sejmie w 14 okręgach wyborczych walczyło 5 242 kandydatów, którzy reprezentowali 22 ugrupowania polityczne. Wśród nich znalazły się te egzotyczne bez większych szans na znalezienie się w sejmie, które po prostu wykorzystały wybory do promocji wyznawanych przez siebie idei.

Pod 15. numerem listy wyborczej Czesi mogli oddać głos na anarchokapitalistyczne ugrupowanie Nevolte Urza.cz (pełna jego nazwa to: Nie chcemy waszych głosów; do wolności nie da się dojść żadnym głosowaniem. Odrzucimy każdą polityczną funkcję; nie chcemy bowiem instruować ludzi, jak mają żyć. Mamy inną wizję. Idziemy inną drogą – znajdziecie ją na stronie www.urza.cz). Ta partia - której liderem jest 34-letni czeski youtuber, publicysta i informatyk Martin Urza - w całych Czechach wystawiła jedynie 15 kandydatów na posłów. Oficjalna strona ugrupowania bardziej niż serwis wyborczy przypomina promocyjny serwis książki “Anarchokapitalizm” Martina Urzy, w której przekonuje m.in., że “państwo jest złym sługą, ale i złym panem”. Zdobyła 0,12 proc. głosów.

Nieco lepiej powiodło się Monarchistycznej Partii Czech, Moraw i Śląsk Monarchiste.cz (0,16 proc. głosów), która na sztandarach ma powrót króla na czeski tron, a ten - zgodnie z zapowiedziami liderów - wreszcie przywróci Czechom godność.

O głosy wyborców walczyli także Moravané (Morawianie), którzy żądają przywrócenia morawskiej państwowości i federalizacji Republiki Czeskiej. “Dość już praskich eksperymentów” przekonywał z billboardu w Brnie lider listy w województwie południowomorawskim (Jihomoravský kraj) inżynier Jakub Valášek. Tym razem bezskutecznie, zdobyli jedynie 0,26 proc. głosów.

Kuchnia polityczna

Lokale wyborcze w Czechach zamknięto w sobotę o godz. 14:00. Z racji braku sondażu exit poll, dziennikarze do 15:.30, kiedy wreszcie podano informacje o wynikach wyborów po zliczeniu 30 procent głosów zmuszeni byli przede wszystkim informować o politykach odwiedzających sztaby wyborcze poszczególnych partii i daniach w nich podawanych.

I tak na przykład w sztabie wyborczym koalicji Spolu królował smażony ser z suszoną szynką w sezamowej panierce podawany z puree z batatów, stripsy i wołowe mini burgery, co poniekąd dobrze symbolizuje programowe różnice między partiami ją tworzącymi. Koalicja Trikolóra, Svobodní, Soukromníci (Trójkolorowi, Wolni, Właściciele) swoich gości w praskim Muzeum Śliwowicy R. Jelínek na Małej Stranie kusiła m.in. kołaczami z serem.

Piraci i Burmistrzowie - najwięksi przegrani tych wyborów, którzy jeszcze kilka miesięcy temu przymierzani byli do funkcji premiera - ze swoimi sympatykami spotkali się w praskim centrum kultury La Fabrice na Holešovicach, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie swoich sympatyków zaprosił Jiří Drahoš w przegranych z Milošem Zemanem wyborach prezydenckich w 2018 roku. Zdaje się, że i w tym przypadku miejsce nie przyniosło szczęścia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne