Misja Artemis II to początek nowego rozdziału w eksploracji kosmosu. W kolejnych latach wrócimy na powierzchnię Księżyca i zaczniemy poważniej myśleć o lotach na Marsa. Nowy kosmiczny wyścig to szansa dla nauki, ale rywalizacja mocarstw wzmaga geopolityczne tarcia
W nocy z piątku na sobotę (10/11 kwietnia) polskiego czasu astronauci misji Artemis II mają wrócić na Ziemię. To już końcówka pierwszej od 53 lat załogowej misji, która wyleciała w stronę Księżyca, okrążając to ciało niebieskie. Lot stanowi przełom w programie Artemis, który w ciągu kilku kolejnych lat ma doprowadzić do powrotu astronautów na powierzchnię naszego naturalnego satelity. Dobić tam ma misja Artemis IV, planowana na 2028 rok – choć możliwe jest tu opóźnienie. Za program lotów na Księżyc odpowiada NASA ze wsparciem Kanady, Japonii czy Europejskiej Agencji Kosmicznej, której członkiem jest Polska. Obok rozwija się jednak też chiński program kosmiczny. Pekin twierdzi, że zamierza wysłać ludzi na Księżyc do 2030 roku.
Misja Artemis II pozwoliła przetestować statek Orion i sprawdzić gotowość NASA do powrotu w okolice Księżyca. Czworo astronautów – Christina Koch, Victor Glover, Reid Weisman i Jeremy Hansen – znalazła się dalej od Ziemi niż ktokolwiek inny w historii, oddalając się od naszej planety o 406 771 kilometrów. Misja była okazją do obserwacji Księżyca i Ziemi. Do historii przejdzie między innymi zdjęcie, na którym widać nocny glob w świetle odbitym od Księżyca, z wyraźnie widoczną poświatą zorzy polarnej, a także fotografie dalekiej strony księżyca (nazywanej czasem ciemną).
Artemis II oznacza powrót ludzkości w przestrzeń poza orbitą okołoziemską i zbliża nas do stałej obecności na Księżycu. Stamtąd łatwiej byłoby wyruszyć w stronę kolejnego celu – czyli Marsa. Między innymi o tym, czy to możliwe, jak i o tym, w jaki sposób przeszkodzić może w tym geopolityka, porozmawialiśmy z Maciejem Myśliwcem, przedsiębiorcą branży kosmicznej, właścicielem marketingowej Space Agency i popularyzatorem nauki.
Marcel Wandas, OKO.press: Czekaliśmy na taki moment ponad 50 lat. Dlaczego?
Maciej Myśliwiec: Zmieniła się przede wszystkim mentalność, mindset osób decyzyjnych. Po powrocie z Księżyca w 1972 roku tendencją było skupienie się na długoterminowej eksploracji kosmosu i stałą obecność na orbicie okołoziemskiej. Wiązało się to w dużej mierze z decyzjami Sowietów. Moskwa stwierdziła, że zaczyna przegrywać księżycowy wyścig. Okazało się, że nie uda im się tam polecieć. Rakieta N1, która była przygotowywana na ich lot, po prostu wybuchała. Pasowało im więc stwierdzić, że oni w zasadzie nie byli aż tak bardzo zainteresowani Księżycem i że w większym stopniu skupiają się na stworzeniu stacji orbitalnej.
Od tego zaczął się fokus na niską orbitę, poparcie społeczne dla misji księżycowych w USA dramatycznie spadało. Amerykanie wetknęli tam swoją flagę, administracja Nixona, za czasów której to się wydarzyło, spiła śmietankę, ale była poddawana ostrej krytyce, między innymi za zaangażowanie militarne w Wietnamie.
A potem długo nic.
Na długie lata zapomnieliśmy o Księżycu, dopiero w 1999 roku wystrzelona została pierwsza, amerykańska sonda, która miała obserwować powierzchnię naszego satelity – Lunar Prospector. Dzięki lotom bezzałogowym potwierdzono obecność wody na Księżycu, i to zmieniło optykę. Bo jeśli jest woda, to będziemy mogli wytworzyć z niej tlen, podtrzymać życie, wreszcie uruchomić silniki na paliwo rakietowe, i z Księżyca latać na Marsa w łatwiejszy sposób, niż z Ziemi – bez konieczności wyjścia z ziemskiej atmosfery i działania ziemskiej grawitacji. Księżyc nie jest do końca po drodze na Marsa, ale przy odpowiednim położeniu możemy w ten sposób nadrobić 400 tysięcy kilometrów.
Dziś wiemy też, jak wiele pierwiastków znajduje się pod powierzchnią Księżyca – zarówno ziemskich, jak i niedostępnych na Ziemi. Chodzi między innymi o Hel-3, którego synteza mogłaby pozwolić na stworzenie niesamowicie wydajnego źródła energii. Dlatego na dobre wystartował nowy kosmiczny wyścig. Zupełnie odpadli z niego Rosjanie, ale wciąż liczą się Chińczycy oraz Amerykanie, wspierani przede wszystkim przez Europę i Kanadę.
Czyli z jednej strony mamy piękne ideały eksploracji kosmosu, z drugiej geopolitykę.
Istnieje Traktat o Wykorzystaniu Przestrzeni Kosmicznej z 1967 roku. On określa zasady eksploracji: na przykład to, że za statek kosmiczny czy jakikolwiek inny obiekt w kosmosie odpowiada państwo, z którego został wyniesiony. Ustala też, że kosmos traktowany jest jak wody międzynarodowe, których powierzchni nikt nie może zaanektować. Ale z drugiej strony można sobie wyobrazić, że ktoś poleci na Księżyc, wydzieli tam jakiś obszar i stwierdzi: no dobra, to moje. To może się wydarzyć i trudno powiedzieć, kto i w jaki sposób mógłby temu zapobiec. Już teraz zdarzają się naruszenia. Chińczycy wynieśli na Księżyc sadzonkę rośliny, łamiąc wszystkie zasady dotyczące braku skażenia biologicznego jego powierzchni.
Wiele zależy od polityków i tego, w jaki sposób uprawiają dyplomację. Zdecydowanie może niepokoić, że USA idą w stronę konfrontacji. Rywalizacja pewnie zaostrzy się, gdy będziemy z większą odwagą spoglądać w stronę Marsa. Jest duże ryzyko, że pierwsi dotrą tam Chińczycy. Chciałbym wierzyć jednak, że ton zaczną nadawać również badacze, naukowcy, astronauci, którzy zwrócą uwagę na to, że eksploracja ma głębszy wymiar. Ale niestety – kiedy pojawiają się zasoby, ideały schodzą często na dalszy plan.
A po misji Artemis II pozostaną nie tylko ładne zdjęcia?
Ale zdjęcia też są istotne. Nigdy wcześniej ludzie nie przelecieli tak blisko bieguna południowego Księżyca, żadnemu z astronautów nie udało się wcześniej zobaczyć niektórych z miejsc i zjawisk. I tu widać wartość ludzkiego oka, której według mnie nie da się przecenić. W przypadku misji bezzałogowych wysyłamy próbnik, który nie ma wolnej woli, decyzyjności, nie może zorientować się w tym, co jest warte większej uwagi. Ludzkie oko ma inny zakres widzenia. Zakładam, że żadna z sond nie mogłaby dostrzec rozbłysków na powierzchni Księżyca, które zauważyli astronauci, i co zszokowało członków kontroli misji w Houston.
Przetestowanie sprzętu i możliwości lotu wokół Księżyca oczywiście też było niezwykle ważne. I tu jest również polski wątek, bo za mechanizmy ochrony radiacyjnej odpowiadają polskie badaczki Aleksandra Rutczyńska i Anna Fogtman, które bardzo wiele poświęciły dla tego projektu.
Zbudowanie odpowiednich dla misji kosmicznej dozymetrów jest niezwykle skomplikowane, a rozwój w tym kierunku będzie kluczowy dla dalszej eksploracji kosmosu. Bo technologicznie jesteśmy w stanie dziś polecieć na przykład na Marsa. Wsadziłbym cię w statek i byś tam doleciał.
Tylko czy bym przeżył?
Może byś przeżył, ale wróciłbyś bardzo chory, bo trudno w tej chwili zapewnić astronautom wystarczającą ochronę radiacyjną. W przypadku Księżyca działanie dozymetrów jest konieczne, by móc ocenić, jak długo załoga może przebywać na powierzchni, które miejsca są tam dla nich bezpieczniejsze. W zasadzie na Księżycu nie będziemy w końcu mieć wyjścia poza tymczasowym powrotem do jaskiń, które będą mogły chronić ludzi przed promieniowaniem.
A nie ma wpadek? Niektórzy drapią się po głowie i pytają, dlaczego jakość transmisji jest słaba, dlaczego są piksele.
No to przekrocz granicę 400 tysięcy kilometrów od Ziemi i wyślij 4K. To jest absolutnie niemożliwe, choć różnego rodzaju denialiści twierdzą, że rozpikselowanie obrazu świadczy o tym, że transmisja została zmanipulowana. A przecież sama możliwość jej przeprowadzenia pokazuje, jak potężny poczyniliśmy postęp w dziedzinie łączności. A ja przez cały czas trwania tej misji miałem włączony YouTube na drugim monitorze i wpatrywałem się w obraz jak zaczarowany. To jest niesamowite, że tak po prostu mogę obserwować na żywo, jak statek kosmiczny leci na Księżyc. A widziałeś zdjęcia, które opublikowali w środę?
Te z „zachodu Ziemi” za widnokrąg Księżyca?
Tak, to mnie rozbroiło, przez kilka minut siedziałem i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, co powiedzieć. Nie byłem pewien, czy będziemy mogli jeszcze coś takiego zobaczyć. Mamy też zbliżenia na powierzchnię Księżyca. Na takie fotografie czekały dwa pokolenia. Oczywiście zobaczymy jeszcze, co pokażą astronauci, kiedy wrócą na Ziemię, na pewno będzie o wiele więcej takiego materiału.
Za 5-10 lat będziemy pamiętać Artemis II jako jedną z wielu misji, niekoniecznie jako tę najważniejszą? W końcu lądowanie na Księżycu albo wyruszenie w kierunku Marsa może ją przyćmić.
W kontekście Artemis II dużo mówimy o misji Apollo 8, która okrążyła Księżyc w 1968 roku. To tak naprawdę była misja ważniejsza niż późniejsze Apollo 11, w czasie której ludzie stanęli na jego powierzchni. Przyniosła ona absolutny przełom. W kosmos, bez żadnej próby, poleciała nie do końca sprawdzona metalowa puszka. Dziś nikt nie pozwoliłby na wysłanie misji, która ma 40 proc. szans powodzenia. Żona astronauty Franka Bormana zamówiła specjalnie trumnę na wypadek pogrzebu bez ciała swojego męża. Wtedy NASA była znacznie mniej ostrożna. Artemis II pokazała, że można polecieć bezpiecznie w kierunku Księżyca i przygotowywać się do kolejnych misji: Artemis III i Artemis IV. I to „czwórka” ma wylądować na Księżycu. Niezależnie od tego, mamy do czynienia z wydarzeniem epokowym. W końcu żadnego z członków załogi nie było jeszcze na świecie, gdy ostatni raz stąpaliśmy po Księżycu.
Natomiast zakładam, że za 20 lat będziemy już na Marsie, a Księżyc będzie jedynie przystankiem na drodze. Jak on zostanie urządzony, będzie zależało od najbliższych lat. Jeśli Amerykanie przegrają ten wyścig, to będzie dla nich bolesna porażka. Może być tak, że to Chińczycy będą pierwsi na powierzchni naszego satelity. USA i Europa na pewno muszą się zmobilizować. Ale są pozytywne sygnały – jak na przykład rezygnacja z budowy stacji Lunar Getaway, która miała orbitować wokół Księżyca. Według planów Amerykanów mamy budować się już bezpośrednio na Księżycu, co może przyspieszyć działania NASA.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze