Wyniki aukcji 2016 roku w Janowie Podlaskim były kiepskie (16 koni za 1,3 mln euro), ale gorsze było co innego - zniszczono reputację słynnej "Dumy Polski". W 2017 roku sprzedaż katastrofalnie spadła (6 koni, 0,4 mln) - kilka razy mniej w latach 2011-2015. Co się dzieje z polskimi Arabami - analizuje dla OKO.press Marek Szewczyk*

Co roku w sierpniu w Janowie Podlaskim odbywała się znana na cały świat aukcja koni arabskich „Pride of Poland”. Mimo czystki w państwowych stadninach dokonanych przez dobrą zmianę nazwa utrzymała się i w 2016 roku, i w 2017. Nagle „Duma Polski” zniknęła.

Znikająca duma

Pod koniec maja na uruchomionej stronie internetowej anonsującej tegoroczną aukcję (www.janowauction.com) ani słowa o Pride of Poland – tylko handlowa informacja, że 12 sierpnia 2018 odbędzie się aukcja koni arabskich ze stadnin państwowych, a 13 sierpnia – letnia wyprzedaż koni (Summer Sale).

Po licznych nieprzychylnych komentarzach w mediach, 4 czerwca Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa wydał komunikat, z którego wynika, że to nieporozumienie, aukcja 12 sierpnia to właśnie „Pride of Poland”. Ale ani słowa o tym, dlaczego wcześniej ta nazwa zniknęła.

  • Komunikat KOWR


    W dniu 4 czerwca br. w siedzibie Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa odbyło się spotkanie Prezesów Zarządów Stadnin Koni w Janowie Podlaskim, Michałowie i Białce, przedstawicieli Polskiego Związku Hodowców Koni Arabskich, Polskiego Klubu Wyścigów Konnych oraz KOWR.
    Spotkanie było poświęcone organizacji tegorocznej aukcji Pride of Poland. W związku z pojawiającymi się w mediach mylnymi informacjami dotyczącymi aukcji Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa informuje, że nieprawdą jest jakoby aukcja w tym roku miała być odwołana. Oświadcza również, że:

    1. Aukcja Pride of Poland odbędzie się w Janowie Podlaskim w dniu 12 sierpnia br.

    2. 13 sierpnia br. w stadninie w Janowie Podlaskim odbędzie się letnia aukcja „Summer Arabian Horse Sale”.

    3. Na aukcje „Pride of Poland – Janów Podlaski Auction” i „Summer Arabian Horse Sale” mogą zgłaszać konie także stadniny prywatne.

    Wojciech Adamczyk

    Rzecznik prasowy KOWR

  • W poszukiwaniu autora pomysłu

    Jak zwykle porażka jest sierotą. Oficjalnie nie wiadomo, kto podjął decyzję o wyrugowaniu nazwy Pride of Poland i o niedopuszczeniu koni prywatnych hodowców na główną aukcję. Minister Krzysztof Jurgiel, który nadzoruje hodowle koni, odsyłał do dyrektora KOWR, czym dawał sygnał, że się dystansuje od tego pomysłu. Po komunikacie KOWR-u z 4 czerwca wiemy, że i ta instytucja odcina się od… własnego pomysłu. Znamienny jest przekaz z konferencji prasowej, jaką w trybie nagłym zwołał KOWR, a która się odbyła 5 czerwca. Nie stawił się na niej ani dyrektor generalny KOWR Witold Strobel, ani jego zastępca Andrzej Sutkowski, który odpowiada za pion nadzoru nad spółkami skarbu państwa, czyli nad stadninami koni. Był tylko rzecznik prasowy KOWR oraz trzech prezesów stadnin. Dwóch z nich niewiele mówiło, a na pytania dziennikarzy głównie odpowiadał (a właściwie nie odpowiadał) Maciej Grzechnik. I choć prezes Stadniny Koni Michałów nie odpowiedział wprost na pytanie, kto był autorem pomysłu, z którego teraz się organizatorzy wycofują, pośrednio wszystko wskazuje właśnie na niego.

Druga ważna zmiana dotyczy tego, że prywatni hodowcy mogą zgłaszać konie na obie aukcje, także na tę główną. Pierwotnie na głównej aukcji miały być sprzedawane tylko konie ze stadnin państwowych, o czym świadczy m.in. podtytuł ze strony internetowej: Arabians of the State Studs (konie arabskie z państwowych stadnin). Taką też informację otrzymywali hodowcy prywatni, którzy dzwonili pod podany na tej stronie numer telefonu.

Ze wstydu?

Jaki cel przyświecał temu, kto wpadł na pomysł, aby odejść od nazwy Pride of Poland? Chyba taki, aby w opinii publicznej przestało funkcjonować porównywanie wyników finansowych aukcji janowskiej z 2015 i wcześniejszych, z tymi w 2016 i 2017, których organizatorami byli ludzie nominowani przez PiS.

Te porównania wypadają niekorzystnie dla ministra Jurgiela i podlegających mu urzędników, poprzednio z Agencji Nieruchomości Rolnych, a od 2017 roku – z KOWR. Zestawienie wyników poniżej.

Suma uzyskana ze sprzedaży koni w hodowli w Janowie Podlaskim (2010-2017) w tys. euro

Przypomnijmy, 19 lutego 2016 roku minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel dał przyzwolenie, aby Agencja Nieruchomości Rolnych zdymisjonowała prezesów dwóch stadnin: Jerzego Białoboka z Michałowa oraz Marka Trelę z Janowa Podlaskiego. Obaj byli nie tylko świetnymi menedżerami, o czym świadczą wyniki finansowe spółek (zawsze na plusie), ale także wybitnymi hodowcami, autorytetami uznawanymi na całym świecie.

Anna Stojanowska z lewej, Marek Trela i Jerzy Białobok – z prawej

ANR zwolniła też inspektor Annę Stojanowską, która nadzorowała stadniny pod kątem hodowlanym. Całą trójka to fachowcy poważani na całym świecie. Marek Trela akurat tuż przed dymisją zostałwybrany wiceprzewodniczącym Komitetu Wykonawczego WAHO (World Arabian Horse Organizations), a Jerzy Białobok skarbnikiem ECAHO (European Conference of Arabian Horse Organizations), której wiceprezesem jest Anna Stojanowska.

Ta trójka fachowców decydowała, jakie konie wystawić na aukcję. Z jednej strony jakość koni musiała być wysoka, aby uzyskać dobre ceny, z drugiej zaś należało dbać, aby nie wyzbyć się najlepszych klaczy, zanim nie zostawią godnych następczyń.

Stroną organizacyjną aukcji zaś zajmowała się od lat firma Polturf prowadzona przez Barbarę Mazur, która odpowiadała m.in. za promocję, nie tylko oferowanych na sprzedaż koni, ale także Narodowego Pokazu Koni Czystej Krwi Arabskiej, który odbywał się w Janowie Podlaskim równolegle z aukcją.

Połączenie dwóch imprez pod nazwą Dni Konia Arabskiego dawało możliwość zaprezentowania publiczności, w tym gościom z zagranicy – wspaniałego dorobku hodowlanego polskich hodowców. „Dumą Polski” były nie tylko wyniki finansowe aukcji, ale także bardzo wysoka jakość koni prezentowanych podczas pokazu, a nie wystawianych na sprzedaż.

Co się stało z tą dumą po 19 lutego 2016 roku?

Krzywa zaczęła opadać. Celowo podałem wyniki aukcji Pride of Poland od roku 2010, aby nie porównywać tylko do ostatniego roku pracy Jerzego Białoboka i Marka Treli, gdyż aukcja z roku 2015 była wyjątkowa. Klacz z Janowa Podlaskiego Pepita, została sprzedana za 1 mln 400 tys. euro, co jest niepobitym do dziś rekordem. Rekordowe były też obroty tej aukcji – ponad 4 mln euro.

Jak widać na wykresie (wyżej) wyniki finansowe pierwszej aukcji po wyrzuceniu wspomnianej trójki fachowców nie były takie złe, choć poniżej szumnych zapowiedzi Karola Tylendy, ówczesnego wiceprezesa ANR. W jednym z wywiadów  mówił: „Założyliśmy, że przychód z aukcji przyniesie 2-2,5 mln euro. Byłaby to wartość, która satysfakcjonuje, bowiem to średnia wartość z kilkudziesięciu aukcji po wojnie.”

Wynik 1 mln 271 tys. euro  okazał się poniżej zapowiedzi, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że średnia za lata 2003-2015, wyniosła 1 mln 887 007 euro, to nie był taki zły. Gorsze było co innego.

Machlojki z Emirą

Zniszczenie reputacji aukcji, która słynęła nie tylko z jakości sprzedawanych koni, ale także z uczciwości. Tymczasem na aukcji w 2016 roku doszło do sytuacji skandalicznych i bardzo podejrzanych. Nawiasem mówiąc, w tej sprawie posłowie Platformy Obywatelskiej, a także Marek Trela jako osoba fizyczna, złożyli zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Śledztwo trwa. Kiedy poznamy wyniki? Zapewne nieprędko. Grega Knowlesa, amerykańskiego aukcjonera trudno będzie bowiem przesłuchać.

Na czym polegała nieuczciwość tej aukcji? Gwiazda nr jeden – klacz Emira została rzekomo sprzedana za 550 tys. euro. Rzecz w tym, że tylko wspomniany Greg Knowles, widział tego kupca, który podobno podniósł rękę przy tej cenie.

Janów Podlaski, Aukcja Pride of Poland, 2016. (Fot. Kamila Pitucha / Agencja Gazeta)

Zresztą podczas kilku poprzednich tzw. postąpień, między 350 a 500 tysięcy, też nikt nie widział tych rzekomo licytujących (a musiało ich być co najmniej dwóch). Aukcjoner ogłosił, że klacz została sprzedana i że niebawem ogłosi, kto ją kupił. Ale tego widzowie się nie doczekali, zaś wszystkich ogarnęło zdumienie, kiedy po jakimś czasie Emira wyszła na ring aukcyjny jeszcze raz!

Klacz już sprzedana, zostaje oferowana do ponownej sprzedaży! Tego jeszcze na żadnej aukcji na świecie nie było.

Ostatecznie została sprzedana za 225 tysięcy euro, a później szwedzka pośredniczka zdradziła zakulisowe rokowania – co było kolejną nieuczciwością – jakie z nią prowadził ówczesny członek zarządu spółki janowskiej, Mateusz Leniewicz-Jaworski.

Strata na Al Jazeera

Na tej samej aukcji doszło do podobnej sytuacji z klaczą Al Jazeera. Tym razem jednak aukcjoner ogłosił, że klacz schodzi z ringu niesprzedana, choć rzekomo ktoś chciał dać 350 tys. euro. Przy tej wysokości bowiem numerek aukcyjny podniosła mieszkająca we Włoszech Rosjanka Irina Stigler, która jednak nie zamierzała tej klaczy kupić, a jedynie podbić cenę.

Amerykański aukcjoner potem w wywiadzie wyznał, że kiedy po przyjeździe do Polski wyraził obawy o losy aukcji, gdyż powiedziano mu, że zarejestrowało się tylko 11 kupców, został zapewniony, żeby się nie martwił, bo będą „secret bidders”, czyli tajni licytujący.

Rolę takiej „tajnej podbijaczki cen” pełniła, jak się okazało Irina Stigler. Wcześniej, zanim ona „podbiła” cenę na poziom 350 tysięcy euro, kupiec z Kataru, oferował 300 tysięcy. Kiedy jednak się zorientował, że jest robiony w balona, wycofał się z dalszej licytacji. Nie włączył się w nią też, kiedy Al Jazeera ponownie została wprowadzona na ring aukcyjny. Ostatecznie nie została sprzedana na aukcji.

Jednak ten sam kupiec z Kataru, który licytował Al Jazeerę na aukcji, ostatecznie wszedł w jej posiadanie. Jak? Ponieważ wcześniej na tej samej aukcji zakupił za 300 tys. euro inną klacz, Seforę, i zagroził Stadninie Koni w Janowie, że jeśli nie zostanie mu sprzedana Al Jazeera, to nie zapłaci za tę pierwszą. No i stadnina z pistoletem przystawionym do głowy musiała się zgodzić.

Za ile ostatecznie została Al Jazeera sprzedana – nie wiadomo. Ówczesny prezes stadniny odmówił mi odpowiedzi na to pytanie, ale na pewno była to cena niższa niż ta, jaką oferował na aukcji. Stadnina straciła więc na tym finansowo.

„Tam teraz oszukują”

Te dwie sytuacje spowodowały, że w świat poszła informacja – na aukcji janowskiej już nie jest uczciwie. Tam teraz oszukują. No i efekt tego odczuliśmy w roku następnym

Tak fatalnych wyników jak w 2017 roku nie było w długiej historii janowskiej aukcji – tylko 6 sprzedanych koni!

Do Janowa Podlaskiego na aukcję nie przyjechało wielu z poważnych kupców, którzy się zjawiali regularnie w latach poprzednich. Niestety, tak może być także w tym roku i dopóki będzie rządzić PiS. Bo ludzie z branży „arabskiej” na całym świecie (a jest to środowisko dobrze się znające) wiedzą, że polskimi stadninami rządzą teraz ludzie nominowani przez pisowską władzę i ci ludzie są organizatorami aukcji. I nadal mogą nie mieć do nich zaufania.

Jeszcze są konie w Polsce

Mogą nie mieć zaufania do ludzi kierujących obecnie hodowlą koni arabskich w Polsce, bo do koni jeszcze powinni mieć. Te konie, które będą oferowane na sprzedaż w tym roku, zostały jeszcze wyhodowane przez wyrzuconych fachowców.

Są wśród nich wielkie gwiazdy światowego formatu. Ciągle jeszcze te konie potrafią odnosić sukcesy na najważniejszych pokazach na świecie. Jak choćby michałowski Equator, który został wybrany wiceczempionem świata ogierów w grudniu ubiegłego roku na Salonie Konia w Paryżu.

Ogier Equator

Wyniki rozegranego niedawno (2-3 VI) młodzieżowego czempionatu Polski w Białce pokazały, że ostatnie roczniki wyhodowane przez zdymisjonowanych prezesów-hodowców, są nadal wybornej jakości. Co prawda, wyniki koni z Michałowa były wyraźnie gorsze, ale nie dlatego, że młodzież z tej stadniny była gorszej jakości. Była gorzej przygotowana do pokazu, gorzej wytrenowana. Z tej stadniny odeszło w ostatnim półroczu kilkoro fachowców, którzy się tymi końmi zajmowali wcześniej.

Wyniki pokazu w Białce potwierdziły, że poziom koni pochodzących z prywatnej hodowli stale się podnosi, tym bardziej więc niezrozumiała i krzywdząca była decyzja, że na główną aukcję konie z tej hodowli nie zostaną dopuszczone. Na szczęście z tej decyzji władze się wycofały.

Dopiero za rok na pokazie w Białce zobaczymy owoce pracy hodowlanej następców wyrzuconych hodowców. Dopiero od tego momentu będzie można oceniać ich pracę. Wiele wskazuje na to, że może się rozpocząć powolny zjazd.

*Marek Szewczyk

Redaktor naczelny miesięcznika „Koń Polski” w latach 1999 – 2013, w którym pracował także w latach 1979-1986. W latach 1987-1999 – dziennikarz redakcji sportowej TVP. Obecnie współpracownik Eurosportu, komentator sportów konnych. Prowadzi blog www.hipologika.pl



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym