30 lipca diecezja włocławska podała, że w Turku cztery osoby napadły na księdza w kancelarii parafialnej, używając krzyża i obelg zrzuciły go z fotela. Wg policji było inaczej, ale alarm podnieśli politycy prawicy oraz hierarchowie... i prokuratura zatrzymała "napastnika". Sąd areszt uchylił jako niezasadny - mówi nam prawnik zatrzymanego

Według informacji OKO.press w kancelarii parafialnej w Turku 26 lipca 2019 „doszło do sprzeczki”, gdy dyżurujący tam ksiądz – pod nieobecność proboszcza – odmówił przyjęcia dokumentów apostazji. Jak podała policja, żadnych rękoczynów, ani ataków na Kościół nie było, a po południu tego samego dnia proboszcz przyjął deklarację wystąpienia z Kościoła. Diecezja włocławska ogłosiła jednak, że doszło do brutalnego ataku i taki news rozgrzał prawicowe media, polityków i hierarchów. Prokuratura aresztowała „napastnika”, ale 14 sierpnia sąd uchylił jej decyzję.

„Prokuratura nie mówi wszystkiego. Jedną z najważniejszych przyczyn uchylenia aresztu podaną w uzasadnieniu sądu było to, że zgromadzony materiał dowodowy nie daje podstaw do zastosowania takiego środka zapobiegawczego jak areszt tymczasowy. Jest to najsurowszy z przewidzianych Kodeksem postępowania karnego środków zapobiegawczych i powinien być stosowany wyjątkowo. Sąd Okręgowy w Koninie podzielił argumentację zawartą w zażaleniu i uznał, że decyzja o aresztowaniu była niezasadna.

Dodatkowo należy podkreślić, że prokuratura również podczas posiedzenia Sądu Okręgowego – czyli już po złożeniu wyjaśnień przez pozostałe osoby [uczestniczące w awanturze o apostazję – red.] – wnioskowała o nieuwzględnienie mojego zażalenia i dalsze utrzymywanie tymczasowego aresztu wobec podejrzanego”,

wyjaśnia OKO.press adw. Damian Czekaj, obrońca zatrzymanego, którego prawicowe media, politycy i hierarchowie uznali za groźnego napastnika.

Ale opowiedzmy po kolei.

Wersja kościelno-prawicowa: atak z użyciem krzyża i obelg

„W relacji poszkodowanego kapłana, ok. godz. 10.30 do biura parafialnego weszły czworo ludzi (trzy kobiety i mężczyzna), pragnący złożyć akt apostazji. Po wyjaśnieniu, że taki dokument może przyjąć i podpisać jedynie ksiądz proboszcz i poinformowaniu, kiedy pełni on dyżur w kancelarii,

ks. Zacharek został zaatakowany przez mężczyznę, który chwycił jedną ręką stojący na regale krzyż, a drugą zrzucił prezbitera z fotela na podłogę. Wszyscy atakujący używali przy tym wulgarnych określeń nie tylko pod adresem kapłana, ale także Kościoła.

Po kilkukrotnych, bezskutecznych prośbach, aby napastnicy opuścili kancelarię, kapłan wezwał policję” – poinformowała diecezja włocławska na stronie internetowej 30 lipca 2019 roku.

Informację podały prawicowe media, a wydarzenie stało się kolejnym dowodem na to, że polski Kościół znalazł się w niebezpieczeństwie. Osoby, które weszły do kancelarii, zostały nazwane „napastnikami”. Newsa o „ataku” zaczęli powtarzać prawicowi politycy. 31 lipca podczas posiedzenia komisji kultury i środków przekazu były europoseł Marek Jurek posłużył się wydarzeniem w Turku, by uzasadnić przyjęcie uchwały „sprawie potępienia wszelkich aktów nienawiści i pogardy antykatolickiej”.

„Uchwała ma charakter interwencyjny.

We Francji do profanacji kościoła albo cmentarza dochodzi co 8 godzin. W Polsce tego typu akty się mnożą. Chociażby dzisiaj mamy doniesienia o ataku na księdza w Turku. Przyszła pora, by nazwać i potępić nienawiść i pogardę antykatolicką.

Wiadomo, że ona często spotyka się z tolerancją”, przekonywał Jurek.

Pierwsza wersja policji: ataku nie było, sprawa została załatwiona

Dzień po tym, jak informację o ataku podała diecezja włocławska, policja, która przybyła na miejsce zdarzenia, podała inną wersję wydarzeń. „Potwierdzam jedynie, że policja interweniowała w tej sprawie – mówiła portalowi onet.pl Dorota Grzelka, starsza aspirant policji w Turku.

„Nie doszło do naruszenia nietykalności cielesnej księdza, nie doszło do rękoczynów. Nie był to żaden atak na Kościół. Nic takiego nie miało miejsca”.

Jak twierdzi Grzelka w rozmowie z Onetem i gazeta.pl osoby nie chciały opuścić kancelarii, mówiły podniesionymi głosami i zachowywały się arogancko: „Dlatego była potrzeba interwencja policji.

Te osoby jeszcze tego samego dnia wróciły na plebanię po godzinie 16.00 i otrzymały od proboszcza potwierdzenie złożenia aktu apostazji”. Na tym policja zakończyła interwencję, a ponieważ rzekomo zaatakowany ksiądz nie złożył zawiadomienia, postępowania nie wszczęto.

Przyjaciel zatrzymanego mówi OKO.press: „doszło do sprzeczki”

OKO.press rozmawiało z przyjacielem jednego z uczestników wydarzenia: „Rzeczywiście doszło do sprzeczki. Prawo kanoniczne jest takie, że oświadczenie o chęci wystąpienia z kościoła składa się proboszczowi. I ksiądz w parafii powiedział, że oświadczenia nie przyjmie, bo nie ma proboszcza. Ale oni przyszli tylko złożyć dokumenty, tak jak się przychodzi do sekretariatu w urzędzie. Nie oczekiwali natychmiastowego podpisu, tylko przyjęcia dokumentów za potwierdzeniem odbioru. Tego im odmówiono”.

Prokuratura wkracza do akcji i aresztuje

Przyjaciel jednego z uczestników zdarzenia: „Po tym, jak policja uznała, że nie doszło do rękoczynów i nie wszczęła postępowania, a ksiądz nie wniósł oskarżenia, przyjaciele myśleli, że sprawa jest zamknięta. Ale ona zaczęła żyć własnym życiem w mediach, o czym nawet nie wiedzieli.

Wypowiedział się na ten temat nawet biskup włocławski. Dwa dni po jego wypowiedzi prokuratura wszczęła postępowanie, a jeden z uczestników wydarzenia został zatrzymany”.

Rzeczywiście, 1 sierpnia do sprawy odniósł się bp Wiesław Mering [na zdjęciu]: „Ksiądz po prostu nie chciał zbędnego hałasu i zamieszania wokół siebie i sytuacji, która miała miejsce. Ja to uważam za poważny błąd. O tym, co się wydarzyło trzeba mówić. Nie trzeba robić z igły wideł, ale nie można też robić z wideł igły. A tutaj chyba ta druga sytuacja się pojawiła. Nie wydaje mi się, że brak nagłośnienia tej sprawy sprawi, że one się nie będą pojawiały. Może być dokładnie odwrotnie”.

A dwa dni później – 3 sierpnia – okazało się, że to nie koniec sprawy. Tego dnia prokuratura zatrzymała we Wrocławiu 43-letniego mężczyznę, rzekomego napastnika i postawiła mu zarzuty. „W opisie zarzutu wskazano, że podejrzany miał zmuszać osobę pokrzywdzoną, czyli księdza, do określonego zachowania, poprzez stosowanie przemocy w postaci siły fizycznej. Jednym zarzutem objęto kilka czynów. Najsurowszy z nich zagrożony jest karą do pięciu lat więzienia”, powiedział Onetowi prokurator Adam Weber z prokuratury w Turku.

Podejrzany został tymczasowo aresztowany – na wniosek prokuratury sąd rejonowy w Turku zastosował wobec niego środek zapobiegawczy. Areszt miał trwać miesiąc – do 3 września.

Prawnik zatrzymanego: Sąd uchylił decyzję jako niezasadną

Adwokat Damian Czekaj, obrońca podejrzanego, złożył zażalenie na decyzję sądu. W środę 14 sierpnia Sąd Okręgowy w Koninie uznał, że zastosowany wobec 43-latka areszt był nieuzasadniony i decyzję uchylił. I nie zastosował żadnych innych środków zapobiegawczych wobec podejrzanego np. poręczenia majątkowego, czy zakazu opuszczania kraju.

„Początkowo istniała obawa matactwa ze strony podejrzanego, ponieważ nie uczestniczył on sam w zdarzeniu [w sensie – uczestniczyły w nim też inne osoby – red.]. Ale po jego aresztowaniu do prokuratury same zgłosiły się pozostałe osoby, które pojawiły się z nim w biurze parafii. Zostały one przesłuchane i przedstawiono im zarzuty. Więc ta obawa matactwa przestała być aktualna” – wyjaśniła w rozmowie z Onetem Aleksandra Marańda, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Koninie.

Adwokat Damian Czekaj: „Tutaj prokuratura nie mówi wszystkiego. Jedną z najważniejszych przyczyn uchylenia aresztu podaną w uzasadnieniu sądu było to, że zgromadzony materiał dowodowy nie daje podstaw do zastosowania takiego środka zapobiegawczego jak areszt tymczasowy. Jest to najsurowszy z przewidzianych Kodeksem postępowania karnego środków zapobiegawczych i powinien być stosowany wyjątkowo. Sąd Okręgowy w Koninie podzielił argumentację zawartą w zażaleniu i uznał, że decyzja o aresztowaniu była niezasadna.

Dodatkowo należy podkreślić, że prokuratura również podczas posiedzenia Sądu Okręgowego – czyli już po złożeniu wyjaśnień przez pozostałe osoby – wnioskowała o nieuwzględnienie mojego zażalenia i dalsze utrzymywanie tymczasowego aresztu wobec podejrzanego.

Dlatego wyjaśnienie pani rzecznik jest niepełne”.

W zażaleniu adwokat Damian Czekaj powołał się między innymi na treść art. 259 KPK: „To jest przepis mówiący o tym, że tymczasowego aresztowania nie stosuje się, gdy jest duże prawdopodobieństwo, że orzeczona na końcu postępowania kara nie będzie karą pozbawienia wolności. I sąd przychylił się do mojej argumentacji”. Pełne uzasadnienie decyzji sądu poznamy w przyszłym tygodniu.

Jak wyglądało całe wydarzenie z perspektywy podejrzanych? „O tym niestety nie możemy jeszcze mówić, póki trwa postępowanie przygotowawcze prowadzone przez Prokuraturę”, mówi Damian Czekaj. Postępowanie może trwać miesiącami i latami, ale prawnik przewiduje, że zakończy się w ciągu jednego lub dwóch miesięcy.


Pilnujemy rozdziału Państwa od Kościoła.
Daj na tacę OKO.press.

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Komentarze

  1. Rafal Poniecki

    Skoro kler nie pobiera już dziesięciny, to co może dać komuś taki akt apostazji? Nawet nie ma żadnej gwarancji, że kler przestanie uwzględniać takiego apostatę w swoich statystykach. Nikt mnie nie pytał o pozwolenie, gdy mnie chrzczono, dlaczego miałbym pytać kogokolwiek o pozwolenie opuszczenia tego stada owiec i baranów, czy chociażby formalnie odmeldować się u pastucha?
    O, dopiero czytałem, że w tym roku w jednym z seminariów duchownych nie zgłosił się ani jeden kandydat na przyszłego owczarza, a na religię chodzi nie więcej niż połowa uczniów, a w niektórych szkołach jest jeszcze lepiej, albo gorzej, w zależności kto to komentuje. I to jest potęgujący się trend. Czy to oznacza nadejście powszechnego ateizmu? Nie sądzę. Owce i barany, a takich nigdy w społeczeństwie nie brakowało i nie zabraknie, poszukają sobie bardziej przyjaznych pastuszków, chociażby zielonoświątkowców.

  2. Mateusz Głazowski

    Kler "wespół w zespół" z pisuarami pracuje nad wytworzeniem stanu zagrożenia. Sądują, czym można najbardziej nastraszyć Polaka-Szaraka. To co się teraz dzieje to gry wstępne. Strach będzie narastał w miarę zbliżania się do wyborów. Przećwiczono to w trakcie wyborów prezydenckich. Lech Kaczyński miał marne widoki na zwycięstwo i nagle przed II turą podłożono w Warszawie 15 pakunków z bombami. Kaczyński wygrał. Podkładających pakunki miano już zaraz złapać i do dzisiaj nic. A co do wierzących w nauki Jezusa. Szanowni Państwo, pierwsi chrześcijanie gromadzili się w katakumbach na modlitwy, nie mieli rozlicznych hierarchów i kleru, ale wierzyli. Zostawcie tych purpuratów zło głoszących.

  3. Andrzej Przestalski

    Bez dwóch zdań zatrzymanie nie miało uzasadnienia i zostało wymuszone na prokuraturze przez biskupa. Ale nikt nie zaprzeczył że ksiądz został zaatakowany fizycznie i werbalnie.

  4. Marcin Kos

    Błagam, nie piszcie bzdur typu "Prokuratura wkracza do akcji i aresztuje". To kompromituje nie tylko Autora. Póki co, środek zapobiegawczy w postaci aresztu tymczasowego pozostaje w gestii sądu

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press