IPN rozdaje wolontariuszom fiolki z ziemią z jam grobowych na Łączce. Potem dementuje, że rozsyła je w prezencie - mają być „symbolem męczeństwa polskich patriotów”. Faktem jest jednak, że je rozsyła. OKO.press zapytało antropologa kultury, co myśleć o takim traktowaniu ziemi z grobów

O sprawie napisała w 21 czerwca 2018 „Rzeczpospolita”. Według dziennika fiolki z ziemią z jam grobowych na Łączce były wysyłane do wolontariuszy, którzy pomagali prowadzić tam tam ekshumacje. IPN poszukiwał tam m.in. zwłok żołnierzy antykomunistycznego podziemia, zamordowanych w okresie stalinowskim i pochowanych anonimowo.

Instytut prowadzi obszerny program ekshumacji i identyfikacji ofiar, m.in. za pomocą badań DNA. Przedsięwzięciem kieruje wiceprezes IPN, prof. Krzysztof Szwagrzyk.

„Rzeczpospolita” napisała, że fiolkę z ziemią dostała jedna z wolontariuszek, która w 2017 roku pracowała na Łączce. IPN nie odpowiedział, kto tę akcję wymyślił, wydał jednak gniewne dementi. Prof. Szwagrzyk napisał w nim, że informacje „Rz” są nieprawdziwe, bowiem IPN nie rozsyłał do wolontariuszy „fiolek z ziemią z Łączki, która miałaby stanowić nagrodę za pomoc przy prowadzeniu prac”.

Instytut pogroził także gazecie „podjęciem działań przewidzianych prawem” za „podważanie wiarygodności” IPN oraz „godzenie w jego wizerunek”.

Dementi IPN było jednak skonstruowane tak, aby zaprzeczyć nie zaprzeczając równocześnie. „Podczas prac archeologicznych i ekshumacyjnych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie w 2017 r., w związku z licznymi prośbami przedstawicieli środowisk patriotycznych i instytucji, w niewielkiej ilości została zabezpieczona ziemia z miejsca, gdzie były prowadzone prace.

Ziemia, jako symbol męczeństwa polskich patriotów, była uroczyście przekazywana m.in. w celu umieszczenia pod nowo odsłanianymi pomnikami poświęconymi ofiarom komunizmu lub w inny sposób mający upamiętnić męczeństwo i ofiarę polskich patriotów.

W kilku przypadkach osobami, na ręce których została przekazana ziemia, byli wolontariusze. (…)”

IPN nie zaprzecza więc, że fiolki z ziemią rozsyłał również wolontariuszom. Zaprzecza tylko jednej z informacji podanej przez „Rz” – że fiolki były dla nich nagrodą.

Instytut nie ma więc problemu z przekazywaniem ziemi z grobów w fiolkach osobom trzecim. Uważa tylko, że stanowią one zbyt wielką świętość, aby mogły je otrzymać osoby prywatne.

Akcja IPN wzbudziła wiele krytycznych komentarzy. Psycholog społeczny prof. Michał Bilewicz napisał na Twitterze:

(GWŻ – Gmina Wyznaniowa Żydowska – red.) Przypomnijmy, że religia żydowska zabrania naruszania spokoju zmarłych – i rabini sprzeciwiali się np. ekshumacji żydowskich ofiar zbrodni w Jedwabnym w 2001 roku. 

To akt religijny

O co chodziło IPN? Dlaczego ktokolwiek – nie wiemy, kto – mógł uznać rozsyłanie fiolek z ziemią z grobów za dobry pomysł. O interpretację zwróciliśmy się do antropolożki kultury i etnolożki dr hab. Zuzanny Grębeckiej z Instytutu Kultury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. 

„Oczywiście, ziemia z grobów jest tu traktowana jak relikwia – bardzo, bardzo wyraźnie. To akt religijny, typowy zresztą dla religijności ludowej.

To dokładnie taka sama sytuacja, jak wtedy, kiedy ktoś jedzie na grób Johna Lennona, a ktoś inny prosi »przywieź mi grudkę ziemi z grobu«”.

Badaczka mówi: „Miejsce pochówku jest bardzo szczególnym miejscem. Wiąże się z odejściem, z bramą w zaświaty, z odejściem człowieka z tego świata. Ziemia z cmentarza ma charakter mediacyjny, pośredniczący. Może silniej nas wiązać substancjalnie ze zmarłym. W wyobraźni tradycyjnej początek i koniec to dwa najważniejsze momenty w życiu. Sukienka zmarłej jest ważna, ale sukienka, w której ta osoba zmarła, jest najważniejsza.

Ziemia z cmentarza jest w tej optyce ostatnią materialną manifestacją zmarłego”.

Cmentarz to silne tabu

Dr Grębeckiej nie dziwi także protest przeciwko takim pomysłom IPN. „To relikwia trudna, ponieważ sam cmentarz jest obłożony w kulturze wieloma tabu. Bardzo silne tabu zabrania zabierania czegokolwiek z cmentarza, nawet zbierania jagód czy grzybów na cmentarzu.

Dlaczego? Bo zabieranie czegokolwiek z cmentarza tworzy więź tego, kto zabrał z cmentarza, tworzy więź z cmentarzem i przesuwa człowieka bliżej zaświatów. O tym mówi mit Persefony, która zjada przebywając u Hadesa ziarenko z owocu granatu i od tego czasu musi tam spędzać pół roku każdego roku.

Cmentarz jest miejscem granicznym, placówką, ambasadą zaświatów w naszym świecie. Równocześnie jednak to relikwia kulturowo zakorzeniona: tym samym są wszystkie pamiątki w rodzaju »ziemi z pola bitwy«”. 

OKO.press może do tego dodać tylko tyle, że naszym zdaniem IPN nie powinien zajmować się produkcją relikwii, ale badaniami naukowymi.

Rozsyłanie fiolek z ziemią z grobów, to z pewnością nowy etap w ewolucji Instytutu – z instytucji naukowej w przedsięwzięcie martyrologiczno-propagandowe.


OKO sprawdza, czy politycy mówią prawdę o historii.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Masz cynk?