Gdy usłyszymy od szefów, że widzowie, czytelnicy i słuchacze żądają już tylko mocnego, jednostronnego przekazu - nie powinniśmy w to uwierzyć. Ani do tego przykładać ręki. Nie dołączajmy ani tym bardziej nie organizujmy narodowych stref hejtu. Likwidujmy te, które rodzą się na naszych stronach i portalach. Wróćmy do zasad

„Czy krytykując – i słusznie – drugą stronę medialnego sporu, my sami nie rozgrzeszamy się zbyt łatwo? Czyż i nam nie zdarza się powielać nienawistnych głosów, dając im medialny zasięg? Czy nigdy sami nie użyliśmy słów niegodnych?” – pytał we wtorek 10 grudnia Andrzej Skworz, redaktor naczelny magazynu „Press”. Jego wystąpienie, wygłoszone do zgromadzonych w muzeum POLIN dziennikarzy z kilkudziesięciu redakcji, otwierało galę rozdania nagród Grand Press za rok 2019.

„Naszą bronią jest długopis, notatnik, kamera, aparat”

Zwycięzcami zostali ci, którzy tropili i ujawniali najróżniejsze nadużycia władzy. Nie tylko politycznej, ale również kościelnej.

Newsem roku zostały teksty Magdaleny Gałczyńskiej z Onetu o powiązaniach ministra Łukasza Piebiaka z grupą hejterską, mającą na celu skompromitowanie sędziów nieposłusznych władzy. „Po jej tekstach nawet hejt nie będzie już taki sam” – powiedział później ze sceny Andrzej Stankiewicz, redakcyjny kolega Gałczyńskiej.

Bertold Kittel dostał nagrodę za reportaż śledczy o „pancernym Marianie Banasiu”. Zapowiedział ciąg dalszy. „Jako dziennikarze czujemy, że nie możemy wdawać się w awantury, obrażanie. Jedyną naszą bronią jest długopis, notatnik, kamera, aparat fotograficzny. Staram się po prostu wykonywać swój zawód, który kocham” – mówił Kittel, który zajął również drugie miejsce w konkursie na Dziennikarza Roku (a rok temu otrzymał ten tytuł).

Reportażem telewizyjnym roku 2019 został wstrząsający film Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”. „Może być wzorem dziennikarza i obywatela. Nie angażując się w politykę, realnie zmienia świat” – mówił w laudacji Andrzej Skworz. „Za reportaż zrobiony wbrew wszystkim, który wstrząsnął wszystkimi” – napisała jedna z redakcji nominująca Sekielskiego. „Zmienił dziennikarstwo, zmienił internet” – mówił o Sekielskim Andrzej Stankiewicz, przy okazji zwracając uwagę, że jak wiele znakomitych materiałów dziennikarskich powstaje dziś w redakcjach mediów internetowych.

O nagrodzie dla Tomasza Sekielskiego, który w głosowaniu redakcji otrzymał również tytuł Dziennikarza Roku, piszemy szerzej tutaj:

Pośmiertnie nagrodę za reportaż prasowy przyznano Bożenie Aksamit z „Gazety Wyborczej” o ofiarach ks. Henryka Jankowskiego.

Wśród nominowanych i nagrodzonych materiałów były też te dotyczące lotów marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, afery podkarpackiej, zakupu systemu Pegasus czy fałszowania podpisów pod listami poparcia dla Ruchu Narodowego, w co zamieszany był wiceminister cyfryzacji Adam Andruszkiewicz. Sprawa ma ciąg dalszy: prokuratorzy planowali postawienie zarzutów, ale właśnie dostali zarzuty dyscyplinarne i odebrano im śledztwo – poinformował „Superwizjer” TVN.

Nagrodzony został też portal Konkret24, który ujawnia przekłamania i manipulacje. Jego szefowa Beata Biel mówiła: „Kłamstwo ma krótkie nogi, a tam, gdzie ma długie, to przychodzi Konkret24 i podcina”.

Poniżej publikujemy całe przemówienie Andrzeja Skworza. Śródtytuły od OKO.press. 

Andrzej Skworz: Dziennikarze czy propagandyści

Ten rok zaczął się od najbardziej nienawistnego czynu, jaki może zrobić człowiekowi człowiek. Wbicia noża w samo serce.

O tych, którzy z prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza robili wroga publicznego, nie powiemy, że są dziennikarzami, albo że naszymi koleżankami lub kolegami po fachu. Raczej ukrywamy ich za określeniami: mediaworkerzy, funkcjonariusze medialni albo wprost: propagandyści dobrej zmiany.

Pozornie robią to samo co my: zadają pytania, piszą, nagrywają, korzystają z mikrofonów i kamer.

Jednak wszyscy wiemy, że ich celem nie jest informowanie, ale raczej manipulacja, potwarz, a czasem ordynarne szczucie na ludzi. Ich celem byli już uchodźcy, społeczność LGBT, ekolodzy, a nawet pracownicy niezależnych fundacji. Czasem, jak w przypadku prezydenta Gdańska, jest to jeden człowiek, który stanął na drodze władzy.

Politycy, zostawcie dziennikarzy w spokoju!

Możemy się pewnie pocieszać, że w Polsce jeszcze nie jest najgorzej. Bo państwo nie nadaje mediom statusu tzw. zagranicznych agentów, jak to się dzieje w Moskwie. Ale przecież latem w programie partii rządzącej zapisano, że stworzą nam obowiązkowy samorząd dziennikarski, który będzie dbał o naszą etykę zawodową.

Jak zawsze – cel miał być wzniosły. Tu cytat: „Ze względu na szczególne zaufanie, jakim cieszy się profesja dziennikarza, należałoby stworzyć zupełnie odrębną ustawę regulującą status zawodu. Wprowadzałaby ona rozwiązania podobne do tych, jakie mają inne zawody zaufania publicznego, np. prawnicy lub lekarze”. Koniec cytatu.

Doskonale wiemy, jak w Polsce dbano o etykę lekarską i jak reguluje się właśnie status sędziów,

dlatego – i tu chyba wszyscy dziennikarze jesteśmy zgodni – ci z lewa, prawa i środka mówimy: nie! Zostawcie nas w spokoju! O etykę dziennikarską zadbamy sami, a wy – politycy – zadbajcie o własną!

Spojrzeć w lustro bez wstydu

Mówiąc to nie mogę dziś jednak pominąć ważnego dla mnie pytania. Czy krytykując – i słusznie – drugą stronę medialnego sporu, my sami nie rozgrzeszamy się zbyt łatwo? Czyż i nam nie zdarza się powielać nienawistnych głosów, dając im medialny zasięg? Czy nigdy sami nie użyliśmy słów niegodnych?

A przecież jeszcze nie tak dawno ten, kto przekroczył granice przyzwoitej debaty publicznej, wypadał z medialnego obiegu. Teraz dzieje się na odwrót: każda, nawet najbardziej ohydna, wypowiedź polityka trafia na czołówki. Powiedziana, by zaistnieć, cytowana, by zebrać reklamowe kliki. Zasłaniamy się wtedy obowiązkiem informowania. Zapominamy, że pomiędzy informowaniem a promowaniem słów i nienawistnych zachowań jest cienka, ale widoczna granica.

Tak, wiem, powiecie, że ta druga strona zapomina o stokroć ważniejszych sprawach. To prawda – oni udają, że nie wiedzą na czym polega różnica między słuszną krytyką a nagonką. Nagonką, która może być zapalnikiem do czynów nienawiści.

Ale właśnie dlatego my, gdy usłyszymy od szefów, że widzowie, czytelnicy i słuchacze żądają już tylko mocnego, jednostronnego przekazu – nie powinniśmy w to uwierzyć. Ani do tego przykładać ręki.

Nie dołączajmy ani tym bardziej nie organizujmy narodowych stref hejtu. Likwidujmy te, które rodzą się na naszych stronach i portalach. Wróćmy do zasad.

Propagandyści w końcu zostaną wyrzuceni z naszego zawodu. A my, gdy złe czasy przeminą, powinniśmy móc spojrzeć w lustro bez wstydu. I pamiętać, że celem dziennikarza nigdy nie jest trzymanie z władzą – ani z jednej, ani z drugiej strony.

My jesteśmy dziennikarzami!

Polska potrzebuje wolnych mediów.
Wykup Abonament na wolność słowa OKO.press

Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press


Komentarze

Masz cynk?